Wesprzyj Kontakt

6 minut czytania  •  11.04.2026 07:57

Wikana dostała 47 tys. zł kary za uśmiercenie pomnikowego drzewa. „To żenujące”

Wikana dostała 47 tys. zł kary za uśmiercenie pomnikowego drzewa. „To żenujące”

Udostępnij

Najpierw przez ponad rok prosili dewelopera, by ratował umierające drzewo. Teraz od kilku miesięcy apelują, by ogromnego, uschniętego buka usunął. Ale Wikana ludzi nie słucha. Nie podjęła działań ratunkowych, ani nie planuje nowych nasadzeń. Kary nałożonej przez miasto też płacić nie zamierza.

– Walczyłam o to, by dostali karę. Nie o to, by dostali karę kieszonkową – komentuje Monika Filipiuk z Zarządu Wspólnoty Mieszkaniowej. – W obecnej formie trudno traktować ją poważnie.

47 740 zł – dokładnie tyle ma zapłacić spółka Wikana Residence za zniszczenie pomnikowych rozmiarów buka przy Al. Kraśnickiej 2j, 2k. Prezydent miasta Karę finansową nałożył na dewelopera 20 marca.

To żenujące. Powinien dostać nie kilkadziesiąt, a kilkaset tysięcy złotych – mówi jeden z mieszkańców, którzy od 2024 roku robili wszystko, by drzewo uratować. Dziś nadal jest w emocjach, bo choć tę walkę przegrali, to Wikana nie pozwala o sobie zapomnieć.

Drzewo jest martwe od wielu miesięcy, ale deweloper nie poczuwa się do jego wycinki. – Jest naprawdę duży problem, zwłaszcza gdy wieje. Tylko patrzeć, na który blok się przewróci, czy na 2K czy na J – komentuje mężczyzna.

Ten strach jest w pełni uzasadniony, bo Wikana budowała tak, by jej przyszli klienci mieli wrażenie, że mieszkają w lesie. Niekoniecznie tak chciała – taki wygląd osiedla wymusili na deweloperze urzędnicy lubelskiego Ratusza. W pierwotnej koncepcji bloków miało być więcej, a pod piłami miało paść dwieście drzew. Ostatecznie wycięto 39, a deweloper obiecał zadbać o te, które wycinki uniknęły.

Piotr mieszka w jednym z dwóch „ekskluzywnych budynków w komponowanych w zabytkowy starodrzew” zbudowanych wokół rozłożystego buka (obwód pnia 341 cm). Przez pierwsze dwa lata obserwował powolne umieranie drzewa pomnikowych rozmiarów. A przez prawie ostatni rok zastanawia się, na który z apartamentowców ogromne suche drzewo w końcu się wywróci.

Deweloper ze wspólnotą nie rozmawia

Zostan patronem 844 x 275
Zostan patronem 500 x 500 px 1

– Zaproponowaliśmy ugodę: my odstępujemy od wszelkich dalszych roszczeń, a deweloper dokonuje wycinki drzewa i nasadzeń. Niestety, nie spotkaliśmy się z żadną reakcją – mówi Monika Filipiuk. – Prezes Wikany Piotr Kwaśniewski nie wyraził woli spotkania ani porozumienia, tłumacząc to brakiem decyzji administracyjnej ze strony Wydziału Zieleni Miasta Lublin. W sprawie próbowała mediować dyrektor Blanka Rdest, ale ostatecznie przekazała nam, że ze strony dewelopera nie ma woli współpracy. Ale teraz, gdy decyzja zapadła, skierujemy oficjalne zapytanie, w jakim terminie zostanie dokonana wycinka. Jeśli nie dostaniemy żadnej odpowiedzi lub będzie odmowna – rozważymy wejście na drogę postępowania sądowego.

W treści ugody, jaką członkowie wspólnoty zaproponowali deweloperowi, była też mowa o nowych nasadzeniach. – Chcielibyśmy, by było to drzewo co najmniej siedmioletnie lub grupa drzew. Chodzi też o wybranie ziemi, w której są pobudowlane śmieci. Zostało to potwierdzone w odkrywkach zleconych przez Ratusz. W dokumentacji są zdjęcia, a na nich deski, pustaki, beton i żwir wylany z gruszek. Jeżeli w toku postępowania Wydział Zieleni ujawnił obecność zakopanych odpadów budowlanych, powinien przekazać sprawę do Wydziału Ochrony Środowiska lub rozważyć zgłoszenie możliwości popełnienia naruszenia przepisów. Jeśli tego nie przekaże, my to zrobimy – zapowiada przedstawicielka zarządu wspólnoty.

I komentuje: – Deweloper chwali się starodrzewiem, a potem ten starodrzew z premedytacja zabija… Tymczasem wystarczyła szybka i właściwa reakcja – przekopanie terenu i odpowiednie nawodnienie. To koszt rzędu kilku tysięcy złotych, który mógł uratować drzewo. Niestety, zabrakło chęci i realnych działań. Trudno nie odnieść wrażenia, że mamy do czynienia z poważnymi brakami kompetencyjnymi po stronie prezesa Wikany. Zamiast wykazać wolę rozmowy, ograniczył się do komentarzy przekazywanych przez naszego byłego zarządcę, podkreślając, że najważniejsze jest, by w artykułach prasowych nie przekręcano nazwy spółki. Najwyraźniej to uznał za priorytet w całej sprawie. Tym bardziej zastanawiające jest, czy rada nadzorcza podziela taki sposób zarządzania.

Deweloperskie obiecanki-cacanki

Jak już pisaliśmy, walka mieszkańców o ratowanie pomnikowych rozmiarów buka trwała od wiosny 2024 roku. To wtedy zauważyli, że choć po zimie buk budzi się do życia, to drzewo zaczyna chorować. Natychmiast interweniują w swojej administracji (związana z deweloperem spółka Zielone Tarasy), ale miesiącami odbijają się od ściany. Alarmują o sprawie Urząd Miasta i Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków.

– Konieczne jest podjęcie natychmiastowych działań ratowniczych nie ma wątpliwości Dariusz Kopciowski. WKZ zauważa też, że buk spełnia wszelkie przesłanki do zostania pomnikiem przyrody.– Mimo braku prawnego uznania do tej pory za cenne przyrodniczo i kulturowo – drzewo to – z racji swego wieku i walorów przyrodniczych zasługuje na uwagę i szczególną ochronę – pisze do Wydziału Zieleni lubelskiego Ratusza. Ale początkowo dyr. Blanka Rdest na dewelopera nie naciska. Tłumaczy, że nie ma „możliwości prawnych, by wszcząć postępowanie”, bo uszkodzeniu uległy korzenie, a nie korona. Dewelopera wzywa „na dywanik” dopiero wtedy, gdy podczas wizji lokalnej urzędnicy stwierdzają, że drzewo już nie żyje.

We wrześniu 2024 roku drzewo bada doświadczony dendrolog dr hab. Wojciech Durlak. Okazuje się, że gleba pod bukiem jest tak zbita, że ma problem z wbiciem sondy. Gdy kopie w różnych miejscach pod zielonym, równym trawnikiem, znajduje „pozostałości pobudowlane pod postacią kawałków folii, drutu zbrojeniowego, czy też gruzu”. – Nadmierne zagęszczenie gruntu może być skutkiem magazynowania w czasie budowy materiałów budowlanych, jak też przemieszczania się ciężkiego sprzętu – pisze ekspert w w swoim raporcie. To wszystko plus „nadsypanie pnia gruntem do wysokości 15 cm” uniemożliwia korzeniom oddychanie i w efekcie prowadzi do ich zamierania.

Krzyżyka na drzewie dendrolog jeszcze jednak nie stawia. Zaleca zdjęcie trawnika i wymianę podłoża na głębokość 15-20 cm, punktowe rozluźnienie gleby i wykonanie obok pnia dużej misy z drenażem. – Nie mamy gwarancji, że to się uda. Ale trzeba próbować – podsumowuje. – Jeśli wskazane prace nie zostaną wykonane, drzewo w takich warunkach wzrostu będzie miało niewielkie szanse na przeżycie.

Ale na deweloperze nie robi to żadnego wrażenia. Gdy po raz pierwszy piszemy o sprawie pod koniec 2024 roku, Wikana zapowiada, że „w okresie wiosennym przeprowadzi próbę rekultywacji terenu wokół drzewa”. Nigdy jednak tego nie zrobi.

Dziś na nasze pytania Marta Połuch, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu w Wikana SA, odpowiada półsłówkami.

  • Czy spółka odwołała się od tej decyzji? A jeśli tak to jakimi argumentami? Tak.  
  • Czy w miejsce uśmierconego drzewa deweloper planuje posadzić nowe? Nie 
  • Czy w celu ratowania pomnikowych rozmiarów buka Wikana przeprowadziła zalecane przez dendrologa napowietrzanie korzeni? Nie

Wikana Residence (prezesem jest Piotr Kwaśniewski, a członkiem zarządu Paweł Chołota) w sprawozdaniu finansowym za 2024 rok wykazała 47,8 mln zł przychodów i 8,3 mln zł zysku. Właścicielem spółki jest notowana na giełdzie Wikana SA. Buduje osiedla mieszkaniowe w Lublinie, Świdniku, Rzeszowie, Zamościu, Przemyślu, Stalowej Woli. Na swojej stronie chwali się współpracą „z renomowanymi biurami architektonicznymi”. – Na etapie końcowym przekazuje gotowe lokale klientom i odpowiednio zarządza nieruchomościami – zapewnia.