Wesprzyj Kontakt

7 minut czytania  •  26.08.2025 12:42

Radni PO z fuchami w miejskiej spółce. Dezynfekcja i monitoring konkurencji

Radni PO z fuchami w miejskiej spółce. Dezynfekcja i monitoring konkurencji

Udostępnij

Monika Orzechowska i Zbigniew Jurkowski z Platformy Obywatelskiej za godzinę dodatkowej pracy na umowę-zlecenie w miejskiej spółce MKK Lublin, w której mieli etaty, dostawali po 18,30 złotych. Przez cztery lata firma broniła się w sądach przed ujawnieniem tej informacji.

Ta sprawa pokazuje, jak Miejska Korporacja Komunikacyjna, spółka-córka MPK Lublin (posiada 99 proc. udziałów), nie chciała ujawnić, co na umowach-zlecenie robiła na jej rzecz dwójka miejskich radnych Monika Orzechowska, jednocześnie wiceprzewodnicząca Rady Miasta, i Zbigniew Jurkowski z klubu prezydenta Krzysztofa Żuka (PO). O treść zawartych przez MKK z radnymi umów Fundacja Wolności (wydawca Jawnego Lublina) zapytała spółkę już w połowie 2021 roku. Po ostatecznej sądowej porażce, MKK w w końcu ujawniła dokumenty. Sprawa jest o tyle ciekawa, że oboje radni byli (i wciąż są) w tej spółce zatrudnieni na etatach. Umowa zlecenie była więc dla nich sposobem na zarobienie dodatkowych pieniędzy.

Nie dla wspólnoty, a dla własnych interesów

Monika Orzechowska (rocznik 1969), która jest jednocześnie wiceprzewodniczącą Rady Miasta, w MKK zaczęła pracować w 2017 roku. W 2020 w oświadczeniu majątkowym wpisała, że w spółce na etacie zarobiła 45 tys. zł. Dodatkowo w MKK pracowała też na umowę-zlecenie, za co dostała 10 tys. zł. Z kolei radny Zbigniew Jurkowski (rocznik 1957) w MKK pojawił się już wcześniej, bo w 2015 roku. W 2020 roku zarobił 39 tys. zł z tytułu umowy o pracę oraz 8,5 tys. zł za zlecenie od swojego pracodawcy.

I właśnie te dodatkowe wynagrodzenia zainteresowały Fundację Wolności. W 2021 roku wystąpiła do MKK o treści umów-zlecenie zawartych przez spółkę z dwójką radnych prezydenckiego klubu. Odpowiedzi w postaci dokumentów jednak się nie doczekała. Władze spółki zasłaniały się tym, że umowy nie zostały zawarte z osobami publicznymi, jakimi są radni, a z osobami fizycznymi i informacja o umowach mogłaby być w takim przypadku ujawniona tylko w przypadku, gdyby radni się na to zgodzili. A ci takiej zgody nie dali. Prezes MKK Wojciech Sobiesiak argumentował ponadto, że radni „nie pełnią w spółce żadnych funkcji publicznych, ani nie wykonują żadnych zadań związanych z pełnieniem takich funkcji, lecz wykonują wyłącznie czynności pomocnicze – techniczne (usługowe)„.

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Lublinie nie miał jednak wątpliwości, że spółka powinna przekazać Fundacji Wolności żądane dokumenty. Jak podkreślił „radni reprezentujący miasto Lublin i działający na rzecz tej wspólnoty samorządowej, dysponujący w tym zakresie władczymi uprawnieniami, poprzez zawarcie ze spółką MKK umów zlecenia mogą (potencjalnie) dopuścić się nadużyć w związku z pełnioną funkcją radnego, wykorzystując tę funkcję nie dla interesu wspólnoty, a dla własnych interesów„.   O tym zaś, czy rzeczywiście takie nadużycie występuje może świadczyć m.in. wysokość wynagrodzenia, konkretne zastrzeżenia umowne i przedmiot (dzieła) poszczególnych umów zaznaczył WSA w Lublinie w wyroku z 2022 roku, stwierdzając, że nie było podstaw do odmowy udzielenia Fundacji żądanej informacji ze względu na ochronę prywatności.

Orzechowska od monitorowania, Jurkowski od dezynfekcji

Ale MKK się nie poddało i złożyło skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego w Warszawie, co oznaczało, że FW nadal nie mogła poznać umów zawartych przez spółkę z dwójką radnych PO. Wyrok zapadł dopiero w lipcu tego roku. I ponownie nie był korzystny dla miejskiej spółki, bowiem NSA poparł argumentację lubelskiego sądu. Dodatkowo zaznaczył, że prawo do informacji publicznej stanowi narzędzie kontroli społecznej nad organami władzy publicznej w zakresie sposobu m.in. wydatkowania przez nich środków publicznych. Dzięki temu społeczeństwo może sprawdzać, czy organy władzy publicznej w sposób uzasadniony wydają pieniądze podatników, a radny nie nadużywa swojego mandatu, „czyniąc z niego narzędzie do dodatkowych, nieuzasadnionych dochodów„.

Ostatecznie w miniony czwartek, 21 sierpnia, a więc po ponad czterech latach od zapytania, prezes Sobiesiak z MKK przesłał do Fundacji Wolności umowy-zlecenia zawarte z radnymi. Są to jednak umowy z maja 2021 roku, a tych z 2020 roku nie przekazał. Obie zostały zawarte na okres miesiąca, ale współpraca z radną Orzechowską i radnym Jurkowskim dotyczyła również kolejnych miesięcy i zakończyła się w listopadzie 2021 r. Przypomnijmy, że w Polsce od 20 marca 2020 roku do 15 maja 2022 roku obowiązywał stan epidemii Covid-19. Rząd wprowadził wówczas duże obostrzenia w przemieszczaniu się i w kontaktach; podczas lockdownu zamknięte były m.in. szkoły, restauracje czy firmy usługowe. Symbolem tego czasu stały się maseczki ochronne i praca zdalna.

Wystarczą mi trzy godziny snu

Czym w istocie mieli zajmować się radni na rzecz swojej spółki poza etatową pracą? Zgodnie z zawartymi umowami-zlecenia MKK Lublin powierzyła Orzechowskiej „poszukiwanie potencjalnych klientów w zakresie usług prowadzonych przez MKK i monitorowanie działań konkurencji„, a Jurkowskiemu „zdobywanie na rynku lokalnym potencjalnych klientów w zakresie usług świadczonych przez Zleceniodawcę w obszarze dezynfekcji obiektów i pomieszczeń„. Tu warto zaznaczyć, czym zajmuje się miejska spółka. Otóż do głównych jej zadań należy m.in. ochrona osób i mienia (np. przystanków miejskiej komunikacji czy imprez masowych), administrowanie targowiskiem przy ul. Ruskiej oraz wynajem pawilonów handlowych przy cmentarzu komunalnym na Majdanku.

Zapisani wiedza wczesniej 844x275 1
Zapisani wiedza wczesniej kwadrat

Radni Orzechowska i Jurkowski dostawali po 18,30 zł za godzinę za „należycie i faktycznie wykonany w danym miesiącu kalendarzowym przedmiot zlecenia„. Liczba godzin miała być weryfikowana i zatwierdzana przez spółkę. Radni mogli również liczyć na zwrot kosztów podróży (kilometrówki) oraz pobytu, a takżę premię w przypadku gdy spółka uzna, że zlecenie zostało wykonane w sposób szczególny. Jej wysokość nie jest jednak określona w umowie. Policzyliśmy, ile godzin pracy poświęcili radni z klubu prezydenta Żuka na umowy zlecenie. Założyliśmy przy tym, że nie dostali żadnej premii. Monika Orzechowska wykazała w oświadczeniu majątkowym za 2020 rok 10 123 zł z umowy zlecenia. Oznacza to, że na taki dochód musiała pracować przez około 553 godziny, czyli około 69 dni roboczych (licząc po 8 godz. dziennie). To całkiem sporo zważywszy na to, że ma przecież etat w MKK. Radny Jurkowski wykazał niższy dochód – 8.496 zł, co daje 464 godziny lub 58 dni roboczych.

Radną Orzechowską chcieliśmy zapytać m.in. o to, jak udawało jej się łączyć pracę na etat z pracą na umowę-zlecenie i ilu pozyskała klientów dla firmy. I czy jej zdaniem nie rodzi konfliktu interesów praca w miejskiej spółce ze sprawowaniem funkcji radnego Rady Miasta Lublin, który takie spółki powinien kontrolować. Rozmowa trwała jednak krótko, bo radna stwierdziła, że nie może teraz rozmawiać i że oddzwoni później. Nie oddzwoniła, potem nie odbierała już telefonów i nie odpisała na SMS. Pytania wysłaliśmy więc mailem i czekamy na odpowiedź.

Rozmowniejszy był radny Jurkowski. – Dostałem ofertę firmy MKK i po prostu pukałem od drzwi do drzwi, rozmawiałem z prezesami. I z tego co wiem, to prezes mówił, że firmy się odzywały z tej mojej działalności – mówi Jawnemu Lublinowi Zbigniew Jurkowski, podkreślając, że odwiedzał nawet sześć firm dziennie oferując m.in. dezynfekcję jonami srebra. I że nie mógł tego robić w ramach etatowych godzin, bo był wówczas zajęty innymi sprawami (w MKK pracuje na stanowisku specjalista do spraw procedur bezpieczeństwa).

A wtedy był covid, to pan mógł tak chodzić po tych firmach?

Miałem maseczkę, byłem zabezpieczony przekonuje.

Radny wytłumaczył nam również, jak znalazł dodatkowy czas na to, by pracować na etacie, brać udział w sesjach, pracach komisji Rady Miasta, miejskich uroczystościach i jeszcze wykonywać umowę-zlecenie. Do spania wystarczą mi 3-4 godziny. Ja jestem bardzo dobrze zorganizowany, pracuję na okrągło. Jak tylko się obudzę, to dokąd nie pójdę spać, to coś działam tłumaczy Zbigniew Jurkowski, dodając, że pracę zaczyna nawet o 6 rano.

Z jednej strony jest pan pracownikiem spółki, z drugiej jest pan radnym, który tę spółkę powinien kontrolować. Nie widzi pan tu konfliktu interesów?
Prawo tego nie zabrania, natomiast ja robię to tak etycznie, że nie widzę konfliktu interesów kończy radny Jurkowski.

https://jawnylublin.pl/jak-sie-komus-zarzuca-brak-etyki-i-sprzyjanie-pis-owi-to-warto-wczesniej-sprawdzic-czy-samemu-ma-sie-czysto-na-obejsciu/

Cienka granica etyczna

Do sprawy odnosi się także Krzysztof Jakubowski, prezes Fundacji Wolności. – Dobrze, że jawność ponownie zwyciężyła, szkoda tylko, że spółka niepotrzebnie przedłużała sprawę. Na dodatek chodziło o umowy-zlecenia zawarte z etatowymi pracownikami miejskiej spółki, którzy jednocześnie byli (i są nadal) miejskimi radnymi. W takich przypadkach jawność jest szczególnie istotna dla interesu publicznego. Zwracam uwagę na cienką granicę etyczną między prywatnym zatrudnieniem radnych a pracą dla podmiotów powiązanych z miastem oraz potencjalny konflikt interesów, bo głównym zadaniem radnych jest kontrola działalności prezydenta miasta, również w zakresie sprawowania nadzoru nad miejskimi spółkami. Swoją drogą ciekaw jestem, ilu klientów udało im się pozyskać, pracując po godzinach pracy – mówi Krzysztof Jakubowski, prezes Fundacji Wolności.

Inni radni też na miejskim

Monika Orzechowska i Zbigniew Jurkowski to niejedyni radni z klubu prezydenta Krzysztofa Żuka, którzy mają posady w miejskich spółkach. W MOSiR na stanowisku dyrektora do spraw administracyjnych pracuje przewodniczący Rady Miasta Lublin Jarosław Pakuła (PO). W zeszłym roku zarobił w niej 147 tys. zł, co daje około 12,2 tys. zł miesięcznie. W Lubelskim Przedsiębiorstwie Gospodarki Komunalnej na stanowisku pełnomocnika zarządu do spraw inspekcji i nadzoru pracuje wiceprzewodnicząca Rady Miasta Monika Kwiatkowska (Wspólny Lublin) z klubu prezydenta Krzysztofa Żuka, jedna z podmiejskich radnych. W 2024 roku zarobiła w tej spółce 66 tys. zł (5,5 tys. zł miesięcznie). W Zarządzie Dróg i Transportu Miejskiego, instytucji podległej Ratuszowi, odnalazła się Marta Gutkowska (Wspólny Lublin), inna podmiejska radna, która jest naczelniczką Wydziału Organizacyjnego (103 tys. zł w zeszłym roku). Radni zasiadają też w Miejskiej Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych (wskazanie jej członków należy do kompetencji prezydenta Żuka). Są w niej zarówno Orzechowska, jak i Jurkowski, a także ich koleżanki klubowe Jadwiga Mach (Wspólny Lublin) i Elżbieta Dados (PO) oraz Zdzisław Drozd (PiS). Za jedno posiedzenie otrzymują 368 zł.

Na zdjęciu: radna Monika Orzechowska i Zbigniew Jurkowski z prezydenckiego klubu mają etaty w MKK Lublin. W 2020 i 2021 roku dodatkowo dostawali z macierzystej spółki pieniądze z tytułu umów-zleceń. Fot. FB/Monika Orzechowska

https://jawnylublin.pl/spolki-w-ktorych-pracuja-miejscy-radni-na-minusie-najgorzej-w-mosir-bystrzyca/
https://jawnylublin.pl/tluste-koty-zuka-gdzie-pracuja-i-ile-zarabiaja-zaufani-radni-i-ludzie-prezydenta-lublina/