4 minuty czytania • 19.02.2025 20:04
Radna na tropie domniemanego stalkera. Policja sprawdza, strażnik się tłumaczy
Udostępnij
Policjanci prowadzą czynności w sprawie ewentualnego wykroczenia, a strażnika miejskiego, który pokazał radnej Magdalenie Szczygieł-Mitrus film z monitoringu, czeka reprymenda od komendanta.
>>>Przekaż 1,5 procent podatku na Jawny Lublin<<<
Magdalena Szczygieł-Mitrus (Polska 2050) to radna rządzącego miastem klubu prezydenta Krzysztofa Żuka (PO) i jedna z pięciu bohaterek naszych teksów o podmiejskich radnych. Jesienią ub.r. na podstawie wielu faktów udało nam się potwierdzić, że radna Polski 2050 na stałe nie mieszka w Lublinie, ale mieszka w Turce (gm. Wólka). Tymczasem zgodnie z obowiązującym w Polsce prawem, by sprawować mandat radnego w danej gminie, trzeba też w niej zamieszkiwać. Tą sprawą zajmuje się obecnie wojewoda Krzysztof Komorski (PO).
„Czy to osoba nasłana aby mnie śledzić?”
W sobotę 25 stycznia – podobnie jak dziś – do Lublina przyjechał Szymon Hołownia, kandydat Polski 2050 na prezydenta RP. Tego dnia przed południem Szczygieł-Mitrus parkuje na pustym służbowym parkingu na tyłach Ratusza. Stamtąd idzie na konferencję prasową z szefem swojego ugrupowania. Gdy wraca po samochód na parkingu dochodzi do incydentu, który kompletnie wyprowadza radną z równowagi. Jak relacjonuje na swoim Facebooku, to właśnie tam miał ją fotografować mężczyzna w czarnej kurtce i czarnej czapce.
– Nie wiem czy to jakiś psychopata. Czy osoba nasłana aby mnie śledzić! Czy z tym się wiąże bycie radną? – zastanawia się. I informuje facebookowa społeczność, że „jest właśnie na komisariacie”.
Radna „odwzajemnia się” i również robi zdjęcia tajemniczemu fotografowi po czym zamieszcza je w swoim dramatycznym poście. Przy okazji zasłania fotografowanemu mężczyźnie oczy czarnym paskiem – tak jak przyjęło się robić w przypadku osób podejrzanych lub oskarżonych. Na Facebooka wrzuca też film z rzekomym stalkerem, który nagrywa w Ratuszu na stanowisku monitoringu Straży Miejskiej. Kasuje go kilka dni później. Już po tym jak Fundacja Wolności, wydawca Jawnego Lublina, zgłasza zarówno do Urzędu Miasta, jak i do Straży Miejskiej tzw. incydent RODO, czyli sytuację, w której osoba postronna dostaje dostęp do danych osobowych, w tym przypadku zapisu z monitoringu.
Sprawą zajmuje się lubelska policja. – Prowadzimy czynności wyjaśniające w sprawie wykroczenia w kierunku złośliwego niepokojenia. Zabezpieczyliśmy monitoring Straży Miejskiej i będziemy go analizować. Na tę chwilę nikt w tej sprawie nie usłyszał zarzutów – mówi nam nadkom. Kamil Gołębiowski, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Lublinie.
Jak wskazuje, chodzi o art. 107 kodeksu wykroczeń, który mówi, że „kto w celu dokuczenia innej osobie złośliwie wprowadza ją w błąd lub w inny sposób złośliwie niepokoi, podlega karze ograniczenia wolności, grzywny albo karze nagany„. Kara ograniczenia wolności polega tu na bezpłatnym wykonywaniu prac społecznych lub na potrąceniu części wynagrodzenia na cel wskazany przez sąd.
Doświadczony strażnik z reprymendą od komendanta
Na razie rzekomego stalkera nie wytropiono, ale kłopoty ściągnął na siebie strażnik miejski, który w ostatnią sobotę stycznia dyżurował przy stanowisku monitoringu w Ratuszu. To właśnie on pozwolił radnej nagrać telefonem zapis z miejskiego monitoringu. Kamery umieszczone na budynku Urzędu Miasta zarejestrowały mężczyznę podejrzewanego przez radną o śledzenie i robienie jej zdjęć. Kilka dni po zdarzeniu rzecznik Straży Miejskiej Robert Gogola przyznał, że udostępnienie filmu z miejskich kamer „nastąpiło z pominięciem procedur„.
– Z funkcjonariuszem zostanie przeprowadzona protokołowana rozmowa dyscyplinująca – informuje dziś rzecznik Gogola. I zaraz dodaje: – To dobry pracownik, z 20-letnim stażem, dotychczas nie było do niego żadnych zastrzeżeń. Niezwłocznie po incydencie komendant nakazał przypomnienie i dyżurnym, i przełożonym dyżurnych o wewnętrznych procedurach dotyczących monitoringu.
Jak dodaje, zakończono również postępowanie w sprawie udostępnienia radnej zapisu z kamery. Straż Miejska uznała, że „incydent nie wymagał zgłoszenia do prezesa Urzędu Ochrony Danych Osobowych„.
Po raz kolejny próbowaliśmy porozmawiać z radną na temat styczniowego incydentu. Próbowaliśmy – bo Szczygieł-Mitrus od czasu ujawnienia przez nas jej rzeczywistego, a nie deklarowanego miejsca zamieszkania, z nami nie rozmawia. Nie odpisuje też na SMSy i maile. Dziś, gdy udało nam się do niej dodzwonić, przekazała jedynie, że jest w swojej „pracy zawodowej” i nie może rozmawiać.
Magdalena Szczygieł-Mitrus (rocznik 1984) swoich sił w wyborach do Rady Miasta Lublin próbowała dwukrotnie. W 2018 roku, startując z dość egzotycznego komitetu Kukiz-Wolność-Lubelscy Patrioci, zebrała tylko 481 głosów i do Ratusza się nie dostała. 6-letnią przerwę między wyborami wykorzystała do działalności w Radzie Dzielnicy Rury, gdzie pełniła funkcję sekretarza zarządu. Szczęścia spróbowała ponownie w kwietniu ub.r. tym razem startując z Komitetu Wyborczego Wyborców Krzysztofa Żuka. Weszła do niego jako przedstawicielka Polski 2050 (obok pisarza Marcina Wrońskiego). W zamian za wspólny start z jednej listy partia Szymona Hołowni dostała „jedynkę” w okręgu nr 3 (Czuby i Węglin). Startując z tego miejsca Szczygieł-Mitrus dostała 4038 głosów – co radna lubi przypominać w swoich facebookowych postach.
Na zdjęciu głównym: Magdalena Szczygieł-Mitrus podczas ostaniej sesji Rady Miasta Lublin 6 lutego. Swoje zdjęcia opatruje podpisem „radna i społeczniczka” Fot. FB/Magdalena Szczygieł-Mitrus
Współpraca: Michał Dybaczewski
—
Jeśli chcesz czytać więcej dobrych tekstów dziennikarskich, wspieraj nas:
paypal: [email protected]




