5 minut czytania • 30.04.2026 11:28
„Ten pawilon to akwarium, a nie artystyczna pracownia”. O czym jest pierwszy projekt ESK 2029
Udostępnij
KOMENTARZ – Zamiast realnej poprawy warunków pracy czy sprawiedliwego podziału zysków, korporacja wpuszcza artystki i artystów, by ci swoim twórczym aktem oświecili open space i halę produkcyjną – o Kulturze w Pracy*, pierwszym projekcie Europejskiej Stolicy Kultury Lublin 2029, pisze Paweł Hadrian**.
Dziękujemy, że nas czytacie, wspieracie, wierzycie w sens tego, co robimy. Nie robimy tego dla nagród. Nagrody to zaszczyt, ale też ogromne zobowiązanie.
zostań patronem: patronite.pl/jawnylublin
szybki przelew: jawnylublin.pl/wplacam
możesz przekazać nam 1,5% podatku: KRS 0000428743, cel szczegółowy: Jawny Lublin
W aplikacji jedno, w programie ESK2029 drugie
„Kultura w pracy” to pierwszy projekt uruchomiony pod szyldem Europejskiej Stolicy Kultury Lublin 2029. Próżno go jednak szukać w programie artystycznym, dzięki któremu Lublin uzyskał ten tytuł. Nie byłoby pewnie w tym nic złego, gdyby nie fakt, że projekt ten, pod płaszczykiem dobrostanu i wspierania kreatywności, maskuje bezduszną eksploatację zasobów ludzkich w dobie późnego kapitalizmu. Stanowi próbę wtłoczenia aktu twórczego w ramy pracy najemnej. To postawienie znaku równości między zniewoleniem poprzez pracę pod przymusem ekonomicznym a wolnością niczym nieskrępowanej kreacji.
Na stronie projektu czytamy: Artystki i artyści będą pracować przez co najmniej miesiąc w specjalnie przygotowanych pawilonach ustawianych na terenach przedsiębiorstw – blisko hal produkcyjnych, biur, magazynów czy działów badań i rozwoju. Pawilon będzie jednocześnie miejscem pracy twórczej i punktem kontaktu z pracownikami, klientami i gośćmi firmy. To przedsięwzięcie, które łączy światy biznesu, pracy i sztuki w sposób praktyczny, bezpośredni i długofalowy. Jego celem jest pokazanie, że twórczość artystyczna nie jest dodatkiem do «prawdziwego życia», lecz pełnoprawną pracą: wymagającą tak warsztatu jak i dyscypliny, koncentracji i zaangażowania.
Poetykon czy panoptykon?
Praca najemna, jako działalność wykonywana pod presją ekonomiczną, wyklucza kreatywność, która jest funkcją zabawy – rozumianej jako robienie czegoś dla samej przyjemności działania, bez oczekiwania nagrody i lęku przed przegraną.
Gdy wprowadzimy osobę artystyczną do zakładu pracy, odbieramy jej autonomię. Staje się wtedy źródłem innowacji lub facylitatorką dobrostanu. To klasyczny mechanizm późnego kapitalizmu: system wchłania to, co poza nim (bunt, czystą kreację, duchowość), nadaje temu etykietę i zamienia w narzędzie do zwiększania wydajności. Zamiast realnej zmiany warunków pracy (skrócenia czasu, zmniejszenia presji), oferuje się pracownikom kontakt z procesem twórczym jako estetycznym środkiem przeciwbólowym.
Specjalnie przygotowany pawilon to akwarium, a nie pracownia. Bardziej przypomina panoptykon niż poetykon. W świecie, w którym ciągle się wzajemnie oglądamy i podglądamy, gdzie wystawieni jesteśmy na niekończący się lęk przed byciem ocenianym, ośmieszanym, a w efekcie skazanym na społeczny ostracyzm, artystka bądź artysta staje się eksponatem, a proces twórczy darmową pożywką. To odebranie prawa do intymności błądzenia i porażki. Osoba ta ma performować pracę zgodnie z logiką czytelną dla tych po drugiej stronie kamer monitoringu.
Apoteoza kultury zapierdolu
Zrównanie sztuki z pracą najemną legitymizuje niebezpieczną narrację: skoro artystki i artyści pracują z pasji, to osoby wykonujące „pełnoprawną pracę” też powinny. To zaciera granicę między czasem wolnym a zawodowym; jest apoteozą kultury zapierdolu. Osoba zamknięta w owym kontenerze staje się ucieleśnieniem idei, że każda chwila naszego życia powinna być produktywna.
Pokazanie, że sztuka wymaga „dyscypliny”, „warsztatu” i „koncentracji” tak jak owa „pełnoprawna praca”, to najbardziej zdradziecka pułapka tego projektu. Próba nobilitacji sztuki poprzez zrównanie jej z pracą najemną jest de facto jej degradacją. Udowadnianie wartości sztuki poprzez „dyscyplinę” i „warsztat” mierzalne bilansem zysków i strat przeistacza homo ludens w animal laborans.
Równie bolesna co to uprzedmiotowienie człowieka jest estetyzacja samego wyzysku. Obecność artystek i artystów ma nadać codziennej pracy szerszy sens i stać się impulsem do nowego spojrzenia. Zamiast realnej poprawy warunków pracy czy sprawiedliwego podziału zysków, korporacja wpuszcza artystki i artystów, by ci swoim twórczym aktem oświecili open space i halę produkcyjną. Przy okazji, niczym postaci z cyrku osobliwości, dadzą trochę niezdrowej radości i powodów do plotkowania.
Zamiast kwestionować nieludzkie tempo współczesnego kapitalizmu i presję „zmiany”, artystki i artyści mają uczyć osoby pracujące, jak to znosić i jeszcze się przy tym uśmiechnąć. Sztuka staje się fentanylem, który zamiast budzić opór wobec wyzysku, powoduje, że z błogim uśmiechem znosimy kolejne ciosy.
Śródtytuły pochodzą od redakcji.
Paweł Hadrian** – filozof, kurator i aktywista, współautor zwycięskiej aplikacji Lublina do tytułu ESK 2029.
Kultura w Pracy * – wieloletni projekt rezydencji artystycznych w lubelskich firmach, realizowany w ramach Europejskiej Stolicy Kultury Lublin 2029. Artystki i artyści będą przez co najmniej miesiąc pracować w specjalnie przygotowanych pawilonach ustawianych na terenach przedsiębiorstw. W założeniu pawilon ma być jednocześnie miejscem pracy twórczej i punktem kontaktu z pracownikami i klientami danej firmy. Po zakończeniu projektu ma powstać „krótka publikacja książkowa podsumowująca proces i najważniejsze wnioski z perspektywy pracowników firmy i artysty”.
– Artyści w miejscu pracy nie są dekoracją ani przerywnikiem od rzeczywistości – przekonuje Ralph Talmont, twórca programu Kultura w Pracy. – Ich rolą jest pomóc organizacjom zobaczyć siebie na nowo: zrozumieć, co naprawdę jest dla nich ważne, gdzie talenty pracowników nie mają przestrzeni do rozwoju, jak też gdzie automatyzacja i narzędzia generatywne mogą zaczynać zastępować myślenie.
Pierwszym artystą rezydentem jest Ivan Davydenko – pisarz i poeta pochodzący z Żytomierza. Jego rezydencja potrwa od 7 kwietnia do 8 maja 2026 roku. Pierwszym gospodarzem rezydencji jest Medisept, producent środków do dezynfekcji. Partnerem biznesowym jest Tarasola, która ufundowała pawilon (można go podglądać na monitoringu). Ralph Talmont za przygotowanie „autorskich koncepcji” programów: Kultura w pracy, Lublin Audio Biennale i Oko nad Lublinem zainkasował 25 tys. zł.



