15 minut czytania • 15.05.2026 18:06
W lubelskiej kulturze sezon konkursowy. W tle kontrole, konflikty, rozczarowania
Udostępnij
Z dwóch kandydatów do fotela dyrektora Teatru Osterwy komisji konkursowej nie spodobał się żaden. Poszukiwany jest też nowy szef w Muzeum Nadwiślańskim i kilku instytucji kultury podlegających prezydentowi Lublina: Ośrodka Rozdroża i Centrum Kultury. Obecny dyrektor tej ostatniej zostać na stanowisku nie planuje. – Bliżej mi do spotykania się w pracowniach artystów niż gabinetach urzędów – mówi nam.
zostań patronem: patronite.pl/jawnylublin
szybki przelew: jawnylublin.pl/wplacam
Nie ma szczęścia marszałek Jarosław Stawiarski (PiS) do konkursów na dyrektorskie posady w podległych mu instytucjach kultury. Rzadko je przeprowadza (woli powoływać daną osobę w procedurze bezkonkursowej), a jak już robi to nie odbywa się to bez problemów.
Prezydent Lublina Krzysztof Żuk (KO) przez ostatnich kilka lat też takich konkursów nie organizował. Co prawda nie musiał (taki wymóg jest jedynie przy Teatrze im. Andersena), ale dziś miasto przyznaje, że jest to „standardem zarządzania publiczną instytucją”.
Teatr Osterwy: kandydatów było dwóch, będzie nowy konkurs
W kwietniu 2025 r. zarząd województwa odwołał ze stanowiska Redbada Klynstrę, który dyrektorski gabinet w zabytkowym budynku przy ul. Narutowicza zajmował przez pięć lat. W 2020 r. został nawet organizowany konkurs, ale ostatecznie marszałek go unieważnił i powołał Klynstę. – najpierw jako p.o. a po roku na pełnoprawnego dyrektora. Teraz sytuacja może się powtórzyć. Gdy marszałek pozbywa się z teatru Klynstry to na kilka miesięcy (do końca sierpnia 2025 r.) powołuje na p.o. dyr. Krzysztofa Adamczuka (prywatnie brat Piotra Adamczuka, dyrektora TVP3 Lublin ). Marszałek widziałby Adamczuka w Osterwie na dłużej, ale nie zgodziła się na to minister kultury Marta Cienkowska. Cienkowska upiera się przy konkursie, ale pozwala, by Adamczuk był p.o. jeszcze na sezon 2025/2026.
Konkurs marszałek ogłasza pod koniec lutego br.. Wymagania nie są wyśrubowane. Pojawiają się głosy, że konkurs może być szykowany pod Adamczuka. Ale on ostatecznie swojej kandydatury nie zgłasza. – Marszałek spodziewał się, że Adamczuk w konkursie wystartuje, ale cała ta wizerunkowa wtopa z remontem spowodowała, że między panami pojawiła się rysa i Adamczuk się wycofał – mówi nam jeden z wysoko postawionych urzędników w UMWL.
Dyr. Adamczuk swojej relacji z marszałkiem Stawiarskim komentować nie chce. – Nie złożyłem w pierwszej odsłonie konkursu swojej kandydatury na kolejną kadencję, ponieważ uznałem, że mimo mocno zmieniających się warunków zewnętrznych funkcjonowania instytucji, na tym etapie osiągnąłem ważne, zamierzone cele – tłumaczy. Wylicza dużą liczbę premier, granych spektakli i „pozytywnych opinii widzów”. – Dodam, że od momentu objęcia przeze mnie stanowiska dyrektora, czyli od kwietnia 2025 roku, frekwencja wśród publiczności wzrosła o ok. 33 proc. – podkreśla.
Z protokołu końcowego komisji konkursowej wiemy, że stanowiskiem zainteresowane były tylko dwie osoby. To Artur Urbański – reżyser i aktor, absolwent łódzkiej filmówki, związany z teatrem i kinem autorskim oraz Ryszard Adamski – inspicjent, przez lata kierownik artystyczny Teatru Akademickiego Uniwersytetu Warszawskiego, w branży znany jako „etatowy konkursowicz” (bez powodzenia walczył o fotel dyrektora Teatru Polskiego w Bydgoszczy, warszawskiego Teatru Dramatycznego i Teatru Osterwy – w 2020 r.).
Komisja konkursowa pod przewodnictwem Agnieszki Wolińskiej, dyrektorki Departamentu Kultury, Edukacji i Dziedzictwa Narodowego UMWL, na pierwszym posiedzeniu odrzuciła ofertę Urbańskiego („ze względów formalnych”). Na drugim zadała Adamskiemu kilka pytań:
- Proszę przedstawić główne kierunki funkcjonowania i rozwoju Teatru, w oparciu o analizę obecnego stanu faktycznego instytucji (mocne i słabe strony), z uwzględnieniem specyfiki środowiska.
- Które z dotychczasowych realizowanych przez pana projektów stanowią adekwatne przygotowanie do kierowania instytucją tej skali ze wskazaniem wymiernych rezultatów lub decyzji?
- Jakie zna pan możliwości i kierunki pozyskiwania źródeł finansowania instytucji kultury ze szczególnym uwzględnieniem środków spoza budżetu organizatora?.
Ryszard Adamski odpowiedzi udzielił, ale nie przekonał nikogo z ośmioosobowej komisji. W efekcie konkurs pozostał nierozstrzygnięty, a czasu na zorganizowanie nowego pozostało mało – kadencja Adamskiego kończy się z końcem wakacji.
5 maja zarząd województwa podejmuje więc uchwałę o zamiarze ogłoszenia kolejnego konkursu. Procedura ma się rozpocząć jeszcze w maju a zakończyć w sierpniu. Czy drugie podejście wyłoni dyrektora? Aktor Teatru Osterwy, z którym rozmawiamy twierdzi, że nie ma na to szans. – Moim zdaniem nikt się nie zgłosi, bo kto chciałby brać odpowiedzialność za budynek w tak fatalnym stanie? Przecież to pole minowe.
Więcej optymizmu ma Michał Czyż, przewodniczący Związku Zawodowego Aktorów Polskich w teatrze. – Myślę, że urzędowi marszałkowskiemu zależy na tym, by tym razem udało się wyłonić dyrektora, bo kolejne powoływanie pełniącego obowiązki jest rozwiązaniem tymczasowym. My też chcemy mieć dyrektora na dłużej. Odpowiednią osobę, która zapewni stabilność miejsc pracy i doprowadzi wreszcie do remontu.
Bo dzisiaj rozmowa o konkursie w Osterwie jest też rozmową o generalnym remoncie zabytkowego budynku. Gmach teatru pilnie go potrzebuje. W Kurierze Lubelskim niedawno mogliśmy przeczytać jak jest źle.
- dach wykonany niezgodnie ze sztuką budowlaną, co może grozić dalszymi uszkodzeniami konstrukcji i przeciekami,
- bardzo wysoki stopień zużycia budynku, oceniany już kilka lat temu na ok, 75 proc.,
- zużyte fundamenty i ograniczona trwałość konstrukcji nośnej obiektu,
- odpadający tynk z elewacji, który może stanowić bezpośrednie zagrożenie dla przechodniów,
- problemy z wilgocią i „pływaniem” budynku, sugerujące kłopoty konstrukcyjne i hydroizolacyjne.
Z planów przebudowy siedziby teatru nic nie wyszło, bo dyr. Adamczuk (za zgodą marszałka) w lutym br. z prac zrezygnował. Winą za to obarczono projektanta – firmę AMC Andrzej M. Chołdzyński. Miało chodzić o „błędy i braki w dokumentacji projektowej”, które uniemożliwiły starania o dotację w wysokości 181 mln zł. W rozmowie z nami arch. Andrzej M. Chołdzyński bronił się i zapewniał, że „to bezpodstawne twierdzenia”.
Teatr Osterwy musi się więc ratować zabezpieczeniami doraźnymi. Gzymsy na całej długości budynku (od ul. Kapucyńskiej, przez Narutowicza po Peowiaków) „zdobi” zielona siatka – To siatka zabezpieczająca odpadający tynk. Zgodę na jej zamontowanie wydaliśmy w grudniu 2023 r., a została zamontowana po to, by to co odpadnie z budynku nie spadło komuś na głowę – mówi nam Dariusz Kopciowski, Wojewódzki Konserwator Zabytków w Lublinie.

Jeśli za drugim razem konkurs nie wyłoni szefa Teatru to marszałek będzie mógł powołać swojego człowieka jako p.o. Czy w drugim podejściu aktualny rezydent w dyrektorskim gabinecie wystartuje? – Na obecnym etapie nie podjąłem jeszcze ostatecznej decyzji. Obecnie analizuję możliwości dalszych realizacji działań oraz celów, z uwzględnieniem aktualnych uwarunkowań funkcjonowania instytucji – mówi nam Krzysztof Adamczuk.
Muzeum Nadwiślańskie: konkurs i kontrola
Życie wokół konkursu na dyrektora toczy się też w Muzeum Nadwiślańskim w Kazimierzu Dolnym. Jesienią z tego stanowiska zrezygnował – po zaledwie kilku tygodniach – Tomasz Mleczek i zastąpił go – jako p.o. – Sławomir Bąk. Wcześniej Bąk był kierownikiem ds. gospodarczych Muzeum Zamek w Janowcu i długo łączył obie te funkcje. Swoje rządy w Kazimierzu zaczął od prawdziwego trzęsienia ziemi. Zmienił regulamin organizacyjny zakładu pracy, co w praktyce oznaczało zwolnienia.
– Oprócz likwidacji działu Biblioteka i Archiwum Historyczne zostało też zlikwidowane 21 stanowisk figurujących w poprzednim regulaminie organizacyjnym. W tym wszystkie stanowiska kierowników oddziałów i kierowników działów w liczbie siedmiu – alarmował Marcin Wawerski przewodniczący Międzyzakładowej Komisji NSZZ Solidarność podczas styczniowego posiedzenia Komisji Edukacji, Kultury, Kultury Fizycznej i Turystyki Rady Miejskiej w Kazimierzu Dolnym. Wawerski podkreślał, że w MNKD trwa właśnie wręczanie pracownikom porozumień zmieniających warunki pracy i płacy bądź wypowiedzeń.
W lutym do muzeum w Kazimierzu Dolnym przyjechał zaalarmowany sytuacją wiceminister kultury Maciej Wróbel, ale dyr. Bąk się z nim nie spotkał. Minister zapowiedział wówczas w instytucji kontrolę, a marszałek konkurs na dyrektora. Pracownicy muzeum mówili nam wówczas, że wiele będzie zależało od postawionych wymagań. – Być może będą takie, aby Bąk je spełniał i wówczas, ze wstawiennictwem dyrektor Brzezickiej (dyrektorka Muzeum Zamek w Janowcu – red). może taki konkurs wygrać.
Wymagania okazały się być wyjątkowo niewymagające. I jeśli w konkursie na dyrektora Teatru Osterwy z oczekiwań w stosunku do kandydatów próżno szukać kompetencji artystycznych, to w Kazimierzu nie ma nic o doświadczeniu czy wykształceniu w branży muzealniczej (takich wymagań nie było już w konkursach ogłaszanych w marcu i maju 2025 r.).
Żeby zostać dyrektorem MNKD wystarczy roczny staż pracy na stanowisku kierowniczym w instytucjach kultury lub urzędach administracji rządowej lub samorządowej, albo co najmniej pięcioletni staż pracy w instytucjach kultury. Dokumenty można składać do 1 czerwca. Dla porównania w konkursie z 2022 r., który wygrała Izabela Andryszczyk, wymagania były dużo wyższe. Wymagano m.in. trzech lat doświadczenia kierowniczego, wyższego wykształcenia kierunkowego oraz dodatkowych studiów lub szkoleń związanych z kulturą, zarządzaniem czy muzealnictwem. – Tak niskich kryteriów stojących przed kandydatami na dyrektora muzeum nie było jeszcze nigdy – komentuje Marcin Wawerski z zakładowej Solidarności.
Konkurs w Muzeum Nadwiślańskim zbiegł się w czasie z zapowiadaną kontrolą resortu kultury. – Kontrola rozpoczęła się 11 maja. Przewidywany termin jej zakończenia to 29 maja br. – informuje Piotr Jędrzejowski, rzecznik prasowy MKiDN. Jak dodaje, „obejmuje ocenę zgodności wypełniania przez Muzeum zadań przewidzianych w ustawie o muzeach oraz statucie instytucji. Dotyczy również prawidłowości wykorzystania i rozliczania środków z dotacji, pochodzących z budżetu Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w latach 2020-2025”.
Dyrektor Bąk zapewnia, że wyników się nie boi. – Kontrola zawsze stanowi pozytywne narzędzie zmierzające do weryfikacji prawidłowego zarządzania. Jej ustalenia wskazują na ewentualne nieprawidłowości, przyczyny ich powstania oraz zalecenia lub wnioski dotyczące usprawnienia funkcjonowania jednostki – stwierdza.
Marcin Wawerski mówi nam, że obecnie „dyrekcja trochę przyhamowała swoje zapędy i ograniczyła presję wywieraną przez pracowników”. – Jednak na naszą prośbę, by przywrócić poprzedni regulaminu organizacyjny, nie uzyskaliśmy odpowiedzi. Padła tylko sugestia, że rozmowy będą kontynuowane, jak konkurs wygra obecny dyrektor – dodaje przewodniczący Solidarności.
– Nie podjąłem jeszcze decyzji, co do udziału w konkursie – to z kolei Sławomir Bąk. Gdyby się jednak zdecydował, to czy nadal może liczyć na wstawiennictwo dyrektorki Zamku w Janowcu? – Stosunki między nimi znacząco się ochłodziły, jedno miało już dość drugiego. Dlatego Bąk zrezygnował z pracy w Janowcu – mówi nasz informator z MNKD. Dyr. Bąk potwierdza: – Umowa została rozwiązana za porozumieniem stron, wygasa 31 maja, a do tego czasu jestem w Janowcu na urlopie bezpłatnym.
Zaprzecza jednak, by rozstanie z Zamkiem miało burzliwy przebieg: – Absolutnie nie rozstaliśmy się w jakiejś kłótni. Łączenie przeze mnie dwóch funkcji było po prostu problematyczne. Wspólnie z dyrektor Brzezicką doszliśmy do wniosku, że nie da się tego pogodzić.
Centrum Kultury: Koziński już nie chce być dyrektorem
Konkursy na dyrektorskie posady ogłoszono także w kilku instytucjach kultury podlegających prezydentowi Lublina. – Decyzja o przeprowadzeniu procedur konkursowych jest efektem wsłuchiwania się w głosy środowiska kultury oraz realizacji zaleceń i rekomendacji MKiDN, standardem zarządzania publiczną instytucją – tłumaczy Beata Pietryczuk z biura prasowego lubelskiego Ratusza. I przypomina, że w ten sposób niedawno wyłoniono nową dyrektorkę Galerii Labirynt.
Ale przez kilka ostatnich lat takich standardów w lubelskiej kulturze nie było. Pięć lat temu odchodzącego na emeryturę Aleksandra Szpechta w dyrektorskim gabinecie zastąpił jego ówczesny zastępca Rafał Koziński. W 2020 r. na dyretora Ośrodka Międzykulturowych Inicjatyw Twórczych Rozdroża w miejsce odwołanego ze stanowiska Mirosława Haponiuka prezydent powołał Piotra Franaszka. W tym samym roku na kolejną kadencję został powołany dyrektor Teatru Andersena Krzysztof Rzączyński (w tym przypadku prezydent Krzysztof Żuk konkurs ogłosił, ale ze względu na pandemię Covid-19 go odwołał). Procedura konkursowa całkowicie nieznana jest też w Warsztatach Kultury. Instytucją od momentu jej powołania w 2009 roku, kieruje Grzegorz Rzepecki. W 2020 roku prezydent przedłużył mu kadencję na kolejne siedem lat. Z kolei po rezygnacji Karoliny Rozwód stanowisko dyrektorki Teatru Starego na początku 2024 r. to stanowisko – bez konkursu – objął Michał Karapuda, wcześniej dyrektor Wydziału Kultury Urzędu Miasta. On również dostał powołanie aż na siedem lat – teatrem na Starym Mieście będzie kierował do stycznia 2031 roku.
Wiatr zmian pojawił się całkiem niedawno. Na początku 2025 r. powołano do życia nową instytucję – Europejską Stolicę Kultury Lublin 2029. Zgodnie z zapisami aplikacji konkursowej Lublina o ten tytuł dyrektor musiał zostać wybrany w konkursie. I tak się stało – kandydat zgłosił się tylko jeden i on został szefem najmłodszej lubelskiej Instytucji kultury. To dyplomata i były dyrektor Instytutu Mickiewicza Paweł Potoroczyn. Do konkursów (czy też ich braku) w ESK 2029 wrócimy dalej.
Obecnie trwa konkurs na dyrektora Centrum Kultury. Rafałowi Kozińskiemu właśnie kończy się kadencja, ale w rozmowie z nami przyznaje, że nie zamierza startować.
– Ponad dwa miesiące temu poinformowałem pana prezydenta, że nie planuję kontynuować pracy na stanowisku dyrektora generalnego CK – mówi Koziński. – Nadal chcę pracować dla kultury Lublina, ale dziś bliżej mi do działań programowych, aktywności kulturowych i rozwoju nowych idei. Czuję, że tutaj moje kompetencje i energia przynoszą największą wartość niż w funkcjach administracyjnych. Dziś bliżej mi do spotykania się w pracowniach artystów niż gabinetach urzędów.
Tajemnica poliszynela są tarcia na linii Koziński – Potoroczyn. Rafał Koziński koordynował starania się Lublina o tytuł ESK 2016 (gdy przegraliśmy z Wrocławiem) i 2029 (gdy pokonaliśmy wszystkie walczące o ten tytuł polskie miasta). Obecnie razem z Katarzyną Dumą, byłą rzeczniczką prezydenta, pełni funkcję pełnomocnika Prezydenta Miasta Lublin ds. programowych ESK 2029.
– Zaczęło dochodzić do sytuacji, że Koziński organizował spotkania dyrektorów miejskich instytucji kultury ws. ESK, ale nie zapraszał na nie Potoroczyna. Nie brakowało głosów, że Koza przegina – słyszymy od osoby zaangażowanej w ESK. Chodzi o maile wysyłane w październiku ub.r. Koziński planuje spotkanie, na którym mają zostać omówione finanse ESK i wysyła wiadomość do dyrektorów miejskich instytucji kultury, pomijając jednak Pawła Potoroczyna. W odpowiedzi jeden z dyrektorów zarzuca Kozińskiemu tworzenie „równoległej rzeczywistości” i stwierdza, że jego „prywatne ambicje nikogo już nie interesują”.
Pytamy dyr. Kozińskiego o tę korespondencję. – Nie zamierzam komentować wewnętrznej korespondencji dyrektorów ani emocji towarzyszących dyskusjom z jesieni ubiegłego roku. Tego typu komunikacja powinna pozostawać w wewnętrznym obiegu i być omawiana wyłącznie z udziałem wszystkich zainteresowanych stron – odpowiada. I zapewnia, że z dyrektorem Pawłem Potoroczynem pozostaje w regularnym kontakcie i spotyka się średnio raz w tygodniu „w sprawach związanych z bieżącymi działaniami Europejskiej Stolicy Kultury oraz innymi strategicznymi projektami dla kultury Lublina”.
Kto może zastąpić Kozińskiego na stanowisku szefa Centrum Kultury? – Rozważam udział w konkursie na dyrektora CK, jednak na dziś nie podjęłam ostatecznej decyzji – mówi nam Gabriela Żuk-Menet, zastępczyni dyr. ds. organizacyjnych CK. Plotek o tym, że mieliby się z Kozińskim wymienić stołkami komentować nie chce. – Liczę na to, że Rafał Koziński będzie kontynuował realizację procesów wynikających z wygranej aplikacji ESK 2029 i angażował się w dalszy rozwój kultury Lublina.

Czas na złożenie oferty konkursowej w CK mija 25 maja. Wymagania to m.in.:
- pięcioletni staż pracy w instytucjach kultury, organizacjach pozarządowych lub firmach działających w obszarze kultury,
- wyższe wyształcenie
- minimum trzyletnie doświadczenie na stanowisku kierowniczym,
- znajomość języka angielskiego umożliwiająca prowadzenie kontaktów służbowych związanych z działalnością instytucji.
Ośrodek Rozdroża: dyrektor między Lublinem a Nowym Jorkiem
Dyrektora wyłonionego w konkursie będzie miał również Ośrodek Międzykulturowych Inicjatyw Twórczych Rozdroża, mieszczący się w tym samym budynku co Centrum Kultury (ul. Peowiaków 12). Zatrudnia tylko 10 osób, podczas gdy CK około 100.
Jak wspomnieliśmy, dyrektorem Rozdroży od czerwca 2020 r. jest Piotr Franaszek. Był pierwszym dyrektorem Centrum Spotkania Kultur – wybranym w konkursie w 2014 r. czyli za czasów, gdy województwem rządziła koalicja PO-PSL. Ale kiedy stery przejął PiS, Franaszek musiał z CSK odejść. Ale CSK nie chciało odczepić się od niego. Nowy dyrektor instytucji Marek Krakowski zarządził audyt i na konferencji prasowej swojemu poprzednikowi zarzucił m.in. zabranie lodówki i fotela kinowego oraz zapłatę za naprawę prywatnego samochodu pieniędzmi z kasy CSK. Sprawa kilka lat ciągnęła się w sądzie i ostatecznie w październiku 2024 r. sąd warunkowo umorzył postępowanie karne wobec Franaszka.
Wróćmy jednak do konkursu. Wymagania stawiane kandydatom są dokładnie takie same, jak w Centrum Kultury. Tu również czas na składanie ofert mija 25 maja. – Tak, wezmę udział w tym konkursie – deklaruje Franaszek.
Do niedawna jego nazwisko można było znaleźć na stronie Instytutu Pileckiego wśród ścisłego kierownictwa placówki – był pełnomocnikiem dyrektora ds. podmiotów zależnych. Od kilku dni jest w Dziale Współpracy Międzynarodowej. Instytut Pileckiego to podlegająca MKiDN instytucja badawczo-kulturalna zajmująca się głównie historią XX wieku. Prowadzi badania naukowe, archiwa i projekty edukacyjne, organizuje wystawy, debaty. Instytut ma swoje ośrodki w Berlinie, Rapperswilu (Szwajcaria) i Nowym Jorku.
Franaszek współpracę z Instytutem Pileckiego rozpoczął w lutym 2025 roku. – Na początku pracowałem na umowie-zleceniu, a później, gdy zostałem pełnomocnikiem dyrektora, na podstawie umowy o pracę. Umowa została rozwiązana z końcem kwietnia, ale jeszcze przez trzy miesiące, do końca lipca, pozostanę w Dziale Współpracy Międzynarodowej – wyjaśnia.
Czy sprawowanie eksponowanych funkcji w instytucji miejskiej i ministerialnej jest do pogodzenia? Piotr Franaszek zapewnia, że tak. – Posiadam wszelkie zgody na to, że mogłem pełnić te funkcje jednocześnie, W IP pracowałem zazwyczaj w formie zdalnej i miałem zadaniowy czas pracy, a jeśli byłem w delegacji to w Ośrodku Rozdroża miałem bezpłatny urlop – mówi.


Kogo szuka Europejska Stolica Kultury 2029?
Europejska Stolica Kultury 2029 szuka z kolei dyrektora artystycznego. Ogłoszenie kilka dni temu pojawiło się w BIP tej instytucji. Tu też można mówić o nowej jakości. Jesienią opisywaliśmy „konkurs, którego nikt nie zauważył”. Chodziło o wybór dyrektora programowego ESK 2029. Stanowisko miał objąć australijski kompozytor Jonathan Mills, a dyr. Potoroczyn przekonywał, że rekrutacja odbyła się w formule „international search” prowadzonej przez „profesjonalnego headhuntera”. Tymczasem w aplikacji konkursowej na str. 83 jest wprost zapisane, że „Dyrektor/ka Zarządzający/a i Dyrektor/ka Artystyczny/a zostaną wybrani w otwartym konkursie”. Dziś Millsa próżno szukać w strukturze instytucji, za to jego nazwisko znaleźliśmy w rejestrze umów ESK 2029 (20 tys. euro za usługi doradcze i konsultacje).
Pytany o zapisy w najnowszym ogłoszeniu dyr. Paweł Potoroczyn zapewnia, że wszystko odbywa się zgodnie z „obowiązującymi procedurami rekrutacyjnymi stosowanymi przez instytucję”. – Kandydatury będą oceniane przez pięcioosobową, niezależną komisję rekrutacyjną – tłumaczy. – Informacja o jej składzie zostanie opublikowana po zakończeniu procedury, analogicznie jak miało to miejsce w przypadku wybory dyrektora instytucji. Komisja wypracuje kryteria oceny kandydatów w toku swoich prac, a informacje w tym zakresie zostaną przedstawione po zakończeniu procesu rekrutacyjnego.
Od kandydatów wymaga się wyższego wykształcenia, co najmniej pięciu lat doświadczenia zawodowego w sektorze kultury i minimum trzech lat pracy na stanowisku kierowniczym. Instytucja oczekuje także doświadczenia w realizacji dużych projektów kulturalnych o zasięgu krajowym i międzynarodowym, pracy w środowisku międzynarodowym oraz pozyskiwaniu zewnętrznych środków finansowych. Aplikacje można składać do 8 czerwca, a osoba, która wygra będzie mogła liczyć na zarobki rzędu 12-15 tys. zł brutto.
Giełda nazwisk? Pojawia się jedno. Karolina Rozwód – pierwsza dyrektorka Teatru Starego, która kierowała instytucją przez 11 lat, ale w październiku 2023 r. sama zrezygnowała ze stanowiska. Potem przez kilka miesięcy była dyrektorką Festiwalu Malta w Poznaniu, aż w końcu w lipcu 2024 r. stanęła na czele Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej (wygrała konkurs pokonując 12 innych kandydatów). Jednak po zaledwie czterech miesiącach niespodziewanie złożyła rezygnację z funkcji dyrektora PISF, po kilku dniach rezygnację cofnęła tłumacząc, że została ona „wymuszona przez bezprawną groźbę” ze strony ówczesnej minister kultury Hanny Wróblewskiej. Wybuchła afera, którą przez kilka tygodni żyła cała kulturalna Polska.
Rozwód wróciła do Lublina, postanowiła odpocząć od kultury, ale nie na długo. Od 1 kwietnia br. pracuje w Europejskiej Stolicy Kultury jako specjalistka ds. edukacji i szkolenia. Czy powalczy o fotel dyrektora artystycznego ESK? – Jestem w ESK, ale w żadnej rekrutacji na stanowisko dyrektorskie udziału brać nie zamierzam. Jestem umówiona z dyr. Pawłem Potoroczynem na konkretną robotę i na niej się skupiam – mówi nam.


Lublin-dno kultury
Koza nie może brać udziału w konkursie nie dlatego, że nagle mu się zachciało spotykać z artystami po pracowniach i snuć nowe idee przy wódeczce. Wymogi są jakie są, a jak człowiekowi brakuje magistra to nawet największa „energia dla kultury” nie przejdzie w wydziale kultury.
Najpewniej więc zobaczymy klasyczną lubelską roszadę. Gabriela Żuk-Menet na głównego, Koza dostaje zastępcę. Wszyscy powiedzą, że to przemyślany proces i strategiczne wzmacnianie miejskiej kultury. A w praktyce będzie to po prostu eleganckie przestawienie krzeseł przy tym samym stole, przy którym siedzi ta sama ekipa.
A samo CK? Instytucja jest w stanie powolnego rozkładu, tylko wszyscy udają, że to lider kultury. Zwinęła się Galeria Biała w Lublinie Barbara Sawicka poszła do Labiryntu, powstał nowe instytucje Krajowe Centrum Choreografii i ESK 2029, które wciągnęły ludzi z CK i uwagę. A Centrum Kultury w Lublinie został jako wielki budynek, personel obsług, trochę drobnicy artystycznej pokazującej w kółko podobne rzeczy i sklepiki z tym, co można kupić w internecie.
CK ma swoje lata świetności za sobą i może już czas przestać mówić o tym półgębkiem. Dzisiejsza kultura idzie w stronę instytucji wyrazistych, tematycznych, z charakterem, własnym językiem i mocną tożsamością. A nie konglomeratów, które próbują być wszystkim naraz.
W mojej ocenie ta instytucja wymaga gruntownej reorganizacji, zanim wpadnie w jeszcze głębszy regres. Tam nie jest potrzebny kolejny administrator od utrzymywania budynku przy życiu, pilnowania grafików i gaszenia pożarów. Tam jest potrzebny wizjoner. Ktoś, kto zrozumie, że CK nie może być magazynem sentymentów po dawnej świetności, tylko musi znowu zacząć coś znaczyć a to wymaga odpowiednich predyspozycji i woli ze strony Urzędu Miasta
Musicie zaktualizować wtyczkę Breeze Cache. Błąd nie jest groźny dla działania strony, ale wygląda nieprofesjonalnie i może świadczyć o tym, że wtyczka jest nieaktualna lub źle skonfigurowana. Błąd pojawia się na waszej stronie kilkukrotnie
Warning: Array to string conversion in /home/1244511.cloudwaysapps.com/vgrywpjayj/public_html/wp-content/plugins/breeze/inc/cache/execute-cache.php on line 896