2 minuty czytania • 14.10.2025 10:14
Znany profesor UMCS przed sądem. Przez 20 lat miał psychicznie znęcać się nad żoną
Udostępnij
Za zamkniętymi drzwiami będzie toczył się proces prawnika i wykładowcy Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Wnioskowała o to pokrzywdzona, prywatnie żona naukowca, która w sprawie występuje jako oskarżycielka posiłkowa.
Dziś przed Sądem Rejonowym Lublin-Zachód rozpoczął się proces Andrzeja K., jednego z najbardziej znanych w Polsce naukowców specjalizujących się w prawie handlowym, członka wielu sądów arbitrażowych. W przeszłości profesor doradzał też zarządowi PZU i zasiadał m.in. w radzie nadzorczej KGHM. Przez kilkanaście lat pełnił również funkcję konsula honorowego Republiki Niemiec w Lublinie.
Rozpoczęcie procesu spotkało się z dużym zainteresowaniem mediów — zarówno lokalnych, jak i ogólnopolskich. W rozmowie z dziennikarzami oskarżony nie zgodził się na publikację swojego wizerunku ani danych osobowych, choć wcześniej w tej sprawie w mediach występował pod pełnym imieniem i nazwiskiem.
Już na początku rozprawy sędzia Joanna Futera poinformowała, że do sądu został złożony wniosek pokrzywdzonej — żony Andrzeja K. — o wyłączenie jawności. Do takiego rozwiązania przychylił się również oskarżyciel — prokurator Mirosław Morlin z Prokuratury Okręgowej w Lublinie. Po krótkiej naradzie sędzia Futera poinformowała, że proces będzie toczył się za zamkniętymi drzwiami z uwagi na ważny interes prywatny oskarżycielki posiłkowej.
Wszczynał kłótnie, poniżał, a potem przepraszał
Jak już pisaliśmy, 30 czerwca br. Prokuratura Okręgowa w Lublinie przesłała do sądu Rejonowego Lublin-Zachód akt oskarżenia w sprawie psychicznego znęcania się profesora nad żoną. Miało to trwać 20 lat.
Jak ustalił prowadzący śledztwo prokurator Morlin, prof. K. bez powodu wszczynał regularne domowe awantury, podczas których poniżał ją, zarzucając m.in., że nie jest dla niego partnerem do rozmów. Naukowiec wymagał od żony „bezwzględnego podporządkowania się”. Podczas awantur wielokrotnie obrażał ją, nazywając „głupią” i „nic niewartą”. Zdarzało się, że wyrzucał jej rzeczy przez okno i w wulgarnych słowach kazał wynosić się z domu.
Po awanturach następowały telefony, kwiaty, prośby o wybaczenie. Zapewniał o miłości i obiecywał poprawę. Poważna kłótnia miała miejsce w 2004 roku – tym razem kobieta schroniła się u siostry na tydzień. „Wróciła, była zakochana i wybaczała mu, wierząc, że jego zachowanie się zmieni” – opisuje prokurator.
Ale poprawa była chwilowa. Za każdym razem mężczyzna podkreślał, że dom jest jego własnością i że w każdej chwili może wyrzucić kobietę i dziecko, jeżeli bezwzględnie nie podporządkują się jego woli.
Wykładowca UMCS nie przyznał się do zarzucanych mu czynów. Twierdził, że jego małżeństwo było udane i nie dochodziło do większych nieporozumień i kłótni. Sprzeczki były łagodne, a ich źródłem było dobro dzieci, bowiem martwił się o ich edukację. To żona miała być stroną aktywną, krzycząc na niego i naruszając jego cielesność. Piotr Rychłowski, obrońca naukowca, złożył wniosek o mediacje, ale kobieta się na to nie zgodziła.
Przypomnijmy, że m.in. w związku z aktem oskarżenia oraz toczącym się postępowaniem dyscyplinarnym po skargach studentów profesor został zawieszony przez rektora UMCS prof. Radosława Dobrowolskiego w prawach wykładowcy uczelni.
Na zdjęciu: Andrzej K. nie zgadza się na publikacje swojego wizerunku i danych osobowych.



Pełne poparcie dla wybitnego pana profesora A. Kidyby. Za to ty kobito opamiętaj się
Cechy socjopatyczne pomagają robić karierę akademicką, podobnie zresztą jak ma to miejsce w byznesie (zwłaszcza) czy w polityce (a także w środowiskach związanych z kastą prawniczą i niestety także lekarską).
Przypadki wykryte wskutek przegięć wynikających z nadmiernego przerostu Ego socjopato-narcyzów to pewno jedynie coś ok. 1% całości. Większość socjopatów praktykuje swoje gry bez przeszkód aż do emerytury i nawet często dłużej, ponieważ zajmowanie stanowisk umożliwiających manipulowanie innymi ludźmi jest dla nich jak tlen; bez tego ich życie traci dla nich sens.
Nie jest to dziwne, ponieważ socjopaci to siła napędzająca kapitalizm, a stąd podlega szczególnej ochronie.
Trochę dziwne, że żona dręczona 20 lat tyle z nim wytrzymała.