Wesprzyj Kontakt

9 minut czytania  •  06.08.2025 09:45

ZANAGATE. Taśmy CBA, których nie może poznać nawet sąd

ZANAGATE. Taśmy CBA, których nie może poznać nawet sąd

Udostępnij

W czasie operacji CBA o kryptonimie „Chryzantema” oskarżeni rozmawiali telefonicznie i spotykali się m.in. z prezydentem miasta i wysokimi rangą urzędnikami lubelskiego Ratusza. Ale od kilku miesięcy sąd nie może odsłuchać taśm i obejrzeć filmów, jakie zarejestrowało CBA.

Podczas wszystkich spotkań z wymienionymi byłem wyposażony w urządzenia nagrywające dźwięk a czasem obraz. Nagrania z tych spotkań w całości oddadzą przebieg naszych rozmów” – tak 4 grudnia 2019 roku opisywał prokuratorowi swoją rolę w akcji „Chryzantema” działający pod przykrywką agent CBA. Udając przedsiębiorcę zainteresowanego inwestycją deweloperską w Lublinie używał nazwiska Rafał Klimek.

Ani sądy, ani CBA nie mają odpowiednich warunków

Od tamtej pory minęło już cztery i pół roku, ale proces Piotra Kowalczyka (rocznik ’78), byłego przewodniczącego Rady Miasta Lublin, lubelskiego architekta Adama M. (’78) i przedsiębiorcy Mariusza P. (’68) – oskarżonych o płatną protekcję – wciąż jest daleki od finału. Cała trójka odpowiada za powoływanie się na wpływy w instytucjach państwowych oraz samorządowych, m.in. w Urzędzie Miasta Lublin, w celu załatwienia zgody na budowę pierwszego w Lublinie drapacza chmur przy ul. Zana. W zamian – jak twierdzi prokurator – oskarżeni mieli oczekiwać od podstawionego agenta 1 mln zł łapówki, a kwota ta miała zostać wpisana w umowie projektowej. Żaden z oskarżonych nie przyznaje się do winy, a proces utknął.

Prowadząca sprawę sędzia Bożena Dzimira-Rzepkowska z Sądu Rejonowego Lublin-Zachód na kolejnych rozprawach, które odbywają się średnio co miesiąc, informuje jedynie, że ze względu na problemy techniczne nie ma możliwości odsłuchania taśm i wyznacza kolejny termin. Ostatnio było tak 24 lipca, kiedy znów okazało się, że nie ma warunków technicznych i lokalowych do odtworzenia materiałów audio i wideo. W maju okazało się, że sprzęt, który jest w posiadaniu Sądu Okręgowego w Lublinie (to tutaj miały zostać odtworzone materiały oznaczone kryptonimem „ściśle tajne”), się do tego nie nadaje. Ze względu na ograniczenia konfiguracyjne niemożliwe było prawidłowe odtworzenie obrazu (na niektórych spotkaniach agent miał włączoną kamerkę) i dźwięku z nagrań wskazanych przez prokuratora. Napisał o tym w notatce służbowej sądowy informatyk.

Lubelski sąd o pomoc zwrócił się też do dwóch sądów w Warszawie. Ale i ta ścieżka okazała się ślepym zaułkiem: z informacji zwrotnej wynika, że żaden z nich nie dysponuje sprzętem akredytowanym przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego, który umożliwiałby odtworzenia materiałów niejawnych. Z kolei w czerwcu w innej notatce służbowej informatyk lubelskiego sądu informował, że odsłuchanie ścieżki dźwiękowej możliwe jest wyłącznie na certyfikowanym zestawie słuchawkowym, ale w tym samym czasie odsłuchu może dokonywać tylko jedna osoba. Tymczasem licząc sąd, prokuratora, oskarżonych i ich obrońców – chętnych do zapoznania się z nagraniami jest w sumie dwanaście osób. Ostatecznie sędzia zdecydowała się wystąpić do lubelskiej delegatury CBA z pytaniem, czy taśmy można odtworzyć w jej siedzibie. Pod koniec czerwca Małgorzata Marszał-Wantrych, p.o. dyrektor delegatury, poinformowała, że warunki pozwalają na jednoczesne odtworzenie materiałów „ściśle tajne” maksymalnie czterem osobom.

Sędzia Dzimira-Rzepkowska skontaktowała się również z centralą CBA w Warszawie. Ze sporządzonej 24 lipca notatki służbowej wynika, że pełnomocnik ochrony informacji niejawnych w Agencji poinformował ją, że sprawa braku zostanie przedstawiona szefowi CBA, „aby podjąć działania celem umożliwienia odtworzenia w/w materiałów„. Tego samego dnia sędzia rozmawiała również z sekretarz Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i usłyszała zapewnienie, że o ile centrala CBA nie będzie miała takich możliwości, to ABW „podejmie wszelkie starania celem umożliwienia odtworzenia materiałów ściśle tajnych„.

Na razie pat w sprawie odsłuchania taśm trwa. Tymczasem według prowadzącego śledztwo i autora aktu oskarżenia prok. Norberta Kudyka z Prokuratury Okręgowej w Zamościu, jest to niezwykle istotny etap procesu. – Przejrzałem wszystko i uznałem, że materiały powinny być odtworzone w sądzie. Aby wykazać, że na podstawie rozmów będzie można odtworzyć kontekst sytuacyjny, czy oskarżeni mieli na celu faktycznie swoim zachowaniem wypełnić znamiona zarzucanego im występku, czy też była to wyłącznie dozwolona prawem rozmowa pomiędzy urzędnikami miasta a oskarżonymi i inwestorem – mówił na sali rozpraw prokurator.

Kto do kogo dzwonił

Tych problemów można by uniknąć, gdyby CBA zgodziło się na odtajnienie materiałów niejawnych. Sąd występował do Agencji z takimi wnioskami, ale Agencja konsekwentnie na to się nie godziła. „Decyzja podyktowana jest koniecznością ochrony środków, formy i metod realizacji czynności wykonywanych przez funkcjonariuszy CBA” – pisał już w 2023 roku ówczesny szef CBA do lubelskiego sądu.

Początkowo za jawnością w tej sprawie opowiadał się również Piotr Kowalczyk, który tuż po wyjściu z aresztu (spędził tam dwa tygodnie) apelował za pośrednictwem mediów o odtajnienie materiałów z prowokacji CBA. Mówił, że akcja była prowadzona przeciwko niemu i sugerował zemstę PiS za to, że swego czasu odszedł z tego ugrupowania i poparł prezydenta Krzysztofa Żuka z PO. Później jednak jego obrońca mecenas Marek Chołdzyński przyjął odwrotne stanowisko i nie chciał, żeby taśmy z „Chryzantemy” były publiczne. Jak przekonywał, zrobił to „z uwagi na ważny interes prywatny klienta i zainteresowanie wykazywane przez media i nierzetelne relacjonowanie jej przebiegu”. – W materiałach tych znajdują się również rozmowy prywatne oskarżonego Piotra Kowalczyka, które nie chciałby, aby zostały ujawnione – argumentował przed sądem.

Rozmowy znajdujące się na taśmach pozna więc jedynie wspomniana dwunastka osób. Dziennikarze nie będą mieli do nich dostępu. Z analizy kryminalnej sporządzonej przez analityka Wydziału Wsparcia i Analiz Delegatury CBA w Lublinie wiemy jednak, kto z kim i jak długo rozmawiał przez telefon podczas trwającej kilka miesięcy akcji CBA. Objęła ona okres od 26 czerwca do 3 grudnia 2019 roku (tego dnia zatrzymano czterech oskarżonych). Raport liczy 111 stron i znajdują się w nim nie tylko wykazy połączeń, ale również diagramy pokazujące sekwencję następujących po sobie rozmów i schemat połączeń oskarżonych z m.in. prezydentem i wysokimi rangą urzędnikami Ratusza.

„Nie wcisnę Cię w poniedziałek”

Celem analizy było również wskazanie, z którymi numerami najczęściej kontaktowali Maciej Sz. (pośrednik w obrocie nieruchomościami; jako jedyny uniknął procesu, bo dobrowolnie poddał się karze) oraz Piotr Kowalczyk, Adam M. i Mariusz P. Ten ostatni to także wujek Przemysława Czarnka (PiS), wówczas lubelskiego wojewody. Co ciekawe po wybuchu afery Czarnek twierdził, że nie utrzymuje kontaktów ze swoim kuzynem, ale z analizy kryminalnej Agencji wynika, że obaj dzwonili do siebie 126 razy, z czym że częściej rozmowy inicjował Czarnek (dzwonił 88 razy), a długość wszystkich rozmów wyniosła 857 sekund (ponad 14 minut). Z zeznań agenta Klimka złożonych w grudniu 2019 roku w Prokuraturze w Zamościu wynika, że Mariusz P. na spotkaniu w restauracji 2 PiEr w Lublinie powoływał się na swojego kuzyna. Miał zapewniać, że po podpisaniu umowy o współpracy „załatwi wszystkie pozwolenia, decyzję i odbiory. Poinformował mnie wtedy, że prezydent Lublina – bez podawania nazwiska – to jego przyjaciel, wojewoda lubelski jest jego rodziną, także nie będzie problemu ani z wcześniejszym uzyskaniem pozwolenia na budowę, ani innymi zgodami, czy też odbiorami straży pożarnej lub PIP-u, gdyż są tam jego ludzie„.

CBA miało dostęp nie tylko do wykazu rozmów, ale także do telefonów i nośników danych zatrzymanych u oskarżonych. Dzięki temu odczytano m.in., kto fizycznie użytkował telefony zarejestrowane na gminę Lublin. Jednym z numerów jest ten przypisany do prezydenta Krzysztofa Żuka. Z diagramu połączeń (poniżej) wynika, że prezydent podczas akcji „Chryzantema” siedem razy rozmawiał telefonicznie z Mariuszem P. oraz 39 razy z Piotrem Kowalczykiem (z czego 17 połączeń było przychodzących, a 22 wychodzących). W sumie Kowalczyk z Żukiem rozmawiali w tym okresie przez 3207 sekund (prawie 54 minuty).

Zrzut ekranu z 2025 08 05 14 26 11
Wybrane połączenia telefoniczne badanych numerów abonenckich w okresie od 26.06.2019 do 03.12.2019. Źródło: Analiza kryminalna CBA

W aktach sprawy znajduje się również m.in. korespondencja z telefonu Samsung S10e, który zabezpieczono przy Adamie M., z prezydentem Krzysztofem Żukiem (pisownia oryginalna):

Jestem w Warszawie na debacie KZ

Przyjmiesz nas w pon. Chodzi o Nadstawna budynek PZU.

Nie dam rady w poniedziałek (nie wcisnę Was w kalendarz) – mam co pół godz spotkania (aż do 21.20) Spotkacie się w poniedziałek z A. Szymczykiem. KZ

Słabo, to Ty byłeś przy rozmowie wcześniej. A to kontynuacja. Muszę się do Ciebie dostać. Proszę

Nie wcisnę Cię w poniedziałek. Np. o 8 mam nałożone na siebie 3 spotkania. Wszyscy mnie „łapią” przed sesją budżetową w czwartek. Może przyjdź tuż przed spróobuję opóźnić kolejne spotkanie. KZ

Cztery numery męża ważnej dyrektorki

Oprócz prezydenta w raporcie CBA znaleźli się także inni pracownicy UM Lublin. Z diagramu wynika, że ze Zbigniewem Dubielem, szefem zespołu prawnego Ratusza, kontaktowali się zarówno Adam M. (trzy połączenia), jak i Mariusz P. (siedem połączeń) oraz Kowalczyk (29 rozmów). Były przewodniczący Rady Miasta rozmawiał też trzykrotnie z ówczesną dyrektorką Wydziału Architektury i Budownictwa Ewą Bogutą (dwa przychodzące, jedno wychodzące, w sumie ok. 11 minut). Z kolei Boguta dwukrotnie łączyła się z Adamem M. (w sumie przez 15 sekund). Przypomnijmy, że dyrektorka brała udział w spotkaniu w gabinecie prezydenta Żuka, podczas którego późniejsi oskarżeni wraz ze „słowackim inwestorem”, czyli agentem Klimkiem, omawiali inwestycję przy Zana. W 2022 roku przeszła na emeryturę, ale pod koniec zeszłego roku wróciła do Ratusza, obejmując strategiczny Departament Inwestycji i Rozwoju. Jak pisaliśmy, pojawienie się Boguty w urzędzie świadczy o rosnącej pozycji Wspólnego Lublina Piotra Kowalczyka w Ratuszowym układzie sił (klub prezydenta Żuka w Radzie Miasta tworzą właśnie radni WL i Platformy Obywatelskiej). Sama dyrektorka należy do kręgu zaufanych ludzi byłego przewodniczącego RM.

Na diagramie jest też inny urzędnik Ratusza Krzysztof Machaj, zastępca dyrektora Wydziału Komunikacji, który rozmawiał z trzema oskarżonymi (3 do 4 połączeń). Z wykazu połączeń Piotra Kowalczyka wynika również, że po odejściu z Ratusza i zajęciu się deweloperką wciąż utrzymywał kontakty z radnymi Wspólnego Lublina i byłymi współpracownikami z Ratusza, w tym m.in. z wiceprezydentem Mariuszem Banachem (22 połączenia), sekretarzem miasta Andrzejem Wojewódzkim (2), Kazimierzem Pidkiem (9), ówczesnym dyrektorem Zarządu Dróg i Mostów.

W analizie osobne miejsce poświęcono połączeniom wykonywanym i odbieranym przez Tomasza Ż., który w sprawie „Chryzantemy” był przesłuchiwany jako świadek. Uwagę CBA zwróciło to, że Ż. ma na siebie zarejestrowane cztery karty SIM. W chwili, gdy do biura Piotra Kowalczyka przy Alejach Racławickich weszli agenci CBA, był zatrudniony w spółce Helvetia Investment (powiązanej kapitałowo m.in. z Piotrem Kowalczykiem) na stanowisku doradcy technicznego. Wcześniej pracował w spółce projektowej innego oskarżonego – Adama M. Prywatnie jest mężem Małgorzaty Żurkowskiej, która w trakcie trwania akcji „Chryzantema” pełniła funkcję zastępcy dyrektora Wydziału Planowania i jest główną urbanistką miasta. Na diagramie opracowanym przez CBA zwraca uwagę liczba połączeń między dwoma jego numerami. „Głównym numerem Ż. jest (tu podany jest numer – red.), którym najprawdopodobniej posługuje się on sam. Ponadto użytkownik numeru (…) to zapewne osoba powiązana z nim zawodowo lub prywatnie. Świadczy o tym bardzo duża ilość nawiązanych połączeń (498)” – ocenił analityk Agencji. Numer przypisany do Tomasza Ż. łączy się m.in. z prezydentem Żukiem (36 razy) oraz z Piotrem Kowalczykiem (4 razy).

Już w lipcu 2020 roku Ż. jako świadek składał zeznania w lubelskiej delegaturze CBA. Jak przyznał, jedną z kart SIM używała jego żona. – Pozostałych numerów nie pamiętam. Używam ich do nawigacji, tableta i jako telefon domowy – tłumaczył przesłuchiwany przez agentów przy ul. Glinianej.

Opowiedział też, jak wyglądała jedna z sytuacji, gdy skontaktował się z nim oskarżony Adam M. „Na początku sierpnia (2019 – red.), kiedy żona skończyła urlop, tego dnia ja też byłem poza firmą, pan M. zadzwonił do mnie i zapytał, czy żona będzie w pracy w najbliższych dniach, ponieważ chciał się o coś zapytać w sprawach urbanistycznych, a sekretariat nie miał precyzyjnych informacji, kiedy możliwa będzie taka wizyta. Ponieważ byłem w domu z żoną, a nie byliśmy obok siebie, ja zakończyłem rozmowę, odszukałem żonę i zapytałem, czy będzie mogła przyjmować interesantów w najbliższych dniach. Odpowiedziała, że tak, będzie i prosi, żeby przez sekretariat umówić. Wtedy zadzwoniłem do pana Adama i przekazałem mu informację” – tłumaczył prokuratorowi mąż urbanistki.

– Czy zdarzały się podobne sytuacje, w których był pan pośrednikiem w kontaktach pomiędzy żoną a innymi osobami? – zapytał prowadzący przesłuchanie. 

– Nie, nie przypominam sobie tego typu sytuacji – odpowiedział świadek.

Czy uda się we wrześniu?

Podczas ostatniej lipcowej rozprawy prok. Kudyk wniósł o jej przerwanie i zobowiązanie CBA do zapewnienia możliwości technicznych odtworzenia materiałów ściśle tajnych. Sędzia Dzimira-Rzepkowska kolejny termin wyznaczyła na wrzesień. Jednocześnie zgodnie z jej zarządzeniem CBA ma w ciągu 30 dni stworzyć odpowiednie warunki do odsłuchania taśm.

Najprawdopodobniej ostatnim elementem procesu będzie przesłuchanie agenta CBA Rafała Klimka. Nie wiadomo jednak, w jaki sposób ono się odbędzie: funkcjonariusz może zeznawać na odległość, może też być w sądzie w Lublinie, ale w innym pomieszczeniu. Będzie miał zapewnioną anonimowość.

Na zdjęciu: Na jednej z rozpraw w toczącym się od kilku lat procesie zeznawał prezydent Lublina Krzysztof Żuk (PO). Fot. Archiwum

Ujawniamy, sprawdzamy, rozliczamy. Lubisz czytać nasze teksty? Dołóż się:

13 komentarzy

  • Tomasz pisze:

    to kpina z obywateli. Co za bałagan.

  • kronikidewelorozwoju pisze:

    Dewelo-zgnilizna kwitnie w rathausie pod parasolem zaplanowanej niemocy organów kapitalistycznego prawa.
    ————-
    Coraz bardziej wygląda to tak, że to Mefistofallus z Helvete InwestmĘt (obok dona hamisco i może jeszcze kilku co bardziej prominentnych członków Loży) jest prawdziwym Panem na Dziadofolwarku, a Dewelo Duce z Jakubowic i cała decyzyjna obsada rathausu jest niczym więcej niż ich pacynką wykonującą polecenia w zamian za ….? Może w zamian za poklepy po plecach, a może za jakieś ochłapy ze stołu Panów, a może w ramach łączącej wszystkich członków dewelo-bandy solidarności w pogardzie dla „plebsu”?
    Trudno powiedzieć, co jest głównym motywem funkcjonowania tej grzybni. Ale tak jak bogaty nigdy nie zrozumie biednego, tak i pewno au rebours – „plebsiakowi” trudno jest zrozumieć, że biurwa zarabiająca dobrych kilka średnich krajowych nadal preferuje uprawiać kombinacje z kapitalistami, zamiast uczciwie wypełniać swój mandat.

  • kronikidewelorozwoju pisze:

    Inne pytanie, które się nasuwa:
    Po co Tęgi Łeb wydzwaniał do Myszowatego z Jabłonnej? W sprawie przejęcia szkolnych parceli pod swoje kolejne pato-inwestycje?

  • Mieszkańcy Czechowa pisze:

    @kronikiNIEdorozwoju – halo Abramowice? Halo! Potrzebna karetka 🚑 z kaftanem bezpieczeństwa i zestawem do lewatyw co 2h
    Elektrowstrząsy też wskazane
    Bez odbioru…

  • kronikidewelorozwoju pisze:

    PS. Absurdem procedur jest fakt, że „skruszony” (poddający się dobrowolnie mini-karze), bez problemu wyrzeka się swoich orygi_nalnych zeznań. Ale to jest, jak mawiają Amerykanie, 'not a bug but a feature’ systemu „prawa” chroniącego cfaniactwo.
    ————–
    ———-
    PPS. Jak już pisałem tu wcześniej, uważam, że Mefistofallus miał plany daleko bardziej idące poza przytulenie marnego extra 1 mln na tym dealu. Myślał raczej o tym, że wykorzysta „Słowaka” tylko jako podkładkę dla procesu, w którym ktoś „z zewnątrz” uzyska najpierw zgodę na intensyfną urbanizację (orygi_n_alnie biurowiec, których stawianie w Dziadofolwarku jest już od 10 lat passe), a następnie – kiedy już „naiwny Słowak” zorientuje się, że prawdziwy hajs (wtedy) jest do zarobienia na „akademikach”, złoży mu ofertę nie do odrzucenia wejścia w spółkę, a Dewelo-Duce podpisze takiej spółce zgodę na „kosmetyczną zmianę przeznaczenia terenu” pod kurniki. Przetrenował już podobny schamat na Spokojnej.

  • kronikidewelorozwoju pisze:

    Uwaga techniczna dla komentujących:
    Faktycznie tak, jak odkrył to kropek, kombinacja liter 'g i n’ w jakimkolwiek słowie, typu np. ory g i n alny, czy np. 'g i n ekolog’ spowoduje, że automat JL odrzuci koment.

  • Mieszkańcy Czechowa pisze:

    @kronikiNIEdorozwoju – halo Abramowice? Halo! Potrzebna karetka 🚑 z kaftanem bezpieczeństwa i zestawem do lewatyw co 2h
    Elektrowstrząsy też wskazane…
    Bez odbioru…

  • Witek 1 pisze:

    Pociotek Czarnka i problem żeby odtworzyć podsłuchy Dramat tego Państwa

  • . pisze:

    @kronikidewelorozwoju
    𝘱𝘺𝘵𝘢𝘯𝘪𝘦 𝘬𝘵𝘰́𝘳𝘺, 𝘣𝘰 𝘰𝘥 𝟤 𝘴𝘪𝘦𝘳𝘱𝘯𝘪𝘢 𝘻𝘢𝘥𝘺𝘮𝘪𝘢𝘳𝘻 𝘪𝘯𝘵𝘦𝘳𝘯𝘦𝘵𝘰𝘸𝘺, 𝘻ł𝘰𝘥𝘻𝘪𝘦𝘫 𝘯𝘪𝘤𝘬𝘰́𝘸 𝘪 𝘬𝘪𝘣𝘰𝘭 𝘮𝘰𝘵𝘰𝘳𝘶 𝘮𝘪𝘦𝘴𝘻𝘬𝘢𝘯́𝘤𝘺 𝘤𝘻𝘦𝘤𝘩𝘰𝘸𝘢 𝘱𝘳𝘰́𝘣𝘶𝘫𝘦 𝘮𝘯𝘪𝘦 𝘱𝘰𝘥 𝘬𝘰𝘭𝘦𝘫𝘯𝘺𝘮 𝘫𝘶𝘻̇𝘢𝘳𝘵𝘺𝘬𝘶ł𝘦𝘮 𝘯𝘢𝘴́𝘭𝘢𝘥𝘰𝘸𝘢𝘤́ (𝘪 𝘵𝘰 𝘣ł𝘦̨𝘥𝘯𝘪𝘦 𝘯𝘢𝘴́𝘭𝘢𝘥𝘰𝘸𝘢𝘤́), 𝘢 𝘨𝘢𝘻𝘦𝘵𝘢 𝘯𝘪𝘦 𝘶𝘴𝘶𝘸𝘢 𝘵𝘦𝘨𝘰. 𝘖𝘣𝘰𝘸𝘪𝘢̨𝘻𝘬𝘰𝘸𝘢 𝘳𝘦𝘫𝘦𝘴𝘵𝘳𝘢𝘤𝘫𝘢 𝘫𝘦𝘴𝘵 𝘻𝘯𝘢𝘯𝘢, 𝘣𝘰 𝘫𝘢𝘬𝘪 𝘴𝘦𝘯𝘴 𝘬𝘰𝘮𝘦𝘯𝘵𝘰𝘸𝘢𝘤́, 𝘫𝘢𝘬 𝘵𝘢𝘬𝘪 𝘻̇𝘶𝘬𝘰𝘸𝘺 𝘱𝘢𝘫𝘢𝘤 𝘱𝘢𝘫𝘢𝘤𝘶𝘫𝘦. 𝘋𝘻𝘪𝘸𝘯𝘦 𝘻̇𝘦 𝘛𝘸𝘰𝘫𝘦𝘫 𝘯𝘢𝘻𝘸𝘺 𝘯𝘪𝘦 𝘢𝘵𝘢𝘬𝘶𝘫𝘦 𝘢 𝘵𝘺𝘭𝘬𝘰 𝘮𝘰𝘫𝘢̨. 𝘋𝘰𝘴́𝘤́ 𝘵𝘺𝘤𝘩 𝘢𝘯𝘰𝘯𝘪𝘮𝘰𝘸𝘺𝘤𝘩 𝘯𝘪𝘤𝘬𝘰́𝘸, 𝘢𝘯𝘰𝘯𝘪𝘮𝘰𝘸𝘦 𝘱𝘰𝘻̇𝘺𝘸𝘬𝘪 𝘰𝘥 𝘬𝘪𝘭𝘬𝘶𝘥𝘻𝘪𝘦𝘴𝘪𝘦̨𝘤𝘪𝘶 𝘭𝘢𝘵 𝘴𝘢̨ 𝘯𝘢 𝘫𝘦𝘨𝘰 𝘳𝘦̨𝘬𝘦̨, 𝘱𝘳𝘻𝘦𝘥 𝘭𝘢𝘵𝘺 𝘬𝘳𝘢𝘥ł 𝘫𝘶𝘻̇ 𝘸 𝘒𝘓 𝘯𝘪𝘤𝘬𝘪 𝘵𝘢𝘬𝘪𝘦 𝘫𝘢𝘬 „𝘖.” 𝘤𝘻𝘺 „𝘗𝘦𝘵𝘦𝘳”.
    𝘊𝘰 𝘵𝘰 𝘸 𝘰𝘨𝘰́𝘭𝘦 𝘮𝘢 𝘣𝘺𝘤́, 𝘻̇𝘦𝘣𝘺 𝘣𝘺ł𝘺 𝘫𝘢𝘬𝘪𝘦𝘴́ 𝘥𝘦𝘣𝘪𝘭𝘯𝘦 𝘧𝘪𝘭𝘵𝘳𝘺 𝘯𝘢 „𝘨 𝘪 𝘯”, 𝘢 𝘻̇𝘦𝘣𝘺 𝘯𝘪𝘦 𝘣𝘺ł𝘰 𝘱𝘳𝘰́𝘣𝘺 𝘱𝘰𝘥𝘱𝘪𝘴𝘢𝘯𝘪𝘢 𝘴𝘪𝘦̨ 𝘪𝘯𝘯𝘺𝘮 𝘮𝘢𝘪𝘭𝘦𝘮 𝘫𝘢𝘬𝘰 𝘬𝘳𝘰𝘱𝘦𝘬? 𝘛𝘳𝘻𝘦𝘣𝘢 𝘸 𝘳𝘰𝘭𝘬𝘢𝘤𝘩 𝘰 𝘵𝘺𝘮 𝘮𝘰́𝘸𝘪𝘤́, 𝘫𝘢𝘬 𝘴𝘪𝘦̨ 𝘻𝘢𝘤𝘩𝘰𝘸𝘶𝘫𝘢̨ 𝘸𝘺𝘣𝘰𝘳𝘤𝘺 ł𝘺𝘴𝘦𝘨𝘰 𝘪 𝘸𝘳𝘻𝘶𝘤𝘢𝘤́ 𝘥𝘰 𝘪𝘯𝘵𝘦𝘳𝘯𝘦𝘵𝘶

  • marek pisze:

    @KD
    „Trudno powiedzieć, co jest głównym motywem funkcjonowania tej grzybni.”
    Nie trudno. Każda biurwa, która nie działa zgodnie z życzeniami deweloperów, musi się liczyć z natychmiastowym wywaleniem na bruk – tak jak wyleciał Hagemajer. To się tyczy także wszystkich kandydatów do RM.

  • Jacek Skiba pisze:

    Może i ja muszę zacząć dzwonić do Prezydenta Krzysztofa Żuka w sprawie możliwości zakupu działki pod „kontenerami” na ul. Muzycznej. Bo już dwa lata proszę Urząd Miasta Lublin o możliwość zakupu a mi odmawia się twierdząc, że już zdecydowano „wyżej” kto ją ma kupić..

  • SzczeraPrawda pisze:

    po co to ciągnąć – wiadomo z góry że powoływali się – że chcieli wziąć łapówkę – nie wyszło – kara musi być – dziwne że Kowalczyk ma swoich dalej w UM – dziwne że wybrane radne Lublina nie mieszkają w Lublinie – a są od Kowalczyka to pokazuje jaką mocną pozycje ma w mieście ten człowiek – Adam. M to marionetka – Mariusz. P również – tam Pan Czarnek musiał trochę załagodzić na 100% ponieważ Mariusz. P za bardzo się powoływał na swojego wuja – kuzyna

  • Miejski Aktywista pisze:

    @ Jawny Lublin czy zamierzacie coś jeszcze zrobić w sprawie mandatów radnych, których nie wygasił wojewoda a która są kojarzone głównie z klubem jednego z bohaterów artykułu ???

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *