Udostępnij
Od poniedziałku po Lublinie jeżdżą trzy linie pośpieszne. Ale autobusy nie omijają żadnych przystanków, ale pokonują trasę na skróty. Wciąż jednak szybciej jest autem. A nawet rowerem.
Od poniedziałku mamy w Lublinie trzy nowe linie autobusowe: 301, 302 i 303. Kursują po 12 razy dziennie w godzinach szczytu (między godz. 6 a 10 i 13 a 17), mniej więcej co pół godziny, tylko w dni powszednie. Nr 301 łączy os. Poręba z ul. Daszyńskiego, a nr 302 os. Widok z Czechowem. Linia 303 powstała zaś z przekształcenia linii 46. To linia, która jedzie z Czechowa na ul. Zana przez ul. Poniatowskiego i jako jedyna korzysta z buspasa.
Na skróty, ale bez omijania przystanków
ZTM zapowiadał, że nowe linie będą pośpieszne. Wielu pasażerów uznało, że ominą część przystanków. Tak myślał też miejski radny Bartosz Margul (klub Żuka). – Będę się starał, żeby linia pośpieszna (ekspresowa) omijającą część przystanków dotarła również do Felina – napisał na Facebooku. – Na tym przecież polega idea linii pośpiesznych – tłumaczył w rozmowie z Jawnym Lublinem.
Ale w Lublinie będzie inaczej. Linie pośpieszne zatrzymają się na każdym przystanku.
– Zapewniają połączenia w godzinach szczytów komunikacyjnych pomiędzy najważniejszymi obszarami miasta o prostych przebiegach – mówi Monika Fisz z ZTM. Tłumaczy, że nowe linie zatrzymują się na każdym przystanku, bo inaczej nie miałyby odpowiedniego napełnienia.
– Dla przykładu w relacji podróży os. Poręba – Dworzec PKS na al. Tysiąclecia obecnie czas podróży to 34 minuty, a nową linią już tylko 23 minuty – zachwala Fisz. Mówi o linii 301. Ta z Czubów nie jedzie jednak prosto na Kalinowszczyznę ale naokoło. Zamiast najkrótszą w długości trasą przez centrum, jedzie najkrótszą trasą czasowo – przez al. Kraśnicką i al. Solidarności. Inaczej mówiąc autobusy w Lublinie jeżdżą szybko tam, gdzie samochody jadą jeszcze szybciej.
Z ciekawości sprawdziłem ile zajmuje przejazd w tej relacji rowerem. Dokładnie tyle samo. Trasa jest bardzo przyjemna: wąwozem Rury, wzdłuż Bystrzycy i jedynie na końcówce drogą rowerową wzdłuż Unii Lubelskiej.
Szybciej będzie jak pobiegniesz
Wybrałem się wczoraj w godzinach szczytu – po godz. 15 – sprawdzić linię 302. Pojechałem z Czechowa do Centrum i z powrotem. Obserwacje? Połowa miejsce siedzących wolna, ale może pasażerowie jeszcze nie rozpoznali nowej linii. Czy autobus jechał szybciej? Tam gdzie były buspasy na pewno – omijał stojące w korku auta.
Trudno uznać, że 302 to linia jadąca prosto. Gdybym wysiadł z autobusu i pobiegł pomiędzy al. Solidarności a al. Racławickimi to nie tylko mógłbym wsiąść do tego samego autobusu, ale nawet mógłbym jeszcze zostawić pismo w urzędzie miasta. Na tym odcinku autobus pośpieszny zamiast pojechać przez Wieniawską (którą nie jeżdżą żadne autobusy), jedzie al. Solidarności, 3 Maja i Krakowskim Przedmieściem. Zamiast 600 m autobus pokonuje 1700 m. Naokoło autobus pokonuje trasę w 8 minut. Spacerkiem na skróty można ją pokonać w 11.
Mieszkańcy narzekają na stan komunikacji
Pod postem miasta Lublin ogłaszającym start linii pospiesznych wywiązała się spora dyskusja. Większość krytykowała, ale znalazły się też pochwały. – Mnie rano świetnie pasuje 301. Z Lwowskiej na Nałęczowską w 13 minut, 3 Maja i Racławickie ominięte – chwali Małgorzata. – 301 rewelacja – wtóruje Zofia.
Najwięcej pasażerów narzeka na to, że linie pośpieszne zatrzymują się na każdym przystanku. – Tak te linie się spieszą i są „pospieszne”, że każdy przystanek na trasie muszą zaliczyć. I ta częstotliwość kursowania – raz na 30min przez kilka godzin na dobę – narzeka Adrian.
– Po co zatrzymuje się na przystanku skoro nikt nie wsiada i nikt nie wysiada – dziwi się Joanna, jadąca pierwszym kursem z Czubów o 6:30.
– Pospieszne powinny pomijać mniej ważne przystanki – dodaje Tomek.
– Linie pospieszne, zatrzymujące się na wszystkich przystankach, z żenującą liczbą kursów. Takie wynalazki w sytuacji, gdy potrzebne pasażerom linie priorytetowe (np 57, 31, 26, 150) po godz. 17 jeżdżą co 30 min (sic!), a w niedziele raz na godzinę – podsumowuje stan lubelskiej komunikacji Krzysztof.
Część osób zwraca uwagę na stan taboru wypuszczonego na linie pośpieszne. – Dlaczego na nowych „super” liniach jeżdżą najstarsze autobusy w lubelskim taborze? – dopytuje Lublin WidmoBus.
– Rupieć Jelcz, który miał być tylko na chwilę. Jest rok 2024 i nadal wyjeżdża – dodaje Krzysztof. Nawiązuje do taboru, który pojawił się po rozwiązaniu umowy przez ZTM z warszawskim WarBusem. Wówczas nowe klimatyzowane przegubowce z miejską tapicerką, zastąpiły „na chwilę” stare Jelcze bez klimatyzacji.
Co na to ZTM? Zapowiada, że od września (czyli za pół roku) autobusy pojadą częściej i… ociepla swój wizerunek postami w mediach społecznościowych.
Na zdjęciu: Autobusy pośpieszne w Lublinie, choć zatrzymują się na wszystkich przystankach to jadą na „skróty”. Dzięki temu są szybsze niż inne linie.



