7 minut czytania • 23.04.2026 19:30
Źle się dzieje w Filharmonii. Ostracyzm, upokarzanie, propozycje „konsultacji w kiblu”
Udostępnij
KOMENTARZ „Wszystko gnije, wszystko gnije, wszystko gnije, smród unosi się, unosi się i bije”. Tak w 1993 roku zespół Big Cyc w „Piosence o Solidarności” oceniał zdradę ideałów Sierpnia 80 przez solidarnościową ekipę. Jednak ocena ta świetnie pasuje do sytuacji w Filharmonii Lubelskiej pod rządami Dominika Mielko. Szambo, jakie tam wybiło, opisał ostatnio szeroko Dziennik Wschodni, choć smród czuć było już wcześniej.
Dziękujemy, że nas czytacie, wspieracie, wierzycie w sens tego, co robimy. Nie robimy tego dla nagród. Nagrody to zaszczyt, ale też ogromne zobowiązanie.
zostań patronem: patronite.pl/jawnylublin
szybki przelew: jawnylublin.pl/wplacam
możesz przekazać nam 1,5% podatku: KRS 0000428743, cel szczegółowy: Jawny Lublin
Zróbmy kilka kroków wstecz. Jest czerwiec 2022 r. Urząd Marszałkowski unieważnia procedurę powołania dyrektora Filharmonii Lubelskiej Wojciecha Rodka na drugą kadencję i decyduje o ogłoszeniu konkursu. Argumentując swoją decyzję marszałek powołuje się na negatywne opinie stowarzyszeń artystycznych. Taką wyraziły Związek Zawodowy Polskich Artystów Muzyków Orkiestrowych przy FL i Polski Związek Chórów i Orkiestr. Ten drugi zarzucił Rodkowi brak współpracy z chórami i, co szczególnie w tym kontekście istotne, „docierające z Filharmonii informacje o złym traktowaniu muzyków i administracji przez dyrektora”. Opinię podpisała dr hab. Monika Mielko-Remiszewska, jako wiceprezes PZChiO, a prywatnie… matka obecnego dyrektora Filharmonii Lubelskiej Dominika Mielki.
Na czym polegało złe traktowanie, którego miał dopuszczać się wówczas dyr. Rodek? Tego Mielko-Remiszewska nie wyjaśniła, ale za to w wyścigu do fotela dyrektora po opuszczeniu go przez Rodka wystartował jej syn. Pierwsze postępowanie został nierozstrzygnięte (w głosowaniu komisji był remis), drugie Mielko wygrał. Choć towarzyszyły temu kontrowersje – w komisji konkursowej zasiadali muzycy zawodowo związani z Dominikiem Mielko, więc Fundacja Wolności (wydawca Jawnego Lublina) wnioskowała o unieważnienie postępowania. Marszałek miał jednak na ten temat inne zdanie.


„Stare baby”, „pięść w dupie”, „sierota zarzygana”
Źle się zestarzała opinia PZChiO podpisana przez dr hab. Mielko-Remiszewską. Zwłaszcza w świetle tego, czego – jak wynika z relacji pracowników – dopuszcza się jej syn wraz ze swoim kierownikiem artystycznym. Pan E. (pod takim pseudonimem występuje w tekście Dziennika Wschodniego) w Filharmonii pojawił się w lutym 2025, początkowo na stanowisku specjalisty ds. edukacji dzieci i młodzieży, ale szybko awansował. A poczucie władzy szybko uderzyło mu do głowy.
Co przez ostatnie miesiące działo się w FL, ze szczegółami opisuje licząca ponad 30 stron skarga, jaka w lutym br. trafiła do Państwowej Inspekcji Pracy. Podpisały się pod nią wszystkie związki zawodowe działające w FL: Związek Zawodowy Polskich Artystów Muzyków Orkiestrowych, Niezależny Związek Zawodowy Pracowników oraz Komisja Zakładowa NSZZ Solidarność przy Zarządzie Regionu Środkowowschodniego.
Skarga opiera się na dwunastu relacjach obecnych i byłych pracowników instytucji. To wstrząsająca lektura. Według jej autorów problem nie dotyczy jednej osoby, ale ma charakter systemowy. Sprawę szeroko opisał w zeszłym tygodniu Adrian Mańko z Dziennika Wschodniego. Z tekstu wynika wprost, że Dominik Mielko „pod rękę” z kierownikiem artystycznym kompletnie rozmontował standardy pracy w Filharmonii Lubelskiej. W stosunku do kierownika pojawiają się zarzuty m.in.:
- stosowania mobbingu, w tym uporczywe nękanie, publiczne upokarzanie oraz podważanie kompetencji pracowników,
- używania wulgarnego i poniżającego języka oraz zachowania noszące znamiona molestowania seksualnego i naruszania godności,
- stosowania dyskryminacji oraz ingerowania w życie prywatne pracowników,
- nadużywania władzy i wywierania presji psychicznej, w tym stosowanie gróźb i działań zastraszających,
- naruszania przepisów prawa pracy, w szczególności w zakresie czasu pracy, pracy na zwolnieniu lekarskim oraz ewidencji czasu pracy.
Wszystko to okraszone mocnymi cytatami: „Pójdziemy do kibla na konsultacje, on będzie s..ć, a ja sz..ać”, „Trzeba pozbyć się starych bab”, „Pięść w dupie to niemal mistyczne przeżycie”, „Ty sieroto zarzygana”.
W stosunku do dyrektora Dominika Mielko jest mowa m.in. o:
- zaniechaniu obowiązków pracodawcy, w tym braku reakcji na zgłoszenia mobbingu i molestowania oraz niewszczynaniu postępowań wyjaśniających mimo posiadanej wiedzy,
- stosowaniu działań odwetowych wobec pracowników, w szczególności zwolnień po zgłoszeniu nieprawidłowości (np. przypadek sygnalistki zwolnionej tego samego dnia),
- tolerowaniu i współodpowiedzialności za mobbing i niewłaściwym zachowaniu kadry kierowniczej, w tym braku reakcji na wulgarne i poniżające zachowania przełożonych,
- stosowaniu praktyk zarządzania opartych na presji i zastraszaniu, w tym publicznym upokarzaniu i podważaniu kompetencji pracowników,
- naruszaniu przepisów prawa pracy, w szczególności w zakresie czasu pracy, ewidencji czasu pracy oraz warunków pracy.
Od kilku tygodni w Filharmonii Lubelskiej trwa kontrola PIP i, jak udało mi się ustalić, zostanie ona przedłużona do połowy maja.
Donos, uszkodzony monitor i zbyt wcześnie otwarta kasa
Dyrektor Dominik Mielko od października 2023 r. do stycznia 2026 r. dostawał od swoich pracowników zgłoszenia nieprawidłowości poparte licznymi dowodami w postaci korespondencji mailowej, wiadomości SMS i z komunikatorów, notatek służbowych, relacji świadków, dokumentacji kadrowej oraz materiałów potwierdzających przebieg zdarzeń (w tym nagrań i dokumentów wewnętrznych). Ale adekwatnych do sytuacji działań wyjaśniających czy naprawczych szef instytucji nie podejmuje. Typowa moralność Kalego, bo gdy chciał pozbyć się z Filharmonii zasłużonego klarnecisty Andrzeja Mazura wystarczył mu anonimowy donos. W efekcie Mazur zamiast szykować się na jubileusz 50-lecia pracy artystycznej, musiał pakować manatki. Nie tylko zresztą on. W ciągu 2,5-letnich rządów dyrektora Mielko (od września 2023 r.) z Filharmonią Lubelską pożegnało się już ok. 40 pracowników.
Konflikt między podwładnymi a dyrekcją, którego erupcja przybrała formę skargi do PIP, narastał w Filharmonii od dawna. Dyrektor szczególnie upodobał sobie związkowców z „Solidarności”, o czym szeroko pisałem na łamach Jawnego Lublina. Powody zwolnień dyscyplinarnych bywały naprawdę kuriozalne. Rok temu taki los spotkał kasjerkę (wcześniej zdegradowaną z funkcji głównej kadrowej) za to, że za wcześnie otworzyła kasę i wydawała bezpłatne wejściówki przed wyznaczoną godziną. O tym również można było przeczytać na naszym portalu i co zresztą dyrektor wykorzystał uzasadniając dyscyplinarkę. Z Filharmonią pożegnał się także kierownik artystyczny powołany za czasów Rodka. Dyrektor oskarżył go… o uszkodzenie monitora. Zarówno była kasjerka, jak i były kierownik artystyczny poszli do sądu pracy, a ich sprawy są w toku.
Dyrektor pisze oświadczenie, a kierownik znika ze strony FL
Kierownik artystyczny idzie na zwolnienie lekarskie, jego nazwisko znika ze strony internetowej FL i nieoficjalnie mówi się o tym, że do pracy w Filharmonii już nie wróci. Po publikacji Dziennika Wschodniego dyr. Mielko wydaje oświadczenie. Autorowi tekstu zarzuca „manipulację faktami” i zapewnia, że kierowana przez niego instytucja działa zgodnie z wypracowanymi procedurami i obowiązującymi przepisami prawa.
Ale z dbałością o standardy to u szefa Filharmonii jest tak sobie. Za to Urząd Marszałkowski dba o to, by parasol ochronny nad Dominikiem Mielko pozostał szeroko otwarty. Chociaż tym razem kaliber zarzutów jest tak mocny, że można już powoli mówić o żelaznej kopule. Działania urzędników UMWL trudno nazwać realnym nadzorem. To raczej pokaz proceduralnej poprawności, za którym stoi całkowita bierność wobec skarg. Urząd w każdej z analizowanych spraw robi dokładnie to samo: pyta dyrektora o wyjaśnienia i uznaje je za wystarczające, okraszając dodatkowo haniebnym w tym kontekście stwierdzeniem: „wyjaśnienia Dyrektora nie potwierdzają zarzutów”. Nie konfrontuje ich z dowodami przedstawianymi przez skarżących, nie próbuje niczego weryfikować, nie prowadzi własnego postępowania wyjaśniającego.
Żywo przypomina to scenę z horroru klasy B: bohater cudem ucieka oprawcy i pędzi leśną ścieżką ku wolności, ale na jej końcu znów na niego wpada. Ale tu jest nawet gorzej niż w horrorze, bo UMWL konsekwentnie przerzuca odpowiedzialność na pracowników. Skargi opisujące te same mechanizmy i te same osoby były każdorazowo rozpatrywane w izolacji, jakby nie istniał szerszy kontekst. Czy to jest neutralność UMWL? Nie. To jest przyzwolenie na czyny karygodne.
Mama stara się nie denerwować
Czy do wiceprezeski Polskiego Związku Chórów i Orkiestr dotarły już nowe „informacje o złym traktowaniu muzyków i administracji przez dyrektora”? – Nie docierają do mnie takie sygnały – stwierdza dr hab. Monika Mielko-Remiszewska w rozmowie z nami. Wraca także do opinii sprzed kilku lat na temat Wojciecha Rodka. – Zostałam wówczas o nią poproszona, więc zasięgnęłam opinii ludzi, z którymi współpracuję. Teraz takiej prośby nie było – mówi. Na moje pytanie, czy to, co się obecnie dzieje w Filharmonii Lubelskiej, budzi jej niepokój, odpowiada następująco: – Wzbudzają mój niepokój tylko informacje prasowe, bo teraz ludzie czekają, żeby hejtować i słuchać złych informacji na czyjś temat, więc staram się takich rzeczy nie czytać i się tym nie denerwować.



