Wesprzyj Kontakt

2 minuty czytania  •  16.12.2019

Wiata sobie, przystanek sobie…

Udostępnij

To absurd – mówią mieszkańcy ulicy Zelwerowicza w Lublinie. Jak można wybudować wiatę przystankową z dala od przystanku komunikacji miejskiej, a przystanek ulokować pod gołym niebem? Można – zdają się odpowiadać władze miasta. I jest na to dowód. Wystarczy udać się na skrzyżowanie ulic Zelwerowicza i Poligonowej.

Przy ulicy Zelwerowicza, za skrzyżowaniem z ulicą Poligonową, jest przystanek komunikacji miejskiej pod nazwą „Górki Czechowskie” na żądanie. Przystanek składa się z dwóch części: wiaty z zadaszeniem oraz postawionego 15-20 metrów od niej słupka, przy którym zatrzymują się autobusy. I jest problem. Jeśli pasażer zechce przysiąść pod wiatą, nie ma szans na zabranie się autobusem. Jeśli jednak zamiast wygody postawi podróż na autobusem, musi na niego oczekiwać pod gołym niebem.

W praktyce wygląda to tak – mówi pan Jan z ulicy Zelwerowicza – że stojąc pod wiatą trzeba cały czas obserwować, czy nie nadjeżdża autobus od strony Czechowa w kierunku ulicy Bohaterów Września. W tym czasie zatrzymują się samochody jadące ulicą Poligonową – bo Zelwerowicza jest z pierwszeństwem – i zasłaniają widoczność. Pasażer nie zauważa nadjeżdżającego autobusu, nie zdąży dobiec do słupka i dać znać kierowcy, że oczekuje na podróż i chce wsiąść. Autobus odjeżdża, pasażer zostaje na przystanku i czeka na następny kurs. Czeka w deszczu i słońcu przy słupku przystankowym, bo teraz już wie, czym grozi udanie się pod wiatę.

Sprawa jest prosta do rozwiązania – mówi inny z pasażerów. Wystarczy połączyć ze sobą słupek i wiatę, ustawić je w jednym miejscu. Skończą się nerwy oraz bieganie od wiaty do przystanku i z powrotem. Czy to takie trudne? Czy na taki pomysł nie mógł wcześniej wpaść projektant przystanku bądź wykonawca?

Sprawę tak tłumaczy Justyna Góźdź z Zarządu Transportu Miejskiego w Lublinie: biorąc pod uwagę dostępność terenu i przebiegającą za chodnikiem ścieżkę rowerową, obecne miejsce, gdzie została zlokalizowana wiata, jest jedynym możliwym. To, co możemy zrobić, to uczulić kierowców linii 4 i 47, aby obsługa tego przystanku odbywała się, ze szczególnym uwzględnieniem osób starszych, którzy potrzebują więcej czasu na dojście do autobusu.  I taki wniosek skierujemy do przewoźnika.

Wygląda zatem na to, że najprostsze i najbardziej logiczne rozwiązanie, jakim byłoby przeniesie przystanku w pobliże wiaty, nie wchodzi w grę. Pozostaje czujność i obserwowanie nadjeżdżających autobusów. A przystanek przy Zelwerowicza nie jest jedynym, gdzie pojazdy nie zatrzymują się przy wiacie. Problem dotyczy wszystkich, długich zatok przystankowych, na które podjeżdża po kilka autobusów jednocześnie. Jedna wiata i kilkadziesiąt metrów do przebiegnięcia. To dopiero jest wyzwanie! 

Walentyna Lasek


Podobał Ci się artykuł? Cenisz niezależne dziennikarstwo?

Wpłać teraz:


34 1950 0001 2006 0330 1807 0002

Ten artykuł powstał dzięki wsparciu finansowemu naszych czytelników

Wspieram

Fundacja Wolności, ul. Krakowskie Przedmieście 13/5A, 20-002 Lublin