8 minut czytania • 06.09.2024 15:15
Zielone światło dla blokowisk na górkach czechowskich. Bo „miasto musi się rozwijać”
Udostępnij
Zdominowana przez klub Krzysztofa Żuka (PO) rada miasta nie miała wątpliwości, że na 30 ha zielonych górek czechowskich TBV Investment powinien postawić bloki. W zespole, który będzie teraz negocjował z deweloperem intensywność zabudowy, zasiądzie Anna Ryfka. To radna, dla której deweloperskie osiedla są symbolem rozwoju miasta.
Niespodzianki nie było. Na wczorajszej sesji głosami prezydenckiego klubu radni poszli na rękę deweloperowi. Nie czekając na uchwalenie planu ogólnego (gminy mają na to czas tylko do końca 2025 roku) zgodzili się na rozpoczęcie procedury Zintegrowanego Planu Inwestycyjnego (ZPI). O tym jak korzystne dla siebie zapisy deweloper zawarł w tym dokumencie pisaliśmy wczoraj: >>Jedną decyzją radni klubu prezydenta Żuka podadzą TBV na tacy setki milionów złotych<<
Głos społeczeństwa czy maszynki do głosowania?
Dyskusja trwała kilka godzin, ale głos zabierali głównie radni z opozycyjnego klubu PiS. To oni poruszali kwestie ekologii (ogromne tereny zielone, przewietrzanie miasta), miejsc pamięci (w tym tygodniu ekipy poszukiwacze IPN odkryły szczątki kolejnych siedmiu osób – prawdopodobnie ofiar nazistowskich zbrodni), czy problem napływu kilku czy nawet kilkunastu tysięcy nowych mieszkańców Czechowa.
Zadawali też wiele pytań, na które odpowiedzi nie uzyskali. Jak o to, ile deweloper zaoszczędził na podatku od nieruchomości po tym jak na pięć lat przekazał miastu 75 ha górek (tuż przed złożeniem wniosku TBV upomniał się o ten teren i dostał go z powrotem). Radni nie dowiedzieli się również czy miasto w ogóle widzi potrzebę budowy nowej szkoły (deweloper obiecał dać działkę), ile taka inwestycja mogłaby kosztować, ani jak poradzi sobie z tysiącami nowych samochodów, gdy bloki już powstaną.
– Dopóki nie wykonamy pierwszego kroku niewiele możemy powiedzieć. Wyliczenie jakichkolwiek kosztów to wróżenie z fusów – powtarzał Tomasz Fulara, zastępca prezydenta ds. Inwestycji i Rozwoju. To on z ramienia Ratusza odpowiadał na pytania radnych, czy też raczej unikał odpowiedzi. To o kwotę podatku (którego deweloper przez kilka lat nie płacił) musiało paść z sali kilka razy, by radni w końcu usłyszeli usłyszeli zapewnienie, że odpowiedź dostaną wkrótce na piśmie.
Pytania opozycyjnych radnych trafiały w pustkę, ale za to od obecnych na sali obrad urzędników Ratusza można było usłyszeć, że jest to „transparentna procedura, która zakłada dialog właściciel terenu z miastem”, „transparentna procedura, która daje ogromne możliwości”. Nawet na pytanie o to, co konkretnie jest na stole negocjacyjnym, z ust wiceprezydenta padło jedynie zapewnienie, że wniosek dewelopera jest „transparentny i informacyjny co do zakresu i wysokości”.
– Szkoda nie usiąść do tego stolika – nie miał wątpliwości wiceprezydent Fulara. – Lublin boryka się z problemem migracji poza Lublin – argumentował.
W podobnym tonie wypowiadali się radni prezydenckiego klubu, a konkretnie czworo, którym chciało się zabrać głos (Jadwiga Mach, Anna Ryfka, Bartosz Margul, Jarosław Pakuła). Aktywność na sali obrad pozostałej czternastki ograniczała się do głosowania zgodnie z linią swojego klubu. Radni klubu Żuka byli za to w stu procentach zgodni co do tego, by nie zgodzić się na przesunięcie punktu obrad dotyczącego górek (ze względu na liczną obecność na sali zainteresowanych sprawą mieszkańców), zdecydować o ograniczeniu wypowiedzi do 5 minut, nie zgodzić się na zdjęcie tego punktu z programu obrad czy na odesłanie do komisji. Aż w końcu, by dać zielone światło deweloperowi do przystąpienia do sporządzenia ZPI, a do zespołu negocjacyjnego powołać koleżankę z klubu – Annę Ryfkę. Wynik każdego z głosowań był taki sam: 18 (radni klubu Żuka) do 13 (radni klubu PiS).
„Najważniejszy jest rozwój”
Jakie argumenty za tym, by pójść na rękę deweloperowi, mieli radni klubu Krzysztofa Żuka?
– To są dopiero negocjacje. Taka dyskusja powinna się toczyć dopiero za kilka miesięcy gdy zespół negocjacyjny pokaże rezultaty. Może się wtedy okazać, że powierzchnia zabudowy się zmniejszy, a projekt będzie wspaniały – przekonywał Bartosz Margul. Wspomniał też o tym, że TBV na przekazaniu miastu 75 ha terenu mógł zaoszczędzić „pół miliona podatku rocznie”, podkreślając przy tym, że z inwestycji jakie planuje „z tytułu podatków wpłynie o wiele więcej”. – Apeluję, by dać inwestorowi carte blanche, zielone światło i poczekać sześć miesięcy czy rok.
– Mamy możliwość negocjowania, nikt nas nie stawia pod ścianą – wtórowała mu Anna Ryfka, która sięgnęła po ten sam argument co wiceprezydent Fulara, czyli problem osiedlania się mieszkańców Lublina w gminach ościennych. Oboje przy tym nie wspomnieli, że mieszkanie poza Lublinem wybrał nawet sam prezydent Krzysztof Żuk, który codziennie do pracy w ratuszu dojeżdża z Jakubowic Konińskich. – Tam dzieje się pieniądz, tam on zostaje, a ci ludzie korzystają z naszej infrastruktury. Rozwój – taka jest nasza rola. Celem każdego miasta jest rozwój! – argumentowała Ryfka.
– Co pani rozumie przez ten rozwój? – dopytywał radny Marcin Jakóbczyk (PiS). – Oczywiście wpływy z podatków są ważne, ale za postępem może się też kryć destrukcja. Może ludzie migrują poza miasto, bo tam mają więcej przestrzeni, więcej zieleni, mniej betonu?
Radna Ryfka przekonywała także, że „ludzie chcą miejsc zorganizowanych i uporządkowanych, gdzie mogą pójść z dziećmi i czuć się bezpiecznie”. – Trzeba uporządkować ten obszar, bo ludzie tego chcą!
– To nie działa w ten sposób, że z powodu braku trzydziestohektarowego blokowiska ludzie wyprowadzają się do domków. To tak nie działa – próbował wytłumaczyć radnej Krzysztof Gorczyca z Towarzystwa dla Natury i Człowieka. Przypomniał też, że mieszkańcy Lublina, wyraźnie powiedzieli czego chcą na górkach czechowskich w zorganizowanym pięć lat temu referendum. – Na Botaniku i Czechowie frekwencja była dużo wyższa niż wymagana, a wynik był miażdżący. Potem oczywiście wyrzuciliście to całe referendum do kosza, choć wcześniej sami zapowiadaliście je jako szczytowy akt demokracji.
Gorczyca przypomniał też o Inwentaryzacji przyrodniczej, której opracowanie miasto zleciło naukowcom w 2019 r. – Nic od tego czasu się nie zmieniło oprócz tego, że chomik europejski jest dziś krytycznie zagrożony. W tym momencie głosujecie też nad tym, czy gmina Lublin chce przyczynić się do wymarcia tego i innych chronionych gatunków.
Zwracając się do klubu radnych prezydenta Żuka Gorczyca powiedział: – Jesteście tu odpowiednikiem Koalicji 15 października. Szliście do wyborów przeciwko PiS-owi z hasłami ochrony polskiej przyrody. I co się dzieje? Ja tu siedzę, zatwardziały lewak i ekolog i biję brawo radnym PiS, którzy jako jedyni mówią o jakości życia w mieście, kontakcie z zielenią. Jakby w Lublinie były dwa kluby PiS-u, taki oficjalny, i taki wolontariacki…
Deweloper się spieszy i zakłamuje rzeczywistość
– Mamy teraz moment szczególny – porządkujemy urbanistykę – ciągnął dalej Gorczyca. – Dlaczego nie chcecie poczekać na plan ogólny? Dlaczego chcecie postawić to na głowie? Bo w planie ogólnym, według ustawowych wytycznych, nie ma możliwości bloków na górkach – tłumaczył przypominając radnym o tym, że uchwalone już studium dla całego miasta „uwalnia pod budownictwo wielorodzinne prawie tysiąc hektarów”.
Gorczyca jako jedyny zwrócił też uwagę na przekłamanie w narracji dewelopera, który jak mantrę powtarza, że już dziś może zabudować 30 hektarów (taką wizualizację prawnicy TBV pokazali radnym na komisach i na sesji – slajd poniżej). – W planie z 2005 roku jest mowa o zagospodarowaniu na 30 hektarach, ale 2/3 tego terenu to jest sport i rekreacja bez kubatur, bez budynków. Nie mówmy więc o tym, że można tam budować 30 ha galerii handlowej, bo tak nie jest. To są właśnie te tereny, których tak brakuje brakuje mieszkańcom Botanika jak podnosiła przed chwilą radna Mach.

Narracją radnych prezydenckiego klubu zdziwienia nie kryli też inni mieszkańcy zabierający głos na wczorajszej sesji.
– To wszystko brzmi jakby ta dyskusja toczyła się w ubiegłym wieku. Tymczasem my żyjemy w wieku kryzysu klimatycznego i bioróżnorodności. Ludziom potrzebne jest powietrze do oddychania, woda do picia i kilka innych dóbr. Chcemy też dzikich terenów – przekonywała Irena Kołodziej.
Maria Pudelska nawiązała z kolei do nazwy dokumentu, nad którym od kilku godzin toczyła się debata (Zintegrowany Plan inwestycyjny). – Najbardziej boli mnie to, że radni klubu prezydenta Żuka integrują się z deweloperem i usiłują nie zauważać, że 15 października zaszła zmiana. Zmieniła się władza. Koalicja Obywatelska szła do wyborów z hasłami m.in. obrony bioróżnorodności. Miałam nadzieję, że nowi, którzy weszli do Rady Miasta są bardziej wrażliwi i myślący… Nie podważajcie wiarygodności formacji, z list której startowaliście! – zaapelowała. – Tu nie ma miejsca do negocjacji, to jakiś szatański plan. Jeśli deweloper chce, to niech ogrodzi, niech na obrzeżach zbuduje boiska i zrobi płatne wejście, bo to jest gotowy piękny park.
Ale ani te argumenty, ani powoływanie się na Konstytucję czy szereg polskich i unijnych aktów prawnych nie zrobiły na radnych Koalicji Obywatelskiej (Anna Ryfka, Monika Orzechowska, Zbigniew Jurkowski, Jarosław Pakuła, Anna Glijer, Bartosz Margul, Konrad Wcisło, Leszek Daniewski, Marcin Bubicz), Polski 2050 (Marcin Wroński, Magdalena Szczygieł-Mitrus) i Wspólnego Lublina (Kamila Florek, Monika Kwiatkowska, Jadwiga Mach, Marta Gutkowska, Magdalena Kamińska, Piotr Choduń, Elżbieta Dados) żadnego wrażenia. Osiemnastoma głosami zdecydowali o przystąpieniu do sporządzenia ZPI. W kolejnym głosowaniu wybrali też przedstawicielkę rady miasta w zespole negocjacyjnym. Jak można było przewidzieć – nie została nią kandydatka opozycyjnego klubu PiS Urszula Chłopicka-Khan (aktywistka zaangażowana w obronę górek przed zabudową), ale kandydatka prezydenckiego klubu – Anna Ryfka.
Ryfka powiedziała, że obowiązuje ją przysięga „jaką złożyła jako radna, by działać na dobro mieszkańców”. I zapewniła: – Nie mam żadnych ani towarzyskich ani biznesowych powiązań z inwestorem.

Co dalej?
Teraz prezydent przystąpi do negocjacji z inwestorem. Wynegocjowane warunki zostają spisane w formie projektu umowy urbanistycznej, która określi przyszłe obowiązki inwestora. Po uzgodnieniu stanowiska prezydent aktualizuje ZPI oraz opracowuje prognozę oddziaływania na środowisko (urząd może zrobić to sam lub zlecić firmie zewnętrznej, ale dla ostatnich planów miejscowych robi to Referat ds. ochrony środowiska i krajobrazu). Punktem wyjścia jest projekt przygotowany przez dewelopera.
Gotowy projekt ZPI trafia do opiniowania i uzgodnień, m.in. w sanepidzie czy Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska (do dwóch tygodni) oraz do uproszczonych konsultacji społecznych (trzy tygodnie). Prezydent może wprowadzić zmiany wynikające z opinii, uzgodnień i konsultacji (ma na to dwa tygodnie) a w razie konieczności powtórzyć proces opiniowania, uzgadniania i konsultowania. Gdy gotowy jest ostateczny projekt ZPI wówczas prezydent zawiera z inwestorem umowę urbanistyczną. Ta wchodzi w życie, gdy radni uchwalą ostateczne ZPI.
Folder, który radni dostali od TBV:



