Wesprzyj Kontakt

12 minut czytania  •  02.04.2024 23:36

Tłuste koty Żuka. Gdzie pracują i ile zarabiają zaufani radni i ludzie prezydenta Lublina

Tłuste koty Żuka. Gdzie pracują i ile zarabiają zaufani radni i ludzie prezydenta Lublina

Udostępnij

Nie PiS, a Platforma. Nie spółki państwowe, a miejskie. W obsadzaniu wysokich (i zwykle dobrze płatnych) stanowisk swoimi ludźmi Krzysztof Żuk (PO) jest równie skuteczny jak do niedawna PiS w spółkach skarbu państwa. Choć oficjalnie nie ma z tym nic wspólnego.

Przez lata Platforma krytykowała PiS za obsadzanie swoimi ludźmi państwowych spółek. W trakcie zeszłorocznej kampanii parlamentarnej działacze PO jeździli po całej Polsce z makietami-podobiznami ludzi związanych z PiS, którzy stanowiska mieli zawdzięczać partii. W Lublinie na schodach przez zamkiem lubelskim posłanki PO Marta Wcisło i Barbara Nowacka rozpostarły olbrzymi baner „Tłuste koty z PiS” z nazwiskami kilkudziesięciu prezesów i członków zarządów państwowych spółek.

https://jawnylublin.pl/tluste-koty-z-pis-czyli-o-zarciu-publicznej-kasy

W Lublinie mamy to samo – różnica polegana tym, że chodzi o spółki miejskie i ludzi związanych z prezydentem z Platformy Obywatelskiej. Wielu z nich znów znajdziemy na listach w wyborach do Rady Miasta. Co zawdzięczają przynależności do klubu prezydenta. Jak się okazuje nie tylko diety.

To jest swojego rodzaju patologia, obecna w całej Polsce, niezależnie od tego, kto rządzi samorządem, że radni mają dodatkowe uposażenie w spółkach, które de facto powinni kontrolować – grzmiał w sierpniu 2021 roku ówczesny senator Jacek Bury (Polska 2050) na konferencji prasowej przed budynkiem Ratusza. – Zachęcamy radnych do tego, aby Lublin dał przykład całej Polsce. Może nasi radni mogliby zrezygnować z pracy w spółkach miejskich, aby zachować te najwyższe standardy przejrzystości?

Z nazwiska nie wymienił nikogo, ale w tym czasie w miejskich spółkach lub spółkach-córkach pracowało kilku radnych klubu prezydenta Żuka. Biuro prasowe Ratusza na zarzuty Burego odpowiedziało tak: – Prowadzenie spraw bieżących, w tym zatrudnianie pracowników, należą do wyłącznej kompetencji zarządu każdej spółki. Wspólnik, w tym także miasto, nie jest uprawnione i nie ingeruje w kwestie dotyczące polityki kadrowej spółek w ramach obowiązujących struktur organizacyjnych.

Co się zmieniło od konferencji byłego senatora? Zatrudnienie znaleźli kolejni, a Jacek Bury, jako szef wojewódzkich struktur Polska 2050, podpisał umowę koalicyjną z Komitetem Wyborczym Wyborców Krzysztof Żuk. Partia Hołowni tym samym nie wystawia własnej listy do Rady Miasta – czterech kandydatów związanych z Polską 2050 startuje z list prezydenckiego komitetu.

Temat porusza jeszcze tylko Robert Derewenda, kandydat PiS na prezydenta Lublina. – Jeśli Rada Miasta ma kontrolować organ wykonawczy, czyli prezydenta, a jednocześnie radni miejscy zasiadają w spółkach miejskich, pełnią różnego rodzaju funkcje, to jak mówić o kontroli? Ja się nie zastanawiam, ja tę sytuacje uzdrowię zadeklarował w Radiu Lublin.

Dziś klub Prezydenta Żuka liczy 18 radnych (na 31 wszystkich). Są w nim przedstawiciele Koalicji Obywatelskiej, czy Nowej Lewicy. Mocną, 7-osobową grupę stanowią radni Wspólnego Lublina. Co zawdzięczają takiej przynależności? Przyjrzyjmy bliżej karierom zawodowym radnych i miękkim lądowaniom zaufanych ludzi prezydenta.

Dariusz Sadowski (Nowa Lewica)

Rocznik 1972, wiceprzewodniczący klubu radnych Krzysztofa Żuka (w latach 2021-2022 był przewodniczącym). Członek Nowej Lewicy – jednego z koalicjantów KWW Krzysztof Żuk. W czasie mijającej kadencji zaczął pracę w Miejskim Przedsiębiorstwie Wodociągów i Kanalizacji, spółce, w której jedynym właścicielem jest gmina Lublin.

Gdy w 2021 roku Bury grzmiał o patologii w zatrudnianiu radnych w miejskich spółkach i apelował o rezygnację z posad, Sadowski tak komentował dla Dziennika Wschodniego swoją sytuację: – Ja nie zamierzam rezygnować. Jeżeli moi przełożeni uznają, że źle wykonuję obowiązki, podejmą decyzję. Ustawa o samorządzie gminnym precyzyjnie określa zakres wyłączenia możliwości zatrudnienia radnego gminy.

Sadowski zanim został radnym był zastępcą kierownika oddziału w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Lubelskiego (była to końcówka rządów PO-PSL w sejmiku). Na tym stanowisku zarabiał 108 tys. zł rocznie (około 9 tys. zł miesięcznie). Ale już w kolejnym roku przeszedł do MPWiK, gdzie został zastępcą dyrektora ds. gospodarowania majątkiem (dochód – 100 tys. zł rocznie w 2020 roku). Później był kolejny awans – Sadowski został dyrektorem organizacji przedsiębiorstwa i zasobów ludzkich MPWiK z roczną pensją w wysokości 142 tys. zł (dane za 2021 rok). W kolejnym roku z dyrektorskiego stanowiska radny przeskoczył na inne dyrektorskie stanowisko, tym razem do spraw obsługi klienta i administracji. Ta zmiana wiązała się z wyższymi zarobkami: te skoczyły do 178 tys. zł, co daje niecałe 15 tys. zł miesięcznie.

Sadowski startuje z okręgu 2. (LSM) z trzeciego miejsca.

Zbigniew Targoński (Wspólny Lublin)

Rocznik ’55. W wyborczej gazetce (rozprowadzanej do skrzynek pocztowych) radny skrupulatnie wylicza przebieg swojej kariery zawodowej: Wyższa Szkoła Służby Społecznej, LPEC, WFOŚiGW, FS Holding. Ale o tym, że pracuje w miejskiej spółce nie wspomina.

Ta spółka to Miejskie Przedsiębiorstwo  Komunikacyjne (MPK) – Targoński jest tam dyrektorem ds. administracyjno-usługowych z pensją ponad 12 tys. zł miesięcznie. Ale co ważniejsze – w MPK nie jest od wczoraj. Do miejskiej spółki trafił blisko osiem lat temu – jesienią 2016 r. Stworzono wówczas stanowisko drugiego wiceprezesa MPK, z pensją 20,5 tys. zł brutto miesięcznie. Z tej intratnej funkcji Targoński musiał jednak zrezygnować trzy lata później, gdy ponownie wszedł do Rady Miasta. W wyborach nie został wybrany, ale trafił mu się mandat radnego zwolniony przez Martę Wcisło (dostała się do Sejmu). Prawo zabrania radnym zasiadania w zarządzie spółki miejskiej, ale innych ograniczeń nie ma. Radny przestał więc być wiceprezesem i został… dyrektorem.

Do dyrektorskiej pensji należy doliczyć ponad 6 tys. emerytury i ponad 4 tys. diety miejskiego radnego.

Targoński to jeden z trzech radnych klubu Żuka (obok Mach i Jurkowskiego), który głosował za postawieniem pomnika Lecha Kaczyńskiego na placu przed Centrum Spotkanie Kultur.

Przed laty był szefem klubu radnych PiS w Radzie Miasta. W 2012 r. razem z innymi rozłamowcami z PiS stworzył klub Wspólny Lublin. W tym samym roku wstąpił też do PSL.

Okręg nr 1 (Śródmieście), szóste miejsce na liście.

Monika Kwiatkowska (Wspólny Lublin)

Przez lata pracowała w podlegającej marszałkowi z PiS Lubelskiej Agencji Wspierania Przedsiębiorczości, dziś ma stałą posadę w miejskiej spółce  LPGK, gdzie jest pełnomocnikiem zarządu ds. inspekcji i nadzoru. Zgodnie z oświadczeniem majątkowym złożonym na koniec 2022 roku radna zarobiła tam 35,5 tys. zł (pracuje od sierpnia 2022), a w najnowszym, z lutego tego roku wskazuje 8 780 zł dochodu. Jej oświadczenia za 2023 r. w ratuszowym Biuletynie Informacji Publicznej nie ma.

LPGK, czyli Lubelskie Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej, zarządza np. cmentarzami, publicznymi toaletami czy kamienicami. Miejską spółką kieruje znajomy prezydenta Grzegorz Siemiński, który kilka lat temu był zastępcą Krzysztofa Żuka w Ratuszu (piszemy o nim dalej).

Kwiatkowska walczy dziś o reelekcję i zdarza się jej przy tym nieco naginać rzeczywistość. W marcu pisaliśmy o ostrej reakcji dzielnicowych radnych na przypisanie sobie przez kandydatkę wielu „sukcesów inwestycyjnych” na LSM.

Zostan patronem 844 x 275
Zostan patronem 500 x 500 px 1

Ostatnio radna Kwiatkowska, razem inną proprezydenką radną – Anną Ryfką, przerwały konferencję prasową kandydata PiS na prezydenta Lublina. Robert Derewenda przed Wydziałem Komunikacji Urzędu Miasta Lublin mówił o dramatycznie niskich zarobkach urzędników. Radne zarzuciły mu hipokryzję, bo jako radny PiS głosował przeciwko budżetowi miasta, gdzie „zawsze były podwyżki dla pracowników„.

Okręg 2 (LSM), miejsce czwarte.

Monika Orzechowska (Koalicja Obywatelska)

Rocznik ’69. W Radzie Miasta jest od 2014 r., w miejskiej spółce MKK od 2017 roku.

Z jej oświadczenia za 2022 rok (za 2023 rok jeszcze nie ma) wynika, że w MKK zarobiła 57,5 tys. zł. Umowę o pracę miała też w Biurze Regionu Platformy Obywatelskiej (14,8 tys. zł). Radna dorabia też w Miejskiej Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych (17,8 tys. zł). Jej członków powołuje prezydent (obecnie to ciało liczy aż 27 osób). To łatwe i szybkie pieniądze. Za udział w każdym posiedzeniu komisji (nawet jeśli trwa ono tylko kilkanaście minut) na konto szeregowego członka komisji wpływa 339 zł brutto, a średnio w miesiącu KRPA zbiera się dziesięć razy. W KRPA zasiada też radna miejska PiS Małgorzata Suchanowska i aż czterech radnych klubu Żuka: Monika Orzechowska, Elżbieta Dados, Zbigniew Jurkowski i Jadwiga Mach (wiceprzewodnicząca Komisji, w styczniu i lutym br. zarobiła tu 5 164 zł – więcej niż wynosiła jej emerytura za ten okres – 4 471 zł).

Wróćmy do miejsca pracy radnej Orzechowskiej. Miejska Korporacja Komunikacyjna to spółka córka największego przewoźnika w mieście – Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego. Zajmuje się ochroną obiektów, pracami porządkowymi, szkoleniami kierowców, zarządzaniem dworcami, targowiskami i parkingami. Ostatni rok (2022) spółka zakończyła stratą (-37 tys. zł). W MKK pracuje też radny Zbigniew Jurkowski (sylwetka poniżej), a w 2018 wiceprezesem spółki została Olga Lenarczyk – córka ówczesnej radnej klubu Żuka Marty Wcisło (dziś posłanki). Gdy sprawę nagłośniły media, Lenarczyk ze stanowiska zrezygnowała.

W nadchodzących wyborach Orzechowska startuje z pierwszego miejsca na liście w okręgu 2 (LSM).

Zbigniew Jurkowski (Koalicja Obywatelska)

Podobnie jak młodsza koleżanka z Rady Miasta z pracy w MKK i z Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych żyje Zbigniew Jurkowski (rocznik ’57). W miejskiej spółce radny klubu Żuka jest „specjalistą ds. procedur bezpieczeństwa” z pensją 56 tys. zł rocznie (dane z jego oświadczenia za 2022 rok). Niewiele mniej – bo 51 tys. zł wpłynęło na jego konto z racji diet miejskiego radnego. Tylko w styczniu i lutym dorobił 5,1 tys. zł w Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych.

W czasach gdy Jacek Bury (Polska 2050) nie bał się nazywać „patologią” zatrudnianie radnych w miejskich spółkach, to właśnie radny Jurkowski nie oszczędził mu przykrych słów. Do ostrej wymiany zdań miało dojść w strefie VIP na jednym z meczy żużlowych w Lublinie (radni miejscy dostają wejściówki na strefę VIP). – „Jesteś dla mnie skończonym człowiekiem. To ja dla ciebie za**********m w kampanii, a ty mi zrobiłeś takie coś” miał krzyczeć przy suto zastawionym bufecie radny prezydenckiego klubu do ówczesnego senatora.

W ubiegłorocznych wyborach do Sejmu (nie dostał się) promował się hasłem „Motor Lubelszczyzny”. Teraz postawił na” „Pozytywnie nakręcam Lublin”. Radny od od 2010 roku, ale znacznie większą aktywnością niż na sesjach rady miasta wykazuje się na Facebooku. Tam wrzuca zdjęcia z psem, Myszką Miki, znanymi osobami, czy miejsc, które odwiedził (jak lej po rakiecie, która spadła w Przewodowie). Jeden z trójki radnych prezydenckiego klubu dzięki którym na miejskim gruncie przy Placu Teatralnym stanął niedawno pomnik Lecha Kaczyńskiego. I jedyny, który nie ukrywał, że chodziło o dobrą współpracę (czyli unijne fundusze na miejskie inwestycje) na linii prezydent z PO – marszałek z PiS.

Okręg nr 1 (Śródmieście), miejsce 4.

Jarosław Pakuła (Koalicja Obywatelska)

Rocznik 59′. Radny od 18 lat, od pięciu przewodniczący rady. Zaufany człowiek prezydenta Żuka.

To właśnie dzięki niemu w takiej właśnie formie (i w tak szybkim tempie) przy Centrum Spotkania Kultur stanął pomnik Lecha Kaczyńskiego. Przewodniczący nie przekazał projektu do oceny komisji pomnikowej, mimo że zobowiązywała go do tego uchwała RM z 2013 r. Potem wystarczyło już tylko poparcie kilku radnych klubu Żuka, by marszałek Jarosław Stawiarski (PiS) mógł zrealizować swój plan. Takim obrotem sprawy zaskoczony był nawet sam Donald Tusk. – Ja też tego nie rozumiem – przyznał przewodniczący PO na przedwyborczym spotkaniu w Lublinie. – Było mi osobiście przykro, bo wydawało mi się, że jest to decyzja podyktowana jakimś koniunkturalizmem albo lękiem. Nie powinno tak być.

Pakuła pracuje w Miejskim Ośrodku Sportu i Rekreacji – obecnie na stanowisku dyrektora ds. administracyjnych, które w strukturach miejskiej spółki utworzono wiosną 2020 r. – Zajmuję się szeroko rozumianą obsługą wewnętrzną spółki – tłumaczył wówczas, zapewniając, że „obowiązków przybyło, ale pozostałe warunki pracy nie uległy zmianie”. W 2022 r. zarobił w MOSiR 119 tys. zł (plus 51 tys. zł diety radnego), oświadczenia za 2023 r. w BIP jeszcze nie ma.

Dyrektorski gabinet w miejskiej instytucji przez lata zajmowała też żona przewodniczącego. W 2015 r. w MOPR utworzono stanowisko trzeciego zastępcy dyrektora (obecnie zastępców jest już czterech). Zajęła je Magdalena Pakuła, która w MOPR pracowała niecałe trzy lata. – Nie mam z tym nic wspólnegozapewniał wówczas radny Pakuła i podkreślał, że za awansem jego małżonki stoją wysokie kwalifikacje.

Pakuła ma trzecie miejsce w okręgu 3 (Czuby).

Mariusz Banach (Wspólny Lublin)

Rocznik 1969. Zastępca prezydenta Lublina z rocznymi zarobkami w wysokości 276 tys. zł (w 2022 r.). Wcześniej przez trzy kadencje radny miejski, pracował wówczas w szkole (Gimnazjum nr 16) jako nauczyciel religii.

Gdy w 2018 awansował na fotel wiceprezydenta twórca najważniejszej politycznej formacji w Radzie Miasta Lublin – Wspólnego Lublina nie szczędził mu ciepłych słów. – Mój Przyjaciel i niezwykle dobry człowiek (…) To najlepsza osoba na to stanowisko chwalił Banacha Piotr Kowalczyk, dziś deweloper i właściciel ponad 150 bilbordów w Lublinie.

Na pierwszej konferencji prasowej KWW Krzysztofa Żuka, na której prezydent ogłasza start w wyborach z „szeroką koalicją ”, to właśnie wiceprezydent Banach reprezentował Wspólny Lublin. W imieniu tej politycznej formacji uroczyście złożył podpis na deklaracji programowej. Koalicjantów jest aż pięciu (Koalicja Obywatelska, Wspólny Lublin, Polska 2050, Nowa Lewica, PSL), ale jak się ostatecznie okaże podział miejsc na listach nie będzie równy. Nowa Lewica dostanie pięć, Polska 2050 cztery, a PSL tylko trzy. Z padającej wówczas z ust prezydenta Żuka obietnicy o równym o podziale jedynek na wyborczych listach też niewiele zostaje – w sześciu w siedmiu okręgów na „jedynkach” są kandydaci KO lub Wspólnego Lublina.

W trwającą kampanię mocno angażuje się żona wiceprezydenta. Na zdjęcie Małgorzaty Banach, zastępczyni dyrektora SP nr 30 w Lublinie, można się natknąć  na ulotkach i w wyborczych gazetkach różnych kandydatów Wspólnego Lublina. O radnym Targońskim mówi, że to „fundament lubelskiego samorządu”. O starającej się o mandat radnej urzędniczce z lubelskiego Ratusza Agnieszce Wójcik (miejsce 8., okręg VI), że „piecze najlepszą babkę makową w całym Lublinie”, a „mąż uwielbia się nią zajadać podczas naszych spotkań przy kawie”.

Okręg 4 (Czechów Pd. i Czechów Płn.), pozycja 7

Grzegorz Siemiński (Wspólny Lublin)

Rocznik 1969. Prezes Lubelskiego Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej w Lublinie. Wcześniej zastępca prezydenta Krzysztofa Żuka.

Karierę zawodową zaczynał jako strażnik miejski. Na fotel zastępcy prezydenta Lublina trafił w 2010 r., gdy PO i PiS zawarły koalicję. Krzysztof Żuk (PO) dogadał się wówczas z Piotrem Kowalczykiem, ówczesnym szefem miejskich struktur PiS i przewodniczącym Rady Miasta. W wyniku podziału wpływów PiS dostał stanowisko zastępcy prezydenta. Przypadło ono właśnie Siemińskiemu. Po rozpadzie koalicji (część radnych PiS pod wodzą Kowalczyka odeszła z klubu PiS i założyła Wspólny Lublin) Siemiński zachował stanowisko, zmienił za to partę – z PiS przeszedł do Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry.

Posadę w LPGK objął w styczniu 2015 roku w kontrowersyjnych okolicznościach. A te wyszły na jaw trzy miesiące później, gdy do Ratusza i LPGK weszli agenci Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Chodziło o głośną tzw. aferę podsłuchową – ówczesny przewodniczący RM Piotr Kowalczyk i Siemiński mieli ustalać między sobą przebieg i wynik konkursu na szefa LPGK. Jednym z dowodów miały być nagrania rozmów między Kowalczykiem, Siemińskim a innymi pracownikami Urzędu Miasta. Rzekome stenogramy z tych rozmów trafiły też do kilku lubelskich redakcji. Ostatecznie postępowanie zostało umorzone: prokuratura uznała, że urzędnicy nie dopuścili się przestępstwa i nie przekroczyli swoich uprawnień.

Siemiński rządzi LPGK nieprzerwanie od 9 lat. Ze składanych przez niego oświadczeń majątkowych wynika, że jako prezes zarabia około 17,3 tys. zł miesięcznie (roczny dochód za 2022 rok to 208 tys. zł). W 2022 roku zatrudnił w LPGK na stanowisku pełnomocnika zarządu radną z klubu Krzysztofa Żuka Monikę Kwiatkowską (Wspólny Lublin).

LPGK zarządza m.in. ośmioma miejskimi kamienicami (w tym dawnym lokalem po Czarciej Łapie), cmentarzami komunalnymi przy Drodze Męczenników Majdanka i Białej, szaletami i Punktem Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnych. Pod rządami Siemińskiego spółka co roku przynosi straty: w 2022 roku (ostatnie dostępne sprawozdanie finansowe) wykazało 420 tys. zł na minusie, a jeszcze większe straty notowała w roku 2019 (-4,5 mln zł) i 2020 (-4,6 mln zł).

Monika Lipińska

Rocznik 1972. Na naszą listę trafiła rzutem na taśmę. A wszystko przez przetasowania, jakie na koniec kadencji przeprowadził w Ratuszu prezydent Żuk. Lipińska przez 13 lat współpracowała z prezydentem jako jego zastępczyni odpowiedzialna m.in. za sprawy społeczne. Ale jej kariera w Urzędzie Miasta nieoczekiwanie dobiegła końca pod koniec lutego.

Wtedy okazało się, że Lipińska płynnie przejdzie z Ratusza do miejskiej spółki – Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji Bystrzyca – na stanowisko wiceprezesa. Teoretycznie na tym miejscu od grudnia był wakat, bo z firmą tą pożegnał się bliski współpracownik prezydenta Krzysztof Komorski (PO), który został wojewodą lubelskim. Z naszych ustaleń wynikało, że miejsce to miało być nieobsadzone, a zarząd spółki miał działać jednoosobowo z prezesem Markiem Spuzem vel Szposem na czele. Za takim rozwiązaniem przemawiały m.in. względy finansowe: MOSiR od lat jest jedną z miejskich spółek, która przynosi największe straty. W 2022 roku było to 2,6 mln zł, a w najgorszym roku – 2019 – aż 8,4 mln zł.

Ale rada nadzorcza nie miała wątpliwości i od 8 marca, bez przeprowadzenia konkursu, powołała Lipińską do zarządu. – Jako wiceprezeska spółki będzie odpowiedzialna m.in. za obszar społecznego zaangażowania MOSiR, w tym za inicjowanie i wdrażanie nowych rozwiązań aktywizacyjnych, integracyjnych, czy edukacyjnych, skierowanych zarówno do rodzin z dziećmi, młodzieży, mieszkanek i mieszkańców w wieku senioralnym, jak i osób z niepełnosprawnościami – tłumaczyła Jawnemu Lublinowi to posunięcie Katarzyna Duma, rzeczniczka prezydenta. Miejsce Lipińskiej w Ratuszu zajęła Anna Augustyniak, działaczka PSL, która już jako wiceprezydentka będzie kandydować do Rady Miasta z komitetu Krzysztofa Żuka.

Dla Lipińskiej przejście do MOSiR okazało się niewielkim, ale jednak awansem finansowym. Jak pisaliśmy, zgodnie z kontraktem wynagrodzenie wiceprezes wynosi 21 138 brutto. Tymczasem z jej ostatniego oświadczenia majątkowego za 2022 rok wynika, że w Ratuszu jako zastępczyni prezydenta zarobiła 237 tys. zł (19,7 tys. zł miesięcznie). Pensja w MOSiR da jej rocznie 253 tys. zł dochodu.

Lipińska nie kandyduje do Rady Miasta.

https://jawnylublin.pl/wybory-samorzadowe-wszyscy-kandydaci-do-rady-miasta-lublin-pelne-listy/?fbclid=IwAR2A4LSgMxtQ7DgskNLxOma1bsyzQhqpCXSaL31hF_Da82ZZxs2efDqlqt0_aem_AbmmMCkwgCqDcC9vmNhDMVGSGL53Q4H43OcoXNpd4Hys7dm36pBKkaeT_L_ApwpB_e7qkWaRQqQ0NPfIyw2f05Z3