Wesprzyj Kontakt

4 minuty czytania  •  09.09.2022

Dzielnica w ogniu? Sławinek: radę rozwiązano, wybory dopiero w marcu. „Komisarz” będzie pracować za 15 osób

Udostępnij

Rada Dzielnicy Sławinek została rozwiązana. Jak się dowiedzieliśmy, z powodu konfliktu, który uniemożliwił wybranie nowego zarządu po ustąpieniu poprzedniego. Na czwartkowej sesji miejscy radni wyznaczyli osobę, która zastąpi Radę i Zarząd Dzielnicy Sławinek.

Co było formalnie powodem odwołania rady? – Rada Dzielnicy Sławinek nie dokonała w terminie określonym przepisami wyboru nowego Zarządu Dzielnicy, po złożeniu rezygnacji przez dotychczasowy. W związku z tym, zgodnie ze Statutem Dzielnicy Sławinek, uległa rozwiązaniu z mocy prawa – odpowiada Izolda Boguta z biura prasowego prezydenta Żuka. – Do pełnienia funkcji Rady Dzielnicy Sławinek i Zarządu Dzielnicy Sławinek, do czasu wyboru tych organów, nie dłużej jednak niż przez 9 miesięcy, zaproponowano kandydaturę Dominiki Szewczak, dotychczasowego sekretarza Zarządu Dzielnicy.

Ale po kolei, bo sprawa jest bardziej zagmatwana niż wydaje się na pierwszy rzut oka.

Obstrukcja czy bierny opór? Dzielnica podzielona

Rozwiązana Rada Dzielnicy Sławinek działała od 2019 roku. Ówczesny zarząd działający pod przewodnictwem Haliny Łukasik nie dostał absolutorium za 2020 rok i został odwołany. Udało się powołać nowy. W jego skład weszli: Krystyna Szołdra (przewodnicząca), Ryszard Chwała (zastępca przewodniczącej) i Dominika Szewczak (sekretarz). W marcu 2022 r. Krystyna Szołdra zrezygnowała ze swojej funkcji, jako powód podając przyczyny zdrowotne. Zgodnie ze statutem oznaczało to rezygnację całego zarządu. Rada miała trzy miesiące, żeby wybrać nowy.

Z pięciu porządków tegorocznych posiedzeń znajdujących się na stronie internetowej rady można wywnioskować, że próby podjęto, ale uchwały nie udało się przyjąć. – W radzie pojawiła się grupa osób, które nie przychodziły na posiedzenia, doprowadzając do jej paraliżu – tłumaczy była przewodnicząca rady Danuta Olchowska-Kubik. – Zrobiliśmy wszystko, żeby ułatwić członkom rady udział w posiedzeniach. Organizowaliśmy je w środku tygodnia, a nie w piątek tuż przez weekendem, próbowaliśmy przeprowadzać zdalne sesje, nawet poprosiliśmy o pomoc prezydenta. Nic to nie dało. Na kolejnych posiedzeniach brakowało kworum. To skutkowało tym, że nie mogliśmy uzupełnić składu rady o nowych członków zgłoszonych przez komisarza wyborczego, powołać nowego zarządu dzielnicy, ale też nie podjęliśmy uchwał w sprawie przyjęcia sprawozdania zarządu za 2021 r., absolutorium dla zarządu. Nie przyjęliśmy też uchwał dotyczących zgłoszenia wniosków do budżetu miasta Lublin na 2023 r. jako propozycji zadań z dzielnicy do sfinansowania z budżetu miasta oraz opiniowania projektu do Budżetu Obywatelskiego na 2022 r. dotyczącego budowy boiska sportowego przy ul. Baśniowej, na który będziemy głosować w tym roku. To są bardzo ważne zadania rady i obowiązki członków rady.

Była przewodnicząca uważa zachowanie członków rady, którzy nie przychodzili na zebrania, za nieodpowiedzialne. – Rozumiem, że można nie zgadzać się ze wszystkimi osobami w radzie albo nie mieć czasu na spotkania, ale są na to odpowiednie i zgodne z prawem sposoby. Można spróbować odwołać zarząd i przewodniczącego rady, można zrezygnować z mandatu i pozwolić pracować komuś innemu. Przecież przyjmując mandaty wszyscy ślubowaliśmy pracować dla dobra i pomyślności miasta i dzielnicy, troszczyć się o sprawy mieszkańców. Mandaty otrzymaliśmy właśnie od mieszkańców, którzy tym samym zaufali nam i obdarzyli wiarygodnością – dodaje była przewodnicząca.

Waldemar Wilkołek, członek kabaretu Ani Mru Mru i jeden z członków rady rzadko pojawiających się na posiedzeniach, ma na ten temat zupełnie inne zdanie. – Nie chodziłem na zebrania, bo nie podobał mi się sposób, w jaki rada była zarządzana, jak traktowano tam mieszkańców – wyjaśnia. – Nie było dyskusji, nie było też realnego rozwiązywania problemów. Wyglądało to tak, jakby w radzie zebrała się grupa ludzi nie po to, żeby działać na rzecz mieszkańców, tylko żeby zaspokoić swoje ambicje. A przecież to rada ma być dla mieszkańców, nie odwrotnie. Na zebraniach głosowano to, co postanowiła przewodnicząca, wyrażanie swojego sprzeciwu nic nie dawało. Czułem, że nie mam tam nic do powiedzenia. Dlatego się wycofałem.

Jedna za wszystkich. Niech już będą wybory

Przyspieszonych wyborów nie będzie, bo do końca kadencji zostało mniej więcej 9 miesięcy. To tyle, ile maksymalnie może urzędować „komisarz” – osoba wyznaczona przez Radę Miasta do pełnienia funkcji Rady i Zarządu Dzielnicy. Prezydent Krzysztof Żuk zaproponował Dominikę Szewczak, wcześniej sekretarz odwołanego zarządu. Będzie musiała zastąpić wszystkich 15 członków rady i przejąć funkcje zarządu. Do sprawy podchodzi zadaniowo. – Nie można teraz tego wszystkiego zostawić, trzeba dalej pracować – mówi. – To trudne zadanie, ale wychodzę z założenia, że jesteśmy tu dla mieszkańców i jeśli pojawi się problem, to bez względu na sytuację trzeba go rozwiązać. Sami chcieliśmy przyjść do rady dzielnicy i działać dla mieszkańców, więc jeśli Rada Miasta mnie wyznaczy, będę gotowa do pracy.

Ten artykuł powstał dzięki wsparciu finansowemu naszych czytelników

Wspieram

Co potem? Kadencja obecnych rad dzielnic kończy się w marcu przyszłego roku. – Wybory zarządza Rada Miasta na dzień wolny od pracy. Najbardziej prawdopodobne są dwa terminy kolejnych: 5 albo 12 marca – prognozuje Krzysztof Jakubowski, prezes Fundacji Wolności.

Czego po wyborach spodziewają się byli członkowie Rady Dzielnicy Sławinek?

Trzeba mądrze wybierać ludzi do prac w organach samorządowych, tak na szczeblu rady miasta Lublin, jak i dzielnicy Sławinek, zwłaszcza że ze względu na łączenie kilku dzielnic w okręgi w wyborach samorządowych Sławinek nie ma tak naprawdę własnego przedstawiciela w radzie miasta – zauważa Danuta Olchowska-Kubik. – I trzeba postawić na młodych, niech to oni decydują o przyszłości dzielnicy.

Waldemar Wilkołek po prostu czeka na „nowe rozdanie”. – Niech zostanie wybrana nowa rada. Mam nadzieję, że coś się zmieni, bo jeśli nie, to całkiem stracę nadzieje pokładane w demokracji – ironizuje.

W jednym są zgodni. Oboje deklarują, że sami w tych wyborach nie będą kandydować.

Nie. Mam pracę, więc mam się gdzie wykazać i spożytkować swoją wiedzę i doświadczenie. Ale nadal będę się interesować sprawami dzielnicy i jako mieszkanka w społeczności lokalnej Sławinka będę podejmować wszelkie starania, żeby dzielnica Sławinek była miejscem przyjaznym mieszkańcom i dostrzegalnym w planach inwestycyjnych pana Prezydenta Miasta Lublin – zapewnia była przewodnicząca rady dzielnicy.

Nie. Poszedłem do rady dzielnicy, żeby pracować dla ludzi, a spotkałem się z polityką w najgorszym wydaniu. Jestem zdruzgotany tym doświadczeniem – deklaruje Wilkołek.