7 minut czytania • 04.06.2025 14:57
Trzaskowski miał wygrać, ale przegrał. „Wybory były formą antyrządowej mobilizacji”
Udostępnij
– Nikt nie spodziewał się, że po tak krótkiej kadencji rządząca koalicja roztrwoni społeczne zaufanie – komentuje wyniki wyborów prezydenckich dr Agnieszka Zaręba. Powodów porażki kandydata Koalicji Obywatelskiej widzi więcej. – Trzaskowski nie był wiarygodny – ocenia politolożka z KUL.
To już druga przegrana Rafała Trzaskowskiego w wyborach prezydenckich. Pięć lat temu poległ w starciu z Andrzejem Dudą, a dziś dał się pokonać Karolowi Nawrockiemu.
– Zostanie już tylko, a może aż, prezydentem Warszawy. Nie sądzę, by zdecydował się na powrót do ogólnokrajowej polityki. Przegrał dwukrotnie – najpierw z urzędującym prezydentem, co można jeszcze zrozumieć. Za drugim razem pokonał go kandydat, którego rok temu niemal nikt nie znał – ocenia dr Agnieszka Zaręba z Katedry Systemów Politycznych i Komunikowania Międzynarodowego Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

Noc, która zmieniła wszystko
Kiedy w niedzielę wieczorem trzy największe stacje telewizyjne podały wyniki badania exit poll, wybory wygrywał Rafał Trzaskowski. – Tej nocy zwyciężymy – nie tracił jednak nadziei prezes IPN Karol Nawrocki. I miał rację. Już dwie i pół godziny później badanie late pool wysunęło na prowadzenie kandydata PiS. W poniedziałek o godz. 5 rano to Nawrocki okazał się ostatecznym zwycięzcą.
„Dziękuję, że uwierzyliście we mnie i oddaliście na mnie głos w niedzielę. I przepraszam, że nie udało mi się przekonać do mojej wizji Polski większości obywateli. Przepraszam, że nie zwyciężyliśmy wspólnie” – napisał na platformie X prezydent Warszawy. I to jego jedyny komentarz do oficjalnych wyników głosowania.

To nie był prawdziwy Rafał
Strategia kampanii Rafała Trzaskowskiego zakładała skręt w stronę centrum i umiarkowanej prawicy. Kandydat KO unikał podejmowania kontrowersyjnych tematów, takich jak aborcja czy związki partnerskie. Skupił się na przekonywaniu tej bardziej konserwatywnej części elektoratu. Przekonany, że wyborcy progresywni i tak na niego zagłosują.
– Trzaskowski nie był wiarygodny. Już dziewięć miesięcy temu zaczął budować wizerunek polityka, którym tak naprawdę nigdy nie był. Polityka o konserwatywnych wartościach, który odwołuje się do tradycyjnego elektoratu opozycyjnej partii PiS. Najbardziej symboliczny był moment podczas debaty w Końskich, kiedy oddał flagę LGBT Magdalenie Biejat. To mogło sprawić, że osoby wspierające te środowiska poczuły się zawiedzione i w efekcie nie poszły na wybory – zauważa dr Agnieszka Zaręba.
Końskie w tej historii są szczególnie ważne. To mała miejscowość w województwie świętokrzyskim, gdzie wyniki wyborów z reguły pokrywają się z ogólnopolskimi. Tak tym razem nie było. W skali kraju Nawrocki otrzymał 50,89 proc. głosów, a w Końskich aż 58,07 proc.. Trzaskowski wyciągnął lekcję z poprzednich wyborów i tym zrazem jawił się na debacie w Końskich, na którą wyzwał go Nawrocki. Ale wyborców nie przekonał.
Zdaniem politolożki z KUL, kandydat KO dał się wciągnąć w pułapkę Nawrockiego. O pojedynku w Końskich było wyjątkowo głośno. Także dlatego, że na miejsce zjechali też inni kandydaci i bez zaproszenia wzięli udział w debacie. – Ona zmieniła optykę kampanii, wybijając Nawrockiego spośród wszystkich kandydatów. Pokazała również, że Trzaskowski jest celem ataków ze strony pozostałych uczestników, w tym nawet koalicjantów. Istotnym elementem była początkowa próba zorganizowania debaty w formule jeden na jednego, która ostatecznie nie doszła do skutku. To wszystko sprzyjało Nawrockiemu – zauważa ekspertka z KUL.
Sztabowcy Nawrockiego tę debatę również oceniają jako strategiczną. Ich zdaniem Nawrocki poważnie zaistniał na antenach największych stacji telewizyjnych. Wcześniej był przez nie bagatelizowany.
Debat było więcej. Widzieliśmy obrzucanie się wzajemne oskarżeniami, słuchaliśmy dyskusji na tematy, które nie należą do konstytucyjnych kompetencji prezydenta jak np. sprawy gospodarcze czy kondycja służby zdrowia. Temat kluczowy jak bezpieczeństwo też się pojawił, ale odpowiedzi na istotne pytania nie padły.
– Z perspektywy wojskowej mam konkretne oczekiwania. Potrzebujemy jasnego przedstawienia roli Rzeczypospolitej w kontekście już nieaktualnej strategii obronnej, która ma pięć lat. Trwa wojna – od trzech lat – a nikt z kandydatów nie odniósł się do tego faktu. Musimy wiedzieć, jakie mamy stanowisko wobec Ukrainy, krajów bałtyckich i nordyckich, jakie jest nasze podejście do ewentualnej obecności wojsk amerykańskich na naszym terytorium itd. – komentował generał Rajmund Andrzejczak w jednym z podcastów.
Szkolne błędy kolegów z Platformy
Karol Nawrocki, który nie potrafił jasno wytłumaczyć się z afery mieszkaniowej, z przeszłością w kibicowskich ustawkach i medialnymi oskarżeniami o dostarczanie prostytutek hotelowym gościom, ostatecznie dostał więcej głosów niż Trzaskowski, przy którym tak poważne afery nie wykwitały. Dlaczego? Kandydatowi KO mogły zaszkodzić szkolne błędy polityków Platformy Obywatelskiej. Przytoczyć można posła Przemysława Witka ze słynnym już w tej kampanii „A cóż szkodzi obiecać” (przed spotkaniem Trzaskowski – Mentzen) na antenie Polsatu, czy Kindze Gajewskiej przekazującej worek ziemniaków w DPS-ie.
Nie sposób kalibru tych wpadek porównywać z aferami Nawrockiego, ale ich odbiór mógł być wśród wyborców poważniejszy. Takie właśnie zachowania Polacy mogli odebrać jako oszukiwanie ich, traktowanie z wyższością, kpienie z wyborców. Tego wszystkiego Nawrocki unikał.
Na kilka dni przed wyborami mogliśmy usłyszeć mocny apel wyraźnie poruszonego Donalda Tuska, który gościł u Bogdana Rymanowskiego w studiu Polsatu. Premier, reagując na kandydaturę Karola Nawrockiego, odwołał się do słów pato-celebryty Jacka Murańskiego – postaci, która, delikatnie mówiąc, nie cieszy się opinią wiarygodnej osoby. Murański potwierdzał informacje o Nawrockim i prostytutkach.
Potem Rafał Ziemkiewicz we wpisie na X przypomniał słowa Jana Rokity.
Warto też podkreślić „prawicowienie” Polski, co dobrze obrazuje wynik I tury wyborów, w której prawica i skrajna prawica łącznie zdobyły 50,69 proc. głosów.
Społeczne zaufanie do kosza
Cofnijmy się do wyborów parlamentarnych z października 2023, które były fenomenem w kwestii mobilizacji ogromnej rzeszy obywateli głosującej nie „za” ale „przeciw”. Te wybory były podobne, bo zamieniły się w plebiscyt przeciwko rządom Donalda Tuska.
– Nikt nie spodziewał się, że po tak krótkiej kadencji rządząca koalicja roztrwoni społeczne zaufanie. Śmiało można powiedzieć, że te wybory były formą antyrządowej mobilizacji. Powodów jest kilka. Przede wszystkim – niespełnienie wielu obietnic wyborczych oraz pogarszająca się sytuacja ekonomiczna w kraju. Będąca niestety skutkiem obecnych rządów – wyjaśnia dr Zaręba.
W kampanii koalicjanci tłumaczyli niespełnienie kluczowych obietnic wyborczych (liberalizacja prawa aborcyjnego, wprowadzenie związków partnerskich czy obniżeniu podatków i zwiększenia kwoty wolnej od podatku do 60 tys. zł) obecnością Andrzeja Dudy w Pałacu Prezydenckim. Jednak części wyborców to tłumaczenie nie przekonało – liczy się efekt, a ten sprowadza się do braku skuteczności.
Tutaj trzeba też przypomnieć, że nie uchwalono żadnej ustawy liberalizującej prawo aborcyjne, bo brak było jednomyślności w koalicji rządzącej – partie miały inne stanowiska i składały różne projekty, z których żadnego nie udało się przeforsować. Trudna koalicja na pewno nie była atutem kandydata KO.
Efekt wyborczy jest taki, że spośród 11,6 mln wyborców Koalicji Obywatelskiej, Trzeciej Drogi i Lewicy z 15 października 2023 roku, w drugiej turze na Trzaskowskiego głos oddało tylko 10,23 mln. Blisko 1,5 mln zwolenników tej koalicji zrezygnowało z udziału w głosowaniu albo zagłosowało na Nawrockiego.
Kryzys Donalda Tuska
Czy wybór nowego prezydenta jeszcze bardziej pogłębi kryzys sprawczości obecnego rządu? – Trudno na tym etapie formułować jednoznaczne prognozy, ponieważ nowy prezydent pozostaje postacią wciąż mało znaną. Nie był dotąd aktywnym politykiem. Wiadomo oczywiście, że sprzeciwia się sprowadzaniu migrantów oraz Zielonemu Ładowi – jednak podobne stanowisko podziela znaczna część społeczeństwa, co potwierdzają badania. Jak będzie wyglądać jego współpraca z obecnym rządem, dopiero się okaże – ocenia dr Zaręba.
Premier Donald Tusk w poniedziałkowym wieczornym orędziu zapowiedział gotowość do trudnej współpracy z nowym prezydentem i kontynuacje reform, niezależnie od prób ich blokownia. Podkreślił, że ten plan będzie wymagać jedności koalicji a jej pierwszy test po wyborach będzie ogłoszone przez premiera wotum zaufania. Głosowanie odbędzie się 11 czerwca podczas dodatkowego posiedzenia Sejmu.
Po wyborach odezwał się też Jarosław Kaczyński, proponując utworzenie apolitycznego rządu technicznego. Pomysł poparli politycy Konfederacji, którzy zaprosili prezesa na rozmowę mimo wątpliwości co do szans na zdobycie większości w Sejmie.
Wielu komentatorów ocenia teraz, że wynik niedzielnego głosowania to czerwona kartka dla rządu Donalda Tuska. Dr Zaręba nie jest tak ostra w ocenach. – Nie powiedziałabym, że jest to czerwona kartka, raczej żółta. Będzie to czynnik w dużej mierze utrudniający realizację pewnych reform, a niektórych wręcz uniemożliwiający. Na pewno nie będzie przeprowadzona według zamierzeń reforma wymiaru sprawiedliwości. Co do reszty musimy poczekać.
I jeszcze jedno. Po raz kolejny Jarosław Kaczyński wyciąga królika z kapelusza, który ostatecznie okazuje się zwycięzcą wyborów – i to zaczyna już przypominać polityczną tradycję. Prezes PiS stoi już za trzecim zwycięzcą wyborów prezydenckich: Lechem Kaczyńskim, Andrzejem Dudą i Karolem Nawrockim. Paradoksalnie przegrał jedynie wtedy, gdy na najwyższy urząd w kraju wystartował sam – w 2010 roku.
Na zdjęciu: Rafał Trzaskowski prowadził we wszelkich sondażach, wygrał pierwszą turę wyborów, exit poll wskazywał jego zwycięstwo. Ostatecznie wybory przegrał. (Fot. Rafał Trzaskowski Facebook)



