4 minuty czytania • 21.05.2024 19:50
„Takiego dyrygenta w swojej karierze nie spotkałem”. Sprawa Rodka wraca do sądu
Udostępnij
Wojciech Rodek decyzją sądu w ramach tzw. zabezpieczenia został zatrudniony w Filharmonii Lubelskiej (do czasu zakończenia procesu). Ale cały czas walczy o przywrócenie do pracy. Na dzisiejszej rozprawie zeznania złożył wiceprzewodniczący filharmonicznej „Solidarności”.
Zeznający we wtorek w przed Sądem Rejonowym Piotr Ścirka to wiceprzewodniczący „Solidarności” FL i były wieloletni inspektor orkiestry i kierownik grupy kontrabasów, który z Rodkiem współpracował od 20 lat. Dyscyplinarne zwolnienie I dyrygenta, do którego doszło w grudniu 2022 było jego zdaniem „totalnie niespodziewane”.
Surowy tylko dla żony
– Jak często Wojciech Rodek wchodził w konflikt z innymi pracownikami – pytała pełnomocniczka Wojciecha Rodka i jego żona Małgorzata Grzegorzewicz-Rodek (nie jest prawniczką). – Nie przypominam sobie, by negatywnie odnosił się do muzyków. Ja nawet zwracałem mu uwagę, żeby był dla nich bardziej surowy, ale on był otwarty. Nigdy nie otrzymałem na niego skarg – mówił Piotr Ścirka.
Jedyny przypadek, kiedy Rodek miał odnieść się do muzyka w bardziej surowy sposób, dotyczył… jego własnej żony, która jest śpiewaczką operową. Sytuacja miała miejsce przy okazji nagrania opery „Janek” Władysława Żeleńskiego. – To było dla nas zaskoczenie – przyznał Piotr Ścirka.
Podkreślał też, że w swojej karierze nie spotkał takiego dyrygenta jak Wojciech Rodek. – Od samego początku był otwarty na współpracę z muzykami. To odbijało się na poziomie artystycznym orkiestry. Jego cechy osobowe przekładają się na zaangażowanie muzyków do pracy – zeznawał wiceprzewodniczący „Solidarności” FL.
– To ideowiec, człowiek, który wymknął się z zależności i układów w naszym światku artystycznym – mówił o Rodku.
Czas, kiedy Rodek zasiadał w fotelu dyrektora kontrabasista nazwał czasami historycznymi. – Ani wcześniej, ani teraz nasza instytucja nie osiągnęła tak wysokiego poziomu – stwierdził.
Sekowanie „Solidarności” i próba przewrotu
Piotr Ścirka mówił też o represjonowaniu związku „Solidarność” przez dyrekcję Filharmonii Lubelskiej. O tym, że sam był represjonowany ze względu na przynależność związkową, czego przejawem była utrata funkcji inspektora orkiestry i kierownika grupy kontrabasów, a także, że członkostwo w „Solidarności” dla wybitnego klarnecisty Andrzeja Mazura skończyło się wypowiedzeniem z pracy.
Ścirka opowiadał też o próbie przejęcia władzy w filharmonicznej „Solidarności”, jakie miało miejsce w październiku 2022 r. – Stał za tym Renaldo Wójtowicz i Maciej Hankus – wskazywał konkretne nazwiska. Wójtowicz i Hankus – odpowiednio altowiolista i flecista – byli członkami „Solidarności”, ale zdaniem Ścirki ich aktywność była ograniczona.
Próba przejęcia władzy miała nastąpić przed konkursem na dyrektora Filharmonii. – Po tym jak komisja konkursowa zaczęła działać, to koledzy zwołali nieformalne zebranie związku zawodowego i próbowali w drodze głosowania odwołać z funkcji przewodniczącego Dariusza Dąbrowskiego – precyzował Piotr Ścirka.
Ale mały „zamach stanu” się nie udał i Dąbrowski po raz kolejny został przewodniczącym „Solidarności” FL. – Wtedy koledzy się odłączyli i założyli własny związek, który miał przychylność ówczesnej dyrektorki FL Zuzanny Dziedzic – zeznawał Ścirka.
Popsute relacje i ochrona związkowa
Fakt, że relacje między dawnymi przyjaciółmi: Zuzanną Dziedzic, a Wojciechem Rodkiem popsuły się kontrabasista nazwał rzeczą zupełnie naganną. – Z przyjaciół stali się wrogami – podsumował.
Ścirka mówił, że od momentu, kiedy ich relacje się pogorszyły, Rodek jako pierwszy dyrygent nie miał zlecanych żadnych prób i koncertów. Zamiast tego zapraszano z zewnątrz dyrygentów płacąc im wysokie gaże.
– Jeden z koncertów na prośbę marszałka Bartłomieja Bałabana został zmieniony, bo był za smutny. A to miał być koncert specjalny poświęcony pamięci pomordowanych dzieci na Ukrainie. Zamiast tego zagraliśmy coś wesołego, a koncert poprowadził dyrygent z zewnątrz – zeznawał Ścirka.
Reprezentująca Filharmonię mec. Ewa Chustecka-Drabik pytała o okoliczności, w jakich Wojciech Rodek został objęty ochroną związkową. – Doszliśmy do wniosku, że trzeba coś takiego zrobić, bo okoliczności są trudne. Był naszym reprezentantem w kontaktach z dyrekcją – odpowiadał Piotr Ścirka.
– Jakie czynności podjął Rodek jako reprezentant związku w stosunku do Filharmonii? – dopytywała mecenas. Ścirka wskazywał, że Rodek wspierał związek „Solidarność” w formułowaniu korespondencji z dyrekcją i Urzędem Marszałkowskim. – Prześwietlił akty prawne, które regulują funkcjonowanie FL i wiedzieliśmy, że jego pomoc będzie merytoryczna – wskazywał Ścirka.
Hejt w mediach społecznościowych
Piotr Ścirka mówił też przed sądem o sprawach bieżących, związanych z przywróceniem Wojciecha Rodka do pracy w FL w ramach zabezpieczenia społecznego.
– Po tym, jak Rodek wrócił do pracy, to ci koledzy którzy wcześniej uczestniczyli w nagonce na niego, napisali dwa pisma. W jednym szkalowali „Solidarność”, w drugim był wielki zarzut o to, że w prasie Rodek powiedział, że orkiestra źle gra. To zbulwersowało artystów i napisali odezwę do dyrektora Mielko. Zagrozili mu, że jeśli nie odsunie Rodka od zaplanowanego na 17 maja koncertu to podejmą drastyczne środki – mówił Ścirka.
Z jego zeznań wynika, że I dyrygent jest poddawany hejtowi w social mediach, za to, że wypowiedział się na temat poziomu artystycznego orkiestry. Piotr Ścirka całą tą sytuację nazwał kuriozalną.
Swoje zeznania we wtorek miał złożyć również przewodniczący „Solidarności” FL – Dariusz Dąbrowski, ale z powodu choroby nie stawił się w sądzie. Termin kolejnej rozprawy został odroczony bezterminowo ze względu na złożone przez Filharmonię zażalenie na postanowienie sądu o zabezpieczeniu.
Na zdjęciu: We wtorek, 21 maja, swoje zeznania złożył Piotr Ścirka, wiceprzewodniczący NSZZ „Solidarność” FL. Odpowiadał m.in. na pytania pełnomocniczki Wojciecha Rodka Małgorzaty Grzegorzewicz-Rodek (Fot. Dyba)

