Udostępnij
KOMENTARZ Pośmiało się pół Polski z przyjaznego i zielonego skweru na Judyma, tylko w tym wszystkim tak naprawdę nie ma nic śmiesznego. Urzędnicy, w tym ci najwyżsi rangą, plotą dyrdymały o zielonej ofensywie, nowych nasadzeniach, o tym, że jak wytną ponad setkę dorodnych drzew i posadzą trochę więcej małych, to zieleni w dzielnicy będzie jakoby więcej i jej bilans się poprawi. W tym samym czasie, kiedy jesteśmy karmieni taką eko-papką, piły jak rżnęły w najlepsze, tak nadal rżną.
Kilka dni temu Tomasz Fulara, świeżo nominowany wiceprezydent Lublina, w wywiadzie z cyklu „Dzień Wschodzi” dla Dziennika Wschodniego, z pewną taką nonszalancją, nie niepokojony przez dziennikarza, pokazał, że błyskawicznie opanował ratuszową nowomowę o eko-ofensywie miasta na wszystkich frontach. Zrobił to tak zręcznie i wdzięcznie, jakby funkcji zastępcy prezydenta nie pełnił od miesiąca, a co najmniej od kilku lat.
Gdy rozmowa zeszła na remontowaną właśnie przez miasto ul. Samsonowicza Fulara zadeklarował, że będzie tam, po tej przebudowie, nawet bardziej zielono niż jest obecnie. „Oprócz poprawy funkcji drogowej i komfortu jazdy, to chcemy jeszcze poprawić element zielony. Chcemy, żeby po zakończeniu tej inwestycji było, można powiedzieć, bardziej zielono niż przed” – bajerował widzów, a swą wypowiedź o szykującej się masakrze drzew na os. Nałkowskich zakończył takim oto spostrzeżeniem: „My chcielibyśmy pokazać, że nie dość, że można jakby nie pogorszyć, to można jeszcze poprawić”.
Jak ta poprawa wygląda w naturze, można się właśnie przekonać osobiście przy ul. Samsonowicza 5, gdzie wczoraj wycinano dorodne drzewa pod nowy przebieg ulicy – taki, który zmieści więcej miejsc parkingowych. Wiceprezydent ma jednak dobrą wiadomość dla mieszkańców, którzy przyzwyczaili się do zielonego widoku za oknami: – Podjęliśmy decyzję o posadzeniu jeszcze dodatkowych 100 drzew na terenie dzielnicy Wrotków. (…) Takie rozwiązanie ostatecznie przełoży się na zwiększenie liczby drzew w tej okolicy. (…) Bilans zieleni będzie więc na plus – wyjaśniał.
Może i ten bilans rzeczywiście będzie na plus, ale po spełnieniu dwóch przesłanek. Po pierwsze, nowe nasadzenia muszą się przyjąć, a nie uschnąć po pierwszym czy drugim sezonie wegetacji, czego namacalne dowody w postaci bezlistnych kikutów mamy w całym mieście na pęczki. Po drugie, jak już przetrwają, to zanim wyrosną na okazy dorównujące tym właśnie wycinanym, minie jakieś 30 lat. Tomasz Fulara będzie miał wówczas 75 lat. Dopiero wtedy będzie mógł powiedzieć: I co, nie miałem racji? (Ja nie będę miał okazji się o tym przekonać, bo tabele długości trwania życia GUS są dla mnie mniej korzystne, podobnie jak dla wielu mieszkańców tego osiedla).


Zielona, przyjazna przestrzeń na Judyma, która wywołała kpiny w Internecie, czy zwiększanie zielonego bilansu na Samsonowicza to najgłośniejsze w ostatnich dniach w Lublinie przypadki PR-owego greenwashingu Urzędu Miasta Lublin. Drzewa padają niemal każdego dnia, w każdej dzielnicy, może na mniejszą skalę niż przy Samsonowicza, ale dzieje się to bez przerwy. Wystarczy zajrzeć do Biuletynu Informacji Publicznej Ratusza, gdzie „zawiadomień o oględzinach dotyczących wydania zezwolenia na usunięcie” (tu wystarczy podać liczbę sztuk i gatunek drzewa) jest zatrważająco dużo.
Zresztą nie tylko Urząd Miasta ma niekwestionowane zasługi w „bilansowaniu zieleni”. Oto w zeszłym tygodniu Urząd Marszałkowski Województwa Lubelskiego, „w związku z gwałtownymi zmianami klimatu, spowodowanymi między innymi postępującym zmniejszaniem się terenów zielonych w miastach”, ogłosił konkurs „ZasadźMy 550 drzew!”.
„To szczytna inicjatywa, która z jednej strony stanowi element obchodów 550-lecia Województwa Lubelskiego, umożliwiając włączenie się w to całoroczne wydarzenie organizacjom non-profit z terenu województwa lubelskiego, a jednocześnie w sposób pozytywny wpłynie na naszą przyrodę i środowisko” – podkreśla cytowany w komunikacie prasowym wicemarszałek województwa lubelskiego Marek Wojciechowski.
Idea jak najbardziej szczytna i godna poparcia, tyle że za chwilę podlegający temu samu urzędowi Zarząd Dróg Wojewódzkich, podczas przebudowy kilkukilometrowego odcinka drogi na Nałęczów, od granicy Lublina do węzła Szerokie, wytnie 1022 drzew, czyli prawie dwa razy więcej niż zamierza marszałek posadzić (większy tekst na ten temat już wkrótce na naszym portalu). A czemu zostaną wycięte? Tu akurat urzędnicy posłużyli się kalką znaną z innych podobnych inwestycji – jak wyjaśnia ZDW drzewa i krzewy kolidują z elementami zagospodarowania pasa drogowego, czyli np. planowaną ścieżką rowerową, zatoką autobusową itp. Bo przecież nie od dziś wiadomo, że lepiej jeździ się rowerem czy czeka na autobus w pełnym słońcu, a nie w cieniu. Jak wygląda potem droga po usunięciu takich drzewnych kolizji? Proszę bardzo, poniżej film nakręcony w Bychawce Trzeciej na drodze z Lublina do Bychawy, gdzie podczas remontu drogi pod chodnik wycięto 70 drzew.
Przykłady można mnożyć, ale niestety otrzeźwienie nie nadchodzi. Podawane jako przykłady bezdennie głupich i szkodliwych decyzje o „rewitalizacjach” miejskich rynków, na których wycinało się wszystko co zielone, by na koniec – jak w Parczewie – postawić pomnik jelenia, nie dotarły jeszcze do wszystkich tych, którzy w swoich rękach mają nie tylko władzę, ale także siekiery i piły. Tymczasem dobre samopoczucie i szemrząca klima w gabinecie nie zastąpią mieszkańcom cienia drzew i szumu liści.
Na zdjęciu głównym: „Przyjazny” skwer na ul. Judyma, czyli kto dłużej wytrzyma na rozpalonej ławce. Fot. Sławomir Skomra




