Wesprzyj Kontakt

15 minut czytania  •  21.02.2026 08:30

Sekretarek medycznych za dużo, porodów za mało. Dyrektor szpitala zdradza swój plan

Sekretarek medycznych za dużo, porodów za mało. Dyrektor szpitala zdradza swój plan

Udostępnij

Likwidacja porodówki na ul. Lubartowskiej ma się odbyć bez zwolnień. Ale nie wszystkie położne pozostaną położnymi. O tym, jak ma się zmienić mapa zdrowotna Lublina, gdzie zostaną przeniesione szpitalne oddziały i jakich pracowników w Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej będzie mniej, mówi nam Piotr Matej, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego im. Stefana Kardynała Wyszyńskiego i jednocześnie szef COZL.

Ten artykuł powstał dzięki Waszemu stałemu wsparciu.

Czy poprosił pan, formalnie lub nieformalnie, pogotowie ratunkowe, aby nie przywoziło już rodzących kobiet na Oddział Położniczy przy ulicy Lubartowskiej 81?

To absurd. Nigdy w życiu czegoś takiego nie było.

Czy zakazał pan pracownikom szpitala pracującym przy ul. Herberta wypowiadania się publicznie o sprawach wewnętrznych szpitala i zachodzących zmianach?

Nie, nie zakazałem pracownikom szpitala pracującym przy ul. Herberta, ale jako zarządca jednego z największych szpitali w regionie mam obowiązek dbać o rzetelność przekazu trafiającego do opinii publicznej. Dlatego, wzorem innych instytucji, wprowadziłem zasady polityki informacyjnej, która ma za zadanie uporządkować komunikację szpitala z otoczeniem zewnętrznym.

W skierowanym do pracowników piśmie przypomniałem, że rozpowszechnianie informacji czy materiałów audiowizualnych dotyczących działalności szpitala – szczególnie w mediach społecznościowych (Facebook, Instagram, LinkedIn, Tik Tok) – wymaga wcześniejszej zgody i akceptacji dyrekcji. Jest to działanie mające na celu zapewnienie zgodnej z prawem, spójnej i bezpiecznej komunikacji z otoczeniem. W dobie fake newsów i szerzącej się dezinformacji nie mogę pozwolić na to, by do przestrzeni publicznej trafiały niesprawdzone lub nieautoryzowane informacje o funkcjonowaniu szpitala.

Czy pracownikom szpitala przyłapanym na paleniu papierosów przed budynkiem wymierzana jest kara w wysokości 500 zł?

Nie, jako pracodawca nie nakładam na pracowników kar finansowych, ponieważ nie mam do tego podstawy w Kodeksie Pracy. Natomiast faktem jest, że skierowałem do wszystkich oddziałów informację z przypomnieniem o zakazie palenia w miejscach do tego nieprzeznaczonych. Wynika to z rażących sytuacji, jakie miały miejsce m.in. na klatkach schodowych przy al. Kraśnickiej. Musimy pamiętać, że szpital to miejsce szczególne, gdzie dbanie o zdrowie jest misją.

W moim piśmie przywołałem konkretne przepisy ustawy o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych, która za łamanie zakazu przewiduje grzywnę do 500 zł nakładaną przez uprawnione do tego organy zewnętrzne. Moja informacja miała więc charakter dyscyplinujący i ostrzegawczy – chciałem uświadomić personelowi, jakie konsekwencje prawne grożą za palenie w miejscach niedozwolonych.

Nie mogę pozwolić na to, by pacjenci widzieli pracowników z papierosem w oknach czy na klatkach schodowych, dlatego będę egzekwował przestrzeganie tych przepisów z całą stanowczością.

Jest drastyczny spadek liczby urodzeń, muszę reagować

Pytam o te sprawy, bo sygnały od pracowników szpitali dostaję co kilka dni. Wie pan, czego nie lubił żaden poprzedni marszałek województwa i na pewno obecny także nie? Napięć w kulturze i protestów w ochronie zdrowia. Tymczasem ostatnio wykonuje pan ruchy, które powodują petycja i listy protestacyjne – jak te przeciwko likwidacji porodówki przy ul. Lubartowskiej czy przeciwko zmianom w szpitalu przy ul. Herberta.

Zmiany, o których pan wspomina, mają swoje przyczyny. Pierwsza to polityka państwa i ostatnie zmiany systemowe czy w przepisach dotyczące konsolidacji podmiotów leczniczych, także konsolidacji jednoimiennych oddziałów – co jest kluczowym elementem restrukturyzacji szpitali w Polsce i ma na celu poprawić ich sytuację ekonomiczną.

W tle jest sytuacja finansowa Narodowego Funduszu Zdrowia, który jest płatnikiem za nasze świadczenia. Odnosząc się tylko i wyłącznie do szpitala w lokalizacji przy al. Kraśnickiej, mamy niezapłacone (i najprawdopodobniej nie będą zapłacone) świadczenia wykonane ponad limit w wysokości 53 milionów złotych.

Co do zmian, o których rozmawiamy, to gdy w 2022 roku sejmik województwa podjął decyzję o połączeniu Szpitala im. Jana Bożego i szpitala wojewódzkiego przy al. Kraśnickiej, to z przygotowanej przeze mnie koncepcji połączenia wynikało, że oddziały jednoimienne będą sukcesywnie łączone – w zależności od potrzeb zdrowotnych i możliwości finansowych NFZ.

Dlatego już w pierwszych miesiącach nastąpiło połączenie Pododdziału Otolaryngologii i Oddziału Urologii. Dzisiaj specjaliści z zakresu urologii, którzy byli wtedy sceptyczni, mówią, że była to jedna z najlepszych decyzji, jaka ich spotkała w pracy. Dwa oddziały nigdy nie będą tak doposażone sprzętowo, kadrowo jak jeden.

Jeden oddział położniczy ma być lepszym rozwiązaniem niż dwa?

Tak, a do tego dochodzi statystyka, która ma znaczenie w ochronie zdrowia. W szpitalu przy al. Kraśnickiej jest ponad 1 tys.-1,2 tys. porodów rocznie, podczas gdy przy ul. Lubartowskiej niespełna 600. Drastyczny spadek liczby urodzeń jest widoczny gołym okiem i niezależnie od wysyłanych petycji muszę reagować.

Nie mogę też uciec od aspektu ekonomicznego, zwłaszcza gdy NFZ nie zapłaci nam za nadwykonania. W listopadzie 2025 r. na oddziale przy ul. Lubartowskiej na świat przyszło 34 dzieci, w grudniu 30, a jest tam zatrudnionych 60 osób, w tym większość to położne. To stanowi 131 proc. kosztów pracy w przychodach ogółem. A przecież do tego musimy doliczyć koszty utrzymania budynku, zapłatę za energię elektryczną czy wodę. Proszę uwierzyć, że podjąłem decyzję o przeniesieniu Oddziału Położniczego z ul. Lubartowskiej na al. Kraśnicką po głębokiej analizie. I nie patrzyłem wyłącznie na kwestię pieniędzy.

Może pan zagwarantować, że pacjentki w nowej lokalizacji otrzymają tak samo dobrą opiekę, jak przy ul. Lubartowskiej?

Taką samą, a nawet bardziej kompleksową.

Do zwolnionych pomieszczeń przy ul. Lubartowskiej zamierza pan przenieść oddziały z budynków przy ul. Herberta, czyli dawnego Szpitala Kolejowego, i z ul. Biernackiego – dawnego Szpitala im. Jana Bożego.

To już się dzieje. Przy ul. Lubartowskiej działa już Oddział Chirurgii Jednego Dnia i tylko w styczniu br., a działaliśmy w okrojonym zakresie, udzieliliśmy naszym pacjentom 86 świadczeń.

Szybkie zabiegi bez konieczności hospitalizowania są bardziej opłacalne?

Patrząc ekonomicznie – tak. Chirurgia jednego dnia jest korzystniejsza. Nie możemy się jednak odnosić wyłącznie do warunków ekonomicznych. Musimy także odpowiadać na oczekiwania pacjentów.

Chirurgii jednego dnia brakowało w Lublinie?

Nadal brakuje. Jest to rozwiązanie bardzo korzystne dla pacjenta i dla szpitala. To przejście z trybu hospitalizacji długoterminowej na tryb jednodniowy. Pobyt pacjenta w szpitalu po prostu kosztuje, a krótki pobyt to też lepszy komfort pacjenta – szybciej wraca do domu.

Proszę sobie wyobrazić, że nasz oddział ratunkowy przy al. Kraśnickiej przyjmuje każdej doby od 80 do 130 pacjentów. Połowa z nich trafia do szpitala. Część z tych pacjentów możemy skierować na tryb jednodniowy i w ten sposób uwalniamy potencjał centralnego traktu operacyjnego.

Wracając do porodówki przy ul. Lubartowskiej, to nadal blisko 600 porodów rocznie.

Za rok może być o połowę mniej, bo taką tendencję niestety obserwujemy. Zmiany, które wprowadzamy, sprawiają, że w tym miejscu chcemy udzielić co najmniej 1 tys. pacjentom pomocy w trybie jednodniowym. To są osoby, które oczekują na różnego rodzaju świadczenia z zakresu ginekologii, chirurgii, urologii, ortopedii, neurochirurgii i otolaryngologii. Wiem, że z jednej strony mamy niezadowolenie ze zmian, ale z drugiej strony mamy oczekiwanie ze strony innych pacjentów.

A dlaczego nie da się wykonać ruchu w drugą stronę – Oddział Położniczy przenieść z al. Kraśnickiej na ul. Lubartowską?

Oddział przy ul. Lubartowskiej działa jakby w odosobnieniu od całości szpitala. Proszę pamiętać, że pacjentka ginekologiczna czasami ma problemy urologiczne czy chirurgiczne. W związku z tym przy ul. Lubartowskiej nie mamy możliwości zająć się nią w tak szerokim zakresie. Przy al. Kraśnickiej takiego problemu nie ma. Wszystkie specjalizacje są na miejscu. Pamiętajmy, że jesteśmy obok szpitala przy ul. Jaczewskiego największą placówką służby zdrowia w regionie. Mamy tu 39 oddziałów.

Jest też kwestia anestezjologów. Dzisiaj standardem przy porodach jest znieczulenie miejscowe czy obwodowe. Do tego potrzebny jest anestezjolog, a tych brakuje, a ich zatrudnienie kosztuje dużo. Dlatego mamy kłopot ze stworzeniem zespołów operacyjnych przez grupę anestezjologów. W dwóch lokalizacjach nie zabezpieczymy standardu okołoporodowego. W jednym – przy al. Kraśnickiej – już tak. Tu dyżur anestezjologiczny ma co najmniej czterech specjalistów, a tam ilu? Jeden. Jeżeli zatem przy ul. Lubartowskiej jest zabieg ginekologiczny, to nie ma zabezpieczenia anestezjologa przy położnictwie.

Poza tym przy al. Kraśnickiej jest pełna diagnostyka: obrazowa, laboratoryjna i 3D. Mamy specjalistów, którzy są do dyspozycji tu i teraz, w każdej chwili.

Żeby jednak ta przeprowadzka doszła do skutku, musi pan jakoś pomieścić dwa oddziały w jednym miejscu. Słyszałem już o planowanych zmianach, jak zwolnieniu pomieszczeń przez chirurgię piersi.

Chirurgia piersi w szpitalu przy al. Kraśnickiej w obecnym budynku ginekologii, położnictwa i neonatologii jest gościnnie. Dla tego oddziału jest przygotowywane miejsce po dawnej onkologii klinicznej, która z kolei przechodzi w miejsce dawnego oddziału w strefie logistycznej terapii. Wszystko bez problemu się pomieści.

Pacjentki boją się wydłużonego czasu przyjazdu do szpitala w momencie porodu.

Na al. Kraśnicką można dotrzeć w kilkanaście minut z niemal każdego miejsca w Lublinie. Przy czym to nie jest jedyna porodówka w mieście. Gdyby były jakieś nadzwyczajne sytuacje, problem z dojazdem, to są także inne szpitale: USK Nr 1 i USK Nr 4.

DSC08088
Marszałek województwa lubelskiego Jarosław Stawiarski i dyr. Piotr Matej (Fot. UMWL)

Położna rejestratorką. Na jakiś czas

Oddział ma zostać przeniesiony już w maju. Nie wierzę, że w nowym miejscu znajdzie się zajęcie i zatrudnienie dla wszystkich pracowników z ul. Lubartowskiej. Jak duże będą zwolnienia?

Mam nadzieję, że żadne. Jednak obecnie nie mogę szczegółowo odpowiedzieć na to pytanie, dlatego że zaproponowaliśmy położnym „ścieżkę zagospodarowania”, ale decyzje pozostają po ich stronie. Przy czym już kilkanaście osób złożyło deklarację odejścia na emeryturę.

W tym roku?

Tak, ale nie dotyczy to wyłącznie ul. Lubartowskiej, bo wprowadzając zmiany, patrzę kompleksowo na wszystkie nasze lokalizacje. Jako że jesteśmy szpitalem wysokospecjalistycznym, to chcę sięgnąć po osoby z najwyższymi kompetencjami. Oddziałowe z naczelną pielęgniarką dokonują kwalifikacji pracowników, określają liczbę potrzebnych osób.

Czyli położne i pielęgniarki zostaną ocenione i od tego będzie zależeć czy i jaką propozycję pracy otrzymają na połączonych oddziałach położniczych?

Tak, ale jednocześnie wszystkim zaproponowałem, w porozumieniu z Okręgową Izbą Pielęgniarek i Położnych, przeszkolenie. Te panie mogą pracować w innych zawodach, np. w opiece senioralnej.

Jakieś zwolnienia są jednak nieuniknione.

Niekoniecznie. Teraz nie będę wypowiadał żadnych umów o pracę. Mamy prognozę osób do ewentualnego odejścia i położne „zostawię z nawiązką” po to, żeby sukcesywne odejścia były uzupełniane.

Zatrzymajmy się w tym miejscu. Jak ten proces ma wyglądać?

Mamy prognozę odejść na lata 2026-2028. Wiemy, kto przejdzie na emeryturę. Zaproponuję położnym, pielęgniarkom zajęcie w niemedycznych komórkach szpitala, aby na tych stanowiskach poczekały, aż zwolni się miejsce, i wówczas je zajmą.

Czyli przez jakiś czas, rok albo dwa, położna będzie wykonywała w szpitalu inne zadania?

W dziale świadczeń medycznych i rozliczeń, rejestracji czy przyjęć.

Czyli na jakiś czas położna może zostać rejestratorką?

Może zostać, a następnie podejmie pracę jako położna. Poruszam się w tym zakresie nie tylko w obrębie WSS, ale też Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej, gdzie są dwa oddziały ginekologii. Tam już odeszło kilka osób, nie szukam w ich miejsce nowych, tylko propozycję pracy złożę osobom pracującym przy ul. Lubartowskiej.

Będą też zwolnienia wśród lekarzy? Im łatwiej jest znaleźć nowe zatrudnienie.

Czterech lekarzy już zadeklarowało chęć przejścia do innych lokalizacji. Dwóch jednoznacznie się określiło, że już mają miejsce pracy gdzie indziej. Kilka osób nadal będzie pracowało przy ul. Lubartowskiej 81 ze względu na wspomnianą chirurgię jednego dnia. Nie jest też żadną tajemnicą, że osoby tam zatrudnione w znacznym stopniu już mają prawa emerytalne, ale nadal pracują.

Kompleks przy ul. Lubartowskiej to mienie pożydowskie. Dochodzą mnie informacje, że Gmina Żydowska przekazując przed laty nieruchomość szpitalowi, zastrzegła, że obiekt ma służyć dzieciom. To prawda? Nie będzie problemu po przeniesieniu porodówki?

Szpital wojewódzki nie posiada takich dokumentów i Szpital im. Jana Bożego takich dokumentów też nam nie przekazał. Tak jak pan, słyszałem tego rodzaju pogłoski, ale z opowieści ludzi lepiej zorientowanych wiem, że warunkiem miało być to, aby to miejsce służyło jako szpital. Ta funkcja zostanie zachowana.

Przy ul. Biernackiego ma być pusto

Przenieśmy się na ul. Biernackiego, czyli na teren dawnego Szpitala im. Jana Bożego. Zamierza pan przenieść stamtąd wszystkie oddziały i, jak powiedział pan ostatnio, „teren wróci do właściciela”, czyli do samorządu województwa, który będzie mógł obiekty sprzedać lub zagospodarować. Taki jest plan?

Tak, ale będę wnioskował, aby część nieruchomości, przynajmniej połowę, przeznaczyć dla Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej pod budowę nowej części – Centrum Diagnostyczno-Profilaktycznego.

A jak się zarządza dwoma wielkimi szpitalami?

Nie mam z tym problemu. System zadaniowy działa dobrze.

Ma pan takich zastępców w obu szpitalach, że nie musi być pan w nich codziennie?

Gdy są jakieś specjalne okoliczności, wtedy poświęcam cały dzień jednej jednostce lub cały dzień drugiej jednostce. Natomiast każdego dnia jestem w jednym i w drugim szpitalu.

COZL otrzymał z Funduszu Medycznego 300 mln zł. Co za to ma powstać?

Centrum Diagnostyczno-Profilaktyczne. Stawiamy na profilaktykę i jeżeli po badaniach są wątpliwości, to od razu mamy diagnostykę. Możemy wcześnie zareagować w początkowej fazie choroby, a nowoczesne terapie pozwalają na wyleczenie. Do nowej części przeniesiemy i utworzymy nowe poradnie specjalistyczne z pełnym wyposażeniem diagnostycznym, bo w obecnym miejscu są już po prostu za ciasne.

Kiedy ma się rozpocząć budowa, bo realizacja przewidziana jest do roku 2028?

Czekamy na podpisanie umowy. Właśnie otrzymaliśmy z Ministerstwa Zdrowia wezwanie do wskazania osób do zawarcia umowy. Kiedy ją podpiszemy , będę mógł wszcząć procedury przetargowe. Projekt funkcjonalno-użytkowy już jest.

To wszystko oznacza, że czas pana nagli. Musi pan szybko „opróżnić” budynki przy ul. Biernackiego.

Jedynym teraz „utrudnieniem” jest Oddział Chorób Zakaźnych, ale w ciągu dwóch miesięcy zostanie przeniesiony do budynku przy ul. Herberta 21. I to odpowiada na pytania o to, czy szpital w tym miejscu zostanie zlikwidowany. Nie będzie.

„Będzie mniej sekretarek medycznych”

Dochodzą do mnie informacje o planowanych zwolnieniach w COZL. Chodzi o lekarzy, ale przede wszystkim o sekretarki medyczne.

Jednemu lekarzowi faktycznie nie przedłużyłem umowy o pracę. Z różnych powodów, między innymi chodziło o kompetencje i charakter, co nie sprzyjało rozwojowi oddziałów. Druga osoba sama zrezygnowała. Co do sekretarek medycznych, to mamy w COZL 16 oddziałów. Jak pan myśli, ile jest sekretarek medycznych?

150.

128. Czy to jest model, który sprzyja pacjentowi, czy jednak personelowi medycznemu? Tak, będzie mniej sekretarek medycznych, ale staram się jak najmniej zwalniać. Natomiast nie przedłużam umów. Dostosowuję wielkość personelu niemedycznego na rzecz medycznego.

Według mnie, sytuacja którą tu zastałem, to jest okradanie pacjentów z pieniędzy, które mógłbym przeznaczyć i powinienem przeznaczyć na diagnostykę – szerszą i szybszą, która przecież kosztuje. To jest właśnie ten kierunek – personel medyczny zdecydowanie tak. Pomocniczy tyle, na ile jest potrzebny.

Kardiochirurgia bez kontraktu

Kolejny duży projekt to budowa Wschodnioeuropejskiego Centrum Chorób Naczyń Serca i Transplantologii. Na jakim jest etapie?

Uzyskiwania pozwolenia na budowę.

Nie da się tu jednak nie wspomnieć o kardiochirurgii bez kontraktu. Co się dzieje? Dlaczego funkcjonujący oddział nie ma zapewnionego finansowania z NFZ?

To już pytanie do zarządzających systemem. Mogę powiedzieć tylko tyle, że oddział działa i będzie pracował. Pytanie zasadnicze dotyczy tego, czemu nie mamy finansowania, skoro NFZ zapłacił w 2024 r. 35 mln zł za leczenie kardiochirurgiczne mieszkańców województwa lubelskiego w innych regionach, a my mamy taki oddział.

Ale rozmawia pan z dyrektorem oddziału NFZ, może z samym prezesem. Co pan słyszy?

Słyszę o braku pieniędzy na tego rodzaju świadczenia, a mapa zdrowotna pokazuje, że nie ma takiej potrzeby. Mnie to nie przekonuje. Dane na temat chorób układu krążenia pokazują konieczność szybszego reagowania, bo współczynnik umieralności w naszym województwie jest zbyt duży w stosunku do innych dziedzin i innych krajów w Europie.

Skąd wziąć kolejne miliony na budowę Wschodnioeuropejskiego Centrum Chorób Naczyń Serca i Transplantologii?

Dzisiaj jeszcze tego nie zdradzę. Powiem o wszystkim, jak będziemy mieli decyzję o przyznaniu funduszy.

Część będzie musiał wyłożyć samorząd województwa.

Zawsze deklarował i deklaruje wsparcie.

Zmiany przy Herberta

reklama JL newsletter 844x275 1
10.2023 wsparcie 844 x 490 px 260 x 260

Skoro ma tam pan zamiar przenieść Oddział Chorób Zakaźnych z ul. Herberta, to obawy, że szpital zostanie zamieniony w Zakład Opiekuńczo-Leczniczy, są niezasadne?

Nie tak dawno temu otworzyliśmy tam przecież Regionalne Centrum Pulmonologii i chyba nie po to, żeby po miesiącu je zamykać. Będzie tam także centrum chorób zakaźnych dziecięcych i dorosłych – w bezpiecznym, odizolowanym od pozostałych części szpitala miejscu, ale na tyle blisko, żeby można było korzystać z dodatkowych świadczeń typu laboratorium czy zakład diagnostyki obrazowej.

Powstanie tam także centrum senioralne. Pod tą nazwą kryje się faktycznie senioralny zakład opiekuńczo-leczniczy, zakład geriatrii. Nadal będzie funkcjonował oddział wewnętrzny wraz z profilem kardiologicznym. Nie ma żadnych pomysłów, żeby go zamykać, bo działa także dla mieszkańców z tej okolicy, żeby nie ograniczać im dostępności.

Jednak blok operacyjny jest wygaszany, wyposażenie przenoszone, zlikwidowano urologię, ortopedia działa tylko do końca marca. A właśnie tam operuje jeden z najlepszych specjalistów w Polsce, dr Andrzej Atras.

Proszę się nie martwić o doktora Atrasa. Będzie on nadal operował mieszkańców Lublina i województwa, tylko w Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej. To znakomity lekarz specjalizujący się w 3D i uzupełnianiu sztucznej kości, a to jest w przypadku pacjentów onkologicznych oczekiwane. W nowym miejscu będzie miał do dyspozycji jeszcze lepsze wyposażenie. Pozostali lekarze z ortopedii zostaną skierowani do zabiegów jednodniowych przy ul. Lubartowskiej, a jeden zadeklarował przejście do szpitala przy al. Kraśnickiej.

Czemu ortopedia działa przy ul. Herberta tylko do końca marca? Mogłem zmiany zarządzić wcześniej, ale chciałem, żeby zapisani na ten rok pacjenci jeszcze zostali przyjęci. Nie chciałem, aby odeszli z kwitkiem i szukali sobie miejsca, kolejki gdzieś indziej.

Problem w tym, że operacje kolana, biodra to leczenie limitowane. Przyjmujemy na ortopedię każdego pacjenta, nikogo nie odsyłamy, ale to sprawia, że w trzy miesiące – od stycznia do końca marca – oddział „wyrabia” kontrakt NFZ przewidziany na cały rok. Nadwykonania wynoszą 9 mln zł. Tych pieniędzy z pewnością nikt nam nie zapłaci.

Ma pan analizy i projekcje – na ile lat te wszystkie zmiany wystarczą? Chodzi o to, za jaki czas szpital znowu będzie trzeba zmieniać, przenosić oddziały, łączyć je?

Myślę, że na 10 lat. To jest ten okres, w którym nowy model, który teraz tworzy się na naszych oczach, będzie wystarczający.

Od burmistrza do podwójnego dyrektora

Piotr Matej – rocznik ’62, absolwent administracji na Wydziale Prawa i Administracji UMCS i menedżerskich studiów podyplomowych: dla kadry kierowniczej w administracji publicznej na Wydziale Ekonomicznym UMCS oraz finanse i zarządzanie finansami przedsiębiorstwa na SGH w Warszawie.

W latach 1994-2022 był burmistrzem Szczebrzeszyna. Potem dyrektorem szpitala w Krasnymstawie. W 2019 roku został szefem Departamentu Zdrowia i Polityki Społecznej w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Lubelskiego. W maju 2020 r. marszałek Jarosław Stawiarski (PiS) powołał go na stanowisko dyrektora największego szpitala w regionie – Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego im. Stefana Kardynała Wyszyńskiego w Lublinie. Od lipca 2025 roku Matej kieruje także Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej.

To jeden z najbardziej zaufanych ludzi marszałka Stawiarskiego. A szpital przy al. Kraśnickiej jest najbardziej zadłużonym spośród tych podlegających marszałkowi (w 2025 r. dług wyniósł ponad 700 mln zł). W 2022 placówka wchłonęła Szpital im. Jana Bożego przy ul. Biernackiego, który kilka lat wcześniej połączył się ze Szpitalem Kolejowym przy obecnej ul. Herberta (wcześniej ul. Kruczkowskiego).

Zgodnie z ostatnim oświadczeniem majątkowym (październik 2025) Piotr Matej w WSS zarobił ponad 353 tys. zł a w COZL 89,5 tys. złotych za dziewięć miesięcy pracy.

Na zdjęciu: Piotr Matej jest jednocześnie dyrektorem Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Lublinie i Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej (Fot. UMWL)

https://jawnylublin.pl/stany-zapalne-petycja-w-obronie-porodowki-przy-ul-lubartowskiej-i-pytania-o-szpital-przy-ul-herberta/
https://jawnylublin.pl/porodowka-przy-ul-lubartowskiej-do-likwidacji-tabliczki-juz-zniknely/