Wesprzyj Kontakt

5 minut czytania  •  14.07.2025 18:12

Szefowa LPNT oczyszczona z zarzutów. Mówi o stresie i zemście byłego doradcy

Szefowa LPNT oczyszczona z zarzutów. Mówi o stresie i zemście byłego doradcy

Udostępnij

Magdalena Stachyra, prezeska Lubelskiego Parku Naukowo-Tecgnologicznego i działaczka PiS, została dziś uniewinniona przez Sąd Okręgowy w Lublinie. Była oskarżona o poświadczenie nieprawdy w unijnym projekcie o wartości 9,7 mln zł. Sąd podważył wszystkie ustalenia prokuratury

Cieszę się bardzo, że sąd zasądził sprawiedliwy wyrok – komentowała tuż po wyroku Magdalena Stachyra. Na samym jego ogłoszeniu nie była, choć gdy dziennikarzy opuszczali salę rozpraw, okazało się, że jest w budynku. Tłumaczyła, że nie chciała być „filmowana w tym stresie„. – Proszę sobie wyobrazić, że moje dzieci też to przeżywają, moja rodzina i wszyscy znajomi – wyjaśniła. A całą sprawę oceniła jako rodzaj osobistej zemsty byłego współpracownika LPNT.

8 tys. zł za 30 godz. pracy

O tej sprawie szeroko już pisaliśmy w Jawnym Lublinie. Przypomnijmy, że prokurator Anna Potręć-Goldsztejn z Prokuratury Rejonowej Lublin-Południe oskarżyła Magdalenę Stachyrę o poświadczenie nieprawdy we wniosku „Connect Poland Prize” złożonym w konkursie zorganizowanym przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości. LPNP musiał wykazać się posiadaniem odpowiedniej kadry do przeprowadzenia projektu. Jako jego kierownika wskazano Bogusława Drozda, doradcę zarządu LPNT powołanego przez poprzednika Stachyry w fotelu prezesa. Ale gdy ta potwierdzała aktualność i prawdziwość danych we wniosku do PARP, Drozd w Parku już nie pracował. Prezeska wcześniej rozwiązała z nim umowę-zlecenie. – Dostawał 8 tys. zł brutto za 30 godzin doradczych. To doradztwo polegało na tym, że doradzał SMS-em – mówiła dziś w sądzie szefowa Parku.

Starania o dofinansowanie projektu „Connect Poland Prize” podjął poprzedni zarząd LPNT, na czele którego stał Tomasz Szumowski. Wniosek do PARP opiewał na 9,7 mln zł, a pieniądze miały być przeznaczone na wsparcie dla start-upów z kilku krajów, m.in. Polski, Ukrainy i Niemiec, które dzięki temu mogły rozwinąć swoją działalność. Projekt, jak wielokrotnie podkreślała Stachyra, mimo prokuratorskiego śledztwa oraz zainteresowania się sprawą przez OLAF – unijną instytucję do zwalczania nadużyć i korupcji, został w całości zrealizowany. Oskarżona utrzymywała i w prokuraturze, i w sądzie, że jest niewinna. Nie ukrywała też krytycznego stosunku do działań Bogusława Drozda w tej sprawie.

Sąd rozprawia się zarzutami prokuratury

Dziś uzasadniając wyrok sędzia Bartosz Kamieniak podważył ustalenia prokurator prowadzącej śledztwo. Jak ocenił, Stachyra obejmując stanowisko prezesa rządu LPNT stanęła przed zadaniem, czy kontynuować projekt złożony do PARP – w pierwszym naborze Park przeszedł ocenę formalną, ale z uwagi na wyczerpanie środków dofinansowania nie dostał. Już w czerwcu okazało się jednak, że PARP będzie miał więcej pieniędzy na konkurs i zwraca się do Parku o potwierdzenie danych we wniosku, gdzie jako kierownik projektu wskazany jest Drozd.

– (Stachyra) Podejmuje decyzję w oparciu o to, czego dowiedziała się od pracowników, że wszystkie dane, wszystkie elementy stanu faktycznego są aktualne – mówił sędzia. I zwrócił uwagę na „nieułożenie stosunków między panią Stachyrą a panem Drozdem”. – Jeszcze przed podpisaniem umowy z PARP pani Stachyra chyba bierze pod uwagę, że tu się z panem Drozdem jakoś nie dogada i pyta PARP, czy wniosek może być zmieniony w zakresie zmiany kadry. Odpowiedź PARP jest taka, że owszem może być zmieniony, ale po podpisaniu umowy. Czyli pierwszy punkt aktu oskarżenia, który sprowadza się do zarzutu działania z wykorzystaniem błędu, jest w tym kontekście całkowicie niezrozumiały. PARP wiedział, że będzie propozycja zmiany, na to się zgodził – argumentował sędzia Kamieniak. Jak dodał, w umowie z PARP były zapisy, które dawały możliwość wprowadzenia zmian, w tym kadrowych. A sam Drozd, przesłuchiwany w tej sprawie w charakterze świadka, przyznał, że nawet dzisiaj byłby gotowy podjąć się funkcji kierownika projektu. – Więc tym tokiem myślenia można powiedzieć, że pani Stachyra też tutaj nie podała nieprawdy – zaznaczył Kamieniak (na zdjęciu poniżej).

IMG 4073
Sędzia Bartosz Kamieniak. Fot. Krzysztof Wiejak

Sąd odrzucił też zarzut oszustwa i to, że Stachyra miałaby działać w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Powołał się przy tym na doświadczenie z innych spraw rozpatrywanych w tym Wydziale Karnym Sądu Okręgowego, przed którym toczyła się sprawa. – Częstym oszustwem jest to, że ktoś składa wniosek, przyznaje mu się te środki i te środki znikają, czy to są wydane na coś zupełnie innego. Natomiast tutaj w tym projekcie środki pozyskane w oparciu o ten wniosek i zgodnie z tym wnioskiem punkt po punkcie one zostały, tak jak przewidywała umowa, zrealizowane.

reklama JL newsletter 844x275 1
10.2023 wsparcie 844 x 490 px 260 x 260

Sędzia Kamieniak odniósł się też do relacji pomiędzy Stachyrą a Drozdem. – Nie można pominąć tu pewnego aspektu, który powstał w wyniku działań pana Drozda, który tak myślę po ludzku poczuł się pokrzywdzony czy sfrustrowany i myślę, że to postępowanie karne było w jakimś sensie wynikiem tych działań – ocenił sędzia.

Do tych relacji już po wyroku odniosła się także Stachyra, którą spytaliśmy, czy jej zdaniem cała sprawa była rodzajem zemsty Bogusława Drozda. – Podejrzewam, że tak, że była to jakaś osobista zemsta, za to, że nie zatrudniłam go jako od swojego doradcy – odpowiedziała prezeska LPNT. – Nie była pierwsza sprawa z inicjatywy pana Bogusława Drozda. Wszystkie oczywiście są wygrane. Mam nadzieję, że ten wyrok kończy funkcjonowanie tej osoby w życiu pracowników w parku naukowo-technologicznego, ale także przede wszystkim moim i mojej rodziny.

Jak dodała Stachyra, w Parku była również zatrudniona – na pół etatu – żona Drozda. – Moje wymagania do żony były takie, żeby przychodziła do pracy i po 20 dniach współpracy poszła na długotrwałe zwolnienie, ponadroczne.

Sam Drozd pojawił się na ogłoszeniu wyroku. – Do dziś PARP i LPNT nie dokonały zmian umowy, więc dalej jestem kierownikiem projektu, a to oznacza, że projekt grantowy nie został zrealizowany zgodnie z wnioskiem o dofinansowanie – utrzymuje.Tym samym PARP powinien zażądać zwrotu całości kwoty – dodał.

IMG 4081
Bogusław Drozd. Fot. Krzysztof Wiejak

Park wciąż na minusie

Lubelski Park Naukowo-Technologiczny podlega partyjnemu koledze Stachyry z PiS, marszałkowi województwa Jarosławowi Stawiarskiemu (województwo jest największym akcjonariuszem – ma 97 proc. udziałów w spółce). LPNT od lat przynosi straty i jeszcze nigdy w swojej historii nie wyszedł ponad kreskę. Zeszły rok również skończył się na dużym minusie – 2,7 mln zł, co oznacza, że strata w porównaniu z 2023 roku powiększyła się o około 200 tys. zł. Co roku marszałek musi podłączać Park do kroplówki i obejmować nowe akcje. W zeszłym roku na ten cel wydał 2 mln zł. Zgodnie z oświadczeniem majątkowym Stachyra w 2024 roku zarobiła w parku 185 tys. zł, co daje ok. 15,5 tys. zł miesięcznie.

Dzisiejszy wyrok jest nieprawomocny. Na jego ogłoszeniu nie było przedstawiciela prokuratury ani PARP, który w sprawie był oskarżycielem posiłkowym.

Na zdjęciu: Magdalena Stachyra tuż po ogłoszeniu wyroku w Sądzie Okręgowym w Lublinie nie kryła satysfakcji z werdyktu. Fot. PB

https://jawnylublin.pl/prezes-lpnt-z-prokuratorskimi-zarzutami-na-szefa-wielomilionowego-projektu-wskazala-osobe-ktora-w-parku-nie-pracowala/
https://jawnylublin.pl/prezeska-spolki-podleglej-marszalkowi-i-dzialaczka-pis-zapewnia-ze-jest-niewinna/