5 minut czytania • 25.03.2026 23:55
Przewodniczący, radny, dyrektor miejskiej spółki. Wszystkie role Jarosława Pakuły
Udostępnij
Czy można być jednocześnie przewodniczącym Rady Miasta, dyrektorem w miejskiej spółce, przyznawać jej miliony z budżetu miasta i być przez ową radę kontrolowanym? Obiekcji z łączeniem tych wszystkich funkcji nie ma Jarosław Pakuła – przewodniczący RM z klubu prezydenta Lublina Krzysztofa Żuka.
Środa, 25 marca, sala obrad Rady Miasta Lublin. Posiedzenie Komisji Rewizyjnej. Obrady prowadzi Zdzisław Drozd z kubu PiS. Zbigniew Jurkowski i Marcin Bubicz (KO, klub Krzysztofa Żuka) prezentują wyniki kontroli sytuacji ekonomiczno-finansowej w spółce MOSiR Bystrzyca w 2024 roku (raport publikujemy na końcu tekstu). Na sali są jeszcze inni radni klubu prezydenta – Magdalena Szczygieł-Mitrus (Polska 2050) i Marcin Wroński, a z opozycyjnego PiS Justyna Budzyńska i Piotr Gawryszczak.
Jest też przedstawiciel miejskiej spółki – dyrektor finansowy Marcin Warda, który w MOSiR pełni dodatkowo funkcję prokurenta. Tuż obok niego siedzi Jarosław Pakuła, przewodniczący Rady Miasta (KO), ale nie jest on członkiem Komisji Rewizyjnej. Nie jest zresztą członkiem żadnej innej komisji radnych, bo nie taka jest jego funkcja w RM. Jest za to dyrektorem ds. administracyjnych w MOSiR. Obaj dyrektorzy zajmują miejsca na wprost radnych-kontrolerów.
Brawa dla pracowników MOSiR
Raport ma ogólnie pozytywny wydźwięk dla spółki. – Dzięki stabilnemu finansowaniu (z budżetu miasta – red.) Spółka może inwestować w nowoczesną infrastrukturę, która będzie odpowiadać na potrzeby mieszkańców oraz trendy w sporcie i rekreacji. Inwestycje te przyczynią się do podniesienia jakości świadczonych usług i zwiększenia atrakcyjności oferty Spółki – piszą w podsumowaniu Jurkowski i Bubicz.
Po prezentacji na kilka pytań członków komisji odpowiada dyr. Warda, po czym radni bez głosu sprzeciwu przyjmują protokół. Zaraz po tym głos zabiera jeden z autorów raportu – radny Jurkowski. – Ja chciałem w szczególności podziękować członkom komisji, że zatwierdzili protokół, a jednocześnie prosić wszystkich o brawa dla dwóch pracowników MOSiR, którzy są obecni na tej sali – mówi, po czym rzeczywiście rozlegają się pojedyncze oklaski. Aplauz najwyraźniej skierowany jest do Wardy i Pakuły, bo na sali nie ma innych pracowników tej spółki.
Po tym punkcie przewodniczący RM Jarosław Pakuła wychodzi z sali. Na korytarzu zatrzymujemy go na rozmowę.
- Pan był dzisiaj na komisji jako pracownik MOSiR?
– Nie.
- A jako kto?
– Jako przewodniczący Rady Miasta przyszedłem na komisję, tak jak na każdą inną. Mam do tego prawo.
- Siedział pan po stronie dyrektora MOSiR.
– Proszę pana, z każdej strony mogę siedzieć.
- A nie czuł pan dyskomfortu, konfliktu interesów? Jest pan pracownikiem MOSiR i bierze pan udział w komisji rewizyjnej, na której jest rozpatrywany raport pokontrolny?
– Zwrócił pan uwagę ile słów wypowiedziałem dotyczących MOSiRu? Nie wypowiedziałem ani jednego słowa.
- Nieważne, ile pan wypowiedział. Ważne, że pan był. Nie odczuwa pan dyskomfortu?
– Nie, nie odczuwam.
- Z jednej strony jest pan radnym, który uchwala budżet dla MOSiR, rekompensatę, głosując za budżetem miasta i jest pan pracownikiem spółki miejskiej? Nie uważa pan, że to jest konflikt interesów?
– Uchwalam budżet dla wszystkich spółek miejskich.
- W tym dla MOSiR-u, w którym pan pracuje i bierze pan pensję. Nie czuje pan dyskomfortu?
– Już panu odpowiadałem na to pytanie, ile razy pan będzie jeszcze powtarzał.
- Dla pana jest to normalna sytuacja?
– A dla pana nie?
- Nie.
– No to z tym ma pan problem.
- Nie mam problemu. Uważam, że pan ma problem.
– Nie, ja tak nie uważam.
- Łączy pan mandat radnego z zasiadaniem w spółce miejskiej.
– Czy tego zabrania prawo?
- Chodzi o etyczne zachowanie. Był pan tu jako pracownik czy jako radny?
– Już pan mnie o to pytał.
- No to proszę jeszcze raz odpowiedzieć.
Odpowiedzi nie słyszymy, bo przewodniczący odchodzi, machając z dezaprobatą ręką.
Co Pakuła ma z MOSiR?
Zgodnie z ostatnim oświadczeniem majątkowym Jarosław Pakuła na stanowisku dyrektora ds. administracyjnych w 2024 roku w MOSiR Bystrzyca zarobił prawie 147 tys. zł (około 12 250 zł miesięcznie). Z tytułu zasiadania w RM Lublin jego dieta wyniosła 47,6 tys. zł.
Przewodniczący RM podczas grudniowej sesji, na której głosowano uchwałę budżetową na 2026 rok, był za jej przyjęciem (tak jak jego koleżanki i koledzy z klubu prezydenta Żuka, PiS się wstrzymał). Zgodnie z jej zapisami MOSiR dostanie w tym roku z publicznych pieniędzy tzw. rekompensatę w wysokości 50,5 mln zł. Sama spółka od lat jest deficytowa. Strata netto za 2024 rok wyniosła 5,6 mln zł.
Każdy musi gdzieś pracować
Przewodniczący RM Lublin nie jest wyjątkiem w gronie radnych, dla których podstawowym źródłem zarobków jest praca w spółkach lub instytucjach podległych Ratuszowi. Pisaliśmy o tym wielokrotnie. W MKK, spółce córce MPK Lublin, pracują wspomniany radny Zbigniew Jurkowski oraz jego klubowa koleżanka Monika Orzechowska, wiceprzewodnicząca RM (oboje KO). W Lubelskim Przedsiębiorstwie Gospodarki Komunalnej, też miejskiej spółce, na stanowisku pełnomocniczki zarządu ds. inspekcji i kontroli odnalazła się Monika Kwiatkowska, również wiceprzewodnicząca RM (Wspólny Lublin Piotra Kowalczyka, byłego przewodniczącego RM). Nowicjuszka w radzie, Marta Gutkowska (KO-Wspólny Lublin), jest z kolei naczelniczką w Zarządzie Dróg i Transportu Miejskiego. Przeszła do niego wprost z Ratusza, gdzie pracowała w Biurze Rady Miasta przy obsłudze radnych, bo nie mogła łączyć pracy w Urzędzie Miasta Lublin ze sprawowaniem mandatu radnej. Spore grono radnych ma też dodatkowe zajęcie w miejskiej Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych (co miesiąc otrzymują kilkusetzłotową dietę). Są to radni: Jurkowski, Drozd, Szczygieł-Mitrus, Orzechowska, Jadwiga Mach (Wspólny Lublin) oraz Elżbieta Dados (KO, klub prezydenta).
– Jest takie zjawisko w polskim samorządzie, które polega na tym, że radni pracują w spółkach komunalnych czy innych instytucjach, których założycielem czy organem prowadzącym jest samorząd. Tymczasem podstawowa funkcja rad i radnych to kontrola władz wykonawczych. A jak oni mają kontrolować jeśli w rzeczywistości ci wójtowie, burmistrzowie i prezydenci to są ich pracodawcy? – pytał ostatnio na naszych łamach Szymon Osowski, prezes Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska. I dodał: – To nie jest niezgodne z prawem, ale jest nieetyczne. Taka trochę korupcja polityczna, bo w wielu samorządach za te stołki radni mają głosować zgodnie z tym jak proponuje organ wykonawczy.
Sieć rozpoczęła właśnie ogólnopolski projekt, który ma na celu zbadanie, jako powszechne jest zjawisko. Uruchomiła w tym celu serwis kazdymusigdziespracowac.pl.

