4 minuty czytania • 21.01.2024 11:09
Dworzec Lublin: Po wielkim otwarciu jest szara codzienność. „A gdzie są autobusy?”
Udostępnij
Tydzień temu było huczne otwarcie i dziesiątki zdjęć w mediach społecznościowych polityków. Od poniedziałku nowy dworzec świeci pustkami. Nie działa winda, zamknięto jedyny sklepik, na taras będzie można wejść dopiero wiosną. Autobusów, które ma odsługiwać nowy dworzec, też jak na lekarstwo.
W zeszły weekend z pompą otwierano Dworzec Lublin. Miasto przygotowało szereg atrakcji, a obiekt licznie odwiedzili mieszkańcy Lublina. Dziś obiekt świeci pustkami. Na peronach pusto, wewnątrz budynku również. Jedyny sklepik na dworcu już jest zamknięty, podobnie jak wejście na taras, tak reklamowany przez polityków przecinających wstęgi podczas uroczystego otwarcia. „Dziękujemy za odwiedziny. Widzimy się wiosną” – informuje kartka przy wyjściu na taras.
Nie działa tablica informacyjna na przystanku miejskiej komunikacji w kierunku centrum. Nie pracuje też jedna z wind. W piątek tablica była naprawiana. – Czekamy na diagnozę od serwisu. Winda powinna być naprawiona lada dzień – zapewnia Monika Fisz, rzeczniczka prasowa ZTM.
Z dachu nad peronami komunikacji miejskiej kapie woda. Czy w trakcie deszczu będzie to strumień okaże się przy pierwszej nawałnicy. Dobrze, że nad peronami komunikacji pozamiejskiej projektant zapewnił zadaszenie.
Poczekalnia w wersji premium
Popularnością nie cieszy się poczekalnia. A tą Dworzec Lublin ma w standardzie premium. Znajdujące się na piętrze pomieszczenie wyposażone jest w miękkie, welurowe siedzenia.
– Jest ciepło i przytulnie – mówi kobieta, która przyszła tutaj ze swoim kilkuletnim synem. Nigdzie nie jadą – przyszli, by zwiedzić dworzec.

Siedząc w wygodnym fotelu z telefonu raczej nie skorzystamy. W poczekalni nie ma zasięgu sieci komórkowych. Na szczęście jest wi-fi, z którym można się połączyć. Nie ma też gniazdek by podładować smartfona. Punkt małej gastronomii ma ruszyć wkrótce.
Problemem poczekalni jest lokalizacja – pierwsze piętro. W trakcie mojej wizyty korzystały z niej trzy osoby. Kilkanaście innych osób na autobus wolało poczekać na parterze. Tu z kolei miejsc siedzących jak na lekarstwo – dwanaście. – Na pewno przydałoby się więcej – skarży się jedna z czekających osób. Prawie wszyscy, których spotykam tu w piątek czekają na autobusy miejskie.
Te podmiejskie jeszcze się nie przeniosły z dworca PKS na Podzamczu. Od momentu otwarcia nowego dworca liczba połączeń zamiast wzrosnąć – spadła. Z rozkładu wypadły oba kursy do Charkowa, jeden do Nowego Dworu Mazowieckiego oraz Zamościa. Pojawił się za to dodatkowy kurs do Chełma.
– Żaden z przewoźników nie zrezygnował, zmiany mają związek ze zmianami rozkładu jazdy przewoźników – tłumaczy zmiany Monika Fisz z ZTM, który zarządza dworcem. Zapewnia, że wkrótce przeniosą się tu kolejni przewoźnicy. Formalności są jednak dość czasochłonne.
Dla części użytkowników problematyczne może być dotarcie do poczekalni. Prowadzi tam tylko jedna klatka schodowa. Do wyboru – winda lub schody. Winda sprawia wrażenie dość małej. W organizacji zajmującej się potrzebami osób z niepełnosprawnością zapytałem czy testowali już windę pod kątem poruszania się wózków inwalidzkich. Jeszcze nie – dlatego sprawy nie komentują. A problemem dotyczy nie tylko niepełnosprawnych, ale też osób z wózkami dziecięcymi i większym bagażem. Co więcej – by dotrzeć do windy trzeba otworzyć ciężkie drzwi. Na 1. piętro można też dotrzeć schodami. – Są bardzo strome i mają krótki stopień – skarżyła mi się w dniu otwarciu jedna z użytkowniczek.
O kierowcach pomyślano
Znacznie lepsza jest komunikacja z parkingiem podziemnym. Tu można dotrzeć co najmniej czteroma pionami komunikacyjnymi. Do tego dochodzą obszerne ruchome schody. Przypomnijmy, że przez błędy projektowe związane z montażem schodów ruchomych prace się opóźniły. W projekcie budowlanym były różnice. Na jednych rysunkach schodów nie było, na kolejnych już były. Ich montaż wiązał się też z koniecznością rozkucia płyty fundamentowej – płyta ma 120 cm grubości a wnęka pod schody potrzebowała wejść w nią aż na 97 cm. Operacja ta była też dość ryzykowna, bo garaż znajduje się pod ziemią, poniżej poziomu wód gruntowych. Ewentualne uszkodzenie mogłoby się zakończyć zalaniem całej inwestycji. Dodatkowe prace w tym zakresie kosztowały 1,1 mln zł.
W piątek na podziemnym parkingu parkowało ok. 40 aut. Miejsc parkingowych jest 174. We wniosku miasta o unijne dofinansowanie założono, że każdego dnia z parkingu skorzysta średnio 87 aut. Po kilku wizytach rozpoznaję już stałych użytkowników. Nic dziwnego – to jeden z najtańszych parkingów w mieście. By zostawić tutaj auto trzeba mieć dowód korzystania z danym dniu z transportu zbiorowego. Dowodem może być bilet (papierowy lub w aplikacji) czy wydruk z kasy fiskalnej przewoźnika. Może być to dowód podróży komunikacją miejską, regionalną, międzynarodową lub koleją.
Najtańszy bilet – jednoprzystankowy ulgowy – w aplikacji Lubika kupimy za 43 grosze. Z takim biletem możemy parkować przez cały dzień, jednak nie wcześniej niż od godz. 4.30 i nie dłużej niż do godz. 2.30 następnego dnia. Nie można też pozostawić auta na kilka dni – w takiej sytuacji pojazd może być usunięty z parkingu.
W budżecie miasta na utrzymanie Dworca Lublin w 2024 r. przeznaczono ponad 4,5 mln zł. Ratusz podaje, że budowa trwała trzy lata i kosztowała 340 mln zł. Unia Europejska dołożyła do tej inwestycji 195 mln zł. Środkami z funduszy europajskiech dysponuje Urząd Marszałkowski, więc sukcesem (otwarcie Dworca Lublin) chwali się i prezydent miasta Krzysztof Żuk (Platorma Obywatelska), i marszałek wojówdztwa Jarosław Stawiarski (Prawo i Sprawiedliwość). Obaj w kwietniu zamierzają kandydować w wyborach samorządowych na urząd prezydenta Lublina.
Na zdjęciu: Aktualnie z dworca odjeżdża 170 kursów komunikacji pozamiejskiej. Fot. Krzysztof Kowalik



