10 minut czytania • 08.05.2026 07:57
SM Felin: Prokuratura w spółdzielni. Kontrowersje wokół wyboru nowej prezeski
Udostępnij
Prokuratura bada, czy mogło dojść do posługiwania się fałszywymi dokumentami przy wyborze prezesa Spółdzielni Mieszkaniowej Felin. Na posiedzeniach rady nadzorczej jest nerwowo, kilka osób już zrezygnowało. Ujawniamy, jak zmieniano wymagania konkursowe i dlaczego prokuratura sprawdza teraz zawodową przeszłość w Wielkiej Brytanii prezeski Felin Moniki Przybyły.
Dziękujemy, że nas czytacie, wspieracie, wierzycie w sens tego, co robimy. Nie robimy tego dla nagród. Nagrody to zaszczyt, ale też ogromne zobowiązanie.
zostań patronem: patronite.pl/jawnylublin
szybki przelew: jawnylublin.pl/wplacam
Ta historia ma początek w obradach walnego zgromadzenia członków spółdzielni mieszkaniowej Felin w maju ubiegłego roku. Wybrano wówczas nową, 9-osobową radę nadzorczą. Ale członkowie spółdzielni ani nie zatwierdzili sprawozdania finansowego, ani nie udzielili absolutorium prezesce Joannie Owczarek i członkowi zarządu Dariuszowi Siwkowi. Dwa tygodnie później rada nadzorcza odwołała zarząd i ze swojego grona oddelegowała do pełnienia funkcji prezesa Monikę Przybyłę, a zastępcy – Dariusza Wilczka. Mieli zastępować zarząd do czasu ogłoszenia i rozstrzygnięcia konkursu na te stanowiska.
W regulaminie konkursu na prezesa spółdzielni znalazł się zapis o 5-letnim stażu pracy, w tym co najmniej 3 lata na stanowisku kierowniczym (zarządzanie przynajmniej 10-osobowym zespołem). Kandydat powinien był mieć też wykształcenie wyższe techniczne (preferowane budowlane). To dla tej historii ważne.
Pod koniec lipca ub. r. Dariusz Wilczek rezygnuje z funkcji wiceprezesa i wraca do rady nadzorczej. Tym samym może uczestniczyć w wyborze nowego prezesa. W konkursie na to stanowisko wpływa dziewięć ofert, w tym pięć kompletnych.
12 sierpnia rada nadzorcza ma przeprowadzić rozmowy z kandydatami. Jednak już na początku obrad członkini rady nadzorczej Grażyna Łukasiak wskazuje, że regulamin konkursu ma wadę prawną i poprosi o opinię radcy prawnego. Mec. Tomasz Furgał wyjaśnia, że regulamin nie przewiduje oddania głosu przeciwko kandydatowi, co może spowodować, że ktoś może wygrać jednym głosem, przy pozostałych głosach nieważnych. Rada decyduje więc o unieważnieniu konkursu. Tego samego dnia Wilczek wraca na fotel wiceprezesa – na czas od 21 sierpnia do 9 września.
W wymaganiach wykreślono uprawnienia budowlane
2 września rada nadzorcza ogłasza kolejny konkurs. Tym razem wymogiem jest 10-letni staż pracy, w tym 5-letni na stanowisku kierowniczym oraz wykształcenie wyższe. Dlaczego wykreślono wymóg posiadania dyplomu uczeni technicznej? Zapytaliśmy o to obecnego przewodniczącego rady nadzorczej Zenobiusza Wieczorka.
– Porozmawiam z innymi członkami rady i dopiero wtedy będę udzielał informacji – mówi nam Wieczorek. Gdy dzwonimy po raz kolejny, wyjaśnia, że jednak nie może udzielić żadnej informacji, a rada nadzorcza może rozmawiać z prasą „tylko jako całość” i zaprasza na posiedzenie.
4 maja idę więc na zebranie rady nadzorczej. Ponownie pytam, a członkowie ustalają, że odpowiedzi prześlą mi następnego dnia mailem. W tej sprawie pisze mec. Furgał. – Posiadanie uprawnień budowlanych oznaczono jako dodatkowe wymaganie, które nie jest niezbędne do objęcia stanowiska. Rada Nadzorcza uchwalając zmianę powołanego regulaminu uznała, iż wymagania dodatkowe, które nie są warunkiem sine qua non przedmiotowej funkcji, mogą zawęzić listę potencjalnych kandydatów, tym bardziej iż procedura konkursowa trwała dość długo i brak było kandydatów mogących dać rękojmie należytego pełnienia funkcji Prezesa Zarządu – wyjaśnia radca prawny.
I dodaje: – Rada Nadzorcza uznała, iż do zarządzania Spółdzielnią ważniejsze od uprawnień budowlanych będą aspekty dotyczące znajomości funkcjonowania spółdzielni mieszkaniowych i prawa spółdzielczego, określając w ten sposób wymagania dodatkowe w zmianie regulaminu.
Tłumacząc z języka prawniczego na nasze: rada uznała, że uprawnienia budowlane mogłyby być przeszkodą w znalezieniu odpowiedniego kandydata.
– Wydaje mi się, że rada nadzorcza zmieniła te wymagania, bo nie było kandydatur z rynku. Znaleźć kogoś z uprawnieniami budowlanymi jest naprawdę ciężko – stwierdza prezeska SM Felin Monika Przybyła. Czy rzeczywiście? Na konkurs w lipcu wpłynęło dziewięć ofert, a na październikowy sześć.
– Do tej pory to prezes przeprowadzał przeglądy budowlane. Ale tylko spisywał protokoły, bez żadnych zdjęć i zaleceń. Miały być dzięki temu oszczędności, ale spółdzielnia musiała płacić składki do izby budowlanej. Poza tym prezes najpierw przeprowadzał przeglądy, a potem odpowiadał za realizację własnych zaleceń. To było chore – stwierdza Przybyła.
Prezeska podkreśla, że ona sama nie brała udziału w opracowywaniu wymagań dla kandydatów w konkursie. W konkursie, w którym sama wystartowała.
Gdzie się podziały świadectwa pracy?
Wróćmy do powtórzonego konkursu na prezesa – wpłynęło sześć ofert, do drugiego etapu przeszło troje kandydatów. Jednak aż dwoje nie zgłosiło się na rozmowę kwalifikacyjną, więc przeniesiono je na połowę listopada. Na tym właśnie posiedzeniu członkini RN Romana Wójtowicz zwróciła uwagę, że przy jednej z kandydatur brakuje świadectw pracy, potwierdzających wymagany staż.
– Poprosiłam o kopertę z dokumentami. Czytałam CV i nie zauważyłam ani jednego świadectwa pracy. Dlatego zwróciłam uwagę, że nie można potwierdzić stażu pracy – opowiada nam. Chodziło o teczkę Moniki Przybyły.
– Kandydatura pani Moniki Przybyły pojawiła się 17 listopada. Do odręcznie napisanego CV dołączony był dyplom ukończenia studiów wyższych na KUL, dwie referencje, zaświadczenia o stanie zdrowia i zaświadczenie o niekaralności. Brak było świadectw pracy. Po rozmowie kwalifikacyjnej, złożyłyśmy pismo do przewodniczącego RN, by kandydatura pani Moniki Przybyły nie była brana pod uwagę przy wyborze na prezesa, ponieważ nie spełnia warunków konkursu – mówi nam Wójtowicz. Popiera ją Bożena Wrzos. Obie panie na posiedzeniach Rady Nadzorczej kontestują wybór Przybyły.
Ale mimo tych wątpliwości, 24 listopada RN rozstrzygnęła konkurs, wybierając na prezesa właśnie Przybyłę. Za kandydatką zagłosowało sześciu członków rady. Dwóch było przeciw.

Sprawa kwalifikacji nowej prezeski wróciła na posiedzeniu rady nadzorczej 2 marca br. – Rada Nadzorcza uznała, iż Pani Monika Przybyła udokumentowała swoje wykształcenie, a także 10-letnie doświadczenie zawodowe oraz 5-letnie doświadczenie na stanowisku kierowniczym – uspokajał członków rady mec. Furgał, co możemy wyczytać w protokole z posiedzenia.
– Prezes Zarządu po raz kolejny poinformowała, że spełnia i spełniła wymagania konkursu, a działania wobec niej noszą znamiona mobbingu, są pomówieniami, powodują dyskredytowanie jej pracy, są skierowane na destabilizację jej działań zmierzających do wyciągnięcia konsekwencji za nieprawidłowe i niezgodne z prawem działania poprzednich organów Spółdzielni oraz że wyciągnie konsekwencje prawne – czytamy w protokole.
Wyjaśnienia prezeski: „Automaty sprzedażowe” zamiast etatu
– Świadectwo pracy może być wydane tylko, gdy mamy stosunek pracy – mówi nam prezeska, gdy pytamy, dlaczego nie złożyła takich dokumentów. I tłumaczy, że była zatrudniona na podstawie umowy cywilnoprawnej. – Pracowałam od 2012 roku u jednego pracodawcy – dodaje. Miała tam wdrażać programy optymalizacji kosztów w dużych firmach produkcyjnych. – Są to procesy polegające na wstawieniu tam takowych urządzeń (automatów sprzedażowych – red.), które są stale monitorowane, serwisowane i zaopatrywane przez dostawcę.
Przypomina również, że za okres gdy została oddelegowana do pełnienia funkcji prezesa spółdzielni, też nie dostała świadectwa pracy.
Zapytaliśmy radę nadzorczą, czy przedstawione dokumenty potwierdziły spełnienie wymogu doświadczenia? – Wymóg przedstawienia świadectw pracy nie został określony w regulaminie, także wymogiem nie był fakt świadczenia przez kandydatów stosunku pracy w rozumieniu art. 22 par. 1 k.p.
Na pytania poszczególnych członków Rady, kandydatka udzieliła wyczerpujących wyjaśnień, w związku z czym Rada Nadzorcza nie miała wątpliwości co do spełnienia przez kandydatkę wymogów konkursu, co zostało zmaterializowane w podjętej uchwale – odpowiada w swoim stylu mec. Furgał.

Śledztwo prokuratury. Czy dokumenty prezeski są prawdziwe?
Dotarliśmy do dokumentów, które złożyła w konkursie Przybyła. Mają potwierdzać jej doświadczenie w pracy na kierowniczych stanowiskach. Jeden z nich pochodzi od firmy z Wielkiej Brytanii. Na drugim, pod opisem wykonywanej pracy, widnieje tylko pieczątka firmowa, bez podpisu.
Prawdziwość złożonej przez Przybyłę dokumentacji bada obecnie prokuratura. Śledczy nie ujawniają, kto zawiadomił organy ścigania. – Obecna prezes w toku procedury konkursowej przedłożyła dwa dokumenty wystawione rzekomo przez firmy X i Y, które miały wykazać jej staż na stanowisku kierowniczym. Pierwsza firma odpowiedziała, że nie wystawiała nigdy takiego dokumentu na rzecz pani prezes i zaprzeczyła okolicznościom wskazanym w treści pisma. Drugi dokument pochodzi rzekomo od firmy Y (z siedzibą w Wielkiej Brytanii, firma ma przedstawicielstwo w Polsce). Trwają czynności zmierzające do zweryfikowania autentyczności tego dokumentu – informuje prok. Marcin Kozak, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie.
Pytaliśmy prezes Przybyłę o te dokumenty. Stwierdziła, że dowiaduje się o tym od nas. I stanowczo zaprzecza, że zostały sfałszowane.
Dyplom pani prezes ma ale go nie pokaże
Wątpliwości wzbudza też kwestia wykształcenia Przybyły. – Obecna prezes w toku procedury konkursowej wskazała, że ukończyła studia podyplomowe na WSEI w Lublinie – uczelnia nie dysponuje danymi takiej osoby – informuje nas prokurator. Poprosiliśmy Przybyłę, aby pokazała nam dyplom ukończenia studiów na WSEI. Zgodziła się, ale na spotkanie przyszła bez dyplomu. Dlaczego? – Aby pan napisał, że go nie posiadam – odpowiada z przekorą. I zapewnia, że ukończyła studia podyplomowe z BHP w czerwcu 2017 roku.
– Postępowanie jest w sprawie, nikomu nie przedstawiono zarzutów – dodaje rzecznik lubelskiej prokuratury.
Prezes Przybyła przekonuje, że to ona „ofiarą sytuacji w spółdzielni”. – Pewni członkowie spółdzielni utracili władzę, ale chcą wrócić na stanowiska. Te działania są wymierzone w moją osobę i będą dalej wymierzane. A ja pilnuję pieniędzy mieszkańców, do których sama należę – mówi.
Po czym wylicza, co już udało się jej usprawnić. To m.in. zmiana zasad zarządzania pieniędzmi (wymagana jest podwójna autoryzacja przelewów), zaprzestanie odśnieżania działek miejskich przez pracowników spółdzielni, zobligowanie wykonawcy przetargu z 2024 roku do dokończenia pracy, ściągnięcie wielomiesięcznych zaległości od najemców lokali użytkowych, zmiana kancelarii prawnej, wynegocjowanie należnych płatności od ubezpieczyciela. Prezes Przybyła rozwiązała również umowę z firmą, która świadczyła usługi BHP. Teraz zajmuje się tym osobiście i jak zapewnia, nie ma z tego tytułu dodatkowego wynagrodzenia.
Czy w związku z dotychczasowymi ustaleniami prokuratury, Przybyła powinna stracić stanowisko prezesa? – Według nas nie powinna być prezesem spółdzielni – odpowiadają zgodnie Wójtowicz i Wrzos z rady nadzorczej.
– Przychodząc bez doświadczenia, nie zrobiłabym tego, co zrobiłam – zapewnia prezeska. I komentuje: – Nie mają się czego czepić.
450 tys. zł straty. Felin nie skorzystała z tarczy energetycznej
Problemy z kwalifikacjami prezeski to nie jedyny ból głowy mieszkańców Felina. Prokuratura bada też inną sprawę dotyczącą spółdzielni. Chodzi o niedopełnienie obowiązku zabezpieczenia majątku spółdzielni poprzez zaniechanie złożenia do LPEC wniosku o zastosowanie tarczy energetycznej w stosunku do dwóch budynków. Skutkowało to utratą prawa do częściowego zwolnienia z opłat za ciepło, a spółdzielnia poniosła stratę – 459,5 tys. zł.
– Postępowanie o czyn z art. 296 paragraf 1 k.k. zostało wszczęte 19 stycznia 2026 r. wskutek zawiadomienia o przestępstwie złożonego przez Prezes Spółdzielni Mieszkaniowej Felin w Lublinie – Monikę Przybyłę – informuje prok. Kozak. – W sprawie trwają zaplanowane czynności. Dotychczas nie przedstawiono nikomu zarzutów.
Czego konkretnie dotyczyło zawiadomienie? – Nie mogę się wypowiadać w tej kwestii bez konsultacji prawnych – zastrzega prezeska. Po chwili dodaje jednak, że chodzi o zarządzanie mieniem spółdzielni przez osoby zasiadające w zarządzie w latach 2018-2025.
Ta sprawa była dyskutowana na posiedzeniu rady nadzorczej spółdzielni 20 listopada zeszłego roku. Zapis dyskusji w protokole został ukryty z uwagi na RODO.
Prezeska unika odpowiedzi na pytanie lokatora
W ubiegłym tygodniu pan Adam złożył wniosek do zarządu o udostępnienie informacji na temat wynagrodzenia prezesa zarządu spółdzielni.
– Sama prezes wielokrotnie zachęcała mieszkańców do aktywności i zadawania pytań. W wiadomościach do mieszkańców wprost pisała: zachęcam do przejrzenia faktur, rozliczeń, protokołów i umów, a dostęp do dokumentów określiła jako prawo każdego członka spółdzielni. Skorzystałem z tej możliwości – wyjaśnia nam członek SM Felin. – Złożyłem zapytanie w sposób formalny i oczekuję równie formalnej odpowiedzi. Liczę, że spółdzielnia potraktuje je poważnie
Faktycznie. Jeszcze w lipcu ub. roku, czyli już po oddelegowaniu jej do pełnienia funkcji prezesa, Przybyła napisała na jednej z grup dyskusyjnych członków spółdzielni: „Każdy członek spółdzielni ma prawo wglądu do dokumentów. Wystarczy podanie do zarządu. Dokumenty mogą być udostępnione, za darmo do wglądu lub za opłatą 1zł/strona skopiowane. Osobiście, zachęcam właścicieli mieszkań do złożenia wniosku o przyjęcie w poczet członków spółdzielni (…) Zachęcam do przejrzenia faktur, rozliczeń, protokołów, umów, zamówień.
- Ile pani zarabia jako prezes spółdzielni? – zapytałem podczas rozmowy.
– Ja mogę pana o to samo zapytać? – skontrowała moje pytanie pani prezes.
- Moje wynagrodzenie jest podane na stronie internetowej fundacji. Wynosi obecnie ok. 4800 zł netto miesięcznie. A czy poda pani wysokość swoich zarobków w odpowiedzi na pytanie członka spółdzielni?
– Zostanie przygotowana odpowiedź.
- Ale czy poda Pani kwotę wynagrodzenia? – dopytuję.
– Zostanie przygotowana odpowiedź – powtarza prezes Przybyła.
Fala dymisji w Radzie Nadzorczej
4 maja na posiedzeniu rady nadzorczej jeden z jej członków złożył rezygnację z zasiadania w tym gremium. Trzy dni później, w czwartek do siedziby spółdzielni wpłynęło pismo z rezygnacją z zasiadania w radzie nadzorczej podpisane przez jej dotychczasowego przewodniczącego. Dlaczego on również zrezygnował?
– Ze względów osobistych – tłumaczy nam Zenobiusz Wieczorek. Dodaje, że potrzebuje odpoczynku. Zaprzecza, że to sytuacja w spółdzielni miała wpływ na jego decyzję. – Liczę na to, że Walne Zgromadzenie uzupełni skład rady nadzorczej. Przyjdą młodzi, energiczni i wyprostują sytuację po poprzednim zarządzie – mówi.
Tegoroczne walne zgromadzenie spółdzielni mieszkaniowej Felin ma odbyć się na początku czerwca. Poza głosowaniem nad wyborem członków rady nadzorczej można spodziewać się wniosku o odwołanie Przybyły ze stanowiska prezesa zarządu.
Spółdzielnia mieszkaniowa Felin ma 24 budynki mieszkalne, w których mieszka ponad 2400 osób. W 2024 roku miała 12,1 mln zł przychodów i 349 tys. zł zysku.


Apropo SM Felin aktualnie jest wyryta nowa droga na ulicy Pergolowej na Botaniku bo SM Felin nie skorzystał z prawa pierwokupu . Pytanie dlaczego to nastąpiło i czy nie wiążą się z tym korzyści majątkowe na rzecz członków zarządu w momencie kiedy taka decyzja miała zostać podjęta. Droga wewnętrzna została drogą miasta Lublin i raz dwa deweloper budujący blok obok dopilnował sobie wybudowanie nowej drogi że strony miasta. Właśnie trwa niszczenie starej drogi i zrywanie kostki chodnikowej żeby położyć nowa droga i nowa kostkę chodnikową..Ma to trwać minimum do 30 czerwca bieżącego roku Na Botaniku od dawna nie ma remontów bloków i jedyne co egzekwuje SM Felin to podwyżki czynszu
Nie pisz nieprawdy, Felin nie miał prawa pierwokupu, a Miasto Lublin wywłaszczyło drogę specustawą. Jestem mocno zainteresowany tą sprawą bo sam mieszkam na Botaniku. Miasto kończy remont a z tego co się dowiedziałem to obecnie SM Felin próbuje wznowić postępowanie wywłaszczeniowe.A Gmina Lublin robi co chce i nie ma na to wpływu.
Czytając ten artykuł mam niestety wrażenie, że jest to bardziej próba atakowania nowego zarządu przez osoby związane ze starym układem, który został odwołany i który dziś najgłośniej krytykuje zmiany. Trudno się dziwić emocjom, skoro przez lata nie rozwiązano podstawowych problemów mieszkańców, a teraz pojawiają się rozliczenia i pytania o wcześniejsze decyzje.
Szkoda tylko, że przez tyle lat nikt tak głośno nie interesował się zaniedbaniami, brakiem gospodarności czy sytuacją finansową spółdzielni, gdy odpowiadały za nią poprzednie władze. Wtedy mieszkańcy byli zostawieni sami sobie, a dziś — gdy ktoś próbuje porządkować sytuację — nagle pojawia się ogromne zainteresowanie i medialny szum.
Jako mieszkaniec tej spółdzielni od wielu lat mogę powiedzieć jedno — bałagan i brak realnych działań trwały tutaj od dawna. Budynki były zaniedbane, ciągle słyszeliśmy, że „nie ma pieniędzy”, nawet na podstawowe rzeczy czy bieżące naprawy.
Przez lata mieszkańcy byli ignorowani. Kontakt ze spółdzielnią był bardzo trudny — na telefony i maile często nikt nie odpowiadał, a podejście części zarządu i pracowników było aroganckie i lekceważące wobec mieszkańców oraz ich problemów. Dzisiejsza sytuacja finansowa i organizacyjna nie powstała w kilka miesięcy — to efekt wieloletnich zaniedbań poprzednich władz spółdzielni.
Dopiero od momentu pojawienia się nowej pani prezes coś zaczęło się zmieniać. Zorganizowano spotkania z mieszkańcami, zaczęto otwarcie mówić o problemach spółdzielni i pokazywać, jak naprawdę wygląda sytuacja. Widać też pierwsze działania mające naprawić błędy poprzedniego zarządu. Już udało się zabezpieczyć kilka bloków i rozpocząć konkretne działania naprawcze. Pani prezes szuka również rozwiązań oraz środków finansowych na kolejne inwestycje i potrzebne remonty.
Najważniejsze jest jednak to, że w końcu ktoś zaczął normalnie rozmawiać z mieszkańcami — otwarcie, bez unikania trudnych tematów. Oczywiście nie wszystko da się zmienić od razu, szczególnie przy tak dużych zaległościach i problemach odziedziczonych po poprzednim zarządzie, ale pierwszy raz od dawna mieszkańcy mają poczucie, że ktoś naprawdę próbuje uporządkować sytuację w tej spółdzielni.
Odniosę się jeszcze do tego artykułu, Bo tak tu już jest w Lublinie jeśli pojawia się ktoś nowy zarządzie i robi porządki, oraz próbuje rozliczyć zaniedbania poprzedników to robi się osobą niewygodną. Moim zdaniem jeśli ktoś szuka gdzie uciekły nasze pieniądze z czynszów ( tarcza LPEC) to bardzo dobrze i trzeba to rzetelnie sprawdzić. Dajmy czas nowemu zarządowi niech ten beton w końcu się skończy i poznamy ich po czynach.
Gdzie jest kasa jaka mieszkańcy wydali na szlaban który zniknął? Gdzie jest kasa która mieszkańcy wydali na kostkę która właśnie została zdarta? I nie interesuje mnie fakt że SM może odzyska środki z UM Lublin? Co z miejscami parkingowymi dla mieszkańców ? Dlaczego pod jednym z bloków od strony TBSu ktoś ma wydzielone miejsce parkingowe i zakłada sobie blokady jak go nie ma? Jaka jest podstawa prawna takiej decyzji? Co z parkingami przy braku szlabanu z 1 strony od TBSu ? Gdzie będą ludzie z Pergolowej parkować? Doskonale wiesz że SM Felin wiedziała o budowanym bloku i drodze …
Artykuł bardzo trafnie opisuje sytuację, która niestety od dłuższego czasu ma miejsce w naszej spółdzielni. Coraz więcej mieszkańców ma poczucie braku transparentności i realnego dialogu ze strony władz. Pojawia się wiele pytań dotyczących zarządzania finansami, rosnącego zadłużenia oraz braku widocznych działań na rzecz spółdzielni.
Niestety kontakt z Panią Prezes jest bardzo utrudniony, a zapowiadanych spotkań z mieszkańcami do tej pory nie było. Ważne informacje, które powinny być dostępne dla członków spółdzielni, są trudne do uzyskania, a mieszkańcy często mają poczucie, że zamiast partnerskiego traktowania spotykają się z dystansem i lekceważeniem.
Pojawiają się również pytania dotyczące kompetencji, wykształcenia oraz doświadczenia osób zarządzających, jednak mieszkańcy nie otrzymują w tym zakresie jasnych odpowiedzi. Spółdzielnia powinna opierać się na otwartości, uczciwej komunikacji i wzajemnym szacunku — a tego obecnie wielu mieszkańcom po prostu brakuje.
Te SMy to jakaś porażka. Mieszkanie 45m2 w SM czynsz 720pln. Takie samoo mieszkanie tyle że wspólnota mieszkaniowa czynsz 380pln
@SM-y do likwidacji Tak – bez kosztów ogrzewania
Tyle że we wspólnocie wszystko naprawisz sam, odśnieżas sam, zero remontów, sam sobie sprzątasz wokół bloku .Wynajmiesz firmę zewnętrzną to dopiero zobaczysz jakie to koszty Poczytaj zamiast pisać głupoty i spadaj do wspólnoty tłuku