Wesprzyj Kontakt

12 minuty czytania  •  01.02.2024

Jak agent Krzysiek i agent Rafał sprawy załatwiali. Funkcjonariusze CBA z Lublina przed sądem

Udostępnij

Za „parasol służb” trzeba było słono zapłacić. Agentów z lubelskiej Delegatury CBA można też było wynająć do rozwiązywania spraw rodzinnych – na przykład by postraszyć szwagra. Dwóch byłych już funkcjonariuszy i ich ówczesny szef zasiadło właśnie na ławie oskarżonych. Jeden z nich to „agent Krzysiek”, bohater publikacji Onetu, która miała osłonić kulisy głośnej akcji o kryptonimie „Chryzantema”.

Śledztwo trwało aż pięć lat, zebrane w sprawie materiały zajmują 92 tomy. Mowa o części jawnej, bo część akt jest w kancelarii tajnej – dziennikarze nie mają do nich dostępu. Podobnie jak jawna jest tylko część aktu oskarżenia – ta liczy 159 stron.

Proces przed Sądem Rejonowym dla Warszawy Mokotowa ruszył 5 stycznia. Na ławie oskarżonych zasiada osiem osób. Trzech z nich to byli już funkcjonariusze lubelskiej delegatury Centralnego Biura Antykorupcyjnego – dwóch agentów Wydziału Operacyjno-Śledczego i ich ówczesny szef. Prokuratura zarzuca im „popełnienie szeregu przestępstw”, w tym: przekroczenie uprawnień, wielokrotne ujawnianie informacji niejawnych, czy przyjmowanie korzyści majątkowych.

Dwie kolejne osoby to mężczyźni podający się za współpracowników CBA w Lublinie – pośrednicy w kontaktach między ludźmi, którzy byli skłonni sporo zapłacić za wyciągnięcie ich z kłopotów, a prawdziwymi agentami, którzy taką pomoc mieli obiecywać.

Oskarżonych byłoby więcej, ale dwie osoby złożyły wnioski o wydanie wyroku skazującego i wymierzenie im kar bez rozprawy. Ich sprawy zostały wyłączone do odrębnego postępowania.

Byli agenci CBA odpowiadają z wolnej stopy. Od czasu zatrzymania w lipcu 2019 muszą jednak regularnie meldować się w najbliższych komisariatach. Mają zakaz opuszczania kraju (paszport jednego z nich leży w kasie pancernej magazynu CBA), nie mogą kontaktować się z pozostałymi oskarżonymi. Do tego poręczenia majątkowe w wysokości kilkudziesięciu tysięcy złotych. Nieco łagodniej prokurator obszedł się z ich ówczesnym szefem. Jacek W. nie był zatrzymany, a środku zapobiegawcze – jak poręczenie w kwocie 20 tys. zł i dozór policji – zostały szybko zdjęte.

Biznesmen z Wielkopolski poznaje agentów z Lublina

Opisana w akcie oskarżenia historia zaczyna się w Babimoście koło Wolsztyna (Wielkopolskie), gdzie działa prywatna strzelnica. Jej właściciel, lokalny przedsiębiorca Jacek P., to postać w tej branży dość znana. Regularnie pojawia się w mediach w roli „eksperta branży zbrojeniowej”. Na łamy ogólnopolskich portali trafia też jako bohater afer związanych z przetargami na dostawę broni różnym formacjom mundurowym.

Strzelnicy w Babimoście przedsiębiorca nie prowadzi głównie w celach zarobkowych, raczej „hobbystycznie” i „dla korzyści wizerunkowych”. Ćwiczą tu m.in. różne formacje polskich służb mundurowych, a klienci testują broń, którą zamierzają kupić.

W 2015 r. nad strzelnicą zbierają się czarne chmury – podczas szkolenia zostaje postrzelony jeden z jego uczestników. Wychodzi wówczas na jaw, że obiekt nie spełnia wymogów prawa budowlanego. Burmistrz Babimostu odmawia zatwierdzenia regulaminu strzelnicy, a MSWiA wszczyna postępowanie w sprawie cofnięcia koncesji. Jakby tego było mało, w siedzibie jednej z firm biznesmena w wyniku „niekontrolowanego oddania strzału” ranny zostaje jeden z jego pracowników, a on sam zostaje zatrzymany na granicy polsko-niemieckiej, gdy przewozi pięć sztuk broni palnej.

Przedsiębiorcy grozi już nie tylko utrata koncesji na prowadzenie strzelnicy, także on sam może stracić pozwolenie na broń. Zaczyna więc szukać pomocy w jednej z warszawskich kancelarii prawnych. Idzie też na współpracę z agentami lubelskiej delegatury CBA. Pomaga im w przeprowadzeniu operacji specjalnej.

– Z odtajnionych materiałów niejawnych wynika, że Jacek P. uczestniczył w kontrolowanym wręczeniu korzyści majątkowej w ramach czynności operacyjnych CBA – czytamy w aktach śledztwa.

„Ważna osoba w służbach” i ten „co dużo może”

Z nawiązanych kontaktów w CBA wielkopolski przedsiębiorca nie zamierza rezygnować. Wręcz przeciwnie. Jak wynika z sądowych akt, kontynuuje tą znajomość jeszcze długo i z korzyścią dla obu stron. Za „roztoczenie swoistego parasola ochronnego” słono też płaci.

Jak wylicza prokurator Karol Węgrzyn, łącznie przedsiębiorca miał przekazać w gotówce 517 tys. zł Marcinowi P. i przelać 77 tys. na konto jego znajomej. Ale też przyznaje, że nie wszystko było „łapówką” za załatwienie różnych spraw. Marcin P. ostatecznie przyznał się do popełnienia szeregu przestępstw i nie zasiadł na ławie oskarżonych.

– Marcin P. brał pieniądze za załatwienie spraw w instytucjach państwowych, dzielił się z Jerzym W., a ten miał przekazywać funkcjonariuszom Delegatury CBA w Lublinie – dowodzi prokurator. – Relacje między P., W. i funkcjonariuszami Delegatury CBA w Lublinie są udokumentowane w materiałach niejawnych i szerzej opisane w niejawnej części aktu oskarżenia – podkreśla.

I Marcin P. (rocznik ’79) i Jerzy W. (rocznik ’60) to w tej historii postacie kluczowe. Ten pierwszy ma być tym, „co pracuje w służbach i dużo może”. Ten drugi przedstawia się jako „ważna osoba w służbach, głównie w ABW i CBA, gdzie nazywają go pułkownikiem”, jest wspólnikiem w agencji detektywistycznej, mieszka pod Puławami. Obaj wielokrotnie powołują się na swoje szerokie „kontakty ze służbami”, za opłatą oferują drobnym przedsiębiorcom pomoc w wydostanie ich z różnych kłopotów. Jedne sprawy załatwiają sami, w drugie angażują prawdziwych agentów z Delegatury CBA w Lublinie. Przyjrzyjmy się tym sprawom bliżej.

Agent Rafał i agent Krzysiek

Wiosną 2016 biznesmen z Wielkopolski przyjeżdża do Kazimierza Dolnego. W 4-gwiazdkowym hotelu Król Kazimierz poznaje Jerzego W., którego Marcin P. przedstawia jako swojego wujka, który „tworzył strukturę CBA razem z ministrem Kamińskim i którego był dobrym znajomym”. Na spotkaniu, które W. nagrywa na dyktafonie, pada obietnica kontaktu „z kimś z CBA”, nie padają jednak żadne kwoty. Dopiero po wyjściu W. przedsiębiorca ma usłyszeć, że „najlepiej gdyby dać funkcjonariuszom CBA podarek pięć dych za pozytywne rozpatrzenie sprawy”, ale w kontaktach z agentami kwestii pieniędzy ma nie poruszać.

Z prawdziwymi agentami lubelskiego CBA biznesmen po raz pierwszy spotyka się dwa tygodnie później, w restauracji przy ul. Puławskiej w Warszawie.

Rafał S., rocznik ’76 , kolekcjoner monet (swoją kolekcję numizmatyczną wycenia na 30 tys. zł), miłośnik szwedzkich Saabów (ma dwa takie auta). Z zawodu nauczyciel historii, w 2016 agent w Wydziale Operacyjno-Śledczym lubelskiej delegatury CBA, obecnie na emeryturze. Na potrzeby tego tekstu nazwijmy go „agentem Rafałem”.

Krzysztof Z., rocznik ’79, jeździ motocyklem Yamaha Road Star i Nissanem Terrano. Karierę w służbach mundurowych zaczął w Komendzie Miejskiej Policji w Lublinie, w tym czasie poznał wielu lubelskich polityków i partyjnych działaczy, w tym Elżbietę Kruk (obecnie europosłanka PiS), Jarosława Zdrojkowskiego (były marszałek województwa) czy Mariusza Deckerta (prezes Radia Lublin). W momencie zatrzymania Krzysztof Z. pracuje przy akcji specjalnej o kryptonimie „Chryzantema”, zakończonej głośnym zatrzymaniem czterech lubelskich przedsiębiorców z branży budowlanej, w tym byłego przewodniczącego Rady Miasta Lublin Piotra Kowalczyka. O czym zresztą kilka tygodni temu szeroko opowiadał dziennikarzowi lubelskiej redakcji Onetu. W wywiadzie Szef CBA uratował karierę Przemysława Czarnka. Wyznania „agenta Krzyśka” czytamy, że w to właśnie w wyniku tej konkretnej operacji agent miał zostać zmuszony do odejścia ze służby. A zarzuty korupcyjne miał usłyszeć tylko dlatego, że „nie chciał firmować politycznej układanki, którą zaczęło realizować CBA”. Do tej sprawy i innych działań „agenta Krzyśka”, które odbiły się szerokim echem w mediach, jeszcze wrócimy.

Tablice fałszywe, ale agent prawdziwy

Jest 1 sierpnia 2018 r., parking  MOSiR w Wolsztynie. Marcin P. odbiera od wielkopolskiego przedsiębiorcy gruby zwitek banknotów. Kilka godzin później w pokoju w motelu przy ul. Bokserskiej przekazuje pieniądze swojemu starszemu koledze, „pułkownikowi” spod Puław. Z sumy 50 tys. zł Jerzy W. odlicza 5 tys.

Dając te pieniądze powiedział mu, żeby nie myślał, że wszystko jest dla niego, bo on się musi podzielić z wiadomymi osobami – pisze prokurator w akcie oskarżenia. I przekonuje: – Wpływy P. i W. w delegaturze CBA nie były iluzoryczne. Co więcej, agenci podejmowali pewne działania niejako na zlecenie przedsiębiorcy.

Swoje kontakty „w służbach” biznesmen wykorzystuje nie tylko tam, gdzie ma problemy z policją, Żandarmerią Wojskową czy Strażą Graniczną. Jednego z funkcjonariuszy CBA udaje mu się wciągnąć także w zaplanowaną w najmniejszych szczegółach intrygę – rodzinnej rywalizacji o względy majętnej teściowej.

23 sierpnia 2016 r. agent Rafał jedzie do Wolsztyna. By wykonać zadanie, przerywa swój urlop. W połowie drogi z Karpacza psuje mu się samochód, ale wielkopolski przedsiębiorca ratuje go z opresji. Po drodze do audi A8 biznesmena montują wcześniej przygotowane tablice. Są na nich dokładnie takie same numery, jakie ma służbowe auto pary agentów CBA z Lublina. Przyjazd agenta i jego kolegi Marcina P. na kilka godzin do Wolsztyna kosztuje przedsiębiorcę 25 tys. zł, które wręcza na parkingu klubu sportowego. W toalecie klubu Fala Park agent Rafał bierze z tej sumy 15 tys. zł (przesłuchiwany potem przez prokuratora będzie tłumaczył, że tylko odebrał dług należący do jego kuzyna).

Z zeznań jednego z oskarżonych: Wymyślił sobie (wielkopolski przedsiębiorca Jacek P.- red.), że pod nieobecność szwagra odwiedzimy jego dom. Gdzie są kamery i zostanie nagrany samochód z Lublina. Potem jego matkę, żeby wiedział, że go szukamy. Na końcu teściową. Chodziło o zasugerowanie, że on handluje fakturami i skompromitowanie go w oczach teściowej. P. miał wypaść jako osoba poważna, która współpracuje ze służbami.

Panowie odwiedzają też biuro szwagra biznesmena, dopytują o niego, dla lepszego efektu agent Rafał wyciąga legitymację CBA. Straszak działa. Jeszcze tego samego dnia mężczyzna rzekomo poszukiwany przez służby, zaalarmowany przez swoją rodzinę, wraca z wakacji. Ale też szybko nabiera podejrzeń, że szukający go agenci wcale nie byli prawdziwi. Z jednej strony zgadza się, by jego szwagier P. „uruchomił wszystkie swoje kontakty w służbach” i umówił go z funkcjonariuszami CBA. Z drugiej – postanawia działać także na własną rękę.

Swoimi podejrzeniami dzieli się z policjantami z Komendy Powiatowej w Wolsztynie. Wynajmuje też prywatnego detektywa, który zaczyna śledzić jego szwagra. Robi zdjęcia i film, gdy ten spotyka się z agentami w warszawskiej restauracji „Siwy Dym”. Potem, gdy jego zleceniodawca decyduje się sam z nimi spotkać, detektyw wyposaża go w urządzenia nagrywające.

Na tym spotkaniu agent Krzysiek wypowiada się o wielkopolskim przedsiębiorcy w samych superlatywach. Podkreśla, że jest tu „tylko i wyłącznie na prośbę Jacka P., którego funkcjonariusze CBA bardzo szanują”. Słyszy też, że jeśli nie podejmie współpracy, to może „wyhaczyć 5 lub 10 lat” w związku z tzw. zbrodnią vatowską. – Czuł się zastraszony przez funkcjonariuszy CBA – nie ma wątpliwości prokurator.

Na kolejne jego spotkanie z agentami, zaplanowane w połowie września w Poznaniu, podsłuch ma już mu założyć policja. Policjanci podejrzewają, że ktoś się podszywa pod agentów CBA i planują wkroczyć do akcji, gdyby padło żądanie łapówki. Z akcji nic jednak nie wychodzi – „szanowany przez służby” przedsiębiorca w ostatniej chwili odwołuje spotkanie. Jak donosił wówczas dziennik Rzeczpospolita, sprawę tajemniczego funkcjonariusza badało potem Biuro Kontroli i Spraw Wewnętrznych CBA.

Ile kosztuje „parasol służb”

Agenci CBA z Lublina wiedzą już, że wyjazdy do Wielkopolski to „bilet w jedną stronę”. Gdy przedsiębiorca ma pretensje o wciąż „nie załatwiony temat burmistrza i koncesji”, ci zarzucają mu, że to on „spalił całą akcję”, a teraz oni „muszą się tłumaczyć, po co tam jeździli i co robili”.

Nie jest jednak tak, że „tematy nie zostały ruszone”. Jak dowodzi prokurator Węgrzyn – jeszcze w maju obaj agenci spotkali się z naczelnikiem Wydziału Kryminalnego KPP w Wolsztynie, która zajmowała się sprawą postrzelenia na terenie firmy przedsiębiorcy. Mieli mu ujawnić informację o klauzuli „poufne”. W sierpniu zjawiają się z kolei w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Poznaniu, która prowadzi postępowanie administracyjne ws. pozwolenia na broń. Naczelnik, z którym rozmawiają, ma odmówić pomocy.

Po wizycie w poznańskiej komendzie agent Rafał przekonuje jednak przedsiębiorcę: „Jest już fama, że ty jesteś powiązany ze służbami, takimi prawdziwymi, kurwa, służbami, które mają nad tobą jak gdyby taki parasol lekki.”

W aktach śledztwa są też SMS-y biznesmena do lubelskich agentów. Pod koniec sierpnia pisze do obu: „Krzychu, do jutra mają podjąć decyzję, nie mogą mi zabrać pozwolenia!!!”

Następnego agent Rafał odpisuje: „Było gadane. Mam nadzieję, że przyniesie pozytywne efekty. Więcej nie dam rady zrobić.”

– Korespondencja SMS-owa zapisana w telefonie P. przybliża usługowy charakter jego relacji z funkcjonariuszami CBA S. i Z. – nie ma wątpliwości prokurator Karol Węgrzyn.

Kolejnymi problemami przedsiębiorcy z Wolsztyna lubelscy agenci nie chcą się już zajmować. A ten zamierza się rozprawić z konkurencyjną firmą, posądzając ją o wyłudzenie dotacji i nieprawidłowości w rozliczeniach podatkowych. (Tu współpracy podejmie się Marek Z., który z kolei powołuje się na znajomości i wpływy w Ministerstwie Finansów i Krajowej Administracji Skarbowej. On również zasiada dziś na ławie oskarżonych).

„30 tys. zł płatne z góry”

Z akt śledztwa wynika, że Marcin P., czyli ten który „zna funkcjonariuszy, w tym CBA” oraz jego „wujek generał”, czyli starszy o 20 lat Jerzy W., po raz kolejny angażują agentów CBA wiosną 2017. Ich „klientami” są wówczas przedsiębiorcy, którzy zainwestowali w spółkę zajmującą się dystrybucją suplementów diety. Podejrzewają swojego wspólnika o wyprowadzenie środków do innej firmy.

Agent Krzysiek zgadza się pomóc. – Jednakże zażądał 80 tys. zł w zamian za zaangażowanie do tego Delegatury CBA w Lublinie – czytamy w akcie oskarżenia. – Z góry 30 tys. zł. Resztę po załatwieniu sprawy.

Pośrednikiem w przekazaniu gotówki jest Marcin P. Agent Krzysiek ma wziąć pierwszą ratę 31 maja w samochodzie w miejscowości Tomice k. Góry Kalwarii. – Następnie P. zawiózł go na spotkanie z przedsiębiorcą i jego ojcem do restauracji w Warszawie – czytamy w aktach.

Ale jak ustala później prokuratura, „finalnie Delegatura CBA w Lublinie nie wdrożyła żadnych dalszych czynności w tej sprawie.” Ustala także, że w tym czasie i w tym miejscu funkcjonariusz CBA rzeczywiście był.

Drugi z agentów – Rafał – w tym czasie już w CBA nie pracuje. Zwalnia się sam pod koniec 2016 r. Tłem tej decyzji było postępowanie toczące się w prokuraturze w Białej Podlaskiej. Wobec Rafała S. wydano postanowienie o przedstawieniu mu zarzutu nakłaniania innej osoby do składania fałszywych zeznań.

Tajne operacje i kapsle do felg

W śledztwie przewija się jeszcze jedno nazwisko – Włodzimierza G., „człowieka o kryminalnej przeszłości”, z którym lubelscy agenci regularnie współpracują. To właśnie on w zeznaniach, jakie złożył w 2016 r. w swojej sprawie, ujawnia „szereg nieprawidłowości w działaniach podejmowanych przez funkcjonariuszy CBA w Lublinie”. Materiał dowodowy okazał się na tyle ciekawy, że warszawska prokuratura postanowiła przyjrzeć się sprawie bliżej i wszcząć nowe śledztwo (którego pokłosiem jest właśnie rozpoczynający się proces).

Włodzimierzowi G. agenci mają ujawnić informacje niejawne z operacyjnego rozpoznania spraw o kryptonimach „Vermieter” i „Vermieter 2” z 2013 roku. A w następnych latach informacje o wykonanych czynnościach SOR (sprawa operacyjnego rozpoznania) „Fosfor” (2015), czy „Strzelnica” (2016).

Agent Krzysiek przekazuje mu też dane z systemu Centralnego Systemu Informacyjnego CBA dotyczące kilku aut – tej samej marki, jaką jeździ on sam.

Logował się do CSI CBA i sprawdzał, kto ma takie samochody na terenie Lublina i okolic. Co pozwoliło wytypować przyszłe ofiary kradzieży – pisze w akcie oskarżenia prokurator Węgrzyn. – G. był nakłaniany przez Z. do kradzieży kapsli do alufelg Nissana Terano, ale nie podjął się.

To sprawa sprzed kilku lat. Była przedmiotem wewnętrznego postępowania wyjaśniającego w CBA. Wartość tych kołpaków to ok. 600 zł.

***

Co funkcjonariusze CBA mają na swoją obronę? Do zarzucanych im przestępstw nie przyznaje się żaden z nich, w śledztwie składają obszerne wyjaśnienia.

Ówczesny szef lubelskiej delegatury Jacek W. usłyszał tylko jeden zarzut. Miał przekroczyć swoje uprawnienia nawiązując kontakt z Żandarmerią Wojskową w sprawie strzelnicy wielkopolskiego biznesmena. Miał też „nadać pozory legalności działaniom funkcjonariusza CBA Rafała S.” gdy ten pojawił się w poznańskiej komendzie i w dniu, gdy wypytywał o szwagra przedsiębiorcy z Wolszyna w jego biurze i samochodem na fałszywych blachach odwiedzał członków jego rodziny. 

W aktach sprawy można też znaleźć słone rachunki za usługę odblokowania i odczytania danych z iPhona należącego do Jacka W. Jest też jego wniosek o przesłuchanie kilku osób ze ścisłego kierownictwa CBA na okoliczność „ewentualnych sytuacji konfliktowych między nimi”. Prokurator ten wniosek oddala.

Były agent CBA Rafał S. nie przyznał się do popełnienia żadnego z 16 zarzucanych mu przestępstw. Przekonywał, że obciążające go zeznania Włodzimierza G. są fałszywe – miały wynikać z zemsty za doprowadzenie do zatrzymania jego osoby. (To właśnie od tych zeznań zaczęło się trwające pięć lat śledztwo). Agent Rafał ma też zarzuty o przywłaszczenie środków z funduszu operacyjnego CBA i poświadczenie nieprawdy na niejawnej dokumentacji służbowej.

Były agent CBA Krzysztof Z. oskarżony jest o 10 występków. Od czasu zatrzymania w lipcu 2019 musi regularnie stawiać się na komisariacie i pisać sprawozdania ze stosowania środków zapobiegawczych (obecnie raz w miesiącu). Podczas ostatniego przesłuchania odmawia składania zeznań.

Od lat leczy się neurologicznie. W styczniu jego pełnomocnik adw. Andrzej Maleszyk prosi sąd o uchylenie zakazu opuszczania kraju ze względu na konieczność podjęcia odpłatnego leczenia. Mecenas podkreśla, że wpłacając 100 tys. zł poręczenia majątkowego pozbawił się wszystkich oszczędności (obecne poręczenie to 60 tys. zł)

We wspominanym już wywiadzie dla Onetu agent Krzysiek wszystkie postawione mu zarzuty bagatelizuje i przekonuje, że „w zasadzie od czterech lat nic się w tej sprawie nie dzieje. Jest w zawieszeniu”. Utrzymuje, że jest niewinny, podobnie jak oskarżony w wyniku prowadzonej przez niego operacji CBA „Chryzantema” Piotr Kowalczyk. Obaj mieli zostać „wrobieni”.

Jerzy W. Oskarżony o popełnienie 9 występków. Po wyjściu z aresztu tymczasowego, musi kilka razy w tygodniu meldować się w komisariacie w Puławach. Część poręczenia sąd zamienił na hipotekę przymusową na należącej do niego nieruchomości.

Marcin P. Początkowo się nie przyznawał. W trakcie śledztwa dwukrotnie zgodził się na badanie wariografem. Ostatecznie przyznał się do wszystkich zarzucanych mu czynów i ustalił z prokuratorem wysokość kary.

Proces przed Sądem Rejonowym dla Warszawy Mokotowa ruszył 5 stycznia. Kolejną rozprawę sędzia Agnieszka Jaźwińska wyznaczyła na 11 marca.

Do sprawy wrócimy.

Korzystałam z aktu oskarżenia (stąd pochodzą pisane kursywą cytaty), części jawnej akt śledztwa Prokuratury Rejonowej w Warszawie dot. Przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy CBA i dotychczasowych publikacji prasowych (linki w treści artykułu)

Jedna odpowiedź do “Jak agent Krzysiek i agent Rafał sprawy załatwiali. Funkcjonariusze CBA z Lublina przed sądem”

  1. Witek1 pisze:

    To CBA to niezły syf w innych służbach tego nie słychać

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Powiązane artykuły

3 minuty czytania

27.02.2024

Eryk umierał w centrum miasta. Matka 16-latka nie usłyszała od sprawców nawet „przepraszam”

Adekwatnego i uczciwego – takiego wyroku oczekuje matka 16-letniego Eryka.…

3 minuty czytania

21.02.2024

Ugoda wyszła z Hecy. Koniec sporu o zwolnienie Pietrasiewicza z Centrum Kultury

Trwająca ponad rok batalia sądowa dotycząca zwolnienia z pracy pomiędzy…

3 minuty czytania

31.01.2024

Ksiądz od „willi plus” i jednoosobowych procesji jednak będzie sądzony

Kontrowersyjny ksiądz Mirosław Matuszny nie uniknie procesu. Sąd Okręgowy w…

2 minuty czytania

28.12.2023

Rok więzienia w zawieszeniu za przejechanie kobiety na deptaku

To był błyskawiczny proces. Tego samego dnia, kiedy się rozpoczął,…

4 minuty czytania

19.12.2023

Za 10 tys. dolarów mieli wysadzić pociąg z pomocą dla Ukrainy. Gang rosyjskich szpiegów skazany

Porozumiewali się za pomocą szyfrowanej aplikacji, a wynagrodzenie otrzymywali w…

4 minuty czytania

16.12.2023

Protestujący przewoźnicy twardo: Dorohusk nie padł, wracamy na granicę

Sąd w Lublinie uchylił decyzję wójta gminy Dorohusk, którą chciał…

6 minuty czytania

17.11.2023

Grzywna dla dyrektora Lasów Państwowych w Lublinie. Bo nie chce zdradzić ile wydał

„Bezczynność z rażącym naruszeniem prawa” i 7 tys. zł grzywny…

3 minuty czytania

31.10.2023

Miał uczyć dzieci, ale bardziej pochłaniała go uprawa konopi indyjskich

Skala uprawy i możliwość uzyskania z niej znacznych ilości marihuany…