Wesprzyj Kontakt

3 minuty czytania  •  18.03.2022

Krzysztof Żuk ochroni Park na Węglinie? Wątpię

Udostępnij

Prezydent Lublina, pod naporem mieszkańców wycofał się ze zmian planu miejscowego dla Parku Węglińskiego. Projekt dopuszczał nową, dosyć sporą zabudowę. Wątpię, czy decyzja prezydenta rzeczywiście ochroni Park na Węglinie. Decyzja prezydenta o nic nie robieniu to żadna ochrona. To zgoda na dalszą rujnację parku.

Park na Węglinie został sprzedany przez miasto w 1999 roku. Chwilę przed sprzedażą w parku rosło ok. 557 drzew. Przeprowadzono też prace sanitarne tak by wszystkie drzewa były w dobrym stanie zdrowotnym. Od tego czasu z Parku zniknęło prawie 40% drzew. W 2020 roku było ich już tylko 324. Większość z nich wycięto, ze względu na zły stan zdrowotny lub nierokowanie przeżycia.

Jak to możliwe? Bardzo prosto, wystarczyło przez kilkanaście lat nie dbać o drzewa. Bodziec był tym większy, że konserwator od początku zabraniał lokalizacji nowej zabudowy w miejscu istniejących drzew… Że starania był skutecznie niech świadczy fakt, że tam, gdzie w 2003 roku rosły drzewa, tam w 2022 roku planowano dopuścić zabudowę nie kolidującą z żadnym drzewem.

Właściciel zapewnia, że działa zgodnie z prawem – na wszystkie wycinki miał zgody. Sytuacja wyglądałaby zgoła odmiennie, gdyby Wojewódzki Konserwator Zabytków działał. Już w 2010 roku konserwator zabytków pisał, że zły stan parku to efekt zaniedbań. Mimo to przez kolejne 12 lat Dariusz Kopciowski pozwolił na dalszą rujnację. W miejsce wyciętych ponad 200 drzew nakazał tylko 1 nasadzenie. W 2012 roku powstał „Projekt nasadzeń zieleni”. Projekt przewidywał nasadzenie 74 drzew, 1479 krzewów i 85m2 bylin. Na jego realizację właściciel otrzymał czas pierwotnie do 2016 roku, potem do 2019 roku, teraz do końca 2022 roku. Przez 10 lat z nasadzeń nic nie wyszło.

Tam gdzie konserwator nie mógł, lub nie chciał, mógłby prezydent Lublina. Ten jednak też nie chce.

Park mógłby być realnie chroniony wyłącznie przez nowy plan miejscowy. W pierwszej kolejności najokazalsze drzewa należałoby objąć ochroną planistyczną. Taki zapis istnieje choćby na działce za płotem. Zapisano tam: „Nakazuje się ochronę istniejącego drzewa (wierzba) o szczególnych walorach przyrodniczych (lokalizacja oznaczona na rysunku planu), dopuszcza się wykonanie niezbędnych zabiegów pielęgnacyjnych poprawiających stan drzewostanu. W przypadku konieczności wycinki ze względów sanitarnych bądź bezpieczeństwa – nakaz odtworzenia drzewostanu w granicach planu„. Oznacza to, że nawet jeśli właściciel nie będzie dbał o takie drzewo a drzewo będzie trzeba wyciąć ze względu na stan zdrowotny czy stwarzanie zagrożenia… to i tak drzewo będzie trzeba odtworzyć. W tym momencie takiego obowiązku nie ma. A Konserwator za wycięte dotychczas drzewa nie oczekiwał rekompensaty. Nowy plan oznaczałby brak furtki „rujnacji parku w majestacie prawa przez nic nie robienie”.

Stary plan chroni park przed zabudową. Przez zabudowę rozumie się jednak zabudowę kubaturową. Zabudową nie są alejki czy parkingi. Mogę sobie wyobrazić, że teren parku zostanie wybetonowany pod jedną wielką alejkę. Mogę sobie wyobrazić, że właściciel postanowi oświetlić park ustawiając latarnie w miejscu drzew czy prowadząc kable w sposób kolidujący z drzewami. A jak pokazują lubelskie doświadczenia w takiej sytuacji nikt nie ma wątpliwości: drzewa czy rozwój?

Odrzucony przez Prezydenta plan miejscowy, który pozwalał na dodatkową zabudowę, zawierał także zapisy, które chroniły park. W projekcie zapisano, że zarówno zabudowa, jak i elementy infrastruktury technicznej nie mogą kolidować z istniejącym drzewostanem ani pogarszać jego warunków bytowych. Zapisano minimalny udział powierzchni czynnej na poziomie 75%. Takie zapisy chroniłyby park zdecydowanie mocniej.

Wycofany plan posiadał zapisy korzystne dla właściciela, a możliwe do pogodzenia przez sąsiadów parku. Dopuszczenie funkcji mieszkaniowej w pałacyku. Nikomu by nie przeszkadzało. Zdaje sobie sprawę, że wśród uwag do projektu planu pojawiły się też głosy przeciw zabudowie mieszkaniowej. Trzeba sobie jednak zdawać sprawę, że uwagi te były zgłaszane po złości.

Krzysztof Żuk rozwiązał problem udając, że go nie ma. To niestety nie jest rozwiązanie. Możemy mieć pewność, że problem parku na Węglinie jeszcze powróci.