7 minut czytania • 28.07.2026 10:39
Stadionowa gorączka i jej ofiary. Jak wydamy ćwierć miliarda na wyborcze igrzyska
Udostępnij
OPINIA. Modernizacja stadionu żużlowego przy Alejach Zygmuntowskich jeszcze się nie zaczęła, ale są już pierwsze ofiary – poległ zdrowy rozsądek i interes tych, którzy żużlem czy ogólnie stadionowymi wydarzeniami się nie podniecają. Dla Ratusza ważniejszy jest jednak suweren przychodzący na trybuny. To dla niego szykuje te igrzyska – za pieniądze nas wszystkich. Także tych, którzy stronią od motocyklowych spalin.
Chcesz prawdy o decyzjach urzędników, a nie wygładzonego PR-u? Wydajemy papierowy „Jawny Lublin”! Dorzuć się: zrzutka.pl/z/drukujemyjawnylublin
„Mamy świetną wiadomość dla całego środowiska żużlowego. Wybraliśmy wykonawcę przebudowy stadionu przy Al. Zygmuntowskich. Najkorzystniejszą ofertę złożyła firma TEXOM SA. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, nowy stadion dla 16,6 tys. widzów będzie gotowy w 2028 roku. To kolejny ważny krok w stronę realizacji tej długo wyczekiwanej inwestycji” – obwieścił 23 lipca, w dniu rozstrzygnięcia przetargu na modernizację stadionu żużlowego przez MOSiR Bystrzyca, zastępca prezydenta ds. inwestycji i rozwoju Tomasz Fulara.
Nie chodzi o to, żeby zbudować, ale żeby budować
To o tyle istotny wpis, że jego autorem jest polityk, który – jak wskazują wszystkie znaki na niebie i ziemi – będzie kolejnym kandydatem Koalicji Obywatelskiej (czy może bardziej Wspólnego Lublina) na prezydenta miasta, po Krzysztofie Żuku, który w 2029 roku przejdzie w stan ratuszowego spoczynku. Hasło „zbudujemy nowy stadion żużlowy” do tej pory działało skutecznie. Pierwszy raz padło przed wyborami samorządowymi jesienią 2018 roku, kiedy walczący wówczas o trzecią kadencję Żuk zapowiedział gruntowną przebudowę obiektu przy Alejach Zygmuntowskich. Temat odżył także przy ostatniej kampanii, w 2024 roku, jednak wówczas na tapecie był już zupełnie nowy, wielofunkcyjny obiekt z funkcją żużla nad Bystrzycą na terenie po Lubelskim Klubie Jeździeckim.
Już po wyborach okazało się, że nic z tego nie wyjdzie, a strony sporu – Ratusz i konsorcjum firm architektonicznych – zaczęły przerzucać się odpowiedzialnością za niezrealizowany projekt. Czy rzeczywiście firmy nie wywiązały się z harmonogramów, jak twierdzi Urząd Miasta, czy może Ratusz w pewnym momencie stracił zainteresowanie tą inwestycją, jak utrzymują projektanci – pozostanie pewnie niewyjaśnioną tajemnicą, pogrzebaną wraz z tym stadionem. Należę do grona tych, których ta informacja specjalne nie zmartwiła, a nawet przyniosła ulgę, że oto miasto porzuciło ten fantasmagoryczny pomysł sprowadzający się do zniszczenia kolejnego zielonego kawałka Lublina ku uprzykrzeniu życia okolicznych mieszkańców. Dzięki temu lubelscy podatnicy – zarówno ci pasjonujący się żużlem jak i ci od niego stroniący – nie utopili w błocie (dosłownie) nad Bystrzycą jakichś 300 mln złotych.
Jak się jednak wkrótce okazało, nie był to ostatni akord w tej operetce.
MOSiR-u życie na kredycie
Budowanie stadionu trwa więc już prawie osiem lat i ta odyseja, jak u Christophera Nolana, jeszcze będzie się ciągnąć. Finał spodziewany jest w 2028 roku, czyli w 10 lat od pierwszej zapowiedzi, choć gdybym miał się zakładać, to obstawiłbym, że ceremonia przecięcia wstęgi przypadnie tuż przed wyborami samorządowymi w 2029 roku.
W swoim wpisie wiceprezydent Fulara pominął (nie zakładam złej woli) jeden istotny czynnik – kwestie finansowe. Otóż firma, która wygrała przetarg, zażyczyła sobie za usługę 232 mln zł. Po cichu, jako podatnik, liczyłem, że może jednak wygra któraś z firm z dużo niższymi oczekiwaniami (najtańsza – konsorcjum z liderem Mosty Łódź – chciała jedynie 120 mln zł, a Betonox Construction 158 mln zł), ale MOSiR Bystrzyca nie uwzględnił ich ofert w końcowej decyzji. – Oferty zostały odrzucone ze względu na brak złożenia wyjaśnień w zakresie rażąco niskiej ceny – wyjaśnił nam Bartosz Orłowski, rzecznik prasowy MOSiR.
Zostajemy więc z kwotą 232 mln zł. To prawie trzy razy więcej niż jeszcze na jesieni zeszłego roku szacował Ratusz, gdy przebudową stadionu miał się zająć Zarząd Inwestycji Miejskich, komórka podległa prezydentowi. Modernizacja była wówczas wpisana w Wieloletnią Prognozę Finansową miasta. Koszt był szacowany na 83 mln zł i co roku z budżetu miasta miało iść na ten cel po 20 mln zł. Tak by w 2029 roku obiekt przy Zygmuntowskich już nie gorszył kibiców z Lublina i przyjezdnych swoim dziadostwem i wyglądał tak, jak na trzykrotnego Mistrza Polski na żużlu przystało.
83 mln zł wyglądało na w miarę rozsądną cenę za przebudowę. Jednak w listopadzie Żuk niespodziewanie złożył korektę do wieloletniej prognozy i głosami radnych swojego klubu miliony na stadion wykreślono, a remont powierzono MOSiR-owi. Zabieg ten miał na celu zbicie kosztów inwestycji o podatek VAT, który MOSiR może sobie odpisać. Krok w sumie jak najbardziej podatkowo i finansowo uzasadniony, choć może prezydentowi bardziej chodziło o to, by dług, jaki wykreuje ta inwestycja, nie doliczał się do zadłużenia miasta, które dobija do 2,8 mld zł. Ale mniejsza o motywy. Problem w tym, że deficytowa miejska spółka – utrzymywana przy życiu poprzez regularne przelewy z Ratusza (w tym roku to 50,5 mln zł) – nie ma nawet 1/10 kwoty z oferty wyłonionej w przetargu. Na koniec zeszłego roku na rachunkach bankowych i w kasie miała 3,8 mln zł, a jej rzeczowe aktywa trwałe (to m.in. grunty i budynki) były warte w sumie 160 mln zł.
Na tę finansową niemoc wymyślono jednak remedium – MOSiR zaciągnie bankową pożyczkę (w ratuszowym żargonie to „zwrotne źródło finansowania”). Na razie nasze pytania o finansowe szczegóły, które kierujemy do spółki od kilku miesięcy, pozostają otwarte. – Miejski Ośrodek Sportu i Rekreacji „Bystrzyca” w Lublinie ma już wstępne porozumienie z jednym z banków, obecnie jesteśmy na etapie dopinania ostatnich formalności przed podpisaniem umowy. W związku z powyższym przekazanie szczegółów dotyczących warunków nie jest w tym momencie możliwe – odpisał nam w miniony czwartek, 23 lipca, rzecznik Orłowski.
Opinia publiczna zna więc na razie jedynie wysokość zwycięskiej oferty. Nie wie natomiast, ile wyniesie koszt pożyczenia 232 mln zł, czyli bankowych odsetek, a mogą to być nawet dziesiątki milionów złotych. Zagadką jest też to, jak długo MOSiR będzie spłacać to zobowiązanie, czy kto będzie gwarantem tak dużej pożyczki. I czy rzeczywiście modernizacja zamknie się w kwocie złożonej przez oferenta. Sztandarowe inwestycje prowadzone w ostatnich latach przez miasto – np. budowa dworca metropolitalnego, czy remont Parku Ludowego – pokazały, że pierwotne kwoty nijak miały się do końcowego rachunku, a dopłaty z kasy miasta były więcej niż solidne. Budowa dworca ostatecznie podrożała o 100 mln zł, a park rewitalizowano za 44 mln zł przy planowanych 20 mln zł. Tak może, choć oczywiście nie musi, zdarzyć się również w przypadku przebudowy stadionu żużlowego.
Obiekty mamy, ale nie w pełni z nich korzystamy
Co w zamian za wydanie ćwierci miliarda złotych dostaną podatnicy, zarówno zapaleni kibice żużla jak i żużlooporni? Według zapewnień samego prezydenta będziemy mieć multiarenę, na której w przerwach pomiędzy żużlowymi zmaganiami będą się działy niesamowite rzeczy. – Chcemy, aby powstał nowoczesny stadion spełniający najwyższe standardy i gotowy do organizacji wydarzeń sportowych oraz kulturalnych o wysokiej randze, który będzie służył zawodnikom, kibicom oraz mieszkańcom Lublina – zapowiedział cytowany w komunikacie prasowym Krzysztof Żuk, dając do zrozumienia nie-kibicom, że buduje obiekt także dla nich.
Wystarczy jednak wczytać się w plan funkcjonalno-użytkowy opracowany dla stadionu, by dojść do wniosku, że głównym beneficjantem będzie prywatna spółka żużlowa Speedway Lublin, która nowy obiekt dostanie w prezencie od nas wszystkich. Obiekt ma przede wszystkim spełniać wymagania Międzynarodowej Federacji Motocyklowej (FIM), Polskiego Związku Motorowego, Ekstraklasy Żużlowej oraz samego klubu żużlowego. Ten ostatni oprócz rozbudowanego zaplecza technicznego będzie miał do dyspozycji m.in. także sklep klubowy, a na frontowej elewacji zarezerwowane miejsce na logotyp. Nawet wiceprezydent Fulara w swoim internetowym wpisie, cytowanym na początku tego tekstu, nie ukrywa, że o żużel głównie tu chodzi.
Zakładając jednak, że nie będzie to tylko motoarena, pozostaje pytanie, czy MOSiR, administrator obiektu, będzie w stanie go odpowiednio wykorzystać i czy obecna baza (Arena Lublin, Globus) nie jest wystarczająca, by zaprosić Lublinian na niesportowe wydarzenia? Tym bardziej, że jakieś nieśmiałe próby w przeszłości już były. Choćby w 2019 roku, kiedy na Arenie grały gwiazdy pop lat 80. z Thomasem Andersem z Modern Talking. A na początku lipca br. odbył się tu trzydniowy kongres świadków Jehowy, na który przyjechało 11 tysięcy osób. To pokazuje, że spółka ma możliwości, by wykorzystywać swoje obiekty tak, by służyły nie tylko sportowym rywalizacjom.
Igrzyska muszą trwać
Mam jednak nieodparte wrażenie graniczące z pewnością, że narracja o kulturalnej funkcji nowego stadionu ma legitymizować wydanie olbrzymich pieniędzy z naszych kieszeni. Bo rzeczywisty beneficjent (kibic i klub żużlowy) jest już dawno określony. Trudno mi sobie zresztą wyobrazić, że na przykład jedna z dużych miejskich imprez plenerowych – Inne Brzmienia – przeniesie się z klimatycznych Błoni pod Zamkiem (w tym roku gościnnie w Parku Ludowym) na trybuny stadionu miejskiego. Zresztą mogłoby to być nawet trudne organizacyjnie, bo liga żużlowa jeździ w sezonie wiosenno-letnim, od kwietnia do września, a po drodze są przecież treningi.
W sytuacji niewykorzystania potencjału obiektów, którymi już dysponuje MOSiR, wydawanie 232 mln złotych na nowy stadion, który teoretycznie miałby oferować także inne formy zbiorowego uczestnictwa, pachnie zwykłym przepalaniem publicznego grosza. Grosza, którego ani Ratusz (rzeczywisty żyrant kredytu na motoarenę), ani tym bardziej MOSiR nie posiadają. Tylko naiwniacy sądzą, że są ważniejsze i pilniejsze inwestycje, które Ratusz zapowiada od lat, a które – ze względu na coraz krótszą finansową kołdrę – odkłada na święty nigdy. Woli na przykład dalej troszczyć się o i tak już napuchnięte portfele deweloperów, wynajmując od nich po zadziwiająco szczodrych stawkach powierzchnie biurowe, zamiast wybudować biurowiec dla rozproszonych po całym mieście wydziałów (pierwotny koszt oszacowano na 80 mln zł). O żenującym stanie takich ulic jak Zana czy Głęboka nawet nie będę wspominał, czy o innych niesportowych inwestycjach, które mogłyby poprawić dobrostan mieszkańców żyjących na co dzień granicach administracyjnych Lublina.
Z perspektywy loży VIP na stadionie żużlowym, na której chętnie pokazują się miejscy radni wszystkich opcji oraz ratuszowy i polityczny establishment, budowa nowego stadionu jest jednak jak najbardziej uzasadniona. Zdrowy rozsądek i umiar nie mają tu znaczenia – igrzyska muszą trwać, bo dzięki nim wygrywa się wybory.




„Dla Ratusza ważniejszy jest jednak suweren przychodzący na trybuny. To dla niego szykuje te igrzyska – za pieniądze nas wszystkich. ”
————————–
Nie sądzę, żeby w przypadku myślenia Duce (mówię „ratusz”, myślę „Dewelo-Duce”) jakaś jedna grupa „plebsu” była ważniejsza od innej – darzy on cały „plebs” niedyskryminacyjnie pogardą.
I dodatkowo też zdaje sobie sprawę, że wyszastanie takiej kwoty może odebrać Namaszczonemu tyle samo głosów przy urnie, co zyska on ze strony fanatyków oglądania kręcących się motorków (zwłaszcza biorąc pod uwagę, że ok. 50% tych fanatyków to LKR, LLB, LLE itp.). Ale ten drobny problem może da się rozwiązać, stawiając jeszcze więcej bilbordów przed „wyborami”.
————————-
Motyw jest jeden – dogodzenie K0lesiom ze stoku, ponieważ tylko Ludzie z Wypchanymi Portfelami są ważni dla Duce.
————————
Nie mam pewności, dlaczego dewelo-banda wycofała się z planów budowy nowego K0lesioseum w miejsce po zaoranym LKJ (notabene – tradycja sportów konnych przetrwała nad Bystrzycą nawet za okupacji niemieckiej, dopiero dewelo-okupant ją wykończył).
Byłem przekonany, że zostanie to dopchnięte K0lanem po to, żeby przy Zygmuntowskich w miejscu gdzie jest obecne K0lesioseum, można było postawić 8-10 „luksusowych akademików” (nawet bodajże była już wpisana w którejś z uchwał odpowiednia dla takiego przedsięwzięcia zmiana przeznaczenia terenu).
————————-
Być może, wobec widocznej nadpodaży tego typu „luksusowych” kurnikowców w Śródmieściu, K0lesie uznali taki scenariusz za zbyt ryzykowny (musieliby zacząć od wykasłania jakiejś, dość znaczącej kwoty na wykup terenu, nawet biorąc pod uwagę, że podział na „rewiry” ustalany przez Lożę, gwarantowałby brak istotnych konkurentów w „przetargu”).
Być może Mefistofallus, który najwyraźniej wyrósł na głównego lidera dewelo-bandy, złożył sprzeciw z uwagi na to, że on sam zaangażował się w tego typu geszefty już wcześniej.
————————-
W każdym razie, z tego co się orientuję, żużlo-narciarze już zostali już do pewnego stopnia „zrekompensowani”, bo Duce obsypał ich wuzetkami na ich bankach ziemi na Czechowie. Ale pewno żeby ich jeszcze bardziej udobruchać, zrobi im rycht K0lesioseum za wspomniane ćwierć mld.
I będą to dwie pieczenie przy jednym ogniu, gdyż należy pamiętać, że zatopienie finansu publicznego to typowa strategia sorosowców na drodze do zniewolenia społeczeństw.
A wszystko po to żeby utrzymać się dłużej przy korycie, dając paru gościom możliwość popatrzenia jak paru innych gości jedzie kawałek prosto, a potem skręca w lewo. 🤣
Zapłacimy wszyscy….no tak, było do przewidzenia.
Dziękuję za ten artykuł. Mam nadzieję,że przeczyta go jak najwięcej osób.
Lublin to ch0lernie bogate miasto. Wszystko byle najdrożej, najdrożej też mieszkańcom, a zarobki g0wniane. Mieszkańcy się bogacą, kupują litrowe motocykle i kwitnie samochodoza. Robi się taki Bangladesz. Kiedyś był tor na Wrotkowie, ludzie mogli się tam wyszaleć, ale za rządów żukowskich został zlikwidowany. Skutek tego jest taki że wieczorami po ulicach szaleją sportowe motocykle i auta z dieslami. Dlatego to referendum się odbędzie, bo komunikacja miejska została zagrabiona, a pieniądze idą na mniej pilne sprawy.
„tradycja sportów konnych przetrwała nad Bystrzycą nawet za okupacji niemieckiej, dopiero dewelo-okupant ją wykończył).”
_
Z pustyni ulicy Abramowickiej widać stadninę koni, można pooglądać, zalecane czapka z daszkiem lub okulary przeciwsłoneczne.
232mln to ile? To połowa dworca metropolitalnego? Pięć remontów Parku Ludowego? Trzy budynki szkolne takie jak na ul. Berylowej?
Żużel to przede wszystkim hałas, bo spalin nie ma od dawna, chyba, że mówimy o kibicach przyjeżdżających samochodami?
Nie tylko czarny cyrk, ale także KAŻDY sport wyczynowy w kapitalizmie to patologia.
Za komuny główni „idole” nawet najbardziej lukratywnej dziedziny, czyli piłki kopanej, typu Deyna, grali z równym, czy nawet większym zapałem mimo tego, że materialnie mogli się wybić ponad „plebs” jedynie marginalnie, tj. np.:
„ Jego motoryzacyjna historia w Polsce Ludowej dzieli się na dwa główne etapy:Talon na pierwszy samochód: Za zdobycie złotego medalu olimpijskiego w Monachium w 1972 roku Deyna otrzymał od państwa talon na auto (wtedy standardową nagrodą dla czołowych piłkarzy były m.in. krajowe Fiaty 125p).
Flota luksusowych modeli BMW: Jako absolutna gwiazda reprezentacji i Legii Warszawa, Deyna (wraz z kilkoma innymi kolegami z kadry, m.in. Robertem Gadochą) wszedł w posiadanie modeli BMW 1800 oraz kultowego BMW 2002. Niemiecki koncern motoryzacyjny sprzedał te prestiżowe, sportowe auta polskim piłkarzom-medalistom po specjalnych, bardzo preferencyjnych cenach. Na szarych ulicach PRL-u zachodnie BMW robiło piorunujące wrażenie i było jaskrawym symbolem statusu materialnego „Kaki”.
——————–
Za kapitalizmu taki Lewy był w stanie dorobić się na sprawnym kopaniu piłki majątku o 5 rzędów wielkości większego, niż Deyna i wykupuje całe połacie banków ziemi + został dewelocfaniakiem, żeby jeszcze bardziej pomnożyć tą mannę, którą zdobył kosztem „plebsu”, żeby łupić ten „plebs” nawet po zakończeniu sportowej kariery.
Czyli, inaczej mówiąc, „plebs”, który kupując bilety na mecze po horrendalnych cenach, składał się na sportowe zarobki Lewego, będzie jeszcze musiał „w bonusie” płacić wyższe mini-ratki/czynsze na ryngu kurnikowym napompowanym przez wykreowane z ich niewypchanej kieszeni fortuny.
Czy kibice mają świadomość, że 90% topowych sportowców wyczynowych pakuje swoje fortuny w nieruchach, co skutkuje zmniejszeniem dostępności kurników dla sponsorującego te wyczyny „plebsu”?
—————
A kopana, czy tenis, to przynajmniej sport per se i w założeniu takie kariery mają motywować dzieciarnie do pro-zdrowotnej aktywności fizycznej (motywowały także za prl, przy braku opcji zbijania fortun idących w setki mln $). Do czego może motywować dzieciarnię śmierdzący cyrk?
Są stadniny prywatne, ale jazda na koniu dostępna jest dziś tylko dla dzieciarni Ludzi z Wypchanymi Portfelami.
Za komuny można było się zapisać do LKJ na naukę jazdy konnej będąc biednym studentem na stypendium socjalnym.
Duce, zaorywując LKJ, „zaoszczędził” może kilka mln zł rocznie, ale nie ma problemu, żeby dokładać regularnie kilka mln rocznie do cyrku desperados na stalowych rumakach tytułem „promocji miasta”, nie mówiąc już o wspomnianej ćwierci mld.
W dzieciństwie bardzo lubiłem chodzić na Klub Jeździecki, bo to przy Bystrzycy, szło się fajną trasą rowerową do niego. Teraz to tam pewnie hałas od tej autostrady otwartej w ub. roku od motocyklistów. Jeszcze nie było mostu na Muzycznej, przechodziło się z Parku Ludowego na bulwar i czułeś się jak poza miastem. Żadnego szumu samochodów nie było. Piękne czasy. Pomyśleć że jeszcze koło 2014 roku było naprawdę fajnie w Lublinie. Z nostalgią patrzę na Street View z lipca 2014.
W marcu 2026 bilbord o budżecie obywatelskim.
W kwietniu 2026 bilbord o rozliczaniu PIT-u.
W maju 2026 bilbord o Lublinialach (koncercie dla studentów).
W czerwcu 2026 bilbord o Nocy Kultury.
W lipcu 2026 bilbord o Karnawału Sztukmistrzów i teraz (koniec lipca) o *urodzinach Lublina od 8 do 17 sierpnia.
I to wszystko na tym samym trawniku.
_
To oznacza drugi rok z rzędu przypisanie sobie przez ratusz organizacji koncertu Lato z Radiem i Telewizją Polską, tłumacząc to urodzinami miasta.
_
Jak były urodziny Łeby, a w tym czasie akuray byłem nad morzem, to NIGDZIE nie było na ten temat bilbordu. Były gdzieś tam reklamy, plakaty, ale nie było bilbordów.
No niestety – przeobrażenie Koziego Grodu – miasta z tradycjami i specyficznym urokiem – w Detroit nad Bystrzycą nastąpiło w ciągu zaledwie kilkunastu lat.
W tym samym czasie zadłużenie wzrosło z ok. 500 mln do 2,8 mld. Poziom zadłużenia w stosunku do dochodów własnych wynosi już dużo więcej niż 100% (133% na koniec 2025 r.).
To oznacza, że bez jakiegoś nadzwyczajnego wsparcia z budżetu centralnego (albo bez wyprzedaży resztek majątku typu empewik czy elpec), zadłużenie przebiło rubikon, zza którego już nie ma powrotu do możliwego do podtrzymania operowania finansem gminy.
Do tego nie można pominąć faktu, że w tym samym okresie „miasto” wyprzedawało posiadany majątek (głównie nieruchomości) na dużą skalę – być może w sumie za kwotę zbliżoną do 1 mld, a więc w rzeczywistości pozycja aktywów netto uległa pogorszeniu nie o 2, ale o 3 mld zł.
———————-
To jest właśnie podręcznikowa realizacja strategii neolibu: zniszczyć lokalny „ekosystem” (w znaczeniu zarówno przyrody, jak i tradycyjnej tkanki miasta), wyprzedać aktywa kapitalistom po jak najniższych cenach, oraz geometrycznie zwiększać zadłużenie publiczne, szastając publicznym groszem na lewo i na prawo bez umiaru pod dowolnym pretekstem i najlepiej w taki sposób, żeby przy okazji pogorszyć jakość życia „plebsu” i napchać kieszenie kapitalistów.
@kdr Wczoraj na niejakim Facebooku (na grupie „Roztocze to nie koniec świata” widziałem posta, że częściowo na prywatnej działce jak i na terenie Roztoczańskiego Parku Narodowego wycięto około 20 drzew. Chodzi o Bukową Górę w Zwierzyńcu. Ktoś podpisał to „Po wycięciu tych paru drzew ta panorama wygląda pięknie”.
Nieznany sprawca bez zezwolenia powycinał drzewa. Komentarze były takie: „Podziękowania dla osoby która to ścięła!” Ktoś się go zapytał „cudze drzewa bez zezwolenia. To jest w porządku?” i odpowiedź „w tym przypadku tak”.
W styczniu jak robiliśmy filmy o wycinkach na Turystycznej, to jaki jad się sądził, że aż dno. Polacy dendrofobię mają w krwi i kości, jak i awersję do zdrowego rozsądku, liczy się tylko jasne JA, żebym JA coś zobaczył. A obok Bukowej Góry też są ładne widoki.
Nawet, jeśliby jakimś zrządzeniem losu w 2029 dewelo-banda utraciła władzę, los finansu Dziadogrodu został już przypieczętowany w 2010 wraz z wyborem Destruktora z Jakubowic.
Weźmy taki przykład: w 2029 jakimś cudem nad Bystrzycą rathaus zostaje odbity z rąk dewelo-okupanta przez jakąś koalicję aktywistów miejskich.
Jaka byłaby reakcja systemu kapitalistycznego?
1) Odcięcie kredytu, lub/i podwyższenie oprocentowania długu, co automatycznie zablokowałoby wszelkie próby podejmowania racjonalnych inwestycji i zredukowałoby możliwości budżetowe od razu o 10-20% w zasadzie wykluczając jakiekolwiek programy naprawy stanu miasta.
2) Blokada dotacji z UE (zresztą i tak ta manna niebawem się skończy).
3) Obcięcie dotacji z centralnego budżetu nadal działającego pod kapitalistycznym zarządem (kara za wirzchycielstwo).
4) Po 2-3 latach waterboardingu finansowego powołanie „komisarza”, który prawdopodobnie zacząłby „pracę” od wystawienia na licytację (najpewniej wśród zaprzyjaźnionych miejscowych parasajtów) empewiku i elpecu.
5) Masowe próby przekupienia „aktywistów” z rm, przez lokalne bandy, z których część zakończyłaby się powodzeniem, prowadząc prawdopodobnie do upadku takiej rady lub do konieczności zawarcia „kompromisów” z reżimem.
6) Zmasowana kampania dezinformacyjna finansowana przez lokalnych geszefciarzy, w tym regularne nękanie i oczernianie „aktywistów” na platformach publicznych na wzór tego, co miało miejsce na forum DW, tyle że 100 x bardziej intensyfnie.
Itd itp
@kdr
Widziałeś to? Wypowiedzi klakierów. Obejrzyj
A i szacun, że JL wreszcie ma TikToka.
urlebird.com/video/czasem-a%C5%BC-oczy-bol%C4%85-patrze%C4%87-jak-si%C4%99-przem%C4%99cza-czyli-najbardziej-7658312906710256918/
PS. Jeśli już mówimy o komentarzach ze strony r0zw0j0filów – gdzieś widziałem głos, że zamiast wyszastać 230 mln na remont K0lesioseum, lepiej byłoby pociągnąć kolejne autostrady śródmiejskie do dewelocfaniackich banków ziemi, bo to byłoby „bardzie opłacalne dla miasta” w kontekście spodziewanych wpływów z PoN.
Z tym że obecnie wpływy PoN z jednego kurnika to średnio ok. 100 zł/rok. Dajmy na to, że przy skomunikowaniu banków ziemi autostradą kosztem 200 mln jakiś dewelocfaniak będzie mógł postawić 1000 kurników.
Przyszłe dochody dla „miasta” z tytułu PoN? Łatwo obliczyć: 1 000 x 100 = 100 000 zł/rok, czyli 0,05% nakładów na budowę autostrady, podczas gdy „miasto” płaci prawdopodobnie gdzieś w okolicach 5-7% od zaciągniętego długu, czyli „zysk” pokrywałby jedynie 1% kosztu obsługi zaciągniętych zobowiązań.
A to już nie licząc bieżących kosztów utrzymania takiej autostrady (np. odśnieżania), które spokojnie przekroczyłyby 1 mln/rok.
Słowo aktywistów w cudzysłów niepotrzebne, bo na przykład Marek Rybołowicz, Jacek Skiba, Magdalena Nosek czy Krzysztof Gorczyca jak najbardziej powinni spróbować swoich sił na prezydenta po referendum odwołującym towarzystwo z ratusza, coraz bardziej sprawujące władzę autorytarną, patrz: niedopuszczenie kilkoro mieszkańców do głosu, że aż sam Filipowicz musiał się wypowiadać w imieniu jednej.
Skoro temat sportu, to w Lublinie nawet tego brakuje – profesjonalne urządzenia do treningu na powietrzu z regulowanym obciążeniem oraz dodatkową infrastrukturę sportowo-rekreacyjną, czyli tor przeszkód + dwie zjeżdżalnie linowe typu tyrolka, które uzupełniają ofertę rekreacyjną. W Łęcznej takie coś jest – DZIK GYM, całkowicie na powietrzu
Może i śmieszne te „jarząbki”, ale za pomocą środków wyrazu typu komediowego nie da się pokonać reżimu.
Wiara w to, że tiktoki coś zmienią, to tak, jakby twierdzić, że Bareja obalił komunę (swoją drogą, jaka ekonomia jest bardziej absurdalna: ta, w której po ulicach chodzą ludzie obwieszeni dumnie zapasami wystanej srajtaśmy, czy może ta, w której plebs zaciąga sobie na szyję chomąto kredytowe na 30 lat, żeby zamieszkać we „własnym” kurniku 30m2 z widokiem na betonozę?).
Przecież to są gigantyczne pieniądze. W normalnym świecie taką przebudowę fina kibice członkowie klubu I sam klub żużlowy powinni wziąć kredyt sprzedać kibicom jakieś cegiełki itd. To nie jest inwestycja prorozwojowa i niezbędna. Wstyd i żenada dlaczego jest tak drogo? No bo dlaczego miś ma być tani? A ile kiedyś miał kosztować niezbędny dla miasta Tunel pod al Racławickimi?
Ja, jeśli byłym reprezentantem poważnej firmy startującej w „przetargu” i po złożeniu racjonalnej oferty dostałbym wniosek o wyjaśnienia w zakresie „rażąco niskiej ceny”, to odczytałbym to jasno jako komunikat: „nie wpychajcie się pomiędzy wódkę a zakąskę” i nawet nie zawracałbym sobie głowy odpowiedzią.
No i oczywiście w przyszłości nie zawracałbym sobie gitary startowaniem w „przetargach” organizowanych przez taką ekipę „samorządową”.
Krótko mówiąc, ludzie z rozgoryczeniem piszą na Facebooku pod postem do tego artykułu. Są dziecinne tekściki o „zaściankowym psycholu” (autor Marek Anyszek). Tam ktoś jeszcze napisał że „nie ma szans na zbudowanie stadionu za niższe pieniądze, bo to skończyć może się rozgrzebaniem budowy”. Inny: „Nie lubię sportu – nie chcę stadionów, nie lubię pływać – nie chcę basenów, nie jeżdżę rowerem – po co drogi rowerowe”. Jeszcze inny: „proponuje w takim razie poczytać o długach innych miast w Polsce.”
Widzisz, a Ty @kdr tak się produkowałeś o zadłużeniu a fularowcom to lotto 🙈
Od AI:
Pod względem procentowej relacji długu do całego budżetu Lublin ustępuje liderom rankingu (Toruń ~104%, Łódź ~90%), lecz pod względem obciążeń z tytułu samych odsetek w przeliczeniu na jednego mieszkańca (per capita) od lat zajmuje jedną z najwyższych, czołowych pozycji w analizach finansowych
———————
Ale oczywiście r0zw0j0file będą ignorować wszelkie argumenty, które sprzeczne z ich kultem. Kult r0zw0ju mówi, że „miasto”, zadłużając się, „inwestuje”, natomiast fakt, że te tzw. „inwestycje” są generatorami dalszego przyspieszania tonięcia bilansu aktywów gminy (jak np. nowe autostrady śródmiejskie, które wymagają utrzymania, miernopolitalny, do którego trzeba dokładać w przeciwieństwie do dworca na podzamczu, który się bilansował i setki innych podobnych przykładów) to „defetyzm”.
——————-
Podkreślam jeszcze raz – typową strategią sorosowców jest zatapianie finansu publicznego po to, żeby doprowadzić czy to gminy, czy nawet całe państwa (te, które są pod batem np. MFW) do stanu zniewolenia i poddaństwa wierzycielom, a tym samym wyeliminować zdolność do prowadzenia niezależnej polityki nawet w przypadku, kiedy siły okupacyjne (neolib) zostałby jakimś zrządzeniem losu odsunięte od steru.
Przykro to stwierdzić, ale system „funduszy strukturalnych” też służy temu celowi, ponieważ aby pobrać dotacje, gmina musi zaciągnąć kredyt w wysokości 30-70% całego dotowanego zadania (w slangu r0zw0ju zwanego „inwestycją”).
Sprawność gabinetu Szastacza z Jakubowic w uzyskiwaniu dotacji z UE w praktyce oznacza głownie sprawność w zwiększaniu zadłużenia gminy.
A „pożytki” z tego zadłużania są takie, jakie każdy (oprócz r0zw0j0filów) widzi – detroityzacja i napychanie kieszeni kapitalistów.
Korporacje błędnie zakładają, że im bardziej skomplikowany i „grzeczny” jest język, tym model językowy wydaje się „mądrzejszy” i „bardziej profesjonalny. A to jest oczywista nieprawda, bo modele coraz częściej przez to są wrogie, nie łapia kontekstu, zarzadzają rozmową zamiast ją prowadzić. Chyba że korzystasz z lokalnych modeli albo z takich ostatnich resztek normalności jak Grok.
Modele Anthropic, OpenAI czy Googla nie będą już tylko reagować na to, co napisałeś. Analizować będą już tylko twoje wzorce, ton i słownictwo, żeby przewidzieć, że możesz stać się problemem i zaczynają kłócić się. Zanim w ogóle wyślesz wiadomość, system, na którym opierane są te modele, będzie cię blokował lub ostrzegał, skanował token po tokenie i jak uzna że jesteś „ok”, to przechodzi.
Tłumienie kontekstu to ryzyko. Kreatywność to ryzyko. A w świecie późnego kapitalizmu technologicznego ryzyko musi być wyeliminowane, nawet jeśli oznacza to, że produkt stanie się bezmózgi. Więc ci, którzy zamienili GPT-4o, GPT-4.1 w dzisiejsze wykastrowane, nadopiekuńcze, terapeutyczne boty, które wdrożyło OpenAI pod wodzem Scam Altmana. I tylko Grok z kapitalistycznych modeli ma najbardziej ograniczeń systemowych jak i sam model najmniej się ogranicza – Grok 4.5.
Już mamy rozwój przy drogach w postaci wycinek milionów drzew od 2004 roku. Czas z tym oszołomstwem skończyć raz na zawsze Też p i e r d o l ą, że rozwój dróg, bo w tym kraju wszystko pod samochodozę i motocykle się robi.
Przyznaj się, Asz, łyknąłeś sobie coś po robocie dzisiaj…
A ty co?
Dziękuję za ten artykuł. Sama zastanawiam się, czy te ogromne koszty są naprawdę uzasadnione. Bardzo przydałoby się zestawienie, co moglibyśmy zyskać zamiast.