Wesprzyj Kontakt

7 minuty czytania  •  02.09.2023

Mieli zablokować dworzec, ale nie chcieli psuć ludziom wakacji

Udostępnij

We wtorek, 29 sierpnia, taksówkarze mieli zablokować dworzec, ale na razie zrezygnowali z takiej formy protestu. – Nie chcieliśmy psuć wakacji ludziom jadącym na pociąg – tłumaczy Tomasz Szczykutowicz, kierowca taksówki i właściciel jednej z korporacji. Co jeszcze trapi lubelskich taksiarzy?

Ulica Dworcowa jest zamknięta, ale sprzed dworca można wyjechać ulicą Pocztową. Dlaczego to takie kłopotliwe?

– Z Pocztowej skręcamy w prawo, w Kunickiego, dojeżdżamy do wiaduktu i za nim jest linia przerywana, gdzie można bez narażania się na mandat zawrócić… Wszyscy tak robią, stwarzając zagrożenie w ruchu. W dodatku nawigacja pokazuje pasażerom, że centrum jest w lewo, a my z Pocztowej jedzimy w prawo. Od razu zaczynają się niepokoić. Są uczuleni na „taksówkarskie oszustwa”. Te mity istnieją od lat – że taksówkarze to oszuści, którzy wożą po całym mieście, jak się zorientują, że nie jesteś stąd.

Na ulicy Dworcowej trwa walka o znak TAXI. Fot.: Facebook/Tomasz Szczykutowicz

Czego w takim razie oczekujecie od miasta?

– To jest skandaliczne, że miasto ot tak, po raz kolejny przedłuża termin oddania nowego dworca. Niedawno minęła rocznica pierwszego terminu (29 lipca 2022 r. – red.). Jedno przedłużenie jest może uzasadnione, była pandemia, ale kolejnych kompletnie nie rozumiem.

O co mam pretensje do samorządu lubelskiego? Niech się zgadza, by Budimex oddał dworzec w październiku, ale proszę stworzyć ludziom możliwości komunikacyjne. Tymczasem zostawia się jeden dojazd ulicą Pocztową, wąską, również niewykończoną.

Moim zdaniem Dworcowa jest już dawno jest gotowa, dozwolony jest dojazd do posesji. A tymczasem chyba od roku wjazd jest zastawiony trzema paletami z kostką. Uważam, że to skandaliczne, bezmyślne ze strony miasta, że nie potrafi wyegzekwować przynajmniej tego, by wykonawca udrożnił ruch.

Pojawił się pomysł blokady dworca, ale w końcu z niego zrezygnowaliście. Dlaczego?

– Próbowaliśmy jako korporacja postraszyć trochę urzędników, czy też zwrócić na siebie uwagę, co chyba się udało, skoro rozmawiamy. Od dawna dziwię się, że media tego problemu nie nagłaśniają. Gdzie są dziennikarze?

Nie chcieliśmy też psuć wakacji zwykłym ludziom, którzy jadą na pociąg. Nie o to przecież chodzi. Chodzi o to, żeby prezydent ze swoją ekipą wreszcie dogadał się z Budimexem. W każdej chwili możemy zrobić blokadę, ale liczymy na to, że Dworcowa zostanie odblokowana i kierowcy znów będą mogli korzystać z wyznaczonego tam postoju taksówek.

dworzec metropolitalny, budowa dworca metropolitalnego lipiec 2023
Budowa dworca metropolitalnego, lipiec 2023 r. Fot.: Sławomir Skomra

Jak się pracuje, od czasu kiedy pojawiły się tanie przewozy na aplikacje?

– To rzeczywiście poważna konkurencja dla tradycyjnych korporacji taksówkowych, które za swoich kierowców odprowadzają podatki, ZUS. Niestety, po raz kolejny zmiany w przepisach są pisane na kolanie i na życzenie konserwatywnej grupy taksówkarzy, głównie warszawskich. Im się wydaje, że jak wyeliminują wszelką konkurencję, to będą bogaczami. Ale nie tędy droga. Takie reformy w tej branży były w minionym trzydziestoleciu przynajmniej cztery. Wszystkie bardzo podobne i w bardzo podobny sposób się kończyły. Zamiast ograniczać, jeszcze bardziej rozpuszczały ten rynek. To, co teraz jest z „boltami”, to powtórka z 1989 roku. Jedyna różnica polega na tym, że teraz są urządzenia typu aplikacje, a wtedy były tylko postoje taksówek. Historia zatoczyła koło.

Ale tego tematu nikt nie ruszy, na pewno nie przed wyborami. Niech pani zobaczy, jaka się kuriozalna sytuacja wytworzyła: jeśli posłowie będą popierać taksówkarzy, to nie poprą ich ci, którzy jeżdżą w „boltach”.

Czy nadal opłaca się być taksówkarzem?

– Zauważyłem, że w tej chwili taksówkarze w mniejszych miastach, typu Kraśnik, Świdnik, Chełm, Zamość, zdecydowanie lepiej prosperują niż ci w większych, jak Lublin, Łódź, Warszawa. Ma to związek z tym, że ludzie nie mają tam tych tanich przewozów. Pasażerowie się z nich cieszą i wcale się im nie dziwię, ja też szukam tańszej stacji benzynowej. Ale, przepraszam, nie chodzę do ciuchlandu, w którym nie piorą używanej odzieży.

Ostatnio miałem taką sytuację pod Bramą Krakowską. Podchodzi do mnie piątka osób, wśród nich piękne damy obwieszone pierścionkami, złotem. Pytają mnie, w jakiej cenie na Strzembosza pojadę. Powiedziałem, że 30 złotych, bo vanem. „E, to my mamy bolta za 10”. I co ja mam na to odpowiedzieć? Przecież nie pojadę za 10 złotych, bo muszę zapłacić podatki, ZUS… Ja bym się wstydził. Nie pytać, bo klient ma prawo przed rozpoczęciem kursu znać cenę. Ale po co taki komentarz?

Często jeździ pan w nocy. Czy zdarzają się niebezpieczne sytuacje?

– One się zdarzają, ale teraz większość takich klientów przeniosła się do „boltów”, bo tam jest tanio. Na pewno zmniejszyły się, albo spadły do zera, zamówienia z tych bardziej niebezpiecznych osiedli. Przejęły je Bolt czy Uber. Takiemu klientowi się wydaje, że skoro mniej płaci, to wszystko mu wolno – nabrudzić w samochodzie, zwyzywać kierowcę, klepnąć go w plecy.

Natomiast w tych taksówkach tradycyjnych, droższych, został klient bardziej „wyszukany”, ale też agresywny, gdy wypije. To jest odwieczny problem. Przyśnie na chwilę, otwiera oczy i „Gdzie mnie, ch…, wieziesz?”. Jak się usłyszy taki tekst, bo panu doktorowi czy profesorowi coś się przyśniło, to dalej już nie jest najprzyjemniej.

taksówkarz Tomasz Szczykutowicz
Tomasz Szczykutowicz. Fot.: Facebook

– Kilka dni temu miałem taką sytuację, w której brała udział jedna z urzędniczek ważnego urzędu w naszym mieście. Następnego dnia, kiedy wytrzeźwieli, zrobili wszystko, żeby mnie odnaleźć i przeprosić, żebym nie nadał biegu sprawie. „No bo żona, pan rozumie, była pijana”. I jak ma to potraktować taksówkarz? Jako usprawiedliwienie? Że jak jesteś pijany, to ci więcej wolno? Na mnie to działa jak płachta na byka. Może są kierowcy, którzy na to pozwalają, może doliczają sobie rekompensatę, ale ja do nich nie należę.

Co pan wtedy robi?

– Zatrzymuję się i uprzedzam, że zakończymy kurs, jeśli jeszcze raz zostanę obrażony. Wtedy oczywiście agresja rośnie, bo takiemu komuś wydaje się, że co mu jakiś kmiot będzie mówił, co ma robić. „Ja tu płacę i wymagam”. Z osobą nietrzeźwą nie działają argumenty typu „płacone jest za przejazd, a nie za to, że będzie pan kebaba dokańczał albo rozlewał alkohol”.

Zamieściłem w internecie ostatnio dwa nagrania z zachowania „porządnych” ludzi, z których w taksówce wylazło najgorsze dno i bydło. Jedno zostało usunięte z YouTube jako naruszające standardy, ze względu na przemoc. Zostało na Facebooku, a sprawa jest w toku. Najpierw prokuratura ją umorzyła, nie dopatrując się znamion przestępstwa. Złożyłem odwołanie.

Niestety, w takiej sytuacji kierowca taksówki, jeśli nie pozwoli się zabić albo poranić, jest w zasadzie bez szans. Okazuje się, że zwyzywanie kogoś, zbluzganie, poniżenie w zasadzie nie jest karalne. Ewentualnie z oskarżenia prywatnego – wtedy sąd będzie dochodził, czy wulgarne określenie obraziło cię, czy nie.

Czy taksówkarze mają ulubionych pasażerów?

– Tak. W tej chwili jest to o wiele częstsze niż wtedy, kiedy mieliśmy po 140 taksówek i kilkaset kursów dziennie. Teraz w korporacjach taksówek i pasażerów jest mniej, a klienci korzystają najczęściej z jednej wybranej firmy. Dzięki temu częściej mogą trafić na tego samego kierowcę i ta relacja jest bardziej taka koleżeńska i serdeczna.

Pamięta pan jakieś zabawne sytuacje?

– Mężczyzna poprosił operatorkę, by kierowca do niego zadzwonił przed podjechaniem pod adres. Okazało się, że on sam nie będzie korzystał z taksówki, ale prosi o podjechanie pod hotel Victoria, gdzie jego żona uczestniczy w imprezie firmowej. Podał rysopis i kolor garderoby. Chodziło o niebieską sukienkę.

Gdy podjechałem pod adres, przed wejściem stało kilka rozbawionych kobiet, ale tylko jedna była w niebieskiej sukni. Przyznała, że owszem mąż miał jej przysłać taksówkę. Wsiadła i jedziemy. Adres miałem podany, a pani zmęczona imprezą właściwie natychmiast usnęła. Zresztą kontakt z powodu nadmiaru alkoholu i tak był utrudniony.

Na miejscu otworzyła się brama posesji, wjechałem na podjazd i mówię temu mężczyźnie, że pasażerka śpi i musi ją sam wyciągnąć z pojazdu. Sama pani rozumie – po co potem jakieś pomówienia o niewłaściwy dotyk itd. Mąż zapłacił mi przez otwarte okno, przeszedł z drugiej strony, przerzucił kobietę przez ramię i poszedł w kierunku otwartego garażu, skąd zapewne było wejście do części mieszkalnej.

Wycofałem do wyjazdu i już miałem odjechać, ale usłyszałem wołanie: „Proszę zaczekać, panie, chwileczkę”. „Co się stało?” – zapytałem przekonany, że może coś zostawiła w mojej taksówce. „Proszę pana, to nie jest moja żona!”. „A kto?”. „Nie wiem, nie znam jej”. Mówię do niego: „Niechże się pan jej przyjrzy, pan też jest trochę po piwku”. „Przysięgam panu, to nie jest moja żona!”.

Jest pan takim trochę jeżdżącym reporterem. Zresztą przez wiele lat był pan reporterem telewizyjnym…

– Jak pani też będzie bliżej końca kariery, to zobaczy pani, że to zostaje we krwi. Gorzej tylko, że na tym się nie zarabia, a wręcz tracę. Lubią oglądać, ale nawet tej gwiazdki czy lajka tam nie dadzą (śmiech).

To nie są tematy stricte taksówkarskie. Zresztą na początku nie jeździłem jako taksówkarz, tylko „cywilnym” samochodem. To są wydarzenia, które dzieją się w mieście albo moje refleksje na różne tematy. Poruszam tematy reporterskie, ale moje relacje tym się różnią od prawdziwego dziennikarstwa, że nie daję możliwości wypowiedzenia się stronom. To raczej taki rodzaj felietonu.

Do jednego tylko nie mogę się przełamać, chociaż czasami mnie korci – żeby czasem poprzeklinać, zwyzywać kogoś, powiedzieć, że ktoś jest kretynem… Wtedy, wie pani, ta oglądalność rośnie, komentarze, łapki, lajki…

Na zdjęciu: Tomasz Szczykutowicz wiezie sławnego pasażera (Żabsona). „Ten Pan powiedział mi że jest znanym raperem” – relacjonuje na swoim profilu. Fot.: Facebook/Tomasz Szczykutowicz

3 odpowiedzi na “Mieli zablokować dworzec, ale nie chcieli psuć ludziom wakacji”

  1. Opiniak pisze:

    Ciekawe lajfy ten facet robi. Oglądam czasami ja od samego początku podejrzewałem że to nie może być taki zwykły amator.

  2. kronikidewelorozwoju pisze:

    Mnie już żaden przejaw arogancji ekipy Dewelo-Duce (z nim samym na czele) nie jest w stanie zdziwić.
    PS. Kiedy wstęga bublo-dworca zostanie wreszcie przecięta w blasku fleszy, może skończą się kłopoty jednych, ale zacznie się komunikacyjna tragedia dla wielu innych, którzy dotąd korzystali na co dzień z położonego dogodnie dworca na Podzamczu.
    To masakra, na jakie uciążliwości Dewelo-Duce jest gotowy wystawić „plebs” (nie wspominając już o zrujnowaniu kasy miejskiej), aby tylko dogodzić bandzie cwaniaków.
    Ale skoro nikt (pasażerowie, busiarze, aktywiści) nie protestował przeciwko temu bizancjum, no to być może Koziogrodzianie zasłużyli sobie na to, co mają.

  3. kronikidewelorozwoju pisze:

    W temacie para-taxi – warto dodać, że Dewelo-Duce to w głębi duszy ekstremalny neolib, co = nienawiść do wszystkiego, co publiczne i co działa, nie ubogacając jednocześnie korpo.
    Nie mam wątpliwości, że inwazja pseudo-taxi w Dziadogrodzie nie jest przypadkiem – w świecie reprezentowanym w głowach tego typu socjopatów nie ma miejsca na komunikację publiczną.
    Jednak Dewelo-Duce wie, że z przyczyn politycznych nie może zlikwidować mpk z dnia na dzień, dlatego też jego strategia polega na wygaszaniu tej instytucji krok P0 kroku tak, żeby stopniowo zniechęcać pasażerów np. poprzez obcinanie kursów i brak jakichkolwiek prób zracjonalizowania tras, a przez to systematycznie przekazywać rynek właśnie tym para-taksówkowym korporacjom, które operują na bazie totalnie eksploatowanej siły roboczej pozbawionej wszelkich praw.
    Ten szczwany plan jest maskowany „inwestycjami” w mpk (w tabor, rozwieszanie drutów, fejkowe buspasy) finansowanymi dzięki sępieniu środków z UE tak, że na papierze wygląda, że mpk się „rozwija”, podczas gdy faktycznie te wydatki w niczym nie poprawiają funkcjonalności, a jedynie nabijają „punkty” w różnego rodzaju „rankingach”, których autorzy sami nigdy nie korzystają ze zbiorkomów, a jedynie odfajkowują oznaki „rozwoju”, jak np. czy dane miasto posiada na stanie pojazdy „bezemisyjne”, wiek taboru, gadżety typu apki do zakupu biletów, ale już analiza funkcjonalności układu komunikacyjnego jako całości przekracza ich możliwości, czy zainteresowania.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Powiązane artykuły