Wesprzyj Kontakt

5 minuty czytania  •  19.07.2023

Jest tak, jak marszałek zapowiedział: będziemy mieli operę – mimo że nie wszystkim się to podoba

Udostępnij

Tym razem niespodzianki nie było. Radni sejmiku, głosami rządzącego PiS, zgodzili się na zmianę nazwy Teatru Muzycznego w Lublinie na Operę Lubelską. Opozycja zarzucała brak konkretnych wyliczeń, w tym kosztów spektakli i zbędny pośpiech. A z przedstawionych po raz pierwszych danych finansowych wynika, że to nie będzie opera za trzy grosze.

Nie udał się plan fuzji TM z CSK i Filharmonią, ale udał się ten ze zmianą nazwy Teatru Muzycznego na Operę Lubelską. Mimo że radni opozycji zgłosili na sejmiku sporo wątpliwości i zastrzeżeń do wizji nowej instytucji kreślonej przez dyrektor TM Kamilę Lendzion.

Jednak jako pierwsza szturm przypuściła obecna na sesji posłanka KO Marta Wcisło, która zwróciła uwagę, że decyzja o powołaniu opery zapadła tak naprawdę za plecami radnych. – Wewnątrz Urzędu Marszałkowskiego działa nieformalna grupa, tzw. układ. Kto oprócz pani dyrektor i pana marszałka wiedział wcześniej o tej inicjatywie i tych planach? – pytała. I przystąpiła do wyliczania nieprawidłowości, jakie znalazły się w opublikowanym w czerwcu raporcie NIK: m.in. nieterminowe płatności niektórych faktur, podatków lub ZUS. – Czy ktokolwiek z państwa powierzyłby swoje finanse osobie, która przekroczyła dyscyplinę finansów publicznych? – pytała posłanka. Nawiązała do raportu NIK z czerwca tego roku, w którym stwierdzono naruszenie w teatrze dyscypliny finansów publicznych z tytułu nieterminowego przekazania sprawozdań w zakresie operacji finansowych.

Farbowana owca

Z kolei Krzysztof Komorski (KO) wyjaśnił, dlaczego nie będzie głosował „za”. – Do tej pory, gdy proszę o uzasadnienie, dlaczego zmieniamy nazwę, to słyszę argumenty, że jesteście państwo przekonani (do tego pomysłu – red.), ale nie wiem, na jakiej podstawie. Jaki jest budżet spektaklu, czy zepnie się ekonomicznie? Jak przemalujemy owcę w cętki, to nie będzie gepardem. Czy nie lepiej zorganizować kilka koprodukcji i wtedy podjąć decyzję? Bo tak narażamy się na śmieszność – ocenił.

Wtórowała mu klubowa koleżanka Bożena Lisowska. – Kolejny projekt jest absolutnie nieprzygotowany – zaczęła, zwracając się do zarządu województwa. – Lepiej byłoby dofinansować te instytucje, które już dobrze funkcjonują i przynoszą chwałę w całej Polsce. Nie robi się operacji na żywym obiekcie, wyjmuje mu serce, bo nie wiadomo, czy przyniesie nam to więcej chwały czy problemów.

O złym przygotowaniu projektu i zbyt szybkim tempie prac mówił też Adam Wasilewski (KO), który zwrócił uwagę na inny problem: złej akustyki w Sali Operowej CSK (radny jest doktorem nauk technicznych w dziedzinie akustyki – red.). A to właśnie w niej mają być wystawiane operowe produkcje nowej instytucji. – Chciałbym wiedzieć, ile będzie kosztować adaptacja sali do opery? – dopytywał radny, przyznając jednocześnie, że jest za tym, by w Lublinie istniała taka instytucja.

Żeby radni zaczęli chodzić na spektakle

Bartłomiej Bałaban (Suwerenna Polska), członek zarządu województwa odpowiedzialny za kulturę, z przekąsem odpowiadał radnym opozycji, że ich uwagi wypływają „ze szczerego serca”. – Instytucja z 75-letnią tradycją idzie do przodu. To jest duży skok. Cieszymy się, że może powstać, że mamy do tego ludzi – przekonywał.

Dyrektor TM Kamila Lendzion swoje wystąpienie zaczęła od wytknięcia poseł Wcisło, że to nie ona osobiście dostała tytuł „Ambasador Województwa Lubelskiego”, ale kierowany przez nią teatr. – Ja nie ubiegam się o żadne nagrody – mówiła, po czym wyliczyła wszystkie laury, jakie za jej kierownictwa otrzymał TM. – Te nagrody są dowodem na to, że w ciągu 5 lat rozwinęła się instytucja kierowana przeze mnie. W 2018 roku obejmowałam teatr z zadłużeniem. Zależało mi, żeby zajął należyte miejsce na mapie kulturalnej. Bardzo się cieszę z ogólnego zainteresowania, bo do tej pory jedyna pomoc to była pomoc zarządu województwa. Bardzo zapraszam do teatru, byście mogli sami przekonać się, jak fajne rzeczy tworzymy – zwróciła się do radnych, nawiązując do tego, że brakuje ich na widowni.

Operę będziemy utrzymywać głównie z podatków

Było to pierwsze wystąpienie dyr. Lendzion o operze na sejmiku, bo do tej pory – w czasie, gdy trwały protesty przeciwko fuzji z CSK i FL – nie pokazywała się publicznie: ani na burzliwej majowej sesji, ani na równie gorących posiedzeniach komisji kultury (dziś powiedziała, że była wówczas na zwolnieniu lekarskim). I po raz pierwszy radni mogli też usłyszeć o planie finansowym. Ale ten pokazany przez szefową TM dotyczy 2024 roku. Wynika z niego, że koszty mają wynieść niecałe 18 mln zł, z czego ok. 14 mln pochłoną pensje z ZUS 177 pracowników. Największy wkład finansowy w funkcjonowanie opery będzie mieć samorząd województwa, który w formie dotacji przekaże 13,2 mln zł. Spodziewane wpływy, m.in. z biletów, wynajmu i marketingowe, to 4,7 mln zł. – Podnosimy prestiż instytucji województwa i możemy pozyskać sponsorów. Poszerzamy nasze możliwości repertuarowe – mówiła szefowa TM, odpowiadając na pytania, po co nam w ogóle opera.

W planowanych wydatkach Opery Lubelskiej na 2024 rok nie padają jednak konkretne kwoty wystawiania spektakli operowych, a te – jak wynika z raportu NIK – są najbardziej kosztownymi produkcjami, których budżety wynoszą 450-500 tys. zł. Tymczasem wiadomo już, że w najbliższym sezonie artystycznym na deskach CSK mamy zobaczyć Toscę (wrzesień) i musical Jesus Christ Superstar (marzec 2024).

CamScanner-19-07-2023-16.37

Finansowe wyliczenia nie przekonały jednak niektórych radnych. – Powinna pani przedstawić plan wieloletni, koszty osobowe 15 spektakli (tyle razy w sezonie mają być wystawiane opery – red.), jaki koszt jednostkowy, na jakiej bazie artystów? – pytała radna Lisowska: – Aktorzy, którzy są gwiazdami, którzy przyciągają publiczność, są wysoko opłacani – zaznaczyła.

Jako radni musimy podjąć racjonalną decyzję. Liczyłem, że powstanie twardy dokument, że będzie zawierał analizę finansową. Bo mamy utrzymać dotychczasową działalność i rozszerzyć repertuar. Nie stworzymy opery, a jeszcze zaszkodzimy TM – dodał radny Krzysztof Bojarski (KO), zwracając uwagę na wysoki koszt produkcji operowych.

Krytyczne głosy płynące z opozycji nie przekonały jednak radnych z klubu PiS do odrzucenia projektu uchwały przygotowanej przez zarząd województwa. W głosowaniu pomysł zmiany nazwy Teatru Muzycznego na Operę Lubelską poparło 18 radnych, a 12 wstrzymało się od głosu. Nikt nie był przeciw.

Na zdjęciu: Kamila Lendzion, dyrektor TM, podczas odpowiadania na zarzuty i wątpliwości radnych dotyczące powstania Opery Lubelskiej

Fot. Krzysztof Wiejak

Jedna odpowiedź do “Jest tak, jak marszałek zapowiedział: będziemy mieli operę – mimo że nie wszystkim się to podoba”

  1. Tyran pisze:

    Wcisło mówi o nieformalnym układzie. To ciekawe. Radni chcą prognozę na parę lat. Ludzie wy nie macie zielonego pojęcia o prowadzeniu biznesu. A wiecie już o ile wzrośnie minimalna płaca. Bo to zadłużenie teatru z tego wynika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Powiązane artykuły