Wesprzyj Kontakt

6 minuty czytania  •  29.09.2023

ZANAGATE Z kim prezydent jednak nie szusował i jak mąż głównej urbanistki dowiedział się o akcji CBA

Udostępnij

Krzysztof Żuk przekonywał przed sądem, że spotkanie inwestorem ze Słowacji (którego udawał agent CBA) nie było niczym nadzwyczajnym. Przesłuchana została też główna urbanistka miasta, której mąż pracował w spółce oskarżonych. – Mąż wspominał, że była taka sytuacja nieprzyjemna w pracy – mówiła o akcji CBA.

Na czwartkowej rozprawie w procesie byłego przewodniczącego Rady Miasta Piotra Kowalczyka i dwóch innych oskarżonych przedsiębiorców prezydent Lublina Krzysztof Żuk został przesłuchany jako pierwszy. Zeznawał długo – godzinę i 40 min. O szczegóły spotkania w ratuszu jesienią 2019 pytała sędzia, prokurator, dwójka obrońców Piotra Kowalczyka (zgadza się na podawanie swojego nazwiska|) oraz sam oskarżony.

10 października 2019 w gabinecie prezydenta Lublina spotkali się oskarżeni (jako partnerzy biznesowi inwestora), przedsiębiorca ze Słowacji zainteresowany budową pierwszego drapacza chmur w Lublinie (w tej roli agent CBA pod przykrywką) i dyrektorka wydziału Urzędu Miasta, który wydawał pozwolenia na budowę.

Każdy może się umówić z prezydentem

Prezydent przekonywał, że tamto spotkanie „nie było ani wyjątkowe ani nadzwyczajne”. Nie zapadły też na nim żadne wiążące decyzje.

Każdy inwestor, który chce się ze mną spotkać, takie spotkanie ma zorganizowane. Dlatego udało nam się tyle w Lublinie zrobić – przekonywał na sali sądowej Krzysztof Żuk. Jak wyliczył, takich spotkań rocznie odbywa od 3 do 4 tysięcy, a ich celem jest „potrzeba rozwoju Lublina, nowych miejsc pracy i wpływów z podatków do budżetu miasta”.

– Mój sekretariat jest dwuzmianowy, od godz. 7 do 20. Ja pracuję powyżej dziesięciu godzin. Nie mam również wolnych sobót i niedziel – mówił Żuk. – Wielu zna mój numer telefonu: przedsiębiorcy, organizacje, o studentach nie wspominając.

Tłumaczył, że spotkania planuje mu Kancelaria Prezydenta, ale też on sam wpisuje je do kalendarza. Na pytanie prokuratora jak to było w tym konkretnym przypadku prezydent odpowiedział. – Nie pamiętam kto zadzwonił. Albo pan M., albo pan Kowalczyk zasygnalizował chęć takiego spotkania.

Żuk odniósł się też do swoich zeznań ze śledztwa, które odczytał w czwartek sąd. Uściślił, że dwójki pozostałych oskarżonych Mariusza P. i Adama M. nigdy jednak na wspólnych wyjazdach na narty nie było. – Znam ich bardzo słabo. Moje kontakty z nimi były luźne i przypadkowe – przekonywał prezydent.

Tłumaczył też, że w tamtym czasie, przed pandemią, miasto na gwałt potrzebowało nowych powierzchni biurowych najwyższej klasy. By w Lublinie powstała Lubelska Wyżyna IT miasto musiało zapewnić informatykom i programistom odpowiednie warunki. – Nasze potrzeby szacowaliśmy na 300 tys. mkw., mieliśmy ok. 150 tys. mkw. Byliśmy zainteresowani każdą nową powierzchnią biurową – podkreślał.

Przyznał też, że budowa biurowca powyżej 100 metrów w mieście, gdzie żaden budynek nie jest wyższy niż 50 metrów, musiała być inwestycją kontrowersyjną, a plan zagospodarowania w tym miejscu (ul. Zana) – co powtórzył dwukrotnie – „jest ułomny i nieprecyzyjny”.

Określa, że budynek ma mieć nie mniej niż 12 metrów, ale nie określa górnej granicy wysokości. Dziś byśmy takiego planu nie uchwalili – przyznał prezydent Żuk. – Żadnej formalnej zgody na ten projekt na tym spotkaniu (10 października – red.) nie było, bo być nie mogło. Chcieliśmy dochować szczególnej staranności i transparentności, dlatego projekt miało trafić do opiniowania przez Miejską Komisję Urbanistyczno-Architektoniczną (MKUA). Tak samo jak postąpiliśmy przy Unia Art Residence.

Jak przełamać opór społeczny

Prokurator i obrońcy oskarżonego Piotra Kowalczyka szczegółowo dopytywali też o kwestię przełamywania oporu społecznego (z akt sprawy wynika, że przy tej inwestycji takiej roli miał się podjąć właśnie były przewodniczący Rady Miasta). Żuk przyznał, że rzeczywiście Piotr Kowalczyk dysponuje „dużym doświadczeniem„, ale też podkreślał, że „każda zmiana w przestrzeni miasta wywołuje dziś opór”.

Jako przykłady takich silnych protestów społecznych podał przebudowę Racławickich/Lipowej i ulicy Pana Tadeusza (w obu tych inwestycjach mieszkańcy protestowali przeciwko nadmiernej wycince drzew).

– Trzeba było z góry założyć, że potrzebna będzie lepsza komunikacja z mieszkańcami – przyznał prezydent. I dodał: – Trzeba przezwyciężyć ten opór jeśli interes miasta tego wymaga. Przy Racławickich kompromis wyszedł nam wszystkim na dobre.

Od lewej: adw. Piotr Kryczka, adw. Marek Chołdzyński, Piotr Kowalczyk, radca prawny Monika Drozd-Kowalczyk

Co mąż mówił żonie

Jako druga zeznawała Małgorzata Żurkowska, zastępczyni dyrektora Wydziału Planowania w Urzędzie Miasta Lublin i główna urbanistka miasta. W 2019 roku, gdy CBA prowadziło operację pod kryptonimem „Chryzantema”, również pełniła tę funkcję.

W jaki sposób zetknęła się pani z tą sprawą? – zapytała Żurkowską sędzia Bożena Dzimira-Rzepkowska.

Artykuły prasowe, a jeszcze wcześniej zdaje się, że mąż wspominał że była taka sytuacja nieprzyjemna w pracy.

– Co konkretnie mówił? – dopytywała sędzia.

– Że wkroczyło CBA – odpowiedziała dyrektorka.

Mąż dyrektor Żurkowskiej w chwili, gdy do biura Piotra Kowalczyka weszli agenci CBA, był zatrudniony w spółce Helvetia Investment (powiązanej kapitałowo m.in. z Piotrem Kowalczykiem) na stanowisku doradcy technicznego. Wcześniej pracował w spółce projektowej innego oskarżonego – Adama M. Wiemy to z zeznań męża Żurkowskiej, jakie jako świadek składał w lipcu 2020 roku w delegaturze CBA przy ul. Glinianej w Lublinie.

Czy pan Adam M. kiedykolwiek rozmawiał z panią na temat planowanej inwestycji na Zana? – dopytywał na wczorajszej rozprawie prokurator Norbert Kudyk

– Pan Adam M. był u mnie w biurze z zapytaniem, gdzie wysokościowe obiekty mogą być umieszczane – odpowiedziała dyrektorka. 

– Czy w związku z tą inwestycją oskarżony Adam M. kontaktował się z panią, ale za pośrednictwem pani męża albo umawiał spotkania w tej kwestii? – pytał prokurator.

– Nie umawiał spotkania – odpowiedziała Żurkowska. – Mąż mnie zapytał któregoś dnia, czy w tym tygodniu będę jeszcze w pracy, bo ktoś ze znajomych go pytał. To udzieliłam odpowiedzi, że będę – zeznała Żurkowska. I dodała, że nigdy wcześniej nie miała kontaktu z Adamem M.

Cztery karty SIM

Nieco więcej na temat sposobu umówienia się Adama M. z Żurkowską wiemy z zeznań jej męża złożonych w CBA. Z akt śledztwa dowiadujemy się, że na swoje nazwisko miał zarejestrowane cztery karty SIM. Jest o tym mowa w obszernej analizie połączeń telefonicznych m.in. pomiędzy oskarżonymi, jaką przeprowadziło CBA. Jedną z tych kart SIM używała Żurkowska.

Pozostałych numerów nie pamiętam. Używam ich do nawigacji, tableta i jako telefon domowy – tłumaczył jej mąż podczas zeznań przy Glinianej.

„Na początku sierpnia (2019 – red.), kiedy żona skończyła urlop, tego dnia ja też byłem poza firmą, pan M. zadzwonił do mnie i zapytał, czy żona będzie w pracy w najbliższych dniach, ponieważ chciał się o coś zapytać w sprawach urbanistycznych, a sekretariat nie miał precyzyjnych informacji, kiedy możliwa będzie taka wizyta. Ponieważ byłem w domu z żoną, a nie byliśmy obok siebie, ja zakończyłem rozmowę, odszukałem żonę i zapytałem, czy będzie mogła przyjmować interesantów w najbliższych dniach. Odpowiedziała, że tak, będzie i prosi, żeby przez sekretariat umówić. Wtedy zadzwoniłem do pana Adama i przekazałem mu informację” – tłumaczył prokuratorowi mąż Żurkowskiej.

– Czy zdarzały się podobne sytuacje, w których był pan pośrednikiem w kontaktach pomiędzy żoną a innymi osobami? – pada pytanie prowadzącego śledztwo. 

– Nie, nie przypominam sobie tego typu sytuacji – odpowiedział świadek.

Na korytarzu o drapaczach chmur

Zeznając w czwartek Żurkowska przyznała również, że o wysokościowce pytał ją Krzysztof Żuk.

– Pan prezydent pytał mnie, wydaje mi się, że osobiście gdzieś na korytarzu, czy plan na LSM przewiduje wysokie budynki. Odpowiedziałam prezydentowi, że mogę jedynie sprawdzić w obowiązującym miejscowym planie zagospodarowania – mówiła w sądzie główna urbanistka. 

– Czy postawienie wysokościowca mogłoby spowodować opór społeczny? – dopytywał jeszcze prokurator Kudyk.

Przypuszczam, że każdy budynek na LSM wywoła opór społeczny, nawet parterowy – oceniła dyrektorka.

Kolejna rozprawa odbędzie się 3 października. Zeznawać mają kolejni świadkowie, w tym mąż Małgorzaty Żurkowskiej.

Sędzia Bożena Dzimira-Rzepkowska

Na zdjęciu głównym: 28 października w sprawie byłego przewodniczącego rady Miasta Piotra Kowalczyka przed sądem zeznawał m.in. prezydent Lublina Krzysztof Żuk. FOT. Krzysztof Wiejak

6 odpowiedzi na “ZANAGATE Z kim prezydent jednak nie szusował i jak mąż głównej urbanistki dowiedział się o akcji CBA”

  1. kronikidewelorozwoju pisze:

    pisK0rz nawet podczas przesłuchania nie może się powstrzymać od nawijania o „rozwoju” tak, jakby dalej przemawiał do otumanionego elektoratu.
    I te brednie o „brakującej” powierzchni biurowej, gdzie tereny pod usługi są już od wielu lat przedmiotem starań (skutecznych zresztą) o zamianę pod „akademiki”, ponieważ nadpodaż powierzchni biurowej jest gigantyczna.
    Każdy, kto się cokolwiek orientuje w schematach działania dewelo-bandy doskonale wie, na kim opierało swoje szerokie możliwości biuro projektowe Tęgiego Łba, choć należy wątpić, że cwaniactwo i P0magierzy poniosą jakąkolwiek karę.

  2. kronikidewelorozwoju pisze:

    „Trzeba przezwyciężyć ten opór jeśli interes miasta tego wymaga. Przy Racławickich kompromis wyszedł nam wszystkim na dobre.”
    Pozwolę sobie przełożyć to z dewelo-gwary na nasze: „Trzeba przezwyciężyć ten opór jeśli interes dewelo-buraków tego wymaga. Przy Racławickich kompromis wyszedł dwóm dewelo-burakom na dobre.”

  3. sąsiad pisze:

    Sprawa zakończy się wesołym oberkiem.

  4. kronikidewelorozwoju pisze:

    Jeszcze jedno:
    „Chcieliśmy dochować szczególnej staranności i transparentności, dlatego projekt miało trafić do opiniowania przez Miejską Komisję Urbanistyczno-Architektoniczną (MKUA). Tak samo jak postąpiliśmy przy Unia Art Residence.”
    Tu już Dewelo-duce transparentnie chwali się swoimi dokonaniami w zakresie dewelo-ubogacania. Prawda jest taka, że osoby, które z ramienia MKUA podpisały się pod zatwierdzeniem tebewałowo-piętK0wego klocka w tamtym miejscu powinny być z miejsca pozbawione dożywotnio wszelkich ew. uprawnień urbanistyczno-architektonicznych i prawa do zajmowania funkcji publicznych. Ale w praktyce, w warunkach dyktowanych na dewelo-folwarku czeka je zapewne świetlana kariera.

  5. kronikidewelorozwoju pisze:

    Sorki za „monopolizację” wątku (możecie wykasować, jeśli chcecie), ale śmiech mnie ogarnia, jak łatwo było podpuścić dewelo-bandę (nie to, żeby umniejszać niewątpliwy talent „Słowaka” do wczucia się w te klimaty, ale w znaczeniu dość żenującej na tle generalnych zysków dewelo-buractwa kwoty pobranej za „usługę”), ale jednocześnie zbiera się na płacz, jak efekty tej akcji mogą zostać zaprzepaszczone, a dewelo-ośmiornica nadal będzie trzymać to nieszczęsne miasto w swoim uścisku P0d przewodnictwem Dewelo-ubogacacza.

  6. kronikidewelorozwoju pisze:

    Dodam jeszcze, że w moim przekonaniu plany Tęgiego Łba względem tej „inwestycji” absolutnie nie kończyły się na zgarnięciu tej marnej bańki na fakturę. Tęgi Łeb zakładał, że na dalszym etapie kolejnym krokiem będzie wejście w spółkę ze Słowakiem na podobnej zasadzie, jak to miało miejsce przy Spokojnej, gdzie dewelo-buraczek „z zewnątrz” (nie z Loży) prędko doszedł do wniosku, że albo się podzieli, albo nici z zarobku, bo a to wejdzie mu na głowę konserwatorek czy cokolwiek innego.
    Jeśli ten „drapacz chmur” przy Zana miał być pierwotnie faktycznie biurwowcem, to nasuwa się oczywisty pomysł zamiany funkcji na „luksusowy akademik”, a tego – jak pewno kombinował sobie Tęgi Łeb – jakiś Słowaczyna nie da rady przepchnąć samemu i w ten sposób wpadnie w sidła, kiedy zorientuje się, że na powierzchnie biurwowe w Dziadogrodzie nie ma zbytu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Powiązane artykuły

8 minuty czytania

22.07.2024

Jak prezydent Żuk zlekceważył ludzi. Zamiast widoku na drzewa, będą mieli widok na parking

O „lekceważeniu” i „braku szacunku” mówią mieszkańcy ul. Samsonowicza 5,…

5 minuty czytania

15.07.2024

Budować betonowe pustynie czy chronić przyrodę? Wokół wizji Lublina będzie gorąco

Bez większego rozgłosu i akcji informacyjnej skierowanej do mieszkańców Urząd…

5 minuty czytania

04.07.2024

Dwoje mieszkańców kontra deweloper. Nowy ogromny wieżowiec przy Północnej przysłoni im świat

Uchylenia uchwały Rady Miasta przyjętej w trybie lex developer domagają…

5 minuty czytania

01.07.2024

Wicemarszałek przeprosił byłego przewodniczącego Rady Miasta. Za „kolesiostwo”

Szykował się długi proces z 76 świadkami, a skończyło na…

8 minuty czytania

05.06.2024

126 zł za jeden post. Na miejskim Facebooku od dekady zarabia ta sama firma

Średnio 28 tys. zł rocznie przez dziesięć lat. Zlecenia ma…

7 minuty czytania

28.05.2024

Przedsiębiorcy z Wilkołaza: Biedronka nas dobije. Kuria: My jej nie zbudujemy

Już raz byli u arcybiskupa. Lokalni przedsiębiorcy i członkowie rady…

6 minuty czytania

23.05.2024

„Manhattan” przy Jasnej będzie jeszcze większy. Miasto chce sprzedać parking pod apartamentowiec

Sześć kondygnacji będzie mógł mieć apartamentowiec wybudowany na działce przy…

4 minuty czytania

13.05.2024

Zastępca prezydenta: „Dębu z Samsonowicza jednak nie wytniemy”

– Gros drzewostanu jest do zachowania. W tym ten dąb…