11 minut czytania • 11.09.2025 06:38
Skandal w szkole. Kurator: Pani dyrektor przyznała, że zrobiła błąd
Udostępnij
„Prawda ponad strach”, „Molestowanie to przestępstwo” – z takimi transparentami uczniowie Zespołu Szkół Odzieżowo-Włókienniczych przyszli na Radę Pedagogiczną z udziałem kuratora oświaty. – Chcemy się czuć bezpiecznie – młodzi ludzie wykrzyczeli to kuratorowi niemal w twarz. To efekt ujawnionej przez nas sprawy molestowania seksualnego uczennic przez jednego z nauczycieli.
Ten artykuł powstał dzięki wsparciu Czytelników. Nie czekaj, wspieraj.
nr konta: 71 1090 2590 0000 0001 4947 2615
zostań patronem: patronite.pl/jawnylublin
szybki przelew: jawnylublin.pl/wplacam
paypal: kontakt@fundacjawolnosci.org
Kiedy przechodzi szkolnym korytarzem, rozlegają się głośne brawa. Ale nie ze strony nauczycieli, tylko uczniów. Oklaski są długie, odbijają się głośnym echem w gmachu Zespołu Szkół Odzieżowo-Włókienniczych w Lublinie przy ul. Lwowskiej. Tym nauczycielem, który przechodzi jest Michał Patroń. To on zgłosił wykorzystywanie seksualne uczennic przez jednego z pedagogów.
– Murem za Patroniem! – krzyczą młodzi ludzie.
Kilka dni temu opisaliśmy szkolny skandal, a dziś została zwołana w trybie pilnym Rada Pedagogiczna z udziałem Lubelskiego Kuratora Oświaty w Lublinie Tomasza Szabłowskiego. Jak podkreśla sam kurator – na jego prośbę.
Na to spotkanie uczniowie i dziennikarze nie zostali wpuszczeni. Młodzież z różnych klas z transparentami i okrzykami „Chcemy się czuć bezpiecznie” czekali pod budynkiem. – Nie zgadzam się na to, żeby takie sprawy były ukrywane – mówi jedna z uczennic, tłumacząc dlaczego całe popołudnie spędza przed budynkiem szkoły.
Skandal w szkole
Przedstawiliśmy wstrząsającą historię Moniki (imię zmienione) i jej relacji z Marianem M., nauczycielem fotografii. O 19 lat starszy mężczyzna stopniowo skracał dystans do młodej dziewczyny. Pierwsze, jeszcze niewinne sms-y zaczął wysyłać w 2018 roku po szkolnej wycieczce. Potem jego wiadomości stawały się coraz bardziej odważne. Dziewczyna weszła w tę relację, zamieszkała u swojego nauczyciela, sypiała z nim. Seks po raz pierwszy uprawiali kiedy Monika miała 17 lat, a M. 36. Był jej pierwszym mężczyzną.
>>>”Dla dobra szkoły”. Dlaczego dyrektorka milczała, że nauczyciel sypiał z uczennicą<<<
– Wykorzystał to, że byłam zakochana po uszy, że cała się dla tej relacji poświęciłam, że pierwszy raz byłam w relacji, więc mnie sobie wychował jak zechciał – wyznała młoda kobieta. I bardzo dokładnie, nie unikając intymnych szczegółów, spisała wszystko na kilku stronach. Na spotkaniach w jego domu był też alkohol. On robił drinka sobie i jej. Na każdym kolejnym posuwał się dalej. Zawsze też pytał, czy jej się to podoba. Ale oczekiwał tylko twierdzących odpowiedzi. Prosił ją o wysyłanie nagich zdjęć.






W październiku 2022 roku, już po skończeniu szkoły i rozstaniu z M., Monika spotkała się z dyrektorką lubelskiej szkoły Halina Rybczyńską. Opowiedziała jej o wszystkim. – Była w szoku. Powiedziała, że musi się zastanowić, co zrobić. Powiedziała, że musi się spotkać z innymi dziewczynami. Chociaż już byłam absolwentką, to takie rzeczy w szkole cały czas się działy. Wiem, że pani dyrektor spotkała się z innymi dziewczynami. Miała im powiedzieć, że tę sprawę jakoś załatwi. Żeby o niej nie mówić w szkole. Że nie powinna ona wyjść – opowiadała nam młoda kobieta.
Po miesiącu po tej rozmowie M. odszedł z pracy do innej szkoły. Z czystą kartoteką. – O niestosownym zachowaniu nauczyciela dowiedziałam się od pełnoletniej absolwentki szkoły w październiku 2022 r. Niezwłocznie po otrzymaniu tej informacji, został rozwiązany stosunek pracy z nauczycielem – to oficjalna wersja dyrektorki Rybczyńskiej, która nie podjęła żadnych innych kroków. Nie zawiadomiła o sprawie ani kuratorium, ani prokuratury, ani Urzędu Miasta.
Zrobił to ktoś inny.
Szkolne śledztwo
Do jednego z nauczycieli docierają plotki ze szkolnego korytarza. W końcu podchodzi uczennica i pokazuje screeny wiadomości, jakie M. wysyłał Monice. Wszystko zaczyna się łączyć. Nauczyciel rozmawia z uczniami, dociera do innych pokrzywdzonych dziewczyn. Uzmysławia sobie, że dyrekcja szkoły może o wszystkim wiedzieć, ale nie reaguje.
I kiedy ma już niemal stuprocentową pewność, że mogło dojść do przestępstwa, zaczyna słać pisma. Trafiają do Rzecznika Praw Dziecka i Kuratorium Oświaty w Lublinie. To Rzecznik Dyscyplinarny dla Nauczycieli przy Wojewodzie Lubelskim (działa w kuratorium) zawiadomił 16 maja br. Urząd Miasta. Kilka dni później to samo zrobiła dyrektor Rybczyńska. A miasto zawiadomiło prokuraturę. Ale tylko w kwestii nauczyciela i jego kontaktów z uczennicami.
Justyna Góźdź, rzeczniczka prasowa prezydenta Lublina zapewnia, że pomiędzy 16 a 20 maja nikt z
nikt z pracowników Wydziału Oświaty i Wychowania nie kontaktował się z dyrektorką ZSOW i nie przekazywał jej żadnych informacji na ten temat. – Pani dyrektor skontaktowała się telefonicznie 19 maja br. z Wydziałem Oświaty i Wychowania UM Lublin z własnej inicjatywy z prośbą o spotkanie, które odbyło się 20 maja br. – informuje rzeczniczka. I przypomina, że następnie Mariusz Banach zastępca prezydenta miasta odpowiedzialny za oświatę, złożył zawiadomienie do Prokuratury Rejonowej Lublin-Południe.
Kilka dni później sprawę przejęła Prokuratura Rejonowa Lublin-Północ. Miasto zostało o tym poinformowane pisemnie. – W piśmie do prokuratury zawarta była informacja o potrzebie wyjaśnienia kwestii ewentualnego zaniechania obowiązków przez dyrektora szkoły. W związku z prowadzonym postępowaniem wyjaśniającym przez Prokuraturę Rejonową Lublin-Północ kolejne zawiadomienie ze strony Urzędu Miasta Lublin w tym zakresie stało się bezprzedmiotowe – dodaje rzeczniczka Góźdź.
Sprawą zajmuje się także kuratorium. Wobec M. wszczęte jest postępowanie dyscyplinarne, a rozprawa jest zaplanowana na 15 października. W sprawie dyrektorki Rybczyńskiej postępowanie zostaje umorzone. Powód? Przedawnienie. Od momentu, kiedy się dowiedziała o skandalu minęło ponad dwa lata i – zgodnie z Kartą Nauczyciela – w takim przypadku nie prowadzi się postępowań w sprawie „czynu uchybiającego godności zawodu nauczyciela lub obowiązkom”.
Było ich więcej
Postępowanie prowadzi także prokuratura. I także tylko w kwestii M. – w kierunku wykorzystania stosunku zależności i doprowadzenia do obcowania płciowego. – W tej sprawie wpłynęły dwa zawiadomienia. Pierwsze z Urzędu Miasta – mówi nam Agnieszka Kępka, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Lublinie. – Drugie od trzech poszkodowanych, które reprezentuje jeden pełnomocnik – dodaje.
Bo dziewczyn było więcej. Nauczyciel do Magdaleny (imię zmienione) zaczął się zbliżać gdy miała 15 lat. I tak samo skracał dystans, zaczepiał, wysłał wiadomości, były wątki seksualne i spotkania.
Rozmawiamy z kilkoma innymi byłymi uczennicami ZSOW i Mariana M. Żadna nie mówi o nim dobrze. O szkole też nie. Opisują, że nauczyciel rzucał sprośnymi żartami z jasnym podtekstem seksualnym. Jedną z uczennic podczas zajęć miał zapytać „czy lubi na pieska?”. Musiała mu jasno powiedzieć, że się nie zgadza, gdy na osobności zaczął ją głaskać.
– To taki człowiek przeświadczony o swojej zajebistości – mówi nam Karina (imię zmienione), która szkołę skończyła kilka lat temu. – Na początku wydawał się OK. Wyglądało na to, że dobrze, że jest w tej szkole. Taki wyluzowany, do pogadania i do żartów. Ale te żarty stawały się coraz gorsze. Rzucał je przy wszystkich. Wiele dziewczyn nimi zawstydzał. Potem się słyszało, że z niektórymi osobami poleciał za bardzo.
Kolejna była uczennica: – Teraz czytam, że pani dyrektor chodziło o dobro szkoły, to niech wie, że to nigdy nie była dobra szkoła. Właśnie przez takich nauczycieli jak on.
– Mam nadzieję, że wszystkie osoby, które tuszowały sprawę uda się pociągnąć do odpowiedzialności karnej – mówi nam następna młoda kobieta, która skończyła ZSOW kilka lat przed Moniką. Do klasy chodziła ze swoim chłopakiem. – Marianowi to niezbyt pasowało, często słyszałam, że kiedy chłopaka nie ma, to jestem fajniejsza. Słyszałam również teksty pokroju “Załóż jutro jakąś mini i dekolt, to ja ci się będę patrzył, a chłopak będzie zazdrosny”. Po takich tekstach z oczywistych przyczyn zmieniłam swoje podejście, byłam raczej oschła – wspomina.
To było w I klasie, kiedy miała 15 lat. W drugiej miała usłyszeć od nauczyciela, że “stała się suką”, bo wcześniej dało się z nią pożartować. A kiedy przyszła porozmawiać o lepszej ocenie, usłyszała “wiesz, jak ze mną się można dogadać”.
Ratusz wie też, że „zdarzenie dotyczy także obecnej uczennicy”.
Kto wiedział?
Wróćmy do szkoły i dyr. Rybczyńskiej. 16 maja dyrektorka wysłała do Moniki maila. Poprosiła o spotkanie. – To dość pilna sprawa – napisała. Odpowiedzi nie ma. 16 maja br. to dzień, w którym o sprawie dowiedział się Wydział Oświaty i Wychowania z kuratorium.
Czy o sprawie wiedział już ktoś jeszcze? Jesteśmy w posiadaniu screenów rozmów Moniki z jej byłą już wychowawczynią z października 2022 roku. Już po rozmowie z dyrektorką Rybczyńską. W wiadomości do wychowawczyni Monika pisze, że dyrektorka za najlepsze rozwiązanie uważa to, że M. odejdzie ze szkoły.
„Myślę, że tak postąpiłby każdy dyrektor, w końcu chodzi o wizję szkoły w środowisku. Co na to dziewczyny?” – odpowiada nauczycielka, a w kolejnej wiadomości pisze: „Teraz jest akcja w mediach na temat molestowania w miejscach publicznych – temat bardzo aktualny„.
Są też zdjęcia, a na nich M., Monika i nauczycielka. A na stole butelki z alkoholem.
Prokurator Agnieszka Kępka dodaje, że w toku prowadzonego postępowania śledczy zdecydują czy zająć się wątkiem odpowiedzialności karnej dyrektorki. Halina Rybczyńaka właśnie wygrała miejski konkurs na stanowisko dyrektora tej szkoły i ma je zajmować do 2030 roku.
Justyna Góźdź: – Należy podkreślić, że ujawnione nieprawidłowości zostały niezwłocznie zgłoszone do właściwych organów, a wynik ich rozpatrzenia jeśli będzie wymagał podjęcia działań wobec dyrektora przez pracodawcę, spotka się z właściwą i zgodną z przepisami prawa reakcją ze strony Miasta, jako organu prowadzącego szkołę. Aktualnie postępowanie prowadzi Prokuratura, która posiada najszerszy zakres badania i wyjaśnienia sprawy.
Do szkoły przychodzi kurator
Spotkanie z kuratorem Szabłowskim trwało ok. 1,5 godziny. Potem przed budynkiem szkoły odpowiadał na pytania uczniów przez ok. 30 minut. A był pretensjami zasypywany. Uczniowie i rodzice chcieli wiedzieć, kto odpowie w tej sprawie, jak mogą się czuć w szkole bezpiecznie, jak mają reagować gdy właśnie od jednej z nauczycielek usłyszeli, że wobec nich także zostaną wyciągnięte konsekwencje.

Kurator zapewnia, że mogą czuć się bezpiecznie, a każdą sprawę mogą mu zgłosić. Tłumaczył także, czego dotyczyło spotkanie, na które uczniowie nie zostali wpuszczeni: – Rada dotyczyła tego, że wszystkie osoby, które wiedziały są moralnie odpowiedzialne, za to co się wydarzyło lub nie wydarzyło. Wszystkie osoby, które wiedziały, powinny to zgłosić – relacjonuje.
I powtarza, że w kwestii dyrektorki odpowiedzialność dyscyplinarna się przedawniła. Teraz może działać prokuratura, która na razie prowadzi postępowanie „w sprawie”. – Pani dyrektor przyznała, że zrobiła błąd – mówi Szabłowski do uczniów, a ci zaczynają się śmiać. – W momencie kiedy się dowiedziała, nie wiedziała jeszcze wszystkiego i stwierdziła, że nie będzie już reagowała, bo już ani tego nauczyciela, ani tej uczennicy w szkole nie było – dodaje. Ale przypomnijmy, że M. odszedł po miesiącu od zgłoszenia jej sprawy przez dziewczynę.
– Przyznała, że to był jej błąd, ale nie wiedziała wszystkiego. Dopiero potem te rzeczy wychodziły. Podejmujemy czasem złe decyzje i pani dyrektor się do tego przyznała – relacjonuje dalej kurator. I opowiada, że jeszcze dwóch nauczycieli przyznało się na radzie do braku reakcji. Dwóch na 68.
I jeszcze jedno. Justyna Góźdź zapewnia: – Osoby ze społeczności szkolnej, które potrzebują wsparcia zarówno uczennice, uczniowie, jak i grono pedagogiczne mają możliwość skorzystania priorytetowo z poradni psychologiczno-pedagogicznej oraz zespołu specjalistów z Centrum Interwencji Kryzysowej.
Pytamy uczniów czy o tym wiedzą, czy ktoś powiedział, czy nauczyciele rozmawiają o tej sprawie. – Nie – odpowiadają chórem. – W tym momencie, po tej sytuacji? Czy czujemy się bezpiecznie? Nie, bo nie mamy odpowiedzi. Jeżeli ktoś z nami porozmawia, będzie możliwość wyjaśnienia nam tego… Boże, nawet głupi apel, gdzie będzie powiedziane, że stało się to i to… – narzeka jedna z uczennic. A jej kolega opisuje, że gdy sami próbują porozmawiać z nauczycielami, to słyszą „formułki wyniesione z pokoju nauczycielskiego”. – Że nie wiedzą, że nie czytali, że się nie interesowali – opisuje chłopak.
A na korytarzu nauczycielka potrafi teraz rzucić, dosyć głośno, żeby było słychać: – „Gdyby nie rozkładały nóg, to nic by się nie stało” – cytuje nam przed szkołą uczennica i potwierdza to kilka innych.
– To jest skandaliczne. Jeśli takie zdanie padło, to jest skandaliczne – komentuje kurator Szabłowski i proponuje, żeby oficjalnie mu tę sprawę zgłosić.
List od M.
Szereg pytań do lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego – bez odpowiedzi. Kolejne do Rzecznika Praw Dziecka – także bez echa. Od opisania tej afery chcemy wiedzieć, co te instytucje zrobią w kwestii w Zespole Szkół Odzieżowo-Włókienniczych w Lublinie. Odpowiedziało tylko Ministerstwo Edukacji Narodowej. Ale na razie, działać nie zamierza. „Zgodnie z przepisami Karty Nauczyciela, pierwszą instancją w sprawach dyscyplinarnych nauczycieli są komisje dyscyplinarne działające przy wojewodach. Minister Edukacji pełni rolę organu odwoławczego, przy którym działa odwoławcza komisja dyscyplinarna. Rozpatruje ona odwołania od decyzji komisji wojewódzkich” – tłumaczy Wydział Informacyjno-Prasowy MEN wyjaśnia, że nie angażuje się w szczegóły pojedynczych spraw dyscyplinarnych.
M. już nie pracuje w szkole, do której odszedł prosto z ZSOW. Do redakcji Jawnego Lublina przysłał oświadczenie, które jest odpowiedzią na nasz artykuł. Tłumaczy, że nie chce komentować sprawy, a opisywanie sytuacji nie służy „dobru osób i instytucji związanych ze sprawa i mogą wręcz utrudniać jej obiektywne i rzetelne rozstrzygnięcie„.
„Niemniej jednak pragnę wyraźnie zaznaczyć, że faktem jest, iż nie zostały mi postawione żadne zarzuty prokuratorskie, postępowanie toczy się w sprawie, a nie przeciwko mnie, nie zostałem także ukarany dyscyplinarnie, wobec czego treść komentowanego artykułu wprost rzuca na mnie podejrzenie i kreuje mój fałszywy wizerunek” – pisze meżczyzna i żąda, abyśmy przestali pisać o sprawie, grożąc „czynnościami prawnymi”.
Na zdjęciu: Pikieta uczniów ZSOW w Lublinie podczas zebrania Rady Pedagogicznej (Fot. sko)



