Wesprzyj Kontakt

4 minuty czytania  •  05.06.2023

Wiceprzewodniczący Rady Miasta jest kłamcą lustracyjnym. Pomagał SB za wazon i zapalniczkę

Udostępnij

Stanisław Kieroński, wiceprzewodniczący Rady Miasta Lublin z klubu prezydenta Krzysztofa Żuka (PO), złożył nieprawdziwe oświadczenie lustracyjne – orzekł dziś Sąd Okręgowy w Lublinie. Za wazon, ozdobną zapalniczkę, czy anulowanie mandatu za złe parkowanie pomagał bezpiece w zakładaniu podsłuchów w zakonie jezuitów.

Decyzją Sądu Okręgowego w Lublinie Kieroński na cztery lata został pozbawiony prawa wybieralności do sejmu, senatu i parlamentu europejskiego oraz w wyborach powszechnych do samorządu terytorialnego, a także zakaz pełnienia funkcji publicznych wymienionych w tzw. ustawie lustracyjnej.

Zmienił swój stosunek do ustroju socjalistycznego

Nieprawdziwe, jak się teraz okazało, oświadczenie lustracyjne Kieroński złożył jeszcze w 2010 roku, kiedy stratował do sejmiku województwa lubelskiego. To, że zostało zbadane dopiero teraz, wynika z tego, że prokuratorzy z oddziałowego pionu śledczego IPN w Lublinie co roku dostają do weryfikacji listę losowo przydzielanych kilkudziesięciu osób. W 2020 roku pojawiło się na niej nazwisko wiceprzewodniczącego.

Po przeprowadzeniu kwerendy okazało się, że w IPN są spore akta dotyczące działalności Kierońskiego jako kontaktu operacyjnego Służby Bezpieczeństwa PRL.  Są w niej szczegóły opisujące rolę i działania podejmowane przez niego od października 1980 roku do sierpnia 1983 roku, a więc w okresie tworzenia się „Solidarności”, a potem stanu wojennego.

Kieroński w swoim oświadczeniu lustracyjnym stwierdził jednak, że nigdy nie współpracował z organami bezpieczeństwa państwa, nie pełnił służby, ani nie był współpracownikiem tych organów. Zostało to zakwestionowane przez śledczych z IPN i tak sprawa trafiła do Sądu Okręgowego, który badał zgodność jego oświadczenia z faktami ustalonymi przez Instytut.

Na podstawie archiwaliów udało się odtworzyć przebieg współpracy obecnego wiceprzewodniczącego Rady Miasta z ówczesną bezpieką. W 1977 w budynku obok szkoły Vetterów przy Bernardyńskiej miał powstać Szkolny Domu Kultury . Zaczął się generalny remont. Obiekt miał wyjątkowe znaczenie dla SB, bo przylegał tylną częścią do klasztoru jezuitów. Funkcjonariusze rozpracowywali zaś duchownych, w tym przede wszystkim znanego opozycjonistę z czasów PRL ojca Bronisława Srokę.

By zebrać odpowiednie materiały, wydział „T” (technika operacyjna) bezpieki zlecił zainstalowanie podsłuchu w klasztorze przy ul. Królewskiej. Akcja była prowadzona pod kryptonim „Arka”. Instalacja aparatury podsłuchowej obejmowała m.in. położenie kabla po zewnętrznym murze budynku Szkolnego Domu Kultury oraz montaż wzmacniacza w szafie.

W 1980 roku okazało się, że kierownikiem nowo powstającego domu będzie Kieroński. 23 kwietnia wydział T zarejestrował go jako kandydata na kontakt operacyjny, a prowadzić go miał funkcjonariusz Jan Borowik. Ustalił on, że Kieroński brał aktywny udział w wydarzeniach marcowych w 1968 roku w Lublinie, ale po studiach zmienił swój stosunek do ustroju socjalistycznego i zapisał się do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (PZPR).

20 spotkań z esbekiem

SB zdecydowała się na pozyskanie Kierońskiego jako kontakt operacyjny. Prowadzić go miał sierżant Zdzisław Ungert. 20 października 1980 roku spotkał się w gabinecie Kierońskiego przy obecnej Bernardyńskiej, uzyskując jego zgodę na pomoc. Wtedy odręcznie napisał i podpisał oświadczenie o zachowaniu w tajemnicy treści ich rozmów. Dzień później został zarejestrowany jako kontakt operacyjny o kryptonimie KS i numerze ewidencyjnym 26060.

SB zależało na ukryciu przebiegu kabla i zapewnieniu sprawnego działania aparatury podsłuchowej, w tym przede wszystkim wzmacniacza. Dodatkowo stałego nadzoru wymagały sprawy techniczne. I właśnie na tym, by tajniacy mieli nieograniczony dostęp do aparatury miał czuwać Kieroński. Z archiwalnych dokumentów wynika, że informował swojego prowadzącego oficera m.in. o planowanym remoncie zewnętrznej elewacji oraz o tym, że strych, gdzie była skrzynka ze wzmacniaczem, pozostanie nieużywany. Mówił mu o nowo zatrudnionych osobach czy o programie zajęć w domu kultury.

Wprowadzał – co wydaje się szczególnie istotne – grupy instalacyjne techników grupy „T”, zapewniając im, jak to się mówi w żargonie służb, tak zwaną legendę – to znaczy utrzymując, że są np. hydraulikami – mówił przewodniczący składu sędzia SO Jarosław Kowalski.

Współpraca dyrektora domu kultury z SB trwała do 31 sierpnia 1983 roku. We wrześniu Kieroński został zatrudniony w Komitecie Wojewódzkim PZPR i dla bezpieki przestał być już użyteczny.

Kieroński dostaje prezenty

Jak wynika ze zgromadzonych materiałów, Kieroński za swoja pomoc otrzymywał gratyfikację, która – jak dodał sędzia Kowalski „dzisiaj może się wydawać kuriozalna, ale trzeba zważyć. że takie były czasy pierwszej połowy lat 80”. Dyrektor domu kultury miał więc dostać od SB dwa kryształowe wazony, pokojową antenę telewizyjną, zapalniczkę gazową, ozdobną kasetę i linoryt. Z funduszu SB opłacono mu także mandat za złe parkowanie, o co Kieroński zwrócił się już na zakończenie współpracy.

Jak podkreślił przewodniczący składu sędziowskiego, lustrowany przyznał, że z racji wykonywanej funkcji dyrektora DK zdarzało mu się – co uważał wówczas za naturalne – spotkania z oficerami SB, ale te spotkania nie miały charakteru współpracy i nie przekazywał podczas nich żadnej informacji ani pomocy tejże formacji. Przewodniczący składu zaznaczył jednak, że nie zasługiwało to na wiarę, stąd decyzja sądu o tym, że oświadczenie lustracyjne Kierońskiego jest nieprawdziwe.

– Jest to sytuacja zero-jedynkowa, albo jest zgodne z prawdą, albo niezgodne z prawdą i nie ma znaczenia zakres udzielanej pomocy, zasięg tych kontaktów, czy to na ile udzielane informacje były szkodliwe dla innych osób. Istotne jest, że osoba lustrowana zataiła fakt współpracy z organami bezpieczeństwa państwa – wyjaśnił sędzia Kowalski, przyznając jednocześnie, że choć „kontakt operacyjny” miał mniej formalne powiązania z SB niż „tajny współpracownik”, ale również to stanowiło formę współpracy z tą służbą.

Będzie odwołanie

Ze Stanisławem Kierońskim udało nam się chwilę porozmawiać tuż przed komisją kultury Rady Miasta. Najpierw chciał nas odesłać do swojego pełnomocnika, ale potem stwierdził: – Będę dochodził swoich racji, nie czuję się winny.

Wiceprzewodniczący zaznaczył jednocześnie, że nie widzi powodów, by zawiesić swoje członkostwo w klubie prezydenta Krzysztofa Żuka.

Wyrok jest nieprawomocny. Kieroński może się odwołać do Sądu Apelacyjnego.

4 odpowiedzi na “Wiceprzewodniczący Rady Miasta jest kłamcą lustracyjnym. Pomagał SB za wazon i zapalniczkę”

  1. kronikidewelorozwoju pisze:

    A czy bezkarny K0nfabulator z Jakubowic za swoją współpracę z dewelo-okupantem też dostał wazon?

  2. Cyryl pisze:

    Ciekawi mnie ile lat ma sędzia Jarosław Kowalski z SO i na ile zna z autopsji realia PRL? Otóż, szanowny panie sędzio, w tamtych czasach ŻADEN kierownik ŻADNEJ instytucji czy przedsiębiorstwa NIE MÓGŁ odmówić przyjęcia pracownika SB i udzielenia mu odpowiedzi na pytania dotyczące kierowanej przez niego jednostki. Nie oznaczało to bynajmniej aktywnej i dobrowolnej WSPÓŁPRACY ze Służbą Bezpieczeństwa PRL, istotne jest bowiem to, co niefrasobliwie uznał Pan za NIEISTOTNE, czyli treść i zakres obowiązkowych rozmów z przedstawicielem „bezpieki” oraz intencje danego kierownika zarządzanej placówki.

  3. Don pisze:

    Tu nie chodzi o to czy mógł czy nie mógł, ale o to co napisał w oświadczeniu lustracyjnym. Mógł się przyznać i tyle. Andrzej Olechowski przyznał się do współpracy z wywiadem PRL i ma spokój. Nikt mu za to głowy nie urwał.

  4. Marek pisze:

    Bzdury piszą poprzednicy. Kieroński wykorzystuje fakt, że Z. Ungert nie będzie zeznawał w sprawie bo nie żyje. Kieroński niech nie robi z siebie idioty, współpracował z SB bo podpisał zobowiązanie a to była podstawa do zarejestrowania jako kontakt operacyjny. „Współpraca” to nie tylko przekazywanie informacji ale także aktywna pomoc w realizacji zadań i działań operacyjnych Służby Bezpieczeństwa. Materiały IPN a właściwie SB są na tyle mocne, że każdy kto je przeczyta nie miałby wątpliwości.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Powiązane artykuły

4 minuty czytania

21.06.2024

Kto do kogo czuje niechęć czyli MPK nie wytłumaczy się z zaangażowania w partyjną imprezę

Mimo wyroków sądowych dwóch instancji MPK nadal nie ujawnia Fundacji…

6 minuty czytania

03.06.2024

Kandydat do tytułu ESK odwołuje duże muzyczne festiwale. „Problemy finansowe”

W obszarze kultury Lublin wyraźnie patrzy w jednym kierunku –…

5 minuty czytania

29.05.2024

Dalsze meblowanie Ratusza. Urzędniczka pełnomocniczką, stanowisko stracił wiceprezes TBS

Agnieszka Wójcik nie zdobyła mandatu radnej, ale właśnie została pełnomocnikiem…

3 minuty czytania

27.05.2024

Duże zmiany w Ratuszu. Prezydent wymienia swojego zastępcę i mebluje miejską spółkę

Tomasz Fulara, prezes MPK Lublin, zastąpi na stanowisku wiceprezydenta Artura…

7 minuty czytania

25.05.2024

Oskarżana o mobbing była dyrektorka SP nr 52 dostała pracę w innej szkole. Uczy przyrody

Małgorzata Stacharska odeszła na emeryturę w atmosferze skandalu – nauczyciel…

5 minuty czytania

23.05.2024

Spór zbiorowy w MOPR. Ministerstwo traci cierpliwość

W trudnych i kontrowersyjnych tematach prezydent Krzysztof Żuk głosu nie…

4 minuty czytania

19.05.2024

Wojewoda sprawdza budowę na zboczu wąwozu. Miasto pozwoliło tam na piętrowy garaż

Wojewoda z urzędu prowadzi postępowanie, które może zakończyć się unieważnieniem…

5 minuty czytania

29.04.2024

Przebudowa ul. Samsonowicza – miasto obiecuje ocalić „70 proc. drzew” z 236 wytypowanych do wycinki

Głos mieszkańców osiedla oburzonych planowaną skalą wycinek dotarł do urzędników…