4 minuty czytania • 13.11.2025 14:54
Strzelił do kolegi, mając lunetę termowizyjną. Prokurator: To zbrodnia umyślnego zabójstwa
Udostępnij
Zarzut zabójstwa usłyszał dziś Dariusz L., który podczas polowania śmiertelnie postrzelił swojego kolegę myśliwego. 50-latkowi grozi nawet dożywocie. Prokuratorowi tłumaczył, że był przeświadczony, że celował do dzików, choć jego broń była wyposażona w specjalny celownik.
Ten artykuł powstał dzięki wsparciu Czytelników. Nie czekaj, wspieraj.
nr konta: 71 1090 2590 0000 0001 4947 2615
zostań patronem: patronite.pl/jawnylublin
szybki przelew: jawnylublin.pl/wplacam
paypal: [email protected]
Dziś prokurator Jolanta Dębiec z Prokuratury Okręgowej w Lublinie przedstawiła szczegóły tragicznego zdarzenia, do którego doszło 11 listopada w Narodowe Święto Niepodległości w okolicach Milejowa w powiecie łęczyńskim. – Z dokonanych w toku tej sprawy ustaleń wynika, że tego dnia w godzinach wczesnowieczornych dwóch myśliwych udało się na polowanie. Zostało wcześniej formalnie zgłoszone poprzez aplikację – mówiła podczas konferencji prasowej prokurator Dębiec.
Już mieli wracać do domu
68-letni Andrzej L. i osiemnaście lat młodszy Dariusz L. (obaj noszą to samo nazwisko, ale nie są ze sobą spokrewnieni) na miejsce polowania wybrali łąki w okolicy Milejowa. Zajęli pozycje w dwóch ambonach oddalonych od siebie o 200 metrów. – Po około czterech godzinach bezskutecznego polowania, które w istocie sprowadziło się do oczekiwania na zwierzynę, oraz wobec złych warunków atmosferycznych, bowiem zapadał zmierzch i zaczynał padać deszcz, postanowili oni zrezygnować z dalszego polowania – relacjonuje prok. Jolanta Dębiec.
Mężczyźni ustalili, że starszy z nich wyjdzie ze swojej ambony i pójdzie w kierunku Dariusza L. Stamtąd mieli wspólnie udać się do samochodu, który był zaparkowany w pobliżu. Ale 68-latek nie dotarł na miejsce. – W trakcie, kiedy pokrzywdzony szedł w kierunku ambony Dariusza L., ten strzelił ze swojej broni myśliwskiej dwukrotnie, godząc pokrzywdzonego w klatkę piersiową i w ramię – dodaje prokurator.
Strzały padły z odległości 167 metrów. Broń Dariusza L. była wyposażona w celownik termowizyjny, który umożliwia precyzyjne celowanie w warunkach słabej widoczności. Kiedy mężczyzna zorientował się, że trafił w kolegę, zawiadomił służby. Jak już pisaliśmy, łęczyńska policja zawiadomienie o wypadku dostała po godz. 20. Pogotowie ratunkowe przewiozło poszkodowanego do szpitala powiatowego w Łęcznej, ale życia 68-latka nie udało się uratować. Policjanci zabezpieczyli miejsce zdarzenia, a także utrwalili dowody i ślady przestępstwa, w tym broń obu myśliwych, telefony komórkowe, dokumenty i ich odzież.

Poważniejszy zarzut dla myśliwego
Początkowo policja informowała, że 50-latka zatrzymano na podstawie artykułu kodeksu karnego, który mówi o nieumyślnym spowodowaniu śmierci człowieka, za co grozi kara pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5. Ale dziś okazało się, że prokurator postawił Dariuszowi L. znacznie poważniejszy zarzut – umyślnego zabójstwa popełnionego z zamiarem ewentualnym. Jest to zbrodnia zagrożona karą pozbawienia wolności od 10 lat do nawet dożywocia.
– Prokurator rejonowy w Lublinie przedstawił mu zarzut, że w toku polowania indywidualnego, przewidując, że w istniejących warunkach oddawania strzału obrany przez niego cel może być człowiekiem i godząc się na to bez dokładnego osobistego rozpoznania zwierzyny, w zamiarze ewentualnym pozbawienia życia człowieka, przy wykorzystaniu lunety termowizyjnej, oddał strzał z posiadanej przez siebie broni myśliwskiej, w wyniku czego spowodował u niego obrażenia ciała w postaci rany postrzałowej klatki piersiowej i prawego przedramienia, które skutkowały zgonem pokrzywdzonego – opisuje prokurator Dębiec. Jak dodała, prokurator uznał, że na podstawie ustaleń śledztwa można przypisać myśliwemu, że „godził się na to, że spowoduje skutek w postaci śmierci człowieka”.
Prokurator stawiając zarzut opierał się na okolicznościach zdarzenia: Dariusz L. stał na ambonie, a więc widział teren. Był również wyposażony w celownik termowizyjny i wiedział, że pokrzywdzony zszedł ze swojej ambony i idzie w jego stronę.
Z wyjaśnień Dariusza L. wynika, że zobaczył dziki i „pozostawał w przeświadczeniu”, że oddał dwa strzały w kierunku jednego z nich. Został przebadany na obecność alkoholu i był trzeźwy. Jeszcze dziś prokurator ma skierować wniosek do sądu o zastosowanie wobec Dariusza L. tymczasowego aresztu na trzy miesiące. Na piątek zaplanowano sekcję zwłok zastrzelonego Andrzeja L.
Strzelali indywidualnie, czy w parze
Podczas śledztwa prokurator będzie badał także okoliczności samego polowania. Polowanie zostało zgłoszone jako indywidualne. Myśliwi wykorzystują do tego specjalną aplikację. Na razie nie wiadomo, czy obaj mężczyźni zgłosili dwa oddzielne polowania. – Jest to bardzo wczesny etap postępowania i te kwestie będą weryfikowane, w tym prawidłowość dokonanych zgłoszeń – zaznaczyła prok. Jolanta Dębiec.
O szczegóły tragicznego w skutkach polowania oraz innych prowadzonych wówczas na terenie gminy Milejów zapytaliśmy Polski Związek Łowiecki. Z odpowiedzi przesłanych przez Wacława Matyska,
specjalistę ds. komunikacji, wynika, że obaj myśliwi byli na polowaniach indywidualnych, byli wpisani do Elektronicznej Książki Ewidencji Polowań oraz zgłosili to samo miejsce polowania.
Koło łowieckie, które podało zbyt długi czas polowania zbiorowego, złożyło już wyjaśnienia w tej sprawie oraz wysłało poprawiony plan polowań zbiorowych na terenie gminy. – Zgodnie z obowiązującym nas rozporządzeniem ministra środowiska (…) pierwsze pędzenie nie może rozpocząć się wcześniej niż o wschodzie słońca, a ostatnie pędzenie nie może zakończyć się później niż o zachodzie słońca – tłumaczy Matysek. – W sprawie tragicznego zdarzenia, do którego doszło w sierpniu tego roku w powiecie lubartowskim informujemy, że postępowanie dyscyplinarne nadal jest prowadzone.
Na zdjęciu: Prokurator Jolanta Dębiec z Prokuratury Okręgowej w Lublinie przedstawiła dziś na konferencji prasowej pierwsze ustalenia dotyczące zastrzelenia 68-letniego Andrzeja L. podczas polowania. Fot. Krzysztof Wiejak



czyli był tak napalony na strzelanie, że walił do dwunożnego dzika, czegokolwiek co się rusza