4 minuty czytania • 25.06.2025 23:47
Rektor Uniwersytetu Medycznego wprowadza reformy. Naukowcy w szoku i w rozpaczy
Udostępnij
Pracownicy naukowi Uniwersytetu Medycznego w Lublinie mają przejść na etaty naukowo-badawcze. Boją się, że część z nich będzie musiało pożegnać się z pracą. Pracownicy uczelni podejrzewają, że to sposób na pozbycie się „niewygodnych”.
– O takich posunięciach właściwie byliśmy uprzedzeni, ale nikt nie wiedział, jak ma to wyglądać. Wszystko wyszło na jaw podczas spotkania z rektorem prof. Wojciechem Załuską – mówi nam jeden z pracowników Uniwersytetu Medycznego w Lublinie.
Władze uczelni zapewniają, że jej sytuacja jest stabilna. Ostatnio Uniwersytet Medyczny w Lublinie chwalił się, że zaczyna realizować inwestycje za 225 mln zł (190 mln zł pochodzi Krajowego Planu Odbudowy). „Projekt faktycznie składa się z 16 projektów. Realizacja inwestycji pozwoli na zwiększenie limitu przyjęć na studia o 140 osób, w tym na kierunku lekarskim o 50 osób” – szczyciła się uczelnia w marcu tego roku.
Uniwersytet zakończył rok 2022 ze stratą na poziomie 13,4 mln zł, ale na koniec 2023 roku był 14,7 mln zł na minusie. Ale ubiegły zaliczył już na plus – 2 mln 618 tys. zł. Mimo to rektor (od 2020 r.) prof. Wojciech Załuska właśnie przeprowadza zaplanowane od dawna reformy. – W końcu jednak przyszedł czas na poważniejsze reformy. W 2023 r. poprosiłem dr hab. Bartosza Gruczę, który miał ogromne doświadczenie w Szkole Głównej Handlowej i warszawskim Uniwersytecie Medycznym z głębokich reform, aby jako mój pełnomocnik pomógł mi w transformacji uczelni. To, że wychodzimy z modelu socrealistycznej uczelni, wielu osobom się nie podoba – mówił nam kilka dni temu sam rektor. Wspomniany dr hab. Grucza jest jego pełnomocnikiem, który ma przetransformować uczelnię w nowoczesną i dochodową.
Przed pracownikami administracyjnymi stawiane są właśnie nowe zadania, sprawdzana jest ich wydajność. – Są przypadki osób, które nie chcą dobrze pracować i zamiast zgłosić się do pana rektora, wolą pisać donosy. Ale to naturalne w zmianie organizacyjnej: opór i wyparcie – mówił nam dr hab. Grucza.
Burzliwe spotkanie z rektorem
Te donosy to anonimowe pisma o nieprawidłowościach, wysłane do prokuratury, Najwyższej Izby Kontroli i redakcji.
Rozmawiając z nami ani on, ani rektor nie wspomniał, że na dniach zmiany obejmą pracowników naukowych uniwersytetu. Te zostały zakomunikowane na spotkaniu kilka dni temu.
Jeden z uczestników tego spotkania: – W mojej ocenie idzie to w stronę osłabienia potencjału badawczego. Odebrałem to wszystko i wiele osób także, jako informację: jeżeli masz grant na badania, to pracujesz naukowo. Jak się skończy i nie zdobędziesz kolejnego, to zostajesz zwolniony. A jak zatrudnimy cię do nauczania studentów, na jeden semestr, a potem okaże się co dalej – opowiada.
Kolejny z pracowników uczelni opowiada jakie słowa rektora Załuski zostały przyjęte buczeniem, a kiedy były oklaski po zadawanych mu z sali pytaniach. Z pracownikami spotkał się nie tylko rektor i pełnomocnik Grucza, ale też prorektor ds. nauki Jarogniew Łuszczki.
– Dzisiaj, po burzliwym zebraniu z JM Rektorem, na którym został przedstawiony plan zwolnień, degradacji i „wygaszania umów”, a rektor nie był w stanie odpowiedzieć na żadne pytania z naszej strony w sposób merytoryczny, przestaliśmy wierzyć w jakąkolwiek możliwość wyprostowania sytuacji na naszym uniwersytecie. Nawet w obliczu toczącego się śledztwa prokuratury i zainteresowania mediów. Wierzymy, że jedynym możliwym sposobem uratowania UMlub przed zagładą jest całkowite odgórne odwołanie wszystkich władz oraz powołanie zarządu komisarycznego, który uczyni tę uczelnię normalną. Dokładnie taką, w jakiej pracowaliśmy przed 2020 rokiem, kiedy to prof. Wojciech Załuska objął jako rektor pierwszą swoją kadencję. Nikt spoza uczelni nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo wszyscy chcielibyśmy cofnąć czas – relacjonuje uczestnik zebrania.
Zadaliśmy uczelni kilka pytań o przedstawione na spotkaniu plany. W końcu prof. Jarogniew Łuszczki odpisał, że postara się odpowiedzieć do końca tygodnia. Ale zmiany mają wejść w życie na dniach, by już we wrześniu naukowcy pracowali na nowych zasadach.
19 naukowców zostanie bez pracy?
Idea władz uniwersytetu jest taka, by etaty badawcze wygasić, a zatrudnieni w ten sposób przeszli na etaty badawczo-dydaktyczne. Pracownicy UMlub podejrzewają, że to także sposób na pozbycie się „niewygodnych”, a restrukturyzacja ma być formalnym wytłumaczeniem zwolnień.
– Ponad setka profesorów na etatach czysto naukowych, najlepsi dydaktycy, a więc śmietanka uniwersytetu, osoby przeszczepiające narządy, wynajdujące nowe leki, znajdujące nowe biomarkery nowotworów, zostają zmuszone do wysłuchiwania takiej prezentacji, aby zrozumieć, że muszą zostać w części zwolnione czyli „wygaszone” – opisuje nasz informator. I przytacza liczby. Na jednym ze slajdów prezentacji zobaczył, że 129 osób ma mieć wygaszone etaty. 110 z nich ma otrzymać dodatkowe zadania – ma uczyć. Ale pod warunkiem, że znajdą się dla nich godziny w siatce zajęć. Czy w każdym przypadku to się uda? Tego nie wiadomo.
– 19 osób jest do wygaszenia niezależnie od sytuacji. Nikt nie mówi kto – dodaje osoba z wnętrza uniwersytetu.
Dyskusja była gorąca
Z ich relacji wynika, że rozmowa była burzliwa. Rektor zapewniał, że każda sytuacja będzie rozpatrywana indywidualnie. Wiele padających z sali pytań pozostało bez odpowiedzi. Jak to co się stanie z osobami, które nie zgodzą się na zmiany. Ludzie mówili też o luce pokoleniowej. Wskazywali, że ta cała reorganizacja spowoduje odpływ dobrych naukowców i naukowy upadek uniwersytetu.
Było też pytanie o to, czy ze zmianami nie poczekać i je dopracować. Rektor miał wówczas odpowiedzieć: – Trzy razy powtórzyłem przyjacielu: rozważam. Proszę o zrozumienie idei. Nie jestem z innej bajki. 40 lat tu pracuję i zwiedziłem cały świat.
Prokuratura Okręgowa w Lublinie prowadzi wielowątkowe śledztwo dotyczące działań rektora i prorektora Uniwersytetu Medycznego w Lublinie. Sprawdzane są zarobki, przyznawanie podwyżek, finansowanie wyjazdów służbowych, zarządzanie mieniem uczelni i zlecanie realizacji nieuzasadnionych inwestycji (chodzi o budowę wielopoziomowego parkingu przy ul. Gębali). Sprawa zaczęła się od anonimowych pism wysłanych do prokuratury, Najwyższej Izby Kontroli i dziennikarzy. Ich autor pisze o niezdrowych stosunkach panujących na uczelni, nepotyzmie i finansowej rozrzutności



