5 minut czytania • 31.03.2026 07:00
Zawieszony dyrektor Ratusza uderza w dziennikarzy. Chce cenzurować artykuły
Udostępnij
Jakub K., zatrzymany przez CBA dyrektor z Urzędu Miasta Lublin, chce sądowego zakazu publikacji na jego temat. Chodzi mu o teksty w Gazecie Wyborczej i Jawnym Lublinie. Odniósł już nawet połowiczny sukces.
W połowie stycznia na polecenie Lubelskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej funkcjonariusze CBA zatrzymali m.in. wiceprezydent Beatę Stepaniuk-Kuśmierzak (KO; zawiesiła swoje członkostwo w partii, zgadza się na podawanie swojego nazwiska) oraz dwoje urzędników: dyrektora i kierownika jednego z wydziałów Urzędu Miasta Lublin. Zarzuty to nadużycie funkcji, sprzedajność urzędnicza oraz zakłócanie postępowania publicznego. Chodzi o organizację Strefy Kibica Euro 2024 w klubie Playa Marina nad Zalewem Zemborzyckim.
Dyrektor bez wydziału i pensji
Choć w komunikacie CBA nazwiska nie padają, ustaliliśmy, że zatrzymany dyrektor to Jakub K., który zarządzał Wydziałem Sportu lubelskiego Ratusza. Zgodnie z decyzją prokuratury na czas prowadzonego śledztwa został zawieszony w pełnieniu obowiązków służbowych (taka sama decyzja zapadła w stosunku do Stepaniuk-Kuśmierzak). W czasie jego nieobecności w pracy prezydent Krzysztof Żuk (KO) zreorganizował ten wydział, który od 1 marca funkcjonuje jako Wydział Sportu i Turystyki. Powołał też nowego dyrektora – Jarosława Daniewskiego. Oznacza to, że stanowisko zajmowane przez K. zostało formalnie zlikwidowane.
Co to oznacza dla dalszej jego kariery w Ratuszu? – Sytuacja wskazanej osoby nie uległa zmianie. Zgodnie z postanowieniem prokuratury pozostaje ona zawieszona w czynnościach służbowych i nie wykonuje obowiązków do czasu wyjaśnienia sprawy – informuje Justyna Góźdź, rzeczniczka prasowa prezydenta. Przypomnijmy, że w związku z zawieszeniem, ani on, ani wiceprezydentka nie dostają pensji, nie przychodzą też do pracy. Zażalenie na postanowienie prokuratury o zastosowaniu środków zabezpieczających złożyła jedynie Stepaniuk-Kuśmierzak. Jej wniosek sąd rozpatrzy 15 kwietnia.

Bogata kariera poza urzędem
Dla zawieszonego dyrektora K. praca w Ratuszu nie była jedynym zajęciem – prowadzi bogate życie zawodowe także poza urzędem. Jest partnerem w kancelarii prawnej oraz wykładowcą akademickim w stopniu doktora. Na UMCS jako adiunkt Wydziałe Prawa i Administracji prowadzi zajęcia w Katedrze Postępowania Karnego. Ale to już jego ostatnie dni na uczelni, bo – jak poinformowało nas biuro prasowe UMCS – jego umowa wygasa z końcem marca. Jak ustaliła Gazeta Wyborcza, K. wypowiedzenie dostał już w grudniu. Miało to związek z podjęciem przez niego pracy w Akademii Sztuki Wojennej w Rembertowie pod Warszawą. Według gazety Jakub K. zgłosił swojej macierzystej uczelni fakt zatrudnienia w ASW, ale rektor UMCS prof. Radosław Dobrowolski nie wyraził na to zgody. Mimo to K. kontynuował współpracę z ASW.
Jakub K. pasjami udziela się też w środowisku sportowym. Jest m.in. wiceprezesem Zarządu Głównego Akademickiego Związku Sportowego ds. organizacyjnych, kuratorem w Lubelskim Okręgowym Związku Lekkiej Atletyki oraz wiceprezesem Lubelskiego Związku Koszykówki.
– To człowiek, który który uzurpuje sobie prawo do rządzenia sportem w Lublinie – mówiła nam w styczniu osoba z kręgów sportowych, która dobrze zna dyrektora. Dla podkreślenia jak duże wpływy ma K. w środowisku, przytoczyła co się o nim mówi: „Kto Kosy tyka, ten szybko znika„.
Nie wiadomo, ile na tych wszystkich posadach zarabia dyrektor K., bo nie musiał składać rocznego oświadczenia majątkowego. Po przesłuchaniu w prokuraturze i wpłaceniu 10 tys. zł kaucji został zwolniony do domu.
Pisze prywatnie, bo tak szybciej niż oficjalnie
Tuż po naszej pierwszej, styczniowej publikacji, dyr. K. na komunikatorze internetowym skontaktował się z Krzysztofem Jakubowskim, prezesem Fundacji Wolności (wydawca Jawnego Lublina). Zapytał dlaczego na naszych łamach zostały naruszone przepisy Prawa prasowego. Chodziło mu o rzekome ujawnienie wizerunku i innych danych osobowych. – Pozwalam sobie napisać na komunikatorze w formule wiadomości prywatnej, jako szybsze rozwiązanie niż oficjalne pisma – zaznaczył K.. Po czym przytoczył wiele przepisów wraz z komentarzami dotyczącymi wykorzystania wizerunku i danych osobowych (inicjałów). – Proszę o usuniecie ww. danych z artykułu – zakończył korespondencję w komunikatorze. W odpowiedzi prezes Jakubowski skierował go do red. naczelnej Agnieszki Mazuś jako osoby właściwie umocowanej w sprawach związanych z publikacją tekstów.
Ale dyrektor nie odpuścił. Jak ustaliliśmy, już 20 stycznia, a więc cztery dni po naszej publikacji, złożył w Sądzie Okręgowym w Lublinie wniosek „o udzielenie zabezpieczenia przed wszczęciem postępowania w sprawie o ochronę dóbr osobistych”. Jako pozwani zostali wskazani: wydawca, czyli Fundacja Wolności, redaktor naczelna Agnieszka Mazuś i dziennikarz Krzysztof Wiejak.
Jak informuje sędzia Andrzej Mikołajewski, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Lublinie, K. wniósł o zaprzestania rozpowszechniania publikacji pt. „Wiceprezydentka zawiesza się w partii. Zatrzymany dyrektor to prawnik i wykładowca akademicki” oraz usunięcia tego tekstu ze strony internetowej Jawnego Lublina. Ale to nie wszystko, bo K. chciał też „zakazania pozwanym, do czasu prawomocnego zakończenia postępowania, dalszego rozpowszechniania informacji w portalu Jawny Lublin oraz gazecie Jawny Lublin twierdzeń zwartych w przedmiotowej publikacji dotyczących powoda oraz zasądzenie od pozwanych solidarnie na rzecz powoda zwrotu kosztów postępowania zabezpieczającego”.
– Postanowieniem z 5 lutego 2026 roku Sąd Okręgowy w Lublinie odmówił udzielenia w tej sprawie zabezpieczenia. Postanowienie nie jest prawomocne. Uzasadnienie tego postanowienia nie zostało jeszcze sporządzone – poinformował nas w piątek, 27 marca, sędzia Mikołajewski. Postanowienie wydał sędzia Tomasz Trojak.
Sąd: usunąć tekst. Wyborcza: to kneblowanie mediów
Zupełnie inaczej potoczyła się podobna sprawa Jakuba K. przeciwko Gazecie Wyborczej i autorowi tekstów red. Jackowi Brzuszkiewiczowi z lubelskiego oddziału GW. Wniosek o zabezpieczenie w tym przypadku rozpatrywał sędzia Piotr Ryng, który uznał, że pismo K. zasługuje na uwzględnienie i nakazał usunąć informacje o nim z artykułu „Sprawna menadżerka, dobrze sobie radziła. Wiceprezydentka Lublina z korupcyjnymi zarzutami, wiemy, o co chodzi” oraz całą publikację „Kim jest Jakub K., bohater afery w lubelskim ratuszu? „Na wszystkie funkcje dyrektora doba to za mało”. Sędzia Ryng uznał, że w publikacjach wykorzystano zdjęcie wnioskodawcy z tak wąskim paskiem przesłaniającym oczy, że „bez problemu umożliwia on ustalenie jego tożsamości na podstawie samej tylko twarzy wnioskodawcy”. Ponadto zdaniem sędziego podane w tekście informacje o życiu zawodowym i społecznym K. pozwalają bez problemu na ustalenie jego tożsamości.
Wiadomo już, że Wyborcza złoży zażalenie na tę decyzję. – Postanowienie Sądu Okręgowego w Lublinie, zakazujące wydawcy i dziennikarzom – praktycznie na wiele lat – rozpowszechniania, publikowania szeroko ujętych informacji na temat działalności zawodowej miejskiego urzędnika i stawianych mu korupcyjnych zarzutów – jest więcej niż kontrowersyjne – komentuje mecenas Piotr Rogowski, dyrektor ds. prawnych „Wyborczej”.
I dodaje: – Taki zakaz dzisiaj to wręcz anachronizm, rodzący skojarzenia rodem z PRL-u. Sąd w rażący sposób ograniczył konstytucyjną wolność słowa, naruszając jednocześnie prawa obywateli do informacji. Jest to de facto kneblowanie mediów, naruszanie zakazu cenzury prewencyjnej i ograniczanie otwartej debaty w sprawach budzących społeczne zainteresowanie.
Wydawca odwołał się od tego orzeczenia, które jego zdaniem „pozostaje w sprzeczności z gwarancjami swobody wypowiedzi wynikającymi z Europejskiej Konwencji i orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu”.
Podobnego zdania jest Krzysztof Jakubowski, prezes Fundacji Wolności, która jest wydawcą Jawnego Lublina: – Działania Jakuba K. odbieram jako próbę ograniczenia wolności słowa. Każde takie działanie tylko bardziej dopinguje nas do tego, aby monitorować sprawę i jeszcze dokładniej patrzeć władzy na ręce – komentuje.

