Wesprzyj Kontakt

5 minuty czytania  •  05.10.2025 08:49

Zamieszanie w „Solidarności”. Szefa trzeba wybrać jeszcze raz

Zamieszanie w „Solidarności”. Szefa trzeba wybrać jeszcze raz

Udostępnij

Bardzo dużą przewagą głosów Marek Wątorski został w marcu przewodniczącym lubelskiej „Solidarności”. Teraz okazuje się, że doszło do tak licznych nieprawidłowości, że wybory trzeba powtórzyć. Tak zdecydowała centrala związku zawodowego.

Ten artykuł powstał dzięki wsparciu Czytelników. Nie czekaj, wspieraj.

Uchwały podjęte przez Komisję Krajową NSZZ Solidarność są wewnętrznymi dokumentami związku. Nie udzielamy informacji na ich temat – ucina wszelką dyskusję Barbara Michałowska z Biura Komunikacji największego związku zawodowego w Polsce. Szacuje się, że NSZZ Solidarność zrzesza przynajmniej 400 tysięcy osób. W samym tylko regionie lubelskim ma ok. 20 tys. członków.

Jak ustaliliśmy, kilka dni temu (30 września) Komisja Krajowa podjęła uchwałę nakazującą powtórzenie wyborów władz „S” Regionu Środkowo-Wschodniego, czyli tzw. lubelskiego.

Za Króla Wątorski

27 marca do Lublina zjechało blisko 170 delegatów z całego województwa, a ich głównym zadaniem było wskazanie przewodniczącego na następną kadencję. Zazwyczaj te wybory były odnotowywane przez media, ale bez większego zainteresowania. Tym razem było inaczej.

Marian Król, który przewodniczył lubelskim związkowcom przez 23 lata, tym razem nie kandydował. Wystartował za to bliski współpracownik Króla – Marek Wątorski. Był do tej pory wiceprzewodniczącym lubelskich struktur związkowych i prezesem Fundacji Solidarności Rodzin, która oficjalnie stała za inicjatywą budowy pomnika Lecha Kaczyńskiego na pl. Teatralnym. Ideę ustawienia postumentu zgłosił społeczny komitet budowy złożony z anonimowych „osób cieszących się autorytetem w Lublinie i na Lubelszczyźnie”, w imieniu których  występował marszałek województwa lubelskiego Jarosław Stawiarski (PiS). Gdy już miejscy radni zgodzili się na uczczenie Lecha Kaczyńskiego, inicjatywę przejęła fundacja Wątorskiego, która prowadziła też zbiórkę środków na ten cel. Podobnie kilka lat wcześniej pilotowała budowę masztu z polską flagą na rondzie Dmowskiego.

Wróćmy do wydarzeń z marca, kiedy w należącej do NSZZ „Solidarność” kamienicy przy ul. Królewskiej 3 wybierano nowego przewodniczącego. Marek Wątorski miał tylko jednego kontrkandydata – Sławomira Kamińskiego. To związkowiec z Zakładów Azotowych w Puławach. Dostał 66 głosów, a Wątorskiego poparły 102 osoby.

Wydaję mi się czymś naturalnym, że mogę zostać przewodniczącym w momencie, gdy Marian Król zrezygnuje lub nie będzie kandydował. Traktuję to jako naturalny awans w związku – mówił nam wówczas Marek Wątorski.

Wybory do powtórki. Powodów jest wiele

Zaglądamy na stronę internetową lubelskiej „S”. Zazwyczaj stanowiska są opisane, podane są też imiona i nazwiska zasiadających we władzach. Teraz są tylko funkcje i żadnych nazwisk.

Cezary Czarnocki, rzecznik prasowy lubelskiej „Solidarności”: – Uchwała Komisji Krajowej nie mówi o unieważnieniu wyborów, ale o potrzebie przeprowadzenia ich ponownie.

Nic by się nie wydarzyło, gdyby członkowie związku nie zaczęli słać pism do władz krajowych związku i alarmować, że podczas wyborów doszło do złamania przepisów. W kwietniu Komisja Krajowa „S” zdecydowała, że do Lublina wysyła swoich przedstawicieli, którzy dokładnie sprawdzą całą wyborczą dokumentację.

Członkowie komisji orzekli, że brakuje kart wyborczych w głosowaniu uzupełniającym do Zarządu Regionu. „Karty „znalazły się” 27 maja br. w niewyjaśnionych okolicznościach” – głosi uchwała, której treść poznaliśmy. Następnego dnia komisja wysłuchała nagrania z wyborów i rozmawiała z działaczami. Finalnie uznała, że doszło do błędów.

Po pierwsze. Delegaci na zjazd zostali zaproszeni 20 marca, zaledwie tydzień przed wyborami, a przepisy „S” wskazują, że powinni otrzymać informację na 21 dni przed spotkaniem.

Po drugie. Marian Król pisemną rezygnację z funkcji przewodniczącego złożył na pół godziny przed rozpoczęciem Walnego Zebrania Delegatów. „Wprowadziło to w błąd nawet członków tej władzy wykonawczej, którzy nie rozumieli otrzymanego 19 marca porządku obrad, w którym jednym z punktów był wybór przewodniczącego Zarządu Regionu” – czytamy.

Po trzecie. Już po wydrukowaniu kart do głosowania i zaprezentowaniu kandydatów na członków Zarządu Regionu jeden z nich zrezygnował. A tymczasem działacze na niego głosowali i uzyskał aż tyle głosów, że mógł wejść do władz regionalnych partii.

W każdym złożonym zastrzeżeniu (było ich 10, m.in. związkowców z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego – red.) podkreślana była stronniczość przewodniczącego zebrania, nietrzymanie się przez niego Regulaminu obrad oraz chaos na sali, na którym przewodniczący nie panował. Zwracano uwagę na wykorzystywanie argumentów wobec kontrkandydata, które pozyskane zostały zdaniem wnioskodawców w sposób nieetyczny” – czytamy w spisanych ustaleniach.

„Skandaliczny sposób, w jaki przeprowadzono wybory”

To pismo sprawy nie zakończyło, bo lubelskie władze związku nie zgodziły się z decyzją centrali o „unieważnieniu wyborów„. Tak właśnie sprawę nazwano 12 czerwca gdy zebrał się Zarząd Regionu „S” i Marek Wątorski ogłosił, że lubelski oddział związku pracuje nad odwołaniem się od decyzji Komisji Krajowej. Następnego dnia pismo było już gotowe.

Nie zgadzamy się z treścią tej uchwały i zarzucamy jej podjęcie w sposób niezgodny z prawem i jednostronny na rzecz grupy osób, które złożyły protesty wyborcze z pominięciem wszechstronnego rozważenia materiału dowodowego i kontekstu przeprowadzonych wyborów” – czytamy w wysłanym do związkowej centrali dokumencie. W ośmiu punktach działacze z Lublina wyjaśniają formalne zawiłości i udowadniają, że ich zdaniem wszystko się odbyło zgodnie z przepisami.

Działacze z Lublina argumentują też, że przecież lokalne wybory były nadzorowane przez samą Przewodniczącą Krajowej Komisji Wyborczej NSZZ „Solidarność” Ewę Zydorek.

Przez dłuższy czas nic się w sprawie nie działo. Ale w połowie września do przewodniczącego związku Piotra Dudy napisał jeden z działaczy „Skandaliczny sposób, w jaki przeprowadzono ostatnie wybory, co znalazło potwierdzenie w uchwale Krajowej Komisji Wyborczej, to tylko preludium do tego co działo się później. Cała ta sytuacja jest skwapliwie ukrywana przed członkami związku i przed delegatami – nie ma żadnej informacji ani komunikatu” – to kilka pierwszych zdań z pisma, którego autor punktuje także, że podczas posiedzenia Zarządu Regionu nie było żadnej dyskusji ani debatowania nad złożonym odwołaniem ws. wyborów.

Odwołanie, jakie przekazał kolega Marek Wątorski jest zatem, jak można domniemać, jego prywatnym pismem podpisanym przez osoby żywotnie i chyba nawet merkantylnie zainteresowane obaleniem uchwały Krajowej Komisji Wyborczej” – czytamy,

Finalnie centrala związku uznała, że trzeba w Lublinie zebrać się i głosować jeszcze raz.

Z Markiem Wątorskim ani Sławomirem Kamińskim nie udało nam się wczoraj skontaktować.

Cezary Czarnocki, rzecznik lubelskiej „S” o sprawie mówi tyle, że Marian Król za późno zrezygnował ze stanowiska przewodniczącego. – Ale wówczas obecna na sali przedstawicielka Krajowej Komisji Wyborczej powinna wstać i powiedzieć, że dziś nie wybieramy i spotykamy się za 21 dni.

Na zdjęciu: Wrzesień 2025 Pielgrzymka Ludzi Pracy na Jasną Górę. W środku Marek Wątorski (Fot. solidarnosclublin.pl)

3 odpowiedzi do “Zamieszanie w „Solidarności”. Szefa trzeba wybrać jeszcze raz”

  1. SB pisze:

    Podobno poprzednik kapował SB. Oby znowu mądrze wybrali 😁

  2. witek1 pisze:

    nie ważne ile osób głosuje ale najważniejsze kto Liczy jak wyborach Prezydenckich

  3. związkowiec pisze:

    Wielka szkoda, że tak ważna instytucja jaką jest związek zawodowy, jest tak instrumentalnie wykorzystywana przez niektóre osoby, że zatruwa wizerunek tak bardzo potrzebnych organizacji pracowniczych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Polecamy

Brak polecanych postów.