Wesprzyj Kontakt

11 minut czytania  •  11.09.2025 06:38

Skandal w szkole. Kurator: Pani dyrektor przyznała, że zrobiła błąd

Skandal w szkole. Kurator: Pani dyrektor przyznała, że zrobiła błąd

Udostępnij

„Prawda ponad strach”, „Molestowanie to przestępstwo” – z takimi transparentami uczniowie Zespołu Szkół Odzieżowo-Włókienniczych przyszli na Radę Pedagogiczną z udziałem kuratora oświaty. – Chcemy się czuć bezpiecznie – młodzi ludzie wykrzyczeli to kuratorowi niemal w twarz. To efekt ujawnionej przez nas sprawy molestowania seksualnego uczennic przez jednego z nauczycieli.

Ten artykuł powstał dzięki wsparciu Czytelników. Nie czekaj, wspieraj.

Kiedy przechodzi szkolnym korytarzem, rozlegają się głośne brawa. Ale nie ze strony nauczycieli, tylko uczniów. Oklaski są długie, odbijają się głośnym echem w gmachu Zespołu Szkół Odzieżowo-Włókienniczych w Lublinie przy ul. Lwowskiej. Tym nauczycielem, który przechodzi jest Michał Patroń. To on zgłosił wykorzystywanie seksualne uczennic przez jednego z pedagogów.

Murem za Patroniem! – krzyczą młodzi ludzie.

Kilka dni temu opisaliśmy szkolny skandal, a dziś została zwołana w trybie pilnym Rada Pedagogiczna z udziałem Lubelskiego Kuratora Oświaty w Lublinie Tomasza Szabłowskiego. Jak podkreśla sam kurator – na jego prośbę.

Na to spotkanie uczniowie i dziennikarze nie zostali wpuszczeni. Młodzież z różnych klas z transparentami i okrzykami „Chcemy się czuć bezpiecznie” czekali pod budynkiem. – Nie zgadzam się na to, żeby takie sprawy były ukrywane – mówi jedna z uczennic, tłumacząc dlaczego całe popołudnie spędza przed budynkiem szkoły.

Skandal w szkole

Przedstawiliśmy wstrząsającą historię Moniki (imię zmienione) i jej relacji z Marianem M., nauczycielem fotografii. O 19 lat starszy mężczyzna stopniowo skracał dystans do młodej dziewczyny. Pierwsze, jeszcze niewinne sms-y zaczął wysyłać w 2018 roku po szkolnej wycieczce. Potem jego wiadomości stawały się coraz bardziej odważne. Dziewczyna weszła w tę relację, zamieszkała u swojego nauczyciela, sypiała z nim. Seks po raz pierwszy uprawiali kiedy Monika miała 17 lat, a M. 36. Był jej pierwszym mężczyzną.

>>>”Dla dobra szkoły”. Dlaczego dyrektorka milczała, że nauczyciel sypiał z uczennicą<<<

Wykorzystał to, że byłam zakochana po uszy, że cała się dla tej relacji poświęciłam, że pierwszy raz byłam w relacji, więc mnie sobie wychował jak zechciał – wyznała młoda kobieta. I bardzo dokładnie, nie unikając intymnych szczegółów, spisała wszystko na kilku stronach. Na spotkaniach w jego domu był też alkohol. On robił drinka sobie i jej. Na każdym kolejnym posuwał się dalej. Zawsze też pytał, czy jej się to podoba. Ale oczekiwał tylko twierdzących odpowiedzi. Prosił ją o wysyłanie nagich zdjęć.

W październiku 2022 roku, już po skończeniu szkoły i rozstaniu z M., Monika spotkała się z dyrektorką lubelskiej szkoły Halina Rybczyńską. Opowiedziała jej o wszystkim. – Była w szoku. Powiedziała, że musi się zastanowić, co zrobić. Powiedziała, że musi się spotkać z innymi dziewczynami. Chociaż już byłam absolwentką, to takie rzeczy w szkole cały czas się działy. Wiem, że pani dyrektor spotkała się z innymi dziewczynami. Miała im powiedzieć, że tę sprawę jakoś załatwi. Żeby o niej nie mówić w szkole. Że nie powinna ona wyjść – opowiadała nam młoda kobieta.

reklama JL newsletter 844x275 1
10.2023 wsparcie 844 x 490 px 260 x 260

Po miesiącu po tej rozmowie M. odszedł z pracy do innej szkoły. Z czystą kartoteką. – O niestosownym zachowaniu nauczyciela dowiedziałam się od pełnoletniej absolwentki szkoły w październiku 2022 r. Niezwłocznie po otrzymaniu tej informacji, został rozwiązany stosunek pracy z nauczycielem – to oficjalna wersja dyrektorki Rybczyńskiej, która nie podjęła żadnych innych kroków. Nie zawiadomiła o sprawie ani kuratorium, ani prokuratury, ani Urzędu Miasta.

Zrobił to ktoś inny.

https://jawnylublin.pl/nie-powiedzial-wprost-molestowalem-czy-nauczyciel-faktycznie-sie-przyznal/

Szkolne śledztwo

Do jednego z nauczycieli docierają plotki ze szkolnego korytarza. W końcu podchodzi uczennica i pokazuje screeny wiadomości, jakie M. wysyłał Monice. Wszystko zaczyna się łączyć. Nauczyciel rozmawia z uczniami, dociera do innych pokrzywdzonych dziewczyn. Uzmysławia sobie, że dyrekcja szkoły może o wszystkim wiedzieć, ale nie reaguje.

I kiedy ma już niemal stuprocentową pewność, że mogło dojść do przestępstwa, zaczyna słać pisma. Trafiają do Rzecznika Praw Dziecka i Kuratorium Oświaty w Lublinie. To Rzecznik Dyscyplinarny dla Nauczycieli przy Wojewodzie Lubelskim (działa w kuratorium) zawiadomił 16 maja br. Urząd Miasta. Kilka dni później to samo zrobiła dyrektor Rybczyńska. A miasto zawiadomiło prokuraturę. Ale tylko w kwestii nauczyciela i jego kontaktów z uczennicami.

Justyna Góźdź, rzeczniczka prasowa prezydenta Lublina zapewnia, że pomiędzy 16 a 20 maja nikt z
nikt z pracowników Wydziału Oświaty i Wychowania nie kontaktował się z dyrektorką ZSOW i nie przekazywał jej żadnych informacji na ten temat. – Pani dyrektor skontaktowała się telefonicznie 19 maja br. z Wydziałem Oświaty i Wychowania UM Lublin z własnej inicjatywy z prośbą o spotkanie, które odbyło się 20 maja br. – informuje rzeczniczka. I przypomina, że następnie Mariusz Banach zastępca prezydenta miasta odpowiedzialny za oświatę, złożył zawiadomienie do Prokuratury Rejonowej Lublin-Południe.

Kilka dni później sprawę przejęła Prokuratura Rejonowa Lublin-Północ. Miasto zostało o tym poinformowane pisemnie. – W piśmie do prokuratury zawarta była informacja o potrzebie wyjaśnienia kwestii ewentualnego zaniechania obowiązków przez dyrektora szkoły. W związku z prowadzonym postępowaniem wyjaśniającym przez Prokuraturę Rejonową Lublin-Północ kolejne zawiadomienie ze strony Urzędu Miasta Lublin w tym zakresie stało się bezprzedmiotowe – dodaje rzeczniczka Góźdź.

Sprawą zajmuje się także kuratorium. Wobec M. wszczęte jest postępowanie dyscyplinarne, a rozprawa jest zaplanowana na 15 października. W sprawie dyrektorki Rybczyńskiej postępowanie zostaje umorzone. Powód? Przedawnienie. Od momentu, kiedy się dowiedziała o skandalu minęło ponad dwa lata i – zgodnie z Kartą Nauczyciela – w takim przypadku nie prowadzi się postępowań w sprawie „czynu uchybiającego godności zawodu nauczyciela lub obowiązkom”.

Było ich więcej

Postępowanie prowadzi także prokuratura. I także tylko w kwestii M. – w kierunku wykorzystania stosunku zależności i doprowadzenia do obcowania płciowego. – W tej sprawie wpłynęły dwa zawiadomienia. Pierwsze z Urzędu Miasta – mówi nam Agnieszka Kępka, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Lublinie. – Drugie od trzech poszkodowanych, które reprezentuje jeden pełnomocnik – dodaje.

Bo dziewczyn było więcej. Nauczyciel do Magdaleny (imię zmienione) zaczął się zbliżać gdy miała 15 lat. I tak samo skracał dystans, zaczepiał, wysłał wiadomości, były wątki seksualne i spotkania.

Rozmawiamy z kilkoma innymi byłymi uczennicami ZSOW i Mariana M. Żadna nie mówi o nim dobrze. O szkole też nie. Opisują, że nauczyciel rzucał sprośnymi żartami z jasnym podtekstem seksualnym. Jedną z uczennic podczas zajęć miał zapytać „czy lubi na pieska?”. Musiała mu jasno powiedzieć, że się nie zgadza, gdy na osobności zaczął ją głaskać.

To taki człowiek przeświadczony o swojej zajebistości – mówi nam Karina (imię zmienione), która szkołę skończyła kilka lat temu. – Na początku wydawał się OK. Wyglądało na to, że dobrze, że jest w tej szkole. Taki wyluzowany, do pogadania i do żartów. Ale te żarty stawały się coraz gorsze. Rzucał je przy wszystkich. Wiele dziewczyn nimi zawstydzał. Potem się słyszało, że z niektórymi osobami poleciał za bardzo.

Kolejna była uczennica: – Teraz czytam, że pani dyrektor chodziło o dobro szkoły, to niech wie, że to nigdy nie była dobra szkoła. Właśnie przez takich nauczycieli jak on.

Mam nadzieję, że wszystkie osoby, które tuszowały sprawę uda się pociągnąć do odpowiedzialności karnej – mówi nam następna młoda kobieta, która skończyła ZSOW kilka lat przed Moniką. Do klasy chodziła ze swoim chłopakiem. – Marianowi to niezbyt pasowało, często słyszałam, że kiedy chłopaka nie ma, to jestem fajniejsza. Słyszałam również teksty pokroju “Załóż jutro jakąś mini i dekolt, to ja ci się będę patrzył, a chłopak będzie zazdrosny”. Po takich tekstach z oczywistych przyczyn zmieniłam swoje podejście, byłam raczej oschła – wspomina.

To było w I klasie, kiedy miała 15 lat. W drugiej miała usłyszeć od nauczyciela, że “stała się suką”, bo wcześniej dało się z nią pożartować. A kiedy przyszła porozmawiać o lepszej ocenie, usłyszała “wiesz, jak ze mną się można dogadać”.

Ratusz wie też, że „zdarzenie dotyczy także obecnej uczennicy”.

Kto wiedział?

Wróćmy do szkoły i dyr. Rybczyńskiej. 16 maja dyrektorka wysłała do Moniki maila. Poprosiła o spotkanie. – To dość pilna sprawa – napisała. Odpowiedzi nie ma. 16 maja br. to dzień, w którym o sprawie dowiedział się Wydział Oświaty i Wychowania z kuratorium.

Czy o sprawie wiedział już ktoś jeszcze? Jesteśmy w posiadaniu screenów rozmów Moniki z jej byłą już wychowawczynią z października 2022 roku. Już po rozmowie z dyrektorką Rybczyńską. W wiadomości do wychowawczyni Monika pisze, że dyrektorka za najlepsze rozwiązanie uważa to, że M. odejdzie ze szkoły.

Myślę, że tak postąpiłby każdy dyrektor, w końcu chodzi o wizję szkoły w środowisku. Co na to dziewczyny?” – odpowiada nauczycielka, a w kolejnej wiadomości pisze: „Teraz jest akcja w mediach na temat molestowania w miejscach publicznych – temat bardzo aktualny„.

Są też zdjęcia, a na nich M., Monika i nauczycielka. A na stole butelki z alkoholem.

Prokurator Agnieszka Kępka dodaje, że w toku prowadzonego postępowania śledczy zdecydują czy zająć się wątkiem odpowiedzialności karnej dyrektorki. Halina Rybczyńaka właśnie wygrała miejski konkurs na stanowisko dyrektora tej szkoły i ma je zajmować do 2030 roku.

Justyna Góźdź: – Należy podkreślić, że ujawnione nieprawidłowości zostały niezwłocznie zgłoszone do właściwych organów, a wynik ich rozpatrzenia jeśli będzie wymagał podjęcia działań wobec dyrektora przez pracodawcę, spotka się z właściwą i zgodną z przepisami prawa reakcją ze strony Miasta, jako organu prowadzącego szkołę. Aktualnie postępowanie prowadzi Prokuratura, która posiada najszerszy zakres badania i wyjaśnienia sprawy. 

Do szkoły przychodzi kurator

Spotkanie z kuratorem Szabłowskim trwało ok. 1,5 godziny. Potem przed budynkiem szkoły odpowiadał na pytania uczniów przez ok. 30 minut. A był pretensjami zasypywany. Uczniowie i rodzice chcieli wiedzieć, kto odpowie w tej sprawie, jak mogą się czuć w szkole bezpiecznie, jak mają reagować gdy właśnie od jednej z nauczycielek usłyszeli, że wobec nich także zostaną wyciągnięte konsekwencje.

953af229 96d0 4c03 9c46 2aeeb96923c5
Lubelski Kurator Oświaty, Tomasz Szabłowski po wyjściu z Rady Pedagogicznej rozmawia z uczniami (Fot. sko)

Kurator zapewnia, że mogą czuć się bezpiecznie, a każdą sprawę mogą mu zgłosić. Tłumaczył także, czego dotyczyło spotkanie, na które uczniowie nie zostali wpuszczeni: – Rada dotyczyła tego, że wszystkie osoby, które wiedziały są moralnie odpowiedzialne, za to co się wydarzyło lub nie wydarzyło. Wszystkie osoby, które wiedziały, powinny to zgłosić – relacjonuje.

I powtarza, że w kwestii dyrektorki odpowiedzialność dyscyplinarna się przedawniła. Teraz może działać prokuratura, która na razie prowadzi postępowanie „w sprawie”. – Pani dyrektor przyznała, że zrobiła błąd – mówi Szabłowski do uczniów, a ci zaczynają się śmiać. – W momencie kiedy się dowiedziała, nie wiedziała jeszcze wszystkiego i stwierdziła, że nie będzie już reagowała, bo już ani tego nauczyciela, ani tej uczennicy w szkole nie było – dodaje. Ale przypomnijmy, że M. odszedł po miesiącu od zgłoszenia jej sprawy przez dziewczynę.

Przyznała, że to był jej błąd, ale nie wiedziała wszystkiego. Dopiero potem te rzeczy wychodziły. Podejmujemy czasem złe decyzje i pani dyrektor się do tego przyznała – relacjonuje dalej kurator. I opowiada, że jeszcze dwóch nauczycieli przyznało się na radzie do braku reakcji. Dwóch na 68.

I jeszcze jedno. Justyna Góźdź zapewnia: – Osoby ze społeczności szkolnej, które potrzebują wsparcia zarówno uczennice, uczniowie, jak i grono pedagogiczne mają możliwość skorzystania priorytetowo z poradni psychologiczno-pedagogicznej oraz zespołu specjalistów z Centrum Interwencji Kryzysowej.

Pytamy uczniów czy o tym wiedzą, czy ktoś powiedział, czy nauczyciele rozmawiają o tej sprawie. – Nie – odpowiadają chórem. – W tym momencie, po tej sytuacji? Czy czujemy się bezpiecznie? Nie, bo nie mamy odpowiedzi. Jeżeli ktoś z nami porozmawia, będzie możliwość wyjaśnienia nam tego… Boże, nawet głupi apel, gdzie będzie powiedziane, że stało się to i to… – narzeka jedna z uczennic. A jej kolega opisuje, że gdy sami próbują porozmawiać z nauczycielami, to słyszą „formułki wyniesione z pokoju nauczycielskiego”. – Że nie wiedzą, że nie czytali, że się nie interesowali – opisuje chłopak.

A na korytarzu nauczycielka potrafi teraz rzucić, dosyć głośno, żeby było słychać: – „Gdyby nie rozkładały nóg, to nic by się nie stało” – cytuje nam przed szkołą uczennica i potwierdza to kilka innych.

To jest skandaliczne. Jeśli takie zdanie padło, to jest skandaliczne – komentuje kurator Szabłowski i proponuje, żeby oficjalnie mu tę sprawę zgłosić.

List od M.

Szereg pytań do lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego – bez odpowiedzi. Kolejne do Rzecznika Praw Dziecka – także bez echa. Od opisania tej afery chcemy wiedzieć, co te instytucje zrobią w kwestii w Zespole Szkół Odzieżowo-Włókienniczych w Lublinie. Odpowiedziało tylko Ministerstwo Edukacji Narodowej. Ale na razie, działać nie zamierza. „Zgodnie z przepisami Karty Nauczyciela, pierwszą instancją w sprawach dyscyplinarnych nauczycieli są komisje dyscyplinarne działające przy wojewodach. Minister Edukacji pełni rolę organu odwoławczego, przy którym działa odwoławcza komisja dyscyplinarna. Rozpatruje ona odwołania od decyzji komisji wojewódzkich” – tłumaczy Wydział Informacyjno-Prasowy MEN wyjaśnia, że nie angażuje się w szczegóły pojedynczych spraw dyscyplinarnych.

M. już nie pracuje w szkole, do której odszedł prosto z ZSOW. Do redakcji Jawnego Lublina przysłał oświadczenie, które jest odpowiedzią na nasz artykuł. Tłumaczy, że nie chce komentować sprawy, a opisywanie sytuacji nie służy „dobru osób i instytucji związanych ze sprawa i mogą wręcz utrudniać jej obiektywne i rzetelne rozstrzygnięcie„.

Niemniej jednak pragnę wyraźnie zaznaczyć, że faktem jest, iż nie zostały mi postawione żadne zarzuty prokuratorskie, postępowanie toczy się w sprawie, a nie przeciwko mnie, nie zostałem także ukarany dyscyplinarnie, wobec czego treść komentowanego artykułu wprost rzuca na mnie podejrzenie i kreuje mój fałszywy wizerunek” – pisze meżczyzna i żąda, abyśmy przestali pisać o sprawie, grożąc „czynnościami prawnymi”.

Na zdjęciu: Pikieta uczniów ZSOW w Lublinie podczas zebrania Rady Pedagogicznej (Fot. sko)

https://jawnylublin.pl/dla-dobra-szkoly-dlaczego-dyrektorka-milczala-ze-nauczyciel-sypial-z-uczennica/
https://jawnylublin.pl/ewa-leonowicz-przemocowi-dyrektorzy/