6 minut czytania • 04.06.2024 18:44
TVP Lublin. Nagłe odejście szefów agencji producenckiej i pionu informacji
Udostępnij
Do lubelskiego ośrodka TVP przyszli z nowym dyrektorem – na początku maja. Ale po zaledwie czterech tygodniach już się z pracą pożegnali. Oficjalnie – za porozumieniem stron i w przyjaznej atmosferze. Nieoficjalnie – za to, że byli faworyzowani w czasach „dobrej zmiany”, a nowy szef ośrodka ma tym ruchem ratować swoją posadę.
Chodzi o Piotra Raszewskiego, który odpowiadał za Regionalną Agencję Producencką oraz Dominika Rudnickiego, szefa pionu informacji (podlegał mu m.in. sztandarowy program TVP Lublin – Panorama Lubelska). Obaj tworzą zgrany tandem, bo od lat znają się także prywatnie, a wspólnie prowadzą agencję producencką R Media Vision, która zajmuje się głównie obsługą wydarzeń sportowych. Wśród koleżanek i kolegów z pracy noszą przydomek „Fenomeny„, a to ze względu na współpracę przy programie telewizyjnym „Geograficzne fenomeny Lubelszczyzny”.
Przyszli nagle i równie szybko odeszli
O tym, że obaj stracili swoje posady, wczoraj na swoim profilu poinformował poseł Trzeciej Drogi Sławomir Ćwik, który w TVP Lublin był z interwencją poselską. W budynku przy ul. Raabego, gdzie mieści się lubelski oddział publicznej telewizji, pojawił się w sprawie sytuacji finansowej ośrodka, po tym jak Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, która nie uznaje nowych władz TVP, zablokowała przelewy z abonamentu. W krótkim wpisie na Facebooku poseł nie omieszkał zaznaczyć, że powrót obu panów do TVP3 Lublin „wzbudził wiele kontrowersji„. Dziś rano o odejściu swoich dwóch najbliższych współpracowników poinformował załogę szef ośrodka Piotr Adamczuk, który dyrektorem został 9 maja, dość niespodziewanie zastępując Dorotę Grabowską (rządziła ośrodkiem zaledwie od 3 stycznia).
Adamczuk wcześniej był m.in. szefem biura reklamy Dziennika Wschodniego i bezpłatnego tygodnika Moje Miasto Lublin, pracował też w Kurierze Lubelskim i internetowej telewizji iTVL. Za jego nominacją miała stać posłanka PO Marta Wcisło. – Nie jestem niczyim człowiekiem – mówi dziś Jawnemu Lublinowi Adamczuk. – Zatrudnił mnie zarząd TVP (chodzi o warszawską centralę – red.), do którego wcześniej wysłałem obszerny opis działań marketingowych. Byłem i jestem menadżerem, stąd blisko mi do przychodów i kosztów.
Ale Adamczuk do lubelskiego ośrodka nie przyszedł sam, tylko w towarzystwie Raszewskiego i Rudnickiego. To dwaj dziennikarze, którzy pracowali w TVP3 Lublin m.in. za czasów poprzedniego dyrektora Ryszarda Montusiewicza. A ten przez całą swoją kadencję, czyli od 2016 roku, kiedy objął stery telewizji, do stycznia tego roku, dbał o to, by na antenie odpowiednio dobrze byli przedstawiani politycy zjednoczonej prawicy. Ci potrafili się odwdzięczać, bo chociażby z samego Urzędu Marszałkowskiego, którym rządziła i rządzi zjednoczona prawica z PiS na czele, tylko w zeszłym roku popłynęło na Raabego ponad 700 tys. zł w ramach różnych umów.
„Ludzie pisali i dzwonili gdzie sie da”
– Obaj byli faworyzowani przez Montusiewicza, razem zresztą robili materiały – mówi nam o Raszewskim i Rudnickim osoba z TVP3 Lublin. – A wiadomo, że im więcej ktoś ich ma w miesiącu, tym większe dostaje wynagrodzenie. Dlatego gdy wrócili do pracy, pojawił się po prostu wkur… w załodze. I ludzie różnymi kanałami szukali pomocy, pisali i dzwonili, gdzie się da.
Na stronach TVP Lublin nietrudno znaleźć owoce wspólnej pracy tercetu Montusiewicz-Raszewski-Rudnicki, jak chociażby materiał o „eskapadzie trasą Via Carpatia”, czy relacje z wojny na Ukrainie.
Oliwy do ognia dolały artykuły w Gazecie Wyborczej: zarówno o samym Adamczuku („Pożycza pieniądze i nie oddaje, gra w filmach seksistowskich, otacza się ludźmi PiS„), jak i o jego najbliższych współpracownikach („Za PiS szczuli w TVP na Tuska i Kosiniaka-Kamysza. Dziś w telewizji publicznej awansują na dyrektorskie stołki„). W tym drugim opisano pracę obu dziennikarzy nad materiałami szkalującymi ówczesnych liderów opozycji. Na czym polegał patent?
– Chłopaki stawali z kamerą na lubelskim deptaku albo na pl. Litewskim, obok kościoła kapucynów, i czekali, kto się wypowie pod zlecenie z Warszawy. Potem w takim naszym wewnętrznym katalogu widziałem „surówkę” z tego wyjazdu. Kilkadziesiąt wypowiedzi przeciwko tezie (o dobrodziejstwie 13. emerytury od rządu Morawieckiego – red.), bo prawie 20-procentowa inflacja wszystko zjada. No i jedna, może dwie, że Tusk jest zły, bo za PO kradli. Potem przerażająca manipulacja pokazana w czołówce „Wiadomości” – opisywał jeden z informatorów GW.
Jeden z bohaterów tekstu to właśnie materiał Wyborczej nazywa manipulacją i zapowiada zlozenie pozwu do sadu. – Nie ma osoby, która by nie robiła surówek. Codziennie rano dostawaliśmy po 5-6 pytań z centrali, nie mieliśmy wpływu na ich treść, a naszym zadaniem było przeprowadzenie rozmów, czy to z przechodniami, czy z ekspertami. Wysyłaliśmy nieobrobiony materiał do Warszawy i nie mieliśmy żadnego wpływu na to, co się później ostatecznie ukazywało na antenie – tak swoją pracę opisuje Jawnemu Lublinowi Dominik Rudnicki.
– W telewizji pracuję od 2003 roku i tak jak z Montusiewiczem tak samo mogę być kojarzony z poprzednimi dyrektorami: Rakowskim czy Doroszukiem – dodaje Piotr Raszewski. On również zapowiada pozew. – Co do artykułu to wysłaliśmy sprostowanie i na pewno spotkamy się w sądzie.
I obaj podkreślają, że z telewizji zwolnił ich Montusiewicz – w październiku zeszłego roku.
Względy osobiste czy ratowanie stołka?
Po powrocie do pracy w maju tego roku Raszewski i Rudnicki w TVP Lublin pracowali jako zewnętrzne podmioty ma podstawie umów B2B, co jest powszechnie przyjętą formą współpracy. Oficjalnie z lubelskim ośrodkiem rozstali się za porozumieniem stron.
– Złożyli wypowiedzenie, podziękowaliśmy sobie i rozstaliśmy się w zgodzie – mówi dyrektor Adamczuk. Czy miał naciski, żeby się ich pozbyć albo sam na to naciskał? – Absolutnie nie – zarzeka się dyrektor. – To były osobiste względy, w które ja nie wnikam.
Podobna wersję przedstawiają sami zainteresowani. – Czasami tak po prostu bywa, ale na tę chwilę nie zamykam sobie furtki do telewizji – mówi Rudnicki. Czy były naciski ze strony dyrektora na odejście? – Nie, nie było, z dyrektorem Adamczukiem świetnie nam się pracowało.
Czy ma to związek z artykułami w GW? – Ja się czuję oczerniony i pomówiony tym artykułem, bo na nikogo nie szczułem, dlatego idziemy do sądu. W TVP pracuję od 16 lat, a dyrektor Montusiewicz przyszedł, kiedy ja już tam pracowałem.
Z kolei Raszewski jako jeden z powodów odejścia podaje inne wyobrażenie o swojej pracy: – Dla mnie stanowisko producenta to osoba w ruchu, która jest w terenie, na planie, a nie siedzi za biurkiem. Trochę nie tak to sobie wyobrażałem.
Jednak dziennikarze ośrodka, z którymi rozmawialiśmy, nie mają wątpliwości, że rozstanie z Rudnickim i Raszewskim to efekt ich wcześniejszej pracy z czasów Montusiewicza i artykułów Wyborczej. – Pewnie przyszła sugestia, żeby się z nimi rozstać. Nikomu nie jest potrzebna burza medialna – podsumowuje jeden z nich.
– Musiał się ich pozbyć, żeby chronić swój fotel – ocenia z kolei inny. Bo niedawno pojawiły się głosy, że dni Adamczuka w TVP3 Lublin też są policzone. Pozbywając się Rudnickiego i Raszewskiego miał sobie zapewnić przetrwanie.
– Ludzie chcą po prostu spokoju, stabilizacji, żeby zająć się pracą, a nie sprawami kadrowymi. Tych zmian było ostatnio za dużo – komentuje kolejny dziennikarz. To nawiązanie m.in. do tego, że zaraz po przyjściu Adamczuk rozstał się z Piotrem Olejarzem, który wcześniej był lokalnym reporterem TVN i Radia Zet oraz dziennikarką z kilkuletnim stażem Kleopatrą Abu Kharouf. – Muszę pilnować kosztów – tłumaczy te decyzje Adamczuk. Kogo powoła w miejsce Raszewskiego i Rudnickiego? – Jeszcze nie wyznaczyłem następców, pewnie to zrobię zaraz po wyborach – mówi szef TVP3 Lublin.
Na zdjęciu: Piotr Raszewski (z lewej) i Dominik Rudnicki po powrocie w lubelskiej TVP przepracowali niespełna cztery tygodnie. Fot. FB/Dominik Rudnicki

Ten artykuł został wsparty przez program grantowy „Media lokalne na rzecz demokracji” Journalismfund Europe

