Wesprzyj Kontakt

7 minut czytania  •  23.04.2026 19:30

Źle się dzieje w Filharmonii. Ostracyzm, upokarzanie, propozycje „konsultacji w kiblu”

Źle się dzieje w Filharmonii. Ostracyzm, upokarzanie, propozycje „konsultacji w kiblu”
Grafika wygenerowana przez AI

Udostępnij

KOMENTARZ „Wszystko gnije, wszystko gnije, wszystko gnije, smród unosi się, unosi się i bije”. Tak w 1993 roku zespół Big Cyc w „Piosence o Solidarności” oceniał zdradę ideałów Sierpnia 80 przez solidarnościową ekipę. Jednak ocena ta świetnie pasuje do sytuacji w Filharmonii Lubelskiej pod rządami Dominika Mielko. Szambo, jakie tam wybiło, opisał ostatnio szeroko Dziennik Wschodni, choć smród czuć było już wcześniej.

Dziękujemy, że nas czytacie, wspieracie, wierzycie w sens tego, co robimy. Nie robimy tego dla nagród. Nagrody to zaszczyt, ale też ogromne zobowiązanie.

Zróbmy kilka kroków wstecz. Jest czerwiec 2022 r. Urząd Marszałkowski unieważnia procedurę powołania dyrektora Filharmonii Lubelskiej Wojciecha Rodka na drugą kadencję i decyduje o ogłoszeniu konkursu. Argumentując swoją decyzję marszałek powołuje się na negatywne opinie stowarzyszeń artystycznych. Taką wyraziły Związek Zawodowy Polskich Artystów Muzyków Orkiestrowych przy FL i Polski Związek Chórów i Orkiestr. Ten drugi zarzucił Rodkowi brak współpracy z chórami i, co szczególnie w tym kontekście istotne, „docierające z Filharmonii informacje o złym traktowaniu muzyków i administracji przez dyrektora”. Opinię podpisała dr hab. Monika Mielko-Remiszewska, jako wiceprezes PZChiO, a prywatnie… matka obecnego dyrektora Filharmonii Lubelskiej Dominika Mielki.

Na czym polegało złe traktowanie, którego miał dopuszczać się wówczas dyr. Rodek? Tego Mielko-Remiszewska nie wyjaśniła, ale za to w wyścigu do fotela dyrektora po opuszczeniu go przez Rodka wystartował jej syn. Pierwsze postępowanie został nierozstrzygnięte (w głosowaniu komisji był remis), drugie Mielko wygrał. Choć towarzyszyły temu kontrowersje – w komisji konkursowej zasiadali muzycy zawodowo związani z Dominikiem Mielko, więc Fundacja Wolności (wydawca Jawnego Lublina) wnioskowała o unieważnienie postępowania. Marszałek miał jednak na ten temat inne zdanie.

„Stare baby”, „pięść w dupie”, „sierota zarzygana”

Źle się zestarzała opinia PZChiO podpisana przez dr hab. Mielko-Remiszewską. Zwłaszcza w świetle tego, czego – jak wynika z relacji pracowników – dopuszcza się jej syn wraz ze swoim kierownikiem artystycznym. Pan E. (pod takim pseudonimem występuje w tekście Dziennika Wschodniego) w Filharmonii pojawił się w lutym 2025, początkowo na stanowisku specjalisty ds. edukacji dzieci i młodzieży, ale szybko awansował. A poczucie władzy szybko uderzyło mu do głowy.

Co przez ostatnie miesiące działo się w FL, ze szczegółami opisuje licząca ponad 30 stron skarga, jaka w lutym br. trafiła do Państwowej Inspekcji Pracy. Podpisały się pod nią wszystkie związki zawodowe działające w FL: Związek Zawodowy Polskich Artystów Muzyków Orkiestrowych, Niezależny Związek Zawodowy Pracowników oraz Komisja Zakładowa NSZZ Solidarność przy Zarządzie Regionu Środkowowschodniego.

Skarga opiera się na dwunastu relacjach obecnych i byłych pracowników instytucji. To wstrząsająca lektura. Według jej autorów problem nie dotyczy jednej osoby, ale ma charakter systemowy. Sprawę szeroko opisał w zeszłym tygodniu Adrian Mańko z Dziennika Wschodniego. Z tekstu wynika wprost, że Dominik Mielko „pod rękę” z kierownikiem artystycznym kompletnie rozmontował standardy pracy w Filharmonii Lubelskiej. W stosunku do kierownika pojawiają się zarzuty m.in.:

  • stosowania mobbingu, w tym uporczywe nękanie, publiczne upokarzanie oraz podważanie kompetencji pracowników,
  • używania wulgarnego i poniżającego języka oraz zachowania noszące znamiona molestowania seksualnego i naruszania godności,
  • stosowania dyskryminacji oraz ingerowania w życie prywatne pracowników,
  • nadużywania władzy i wywierania presji psychicznej, w tym stosowanie gróźb i działań zastraszających,
  • naruszania przepisów prawa pracy, w szczególności w zakresie czasu pracy, pracy na zwolnieniu lekarskim oraz ewidencji czasu pracy.

Wszystko to okraszone mocnymi cytatami: „Pójdziemy do kibla na konsultacje, on będzie s..ć, a ja sz..ać”, „Trzeba pozbyć się starych bab”, „Pięść w dupie to niemal mistyczne przeżycie”, „Ty sieroto zarzygana”.

W stosunku do dyrektora Dominika Mielko jest mowa m.in. o:

  • zaniechaniu obowiązków pracodawcy, w tym braku reakcji na zgłoszenia mobbingu i molestowania oraz niewszczynaniu postępowań wyjaśniających mimo posiadanej wiedzy,
  • stosowaniu działań odwetowych wobec pracowników, w szczególności zwolnień po zgłoszeniu nieprawidłowości (np. przypadek sygnalistki zwolnionej tego samego dnia),
  • tolerowaniu i współodpowiedzialności za mobbing i niewłaściwym zachowaniu kadry kierowniczej, w tym braku reakcji na wulgarne i poniżające zachowania przełożonych,
  • stosowaniu praktyk zarządzania opartych na presji i zastraszaniu, w tym publicznym upokarzaniu i podważaniu kompetencji pracowników,
  • naruszaniu przepisów prawa pracy, w szczególności w zakresie czasu pracy, ewidencji czasu pracy oraz warunków pracy.

Od kilku tygodni w Filharmonii Lubelskiej trwa kontrola PIP i, jak udało mi się ustalić, zostanie ona przedłużona do połowy maja.

Donos, uszkodzony monitor i zbyt wcześnie otwarta kasa

Dyrektor Dominik Mielko od października 2023 r. do stycznia 2026 r. dostawał od swoich pracowników zgłoszenia nieprawidłowości poparte licznymi dowodami w postaci korespondencji mailowej, wiadomości SMS i z komunikatorów, notatek służbowych, relacji świadków, dokumentacji kadrowej oraz materiałów potwierdzających przebieg zdarzeń (w tym nagrań i dokumentów wewnętrznych). Ale adekwatnych do sytuacji działań wyjaśniających czy naprawczych szef instytucji nie podejmuje. Typowa moralność Kalego, bo gdy chciał pozbyć się z Filharmonii zasłużonego klarnecisty Andrzeja Mazura wystarczył mu anonimowy donos. W efekcie Mazur zamiast szykować się na jubileusz 50-lecia pracy artystycznej, musiał pakować manatki. Nie tylko zresztą on. W ciągu 2,5-letnich rządów dyrektora Mielko (od września 2023 r.) z Filharmonią Lubelską pożegnało się już ok. 40 pracowników.

Konflikt między podwładnymi a dyrekcją, którego erupcja przybrała formę skargi do PIP, narastał w Filharmonii od dawna. Dyrektor szczególnie upodobał sobie związkowców z „Solidarności”, o czym szeroko pisałem na łamach Jawnego Lublina. Powody zwolnień dyscyplinarnych bywały naprawdę kuriozalne. Rok temu taki los spotkał kasjerkę (wcześniej zdegradowaną z funkcji głównej kadrowej) za to, że za wcześnie otworzyła kasę i wydawała bezpłatne wejściówki przed wyznaczoną godziną. O tym również można było przeczytać na naszym portalu i co zresztą dyrektor wykorzystał uzasadniając dyscyplinarkę. Z Filharmonią pożegnał się także kierownik artystyczny powołany za czasów Rodka. Dyrektor oskarżył go… o uszkodzenie monitora. Zarówno była kasjerka, jak i były kierownik artystyczny poszli do sądu pracy, a ich sprawy są w toku.

Dyrektor pisze oświadczenie, a kierownik znika ze strony FL

Kierownik artystyczny idzie na zwolnienie lekarskie, jego nazwisko znika ze strony internetowej FL i nieoficjalnie mówi się o tym, że do pracy w Filharmonii już nie wróci. Po publikacji Dziennika Wschodniego dyr. Mielko wydaje oświadczenie. Autorowi tekstu zarzuca „manipulację faktami” i zapewnia, że kierowana przez niego instytucja działa zgodnie z wypracowanymi procedurami i obowiązującymi przepisami prawa.

Ale z dbałością o standardy to u szefa Filharmonii jest tak sobie. Za to Urząd Marszałkowski dba o to, by parasol ochronny nad Dominikiem Mielko pozostał szeroko otwarty. Chociaż tym razem kaliber zarzutów jest tak mocny, że można już powoli mówić o żelaznej kopule. Działania urzędników UMWL trudno nazwać realnym nadzorem. To raczej pokaz proceduralnej poprawności, za którym stoi całkowita bierność wobec skarg. Urząd w każdej z analizowanych spraw robi dokładnie to samo: pyta dyrektora o wyjaśnienia i uznaje je za wystarczające, okraszając dodatkowo haniebnym w tym kontekście stwierdzeniem: „wyjaśnienia Dyrektora nie potwierdzają zarzutów”. Nie konfrontuje ich z dowodami przedstawianymi przez skarżących, nie próbuje niczego weryfikować, nie prowadzi własnego postępowania wyjaśniającego.

Żywo przypomina to scenę z horroru klasy B: bohater cudem ucieka oprawcy i pędzi leśną ścieżką ku wolności, ale na jej końcu znów na niego wpada. Ale tu jest nawet gorzej niż w horrorze, bo UMWL konsekwentnie przerzuca odpowiedzialność na pracowników. Skargi opisujące te same mechanizmy i te same osoby były każdorazowo rozpatrywane w izolacji, jakby nie istniał szerszy kontekst. Czy to jest neutralność UMWL? Nie. To jest przyzwolenie na czyny karygodne.

Mama stara się nie denerwować

Czy do wiceprezeski Polskiego Związku Chórów i Orkiestr dotarły już nowe „informacje o złym traktowaniu muzyków i administracji przez dyrektora”? – Nie docierają do mnie takie sygnały – stwierdza dr hab. Monika Mielko-Remiszewska w rozmowie z nami. Wraca także do opinii sprzed kilku lat na temat Wojciecha Rodka. – Zostałam wówczas o nią poproszona, więc zasięgnęłam opinii ludzi, z którymi współpracuję. Teraz takiej prośby nie było – mówi. Na moje pytanie, czy to, co się obecnie dzieje w Filharmonii Lubelskiej, budzi jej niepokój, odpowiada następująco: – Wzbudzają mój niepokój tylko informacje prasowe, bo teraz ludzie czekają, żeby hejtować i słuchać złych informacji na czyjś temat, więc staram się takich rzeczy nie czytać i się tym nie denerwować.

59 komentarzy

  • Anonim pisze:

    Mnie bardziej bulwersuje, że wspomniany pan tfu kierownik wcześniej pracował z dziećmi. Mam nadzieję, że zachowywał się kulturalnie. O sobie mówi, że jest animatorem i edukatorem. :D mam nadzieję, że pracy już w Lublinie nie znajdzie. Nie pozdrawiam i wierzę, że karma wraca. Może to twoja edMendo.

  • Anonim pisze:

    We wszystkich instytucjach kultury zarządzanych przez marszałka źle się dzieje.

  • Zaniepokojona pisze:

    Może niech PIP jako że kontroluje rzeczoną instytucję sprawdzi czy w teczce Kierownika E. jest dgodnie z 21 ustawy z dnia 13 maja 2016 r. o przeciwdziałaniu zagrożeniom przestępczością na tle seksualnym i ochronie małoletnich (tzw. ustawa Kamilka)

    • Obowiązek weryfikacji: Pracodawca/organizator ma obowiązek sprawdzić pracownika/wolontariusza w rejestrach karnych przed podjęciem przez niego działalności .
    • Dokumenty: Kandydat musi przedłożyć zaświadczenie z Krajowego Rejestru Karnego o niekaralności za przestępstwa na tle seksualnym i te związane z małoletnimi

    Rzeczony Kierownik zarówno w poprzednich instytucjach jak i w obecnej bardzo lubiło otaczać się młodymi ludźmi, głównie chłopcami, i to właśnie ich nazywał pieszczotliwie „sierotami zarzyganymi”

  • Anonim pisze:

    W tej nadwyręż odkąd pojawił się Edmund K.

  • Anonim pisze:

    Zdjęcie – Mistrzostwo Świata!!! droga redakcjo.
    Jeszcze tylko brakuje z tyłu za panem dyrektorem Edzia co mu do ucha szepta co ma robić:
    – „Wywal stare baby”
    – „Daj mi nagrodę”
    – „Spier… Ty się na niczym nie znasz” itp.

    Brawo że w końcu drugi portal ma na tyle jaj żeby opisać to wszytko co się tam dzieje. Może jeszcze wspomnicie o tym że to miało też podłoże emocjonalno / romantyczne…

  • Kasjerka FL pisze:

    Pan Kierownik Edziu, znany na prywatnej grupie na FB pod pseudonimem Timszel – wczoraj wysłał nam taką wiadomość do kasjerek FL:

    „Dziewczyny niestety już nie będzie mnie w filharmonii. Cieszę się że Was poznałem i że razem mogliśmy coś działać. Proszę nie zmarnujcie potencjału swojego i działajcie dalej jak Bóg przykazał :)!”

    Czyżby Edzią przenieśli na inną parafię… szczęść Boże!!!

  • Jasiek pisze:

    A Pani Kadrowa vel Kierownik Działu Kadr i Płac (Płacz) o wszystkim wiedziała i robi dobrą minę do złej gry.
    Sama popierała Pana Edzia, może któryś z Panów dziennikarzy zada jej kilka pytań… pewnie się popłacze scenicznie albo zarzuci mobbing…

    W końcu za coś dostała pierdyliard premier – Może Pan Marszałek zweryfikuje?

  • Anonim pisze:

    Stare baby się zesrały bo były niekompetentne do wykonywania roboty. E. Był naprawdę super nauczycielem oraz koordynatorem, nie daj Boże że chciał zaoferować miejsca pracy dla młodych ludzi którzy mają więcej kompetencji. Mial przyjacielską relację z większością osób, i te „okropne” komentarze oraz cytaty nie były brane przez nikogo na poważnie. Zarzucanie panu E. że jest jakimś dewiatą seksualnym jest naprawdę oburzające. Znałam go ze szkoły oraz później z wolontariatu, prawie 5 lat. Mam nadzieję że więcej osób będzie sprawdzać informacje podawane w internecie zamiast wierzyć we wszystko co pisze prasa

  • Anonim pisze:

    Edziu, zjedz Snickersa. Tym ,,stare baby się zesrały” się ujawniłeś.

  • "Stare" Baby pisze:

    Stare baby czyli ile lat???
    Dyrektor napisała że bardzo ceni starsze Panie a Pan … bym ich wychowankiem.
    No wiec o co tu chodzi???

    Mam 65 lat i nadal pracuję w instytucji kultury i jestem bardzo ceniona za doświadczenie i zzvangarzpowanie w życie kulturalne instytucji wiec o co chodzi w Lublinku?

    Panie Edziu, Pan się ogarnie i zejdzie pana ze sceny kiedy jeszcze na to czas…
    Odczepi się Pan od Mielko bo ciągnie go pan na samo dno…

    Panie Dominiku… modrych wyborów i odcięcia się od Karalucha…

  • Stare Baby pisze:

    Stare baby czyli ile lat???
    Dyrektor napisała że bardzo ceni starsze Panie a Pan … bym ich wychowankiem.
    No wiec o co tu chodzi???

    Mam 65 lat i nadal pracuję w instytucji kultury i jestem bardzo ceniona za doświadczenie i zzvangarzpowanie w życie kulturalne instytucji wiec o co chodzi w Lublinku?

    Panie Edziu, Pan się ogarnie i zejdzie pana ze sceny kiedy jeszcze na to czas…
    Odczepi się Pan od Mielko bo ciągnie go pan na samo dno…

    Panie Dominiku… modrych wyborów i odcięcia się od Karalucha…

  • Jasiek pisze:

    No i pięknie – Jawny usuwa komentarze nie wygodne dla Milko.

  • Do Anonima pisze:

    Anonim z 21:41 pięknie się przedstawiła już w pierwszym zdaniu. Jeśli Pan E reprezentował podobny poziom kultury i tolerancji to potwierdza, że prasa pisze samą prawdę. Dla takich osób nie ma miejsca nie tylko w kulturze.

  • RODEK ? to niezly dyrygent szybkiego, kursu czytainia partyrur ,jak i tekstu literackiego,”Dyktator” ,bezwzględny,,myślący o własnym „ego” i chcący zrobić karierę.Panie Rodek nic z tego nie wydzieie jest Pan złyt słaby.pozdrawiam Grzegorz Cholewiński

  • Marian pisze:

    Strasznie dużo dymu wyprodukowanego w tym artykule. Edek ma taki styl, można powiedzieć mocno artystyczny. Kontrowersyjny, ale koniec końców przecież można się dogadać.

  • Baron Scarpia pisze:

    Teraz czekamy aż prasa w końcu zajmie się tym co dzieje się w dolnej części budynku przy ulicy Marii Curie-Skłodowskiej! Pani dyrektor i Pani inspektor – szykujcie się na sprawiedliwość. Miejmy nadzieję że w końcu ktoś wyjaśni wam co to znaczy szacunek do drugiego człowieka.

  • Masza pisze:

    Bardzo ważny teks .O zastraszaniu w pracy wciąż mówi się zbyt mało a lek przed utratą źródła dochodu często zamyka ofiarom usta . Szacunek w pracy to absolutna podstawa , a nie przywilej .Miałam niestety niewątpliwą przyjemność pracować z Panem E , jego wulgarny język, zachowanie , zero kultury i to jak traktuje ludzi , ile osób przez niego zostało poniżone i straciło poczucie własnej wartości samo mówi za siebie . Mam nadzieję że poniesie w końcu konsekwencje , bo karma prędzej czy później wraca .

  • Anonim pisze:

    Może warto się zastanowić jak doszło do sytuacji w której od kilku miesięcy dyrektor tańczy jak E mu zagra.
    Hmm…podobno w relacji romantycznej człowiek traci rozum. Czy to tylko przypadek?🤐

  • Anonim pisze:

    Wiadomo większość wolontariuszy powie że owy Pan jest w porządku, nie rozumieją że pewne zachowania, zwroty są niedopuszczalne w społeczeństwie bo jak inaczej jeśli większość to wciąż dzieci które (o zgrozo) od lat były u boku tego Pana dla nich normą są poniżające teksty bo przecież to żarty zwracanie się do kobiet „Pierożku” zresztą jak cytuje w opinii powyżej „Edek ma taki styl” ;)

  • DYREKTOR DOMINIG MIELGO pisze:

    Szanowni Państwo, proponuję się rozejść. Jasno stwierdzam, że nie mam sobie absolutnie nic do zarzucenia. Próby przypisywania mi odpowiedzialności są całkowicie bezpodstawne i wynikają wyłącznie z błędów oraz nieudolności innych osób. Jeśli ktoś zawinił, to właśnie ONI! Za bogaty jest tylko ten bogatszy ode mnie. Pozdrawia was maluczkich DYREKTOR DOMINIG MIELGO

  • Anonim pisze:

    Podsumowując Pan Dyrektor o niczym nie wiedział i nic nie widział – Miłość jest ślepa!!! :)

  • Anonim pisze:

    Może by jeszcze kierownikowi E. nagrodę dać za „wyrafinowany” styl i całokształt pracy „artystycznej”? Dziękujemy za takich „artystów”. I proszę nie manipulować i nie dyskredytować gazety pisząc, że „wyprodukowała strasznie dużo dymu”, bo ten artykuł świadczy jedynie o dziennikarskiej rzetelności i chęci przedstawienia prawdy opinii publicznej. ” Nie nazywajmy szamba perfumerią” jak mawiał klasyk :). Dobrze jest wiedzieć co tak naprawdę dzieje się pod tym „czarnym parasolem” wszechwładnego urzędu. To daje do myślenia i pozwala wyciągnąć wnioski na przyszłość.

  • ZDYROL pisze:

    Jako dyrektor pragnę stanowczo podkreślić: do niczego się nie przyznaję. Nawet gdybym się przyznawał, to i tak bym się nie przyznał — taka jest konsekwencja zarządzania na najwyższym poziomie. Nie ukrywam też, że jestem po prostu najlepszy. Gdyby istniał ranking najlepszych dyrektorów, to byłbym na pierwszym miejscu. A gdyby były dwa pierwsze miejsca — to zajmowałbym oba.

    Teksty kierownika? Proszę państwa, to jest czysta metafora. Poezja wręcz. Gdy mówi „problem”, myśli „szansa”. Gdy mówi „katastrofa”, myśli „innowacja”. Trzeba umieć czytać między wierszami — najlepiej moimi. Były dyrektor? Powiedzmy sobie szczerze — jego dorobek artystyczny jest tak subtelny, że do dziś nikt go nie zauważył. Być może to była sztuka konceptualna polegająca na całkowitym braku koncepcji.

    A ja? Ja pozostaję człowiekiem sukcesu i wartości rodzinnych. Moja mama nadal gotuje mi obiady i, nie ukrywam, jest to jeden z filarów mojego zarządzania strategicznego. Trudno podejmować wielkie decyzje bez porządnego rosołu.

    Ewentualnie pytania proszę kierować do kierownika — w formie metafory, oczywiście!

  • Anonim pisze:

    A może ktoś zapyta pracowników, o to jak jest i było naprawdę? W sumie po co, to byłoby takie „niemedialne”

  • Anonim pisze:

    Przecież w artykule zapytano pracowników i to nie jednego i oni opowiedzieli jak było. A nowi pracownicy to wszystko osoby cśiagnietye z CSK przez Edzią. Wiec Ci na pewno wypowiedzą się zacnie… nic tylko pytać :D

  • Anonim pisze:

    Patrz pracuję tyle czasu i nikt mnie o nic nie pytał, a szkoda. Podobnie kolegów i koleżanek. Najłatwiej zapytać niezadowolonych zwolnionych, kto mówi dobrze o byłym pracodawcy, który wykazał brak kompetencji?

  • cudzy nick pisze:

    Szanowna Pani „nie chce się denerwować” teraz, ale jakże łatwo jej przyszło złamanie VIII przykazania. Ach, PiS to stan umysłu.

  • Widzka pisze:

    Nie udzielam się zazwyczaj w takich sprawach, ale mam otwartą głowę i staram się nie wydawać osądów zbyt szybko.
    Jak mawia klasyk: „naród wspaniały, tylko ludzie…” — naprawdę, pomyślcie, co robicie. Czy Pan, Panie Dybaczewski, albo autor z Dziennika zastanowiliście się, jak takie publikacje wpływają na człowieka, o którym piszecie?
    Osobiście nie wiem, co dzieje się u Pana E. Nie wiem, czy wszystko, co zostało napisane, jest prawdą. Ale wydaje mi się, że dopóki nie zakończą się odpowiednie kontrole, chociażby PIP-u, nikt nie powinien wydawać wyroków. Ani Wy, ani ja, ani opinia publiczna.
    Słowa mają ogromną siłę. Można komuś zniszczyć życie, reputację i zdrowie psychiczne, zanim ktokolwiek zdąży cokolwiek rzetelnie wyjaśnić. A później można mieć drugiego człowieka na sumieniu.
    Niestety, Panie Dybaczewski, patrząc na Pana wpisy, mam wrażenie, że kiedy już Pan się za kogoś weźmie, robi Pan wszystko, żeby tę osobę publicznie zniszczyć.
    I jeszcze ta grafika z AI… Czy naprawdę w taki sposób chcemy rozmawiać o kulturze, ludziach i instytucjach? A potem dziwimy się, że kultura słowa, wrażliwość i zwykła ludzka przyzwoitość zanikają.
    Marny ten świat, jeśli najpierw niszczymy człowieka, a dopiero później pytamy, jaka była prawda.

  • Anonim pisze:

    Prawdę opowiedziały nam osoby pokrzywdzone i zniszczone przez Pana Edmunda – on też się nie przejmował tym że niektóre z tych osób wylądowały na zamkniętym leczeniu na oddziale psychiatrycznym po tym jak zniszczył im psychikę a znakomita większość osób która miała z nim styczność zawodową korzysta ze specjalistycznej pomocy psychiatrycznej. Tak, że to jest właśnie moc mediów że nagłaśniają takie sprawy i odsuwają dzięki temu takie osoby od pracy z ludźmi by nie niszczył innych napotkanych na swojej drodze osób. Wiec droga Widzko – zaapeluj do swojego przyjaciela E może porządna terapia pozwoli mu poukładać sobie w głowie żeby nie krzywdził innych.

  • Muzyk pisze:

    Czytając te relacje, człowiek zaczyna się zastanawiać, czy w filharmonii obowiązuje jeszcze jakakolwiek partytura zarządzania, czy już tylko prywatna improwizacja na jeden bardzo uprzywilejowany głos. Bo trudno racjonalnie wyjaśnić, dlaczego kierownik działu artystycznego – który z muzyką ma tyle wspólnego co dyrygent z obsługą kasy fiskalnej – przez tak długi czas funkcjonował jakby poza wszelką oceną.

    Atmosfera opisywana przez pracowników bardziej przypomina „Whiplash”, tylko bez talentu i bez sensu, za to z pełnym wachlarzem upokorzeń i zadziwiającej bezkarności. I tu pojawia się najciekawszy wątek: czy to była jeszcze nieudolność w zarządzaniu, czy już wyjątkowo selektywna ślepota na to, co robi „swój człowiek”?

    Bo kiedy ktoś dostaje tyle swobody, że może bezkarnie rozjeżdżać standardy jak walec drogowy, a reakcja przełożonego ogranicza się do milczenia godnego koncertu ciszy, to naprawdę trudno uwierzyć, że wszystko odbywa się wyłącznie w ramach zwykłego zaufania. To raczej wygląda na sytuację, w której granice przestały istnieć – i to nie tylko te zawodowe.

    Efekt końcowy? Zamiast orkiestry – chaos, zamiast instytucji kultury – eksperyment społeczny, a zamiast odpowiedzialności – długie, wygodne pauzy.

    Publiczność może i nie klaszcze, ale spektakl trwa w najlepsze.

  • Anonimek pisze:

    Widzka, w końcu głos rozsądku. Poczekajmy na wyjaśnienie przez odpowiednie organy. Na ten moment to wieści rodem z magla, „jedna pani drugiej pani”… łatwo komuś zniszczyć życie, a potem „ups”. Tylko odbudować się jest dużo trudniej.

  • Anonimek pisze:

    Muzyk i tu jest clue sprawy: „czytając te relacje”. Niczym niepotwierdzone, ale jakże poczytne.

  • Anonim pisze:

    Pan kierownik E jak się zorientował że o jego osobie zrobi się głośno i wyjdą na światło dzienne jego poczynania też zaczął powtarzać wszem i wobec o „zniszczonym życiu” i teraz w co drugim komentarzu pada to stwierdzenie – przypadek, niesądzenia :) wiec wygląda że ma się dobrze skoro ma siłę komentarze wstawiać… :)

  • Sprawiedliwy pisze:

    Odpowiedz do Widzka:

    Nie, to nie jest „ostrożność” ani „otwarta głowa” — to jest klasyczne odwracanie uwagi od sedna sprawy.

    Bronisz człowieka, wobec którego od lat pojawiają się poważne zarzuty, a jednocześnie kompletnie pomijasz tych, którzy mieli odwagę o tym mówić. To nie publikacje niszczą ludzi. Ludzi niszczy wieloletnie upokarzanie, zastraszanie i nadużycia — a z tym, jak widać, jakoś nie masz problemu.

    Media nie są od milczenia „do czasu aż ktoś łaskawie coś sprawdzi”. Są od tego, żeby takie sprawy wyciągać na światło dzienne — właśnie w interesie społecznym. Bo gdyby wszyscy mieli czekać w ciszy na „wyniki kontroli”, to wiele patologii nigdy by nie ujrzało światła dziennego.

    Piszesz o „niszczeniu reputacji”. A co z reputacją i zdrowiem ludzi, którzy przez lata byli traktowani w sposób, o którym teraz w końcu zaczyna się mówić? Ich jakoś nie bronisz. Ich życie już zostało rozwalone — tylko po cichu, bez komentarzy o „wrażliwości”.

    Łatwo jest apelować o rozwagę, kiedy nie jest się po stronie tych, którzy to przeżyli. Trudniej przyznać, że milczenie i takie „symetryczne” podejście w praktyce chroni sprawcę, a nie ofiary.

    Więc nie — to nie media mają coś „na sumieniu”. Na sumieniu są konkretne czyny. A to, że ktoś w końcu je opisuje, to nie jest problem. To jest początek rozliczenia.

  • Lutnista pisze:

    Komentarz użytkownika Widzka jest właściwie słuszny. Pod warunkiem, że funkcjonujemy w normalnym kraju, w którym instytucje kontrolne nie muszą być zastępowane przez prasę. Przecież jak wynika z artykułu, te sprawy były zgłaszane i zamiatane pod dywan. Wie o nich urząd marszałkowski, dyrektor. Nie spodziewam się także wiele po PIP, które w sprawach mobbingowych może najwyżej zwrócić uwagę, że jakieś procedury nie działały. Biedni, szeregowi pracownicy sa skazywani na jakieś głupie komisje antymobbingowe, które często są komisjami mobbingowymi, a w sprawach o mobbing sady bardzo rzadko przyznają rację skarżącym. To jak mają się bronić ludzie? Idą do prasy. Znajomi pana E piszą tu ciągle, ze ona tak po prostu ma. To nie jest jego wina, to specyficzny styl. Ale widzimy z jakimi konsekwencjami się to wiąże u tych, którzy uważają się za ofiary, relacjonują sprawę dziennikarzom i twierdza, że leczą się psychiatrycznie. Nie chcę przesądzać w tej sprawie, ale nie wykluczam, że może przelała się w ludziach jakaś czara goryczy.

  • Flecista pisze:

    Lutnista sądy pracy są wyjątkowo propracownicze, ale i tam trzeba mieć jakieś argumenty. Dlatego lepiej napisać do gazety, jak się nie ma rzetelnych dowodów.

  • Anonim pisze:

    E… nie życzę ci źle, ale może to dobra okazja, żeby przemyśleć swoje zachowanie. Jak widać Twoje żarty mało kogo bawiły. W pewnym wieku to już trzeba umieć się zachować. Zmień swoje zachowanie, nabierz większego szacunku do ludzi a naprawisz swoje życie.

  • Meloman pisze:

    A Pan Edziu taki chorusieńki i takie biedactwo smutne, a wczoraj w godzinach koncertu, odwiedził Filharmonie, tak bardzo tęskni czy nie ma w domu nikogo do besztania??

    Sporo osób go widziało może dobrze żeby się tym ZUS zajął bo chyba na L4 to do pracy się nie przychodzi????

  • Lutnista pisze:

    Proponuje, żeby flecista , który twierdzi że sady są takie propracownicze zapoznał się ze statystykami. To cytat z Gazety Prawnej- „W 2025 r. sądy wydały 44 korzystne dla pracowników decyzje w postępowaniach o mobbing – wynika z danych Ministerstwa Sprawiedliwości. To ułamek spośród blisko tysiąca spraw w sądach obu instancji. Zmiana definicji nie sprawi, że mobbing łatwiej będzie udowodnić – uważa prof. Monika Gładoch.” 44 przypadki mobbingu w całej Polsce? Serio?

  • Anonim pisze:

    Plus 1 w Lublinku by Mr E.

  • Widzka pisze:

    Anonimek pisze:
    24 kwietnia 2026 o 18:10

    Dziękuję! Właśnie o to mi chodzi — nie o bronienie kogokolwiek „w ciemno”, tylko o elementarną ostrożność. Jeśli zarzuty się potwierdzą, sprawa powinna mieć konsekwencje. Ale zanim ktokolwiek zostanie publicznie skazany, dobrze byłoby poczekać na rzetelne ustalenia, a nie budować atmosferę linczu na komentarzach, domysłach i jednostronnych relacjach.

  • Widzka pisze:

    Sprawiedliwy pisze:
    24 kwietnia 2026 o 18:25

    Nie, to nie jest odwracanie uwagi od sedna sprawy. Sednem sprawy jest właśnie to, żeby oddzielić fakty od emocji, opinii i prywatnych konfliktów.

    Nie bronię nikogo „w ciemno”. Piszę tylko, że zanim człowieka publicznie się zniszczy, trzeba mieć pewność, że wszystkie informacje zostały rzetelnie sprawdzone. Relacje osób są ważne, ale nie można z góry zakładać, że każda wypowiedź jest pełnym i obiektywnym obrazem sytuacji. Ludzie bywają skrzywdzeni, zdenerwowani, skonfliktowani, zwolnieni, rozczarowani — i dlatego właśnie potrzebna jest weryfikacja, a nie publiczny wyrok.

    Piszesz o „wieloletnim upokarzaniu”, ale z tego, co tutaj czytam, Pan E. pracował w Filharmonii około roku, więc proszę nie mieszać faktów i nie dokładać określeń, które robią wrażenie, ale mogą nie odpowiadać rzeczywistości.

    Zgadzam się, że media nie są od milczenia. Ale media są też od weryfikacji informacji. Dlaczego nie słyszymy tu głosu obecnych pracowników? Dlaczego nie słyszymy głosu wolontariuszy? Dlaczego nikt nie pyta młodych ludzi, którzy z nim współpracowali? Czy dlatego, że łatwiej wypowiadać się za nich, niż naprawdę ich zapytać?

    Nie odbieram nikomu prawa do mówienia o krzywdzie. Ale nie zgadzam się na to, żeby pod hasłem „rozliczenia” robić publiczny lincz, zanim sprawa zostanie rzetelnie wyjaśniona.

  • Widzka pisze:

    Lutnista pisze:
    24 kwietnia 2026 o 18:40

    Rozumiem ten punkt widzenia i zgadzam się, że osoby, które czują się pokrzywdzone, powinny mieć możliwość mówienia o swoich doświadczeniach. Nie neguję tego. Jeśli ktoś naprawdę został źle potraktowany, powinno to zostać wyjaśnione i odpowiednio rozliczone.

    Mój problem polega jednak na tym, że w takich sprawach bardzo łatwo przejść od mówienia o problemie do publicznego niszczenia konkretnego człowieka. Zwłaszcza kiedy dyskusja zaczyna opierać się nie tylko na faktach, ale też na emocjonalnych komentarzach, dopowiedzeniach, ironii i personalnych atakach.

    Prasa ma prawo zajmować się takimi tematami, ale powinna robić to odpowiedzialnie — sprawdzać różne strony, pytać nie tylko osoby oskarżające, ale też obecnych pracowników, współpracowników, wolontariuszy i osoby, które miały inne doświadczenia. Bez tego obraz może być bardzo jednostronny.

    Nie twierdzę, że „nic się nie stało”. Twierdzę tylko, że zanim uznamy kogoś publicznie za winnego, warto poczekać na pełniejszy obraz sprawy. Bo nawet jeśli intencją jest obrona pokrzywdzonych, skutkiem może być zniszczenie człowieka, zanim cokolwiek zostanie ostatecznie potwierdzone.

  • Widzka pisze:

    Anonim pisze:
    25 kwietnia 2026 o 02:00

    Z tym akurat mogę się częściowo zgodzić. Każdy człowiek powinien umieć spojrzeć na siebie i zastanowić się, czy jego zachowanie mogło kogoś zranić. Jeśli były sytuacje, w których ktoś poczuł się źle potraktowany, warto to przemyśleć i wyciągnąć wnioski.

    Ale jednocześnie refleksja nad własnym zachowaniem to jedno, a publiczne upokarzanie człowieka w komentarzach to drugie. Można mówić o potrzebie szacunku, nie odbierając drugiej osobie godności.

  • Wolontariuszka pisze:

    Dużo się mówi o wolontariuszach, szkoda, że nikt nie zapytał żadnego z nas jak to faktycznie było. Dużo się mówi o tym ile szkody wyrządził Pan E, ale nie mówi się już o tym ile wsparcia udzielił młodym ludziom, ile nas nauczył. Gdyby nie oczerniany Pan E, większość młodych osób obecnie pracujących chociażby w FL, nie miało by takiej możliwości albo nawet chęci. NIKT nie zapytał młodych osób. Gdyby ktoś zapytał z chęcią powiedziałabym o upokarzaniu przez starszych, byłych pracownikow filharmonii – mówienie, ze nic nie umiemy zrobić, że jesteśmy niepotrzebni i robimy tylko kłopoty. Nikt nie chciał usłyszeć o tym jak zostałam zamknięta w biurze, bo Pani A wychodziła sobie do domku i stwierdziła, że to będzie idealny pomysł. W tych sytuacjach zjawiał się Pan E. Tłumaczył nam co robimy źle i pomagał naprawić swoje błędy – a niejednokrotnie sytuacja wymagała więcej niż jednej poprawki. To Pan E. przyszedł do biura i wypuścił nic niewiedzącą dziewczynę- nie było wtedy pytań czy nie narobiłam kłopotów, zapytał co się stało i czy dobrze się czuję i czy nic mi nie jest. I TAKI właśnie jest Pan E. Udziela pomocy tym, którzy tego potrzebują – oddał swoje życie kulturze i edukacji. A wy, zamiast mu dziękować oskarżacie go o najgorsze. Zastanówcie się czasami szanowni państwo nad konsekwencjami swych czynów, bo gdyby nie ON to kultura wśród młodych ludzi, już by nie istniała. No chyba że chcecie aby kultura umarła zanim będziemy mieli okazję obchodzić to, że jesteśmy Stolicą Kultury 2029. Nie pozdrawiam oszczerców. W razie pytań, panie Dybaczekwski, czekam na kontakt:)

  • Widzka pisze:

    Meloman pisze:
    25 kwietnia 2026 o 11:36

    Ten komentarz jest po prostu niepotrzebny i krzywdzący. Nawet jeśli ma Pan/Pani swoje zdanie o tej sprawie, to sugerowanie, śledzenie czy rozliczanie kogoś z tego, gdzie się pojawia, przekracza granice zwykłej przyzwoitości.

    To nie jest osoba publiczna, którą należy obserwować, komentować i wystawiać na widok publiczny przy każdej okazji. Poziom niektórych komentarzy sprawia, że człowiek naprawdę mógłby bać się wyjść z domu, bo nigdy nie wiadomo, kto go zobaczy, opisze albo jeszcze zacznie robić zdjęcia.

    Można domagać się wyjaśnień. Można mieć krytyczne zdanie. Ale pastwienie się nad człowiekiem i robienie z niego sensacji to już nie jest troska o prawdę — to zwykłe chamstwo.

  • Widzka pisze:

    Widzka pisze:
    25 kwietnia 2026 o 21:55

    To bardzo ważny głos i właśnie takich wypowiedzi w tej dyskusji najbardziej brakuje.

    Od początku mam wrażenie, że wiele osób bardzo chętnie wypowiada się „w imieniu młodych”, „w imieniu wolontariuszy” i „w imieniu pokrzywdzonych”, ale nikt realnie nie zapytał wszystkich stron, jak wyglądała współpraca z Panem E. A jak widać, obraz nie jest tak czarno-biały, jak próbuje się go przedstawić.

    Jeśli mówimy o rzetelności, to trzeba wysłuchać nie tylko tych, którzy mają negatywne doświadczenia, ale też osób, którym Pan E. pomógł, które czegoś nauczył i którym otworzył drzwi do pracy przy kulturze. To też są fakty i też są czyjeś doświadczenia.

    Szczególnie poruszające jest to, co piszesz o traktowaniu młodych przez starszych pracowników. Bo jeśli młodzi ludzie faktycznie byli lekceważeni, poniżani albo zostawiani sami sobie, to tym bardziej warto zapytać, kto naprawdę dawał im wsparcie, a kto tylko dziś wygodnie wpisuje się w narrację oskarżeń.

    Nikt nie twierdzi, że jakikolwiek człowiek jest bezbłędny. Ale robienie z jednej osoby symbolu całego zła, przy jednoczesnym przemilczaniu tego, ile dobrego zrobiła dla młodych ludzi, jest zwyczajnie niesprawiedliwe.

    Dziękuję za ten komentarz, bo pokazuje drugą stronę tej historii — tę, której najwyraźniej niektórzy bardzo nie chcą usłyszeć.

  • Widzka pisze:

    Przepraszam, sama sobie odpowiedziałam chodzi o komentarz Wolontariuszki z 25 kwietnia 2026 o 21:53

  • Anonim pisze:

    Ten człowiek sam się zniszczył swoim zachowaniem – chodził po FL i szczycił się że jest głównym przemoc owcem tej instytucji!!!!
    To o czymś świadczy – Mroczna Triada to w porównaniu z nim przedszkole.

  • Widzka pisze:

    Widzę, że dodał się mój komentarz. Skopiowałam nie ten „nick” co trzeba. Odpowiedź miała być do Wolontariuszki z 21:53

  • ANTAGONISTA pisze:

    Poplecznicy Pana … – dzieci, młodzieży (wolontariusze) i dorośli a może przyjrzyjcie się jego dorobkowi „artystycznemu” z każdej instytucji kultury znikał / odchodził w niesławie z zarzutami i w atmosferze afery tak było w w fundacjach w których pracował, na KULu – afera rozporkowa z młodym księdzem i taka sama atmosfera jego odejścia z CSK i przejścia do Filharmonii w CSK jak dowiedzieli się że odchodzi i nie trzeba go zwalniać strzelały korki od szampana… Ten człowiek jest po prostu toksycznym narcyzem i nie można go tłumaczyć artystycznym podejściem to niebezpieczny i zaburzony człowiek.

  • Anonimka pisze:

    Jak widać Pan E. jednak nie czuje się tak źle, bo jak widać większość komentarzy może być przez niego pisane. Pani Wolontariuszko, a może bardziej Panie E. ,,kultura wśród młodych ludzi już by nie istniała”? Czy Pani/Pan to słyszy? ,,Pięść w dupie to niemal mistyczne przeżycie”, „Ty sieroto zarzygana” to jest to krzewienie kultury? Traktowanie młodych ludzi jak śmieci to jest to krzewienie kultury? Wiadomo, że jak uprawiał kolesiostwo to nikt złego słowa na niego nie powie. ,,Spierdalaj” do Dyrektora to też jest język kultury? To jest to czego młodzież powinna się uczyć? Ile młodych osób pracowało w FL, a już ich nie ma, dziwne prawda? Człowiek do naśladowania, który teraz wykorzystuje chore dzieci na Facebooku, szkoda, że jak wyniszczał ludzi to o tym nie myślał. Pod tym też podpisze się Dyrektor? Może stworzą zbiórkę na rzecz ludzi z problemami psychicznymi? Na Facebooku Pan E. a dokładniej Pan Timszel załamany, a jak ktoś tutaj napisał, pojawił się w budynku FL. Czy Dyrektor ma wiedzę w tej kwestii? Może ZUS powinien się zainteresować tym tematem. Jawny Lublin może tym się zainteresujecie?Takie rzeczy za nasze pieniądze, jak widać państwowa robota to można folwark uprawiać. Gdyby nie było tak źle to by tyle osób nie odchodziło. Gdyby któryś Dyrygent przyjechał tam po roku to by nikogo nie znał, tak szybko wymienia się kadra. Może warto pomyśleć o zmianie nazwy Filharmonii na Filharmonie pod wezwaniem wiecznie poszukiwanego księgowego.

  • Myśliciel pisze:

    Panie E. albo Panie Timszel patrząc po komentarzach lubi się Pan wcielać w różne role, tak jak na Facebooku zastanawia fakt, czemu na wstydzi się Pan swojego prawdziwego imienia i nazwiska? Może już podobne akcje były wcześniej???

  • Anonimka/Przerażony pisze:

    O co chodzi, że komentarze nie są dodawane?
    Już nawet próbowałam pod innymi nickami, czy zmieniać treść, żeby cenzurę przeszło i dalej cisza…

  • Myśliciel pisze:

    Wolontariuszko, a gdzie się podziali młodzi ludzie, którzy wcześniej pracowali? Skoro jest tak super to dlaczego już tylu młodych osób nie ma? Ratowali się przed czymś/kimś?

  • Myśliciel pisze:

    Usunięty komentarz – Wolontariuszko, skoro jest tak dobrze to dlaczego jest tak źle? Dlaczego już tylu młodych ludzi nie pracuje w Filharmonii? Ratowali się przed czymś/kimś?

  • Widzka pisze:

    Anonimka/Przerażony pisze:
    26 kwietnia 2026 o 01:25

    Również mnie to zastanawia, możliwe, że serwery już nie wytrzymują napięcia 😅

  • Widzka pisze:

    Anonimka/Przerażony pisze:
    26 kwietnia 2026 o 01:25

    Skoro tak bardzo przeszkadza Panu/Pani anonimowość (widzę, że już nawet pan/pani swoją płeć kwestionuje), to proponuję przenieść dyskusję na Facebooka i rozmawiać pod prawdziwym profilem. Tutaj, pod pseudonimami, bardzo łatwo rzucać sugestie i oskarżenia. Zobaczymy, czy równie łatwo będzie je formułować, kiedy trzeba będzie podpisać się własnym kontem.

  • Muzyk pisze:

    Piękne komentarze obronne pomijają coś ważniejszego. To chyba artykuł o dyrektorze i jego metodach…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *