7 minut czytania • 08.03.2026 20:04
Przemysław Czarnek kandydatem PiS na premiera. Uśmiechnięty katotalib
Udostępnij
To Przemysław Czarnek ma zostać premierem, jeżeli Prawo i Sprawiedliwość wygra wybory parlamentarne w 2027 r. Poseł z Lublina ma tchnąć w partię nową energię i przyciągnąć tych, którzy dziś zagłosowaliby na Konfederację czy Koronę Polski Grzegorza Brauna.
zostań patronem: patronite.pl/jawnylublin
szybki przelew: jawnylublin.pl/wplacam
możesz przekazać nam 1,5% podatku: KRS 0000428743, cel szczegółowy: Jawny Lublin
– Prze-my-sław, Prze-my-sław – rozlegało się w krakowskiej hali, gdy na scenę wchodził Przemysław Czarnek. Kilka sekund wcześniej Jarosław Kaczyński wymienił jego nazwisko, wskazując, że jest kandydatem na premiera. Jest tylko jeden warunek: PiS musi wygrać wybory parlamentarne w 2027 roku i to na tyle znacząco, by móc stworzyć rząd.
– W tych okolicznościach, które mamy dzisiaj w Polsce, w tej sytuacji, którą uważam za trudną, wyzywającą dla nas, ale my musimy to wyzwanie podjąć i musimy zwyciężyć, proszę państwa, musimy zwyciężyć, musimy stworzyć nowy rząd. Jestem głęboko przekonany, że takim człowiekiem w tym momencie jest pan profesor Przemysław Czarnek – ogłosił Jarosław Kaczyński.
Spekulacje trwały od dawna, wymieniane były różne nazwiska. Jednak już na kilka godzin przed zjazdem w Krakowie padało tylko jedno. Inni potencjalni kandydaci już nie przyciągali uwagi. Liczył się tylko Czarnek.
Jak wczytać się we wcześniejsze zapowiedzi Kaczyńskiego, to poseł z Lublina ma wszystkie cechy, jakich od szefa rządu oczekuje prezes PiS: popularny, znany, żonaty, z rodziną i – co także prezes podkreślał – wysoki oraz ma mniej niż 50 lat.
Wszystko co na prawo
Czarnek ma być tym, który napełni PiS nową energią, „rozbuja” łódkę i zażegna wewnętrzne spory w partii. Dlatego w Krakowie mówił ciepło o Mateuszu Morawieckim. Nie bez znaczenia jest to, że Czarnek ma też poparcie Pałacu Prezydenckiego. Nie jest żadną tajemnicą, że gdy Karol Nawrocki dobierał sobie współpracowników na początku kadencji, chciał mieć przy sobie Czarnka. Wówczas przeszkodziło tylko jedno – poseł jest też wiceprezesem PiS i jego ściągnięcie do pałacu w zbyt widoczny sposób powiązałoby Nawrockiego z partią.
Ogłoszony potencjalny premier ma jednak jeszcze inną misję. Ma zebrać wszystko, co można z prawej strony. Chodzi o przyciągnięcie do PiS popierających Konfederację i Grzegorza Brauna. Zwłaszcza ten drugi rośnie w siłę, co dla PiS jest dużym zagrożeniem.
Braun to prawicowy, antyunijny ultras. Konfederacja to formacja antyukraińska i mówiąca dużo o polskich przedsiębiorcach.
Stąd w krakowskim przemówieniu Czarnka zarówno krytyka UE, „bezczelności” Ukrainy i wątki katolickie.
– Uczyniliśmy Matkę Boską królową Polski, dlatego wiemy, jak dbać o kobiety, a lewacy nie wiedzą – mówił.
Dziwnie teraz brzmią jego słowa, gdy mówi na konwencji, że obecna władza urządza kobietom piekło, podczas gdy to w erze PiS kobiety wychodziły na ulice, protestując przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego.
Czarnek ma być PiS-em, Konfederacją i Koroną Polski w jednym. Aby tego dokonać, ma czas do jesieni 2027.
Całkiem miły fundamentalista
Przemysław Czarnek w prywatnych kontaktach jest całkiem przyjemny, kontaktowy, uśmiechnięty, wyluzowany. Kiedy jednak włączają się kamery, staje się prawicowym, katolickim ultrasem, przeciwnikiem LGBT, związków jednopłciowych, a nawet partnerskich.
To trudny dyskutant. Potrafi tak prowadzić rozmowę, że osobie po drugiej stronie zaczyna brakować argumentów, choć nadal się z Czarnkiem nie zgadza.
Uwodzi wyborców. Na spotkania z nim przychodzą tłumy i skandują, że ma być prezesem PiS. Czarnek zawdzięcza to swojej bezpośredniości, która chwilami wręcz zamienia się w chamstwo. Używa mocnych słów, które nie zawsze przystoją politykowi. Teraz o rządzie mówi „dziadostwo”. To takie proste, ludzkie słowo, używane w wielu domach. Słowo, które wyborcy słyszą od Czarnka i mogą poczuć, że choć polityk i prof. KUL, to jednak ktoś spośród nich.
„Dziadostwo” to chyba jedno z ulubionych słów Czarnka do określania politycznych przeciwników. Używał go często wobec PSL, gdy był lubelskim wojewodą.
Nie jest tajemnicą, że w tamtym okresie potrafił rano na spokojnie i w przyjacielskiej atmosferze pić kawę z marszałkiem województwa z PSL, a kilka godzin później na konferencji prasowej nazywać jego rządy „dziadostwem”.
To też pokazuje, jak Czarnek prowadzi politykę i jak ją rozumie. Wiedział dobrze, że musi uderzać w PSL, bo w lubelskim ta właśnie partia była najmocniejszym przeciwnikiem PiS. Czarnek, jako wojewoda, nie zawracał sobie głowy lewicą czy Platformą Obywatelską. „Dziadostwem” byli ludowcy.
Co nie przeszkadzało mu kilka lat później, po ostatnich wyborach parlamentarnych, o PSL mówić ciepło. Licząc na to, że może uda się zawiązać ze Stronnictwem koalicję.
To bardzo wytrawny gracz, który rozumie media i wie, jak się w nich prezentować. Jak mówić, żeby być cytowanym. Jak budować swój wizerunek. Chyba jako pierwszy, jeszcze jako wojewoda, zaczął umieszczać w sieci wideokomentarze, nagrywając filmiki na tle tuj w swoim ogrodzie.
Kiedy w 2018 roku kandydował na posła, jego anty-LGBT retoryka poszła w cień. Nie udzielał się w tym temacie, nie atakował, nie kpił. Kiedy jednak mandat zdobył, a kampania się zakończyła, „stary” Czarnek momentalnie wrócił z ostrymi słowami o mniejszościach seksualnych.
Skąd się wziął Przemysław Czarnek? Znikąd
Gdy w 2015 roku PiS wygrało wybory parlamentarne, zaczęło wskazywać wojewodów. W Lublinie był problem, bo ścierały się dwie frakcje: Krzysztofa Michałkiewicza (Lublin) i Sławomira Zawiślaka (Zamość). W końcu partia postawiła na kompromis. Wojewodą został człowiek z Lublina, ale jednocześnie współpracownik Zawiślaka – Czarnek przygotowywał dla posła opinie prawne.
Obie strony myślały, że każda ma jakąś kontrolę nad nowym wojewodą. I obie mocno się pomyliły. Czarnek momentalnie wybił się na niezależność. Pierwsze jego decyzje to usunięcie z gabinetu flagi UE i zdjęcie ze ściany urzędu zdjęć komunistycznych wojewodów.
Wtedy to był szok. Ale Czarnek wiedział, co robi. Idealnie wpasował się w politykę ówczesnej premier Beaty Szydło i jednego z ważniejszych polityków PiS, Antoniego Macierewicza.
Nad Czarnkiem nikt nie miał kontroli. To on zaczął kontrolować innych. Szybko wyrósł nie tylko na regionalnego lidera, ale piął się wyżej. Dwa razy został posłem. Był ministrem edukacji i nauki. Wprowadził do szkół przedmioty: wiedzę o życiu w rodzinie oraz historię i teraźniejszość. W programie Willa Plus rozdawał dotacje prawicowym, kościelnym organizacjom.
Przez lata pokazał, że to on rządzi. Ale Czarnek zawsze uważał, żeby nie robić niczego wbrew woli, bez akceptacji prezesa Kaczyńskiego. Nigdy nie popadł w niełaskę.
Kandydat kontra marszałek
Co konwencja w Krakowie zmienia w lubelskiej polityce? Wszystko. Do tej pory mieliśmy dwóch mocnych polityków PiS w regionie: marszałka województwa Jarosława Stawiarskiego i Przemysława Czarnka, który jest przewodniczącym okręgu PiS. Ci politycy ścierają się, walcząc o wpływy. Lekką przewagę ma Czarnek, bo to on jest autorem wyborczego sukcesu PiS w ostatnich wyborach samorządowych i to on umeblował zarząd województwa, dobierając Stawiarskiemu współpracowników.
Ale marszałek też ma asy w swojej talii – głównie możliwość rozdawania stanowisk. Dlatego w lubelskim PiS jest wyraźny podział: ludzie Czarnka lub ludzie Stawiarskiego.
Teraz jest zupełnie inaczej. Czarnek jako kandydat na premiera jest numerem jeden. A marszałek musi uznać tę wyższość, bo w razie jakiegoś konfliktu wiadomo, po czyjej stronie stanie prezes Kaczyński.
Choć można przewidywać jeszcze jeden scenariusz, według którego Czarnek będzie tak zajęty swoim premierowaniem, że zupełnie nie będzie się interesował lokalną polityką. I tak Stawiarski będzie miał wolną rękę w podejmowaniu decyzji.
Tylko kandydat
Jarosław Kaczyński ogłosił, że to Przemysław Czarnek jest kandydatem PiS na premiera. Czy jednak nim zostanie? Nawet jeżeli ta partia wygra wybory? W 2013 roku Kaczyński, stojąc na mównicy sejmowej, zza tabletu prezentował „premiera technicznego”, Piotra Glińskiego. Dwa lata potem PiS wygrało wybory. Gliński premierem nie został.
Przemysław Czarnek
Urodził się 11 czerwca 1977 w Kole. Prawnik, nauczyciel akademicki i polityk, profesor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, poseł na Sejm oraz były minister edukacji i nauki w latach 2020–2023.
Ukończył studia prawnicze na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim Jana Pawła II, gdzie następnie pracował jako wykładowca i uzyskał stopień doktora habilitowanego nauk prawnych. Specjalizuje się w prawie konstytucyjnym.
W latach 2015-2019 był wojewodą lubelskim. W wyborach parlamentarnych w 2019 roku po raz pierwszy zdobył mandat poselski, startując z listy PiS w okręgu lubelskim. Uzyskał 87 343 głosy, co było najlepszym wynikiem indywidualnym w tym okręgu.
W październiku 2020 roku został powołany na stanowisko ministra edukacji i nauki w rządzie Mateusza Morawieckiego. Funkcję tę pełnił do grudnia 2023 roku.
W wyborach parlamentarnych w 2023 roku ponownie zdobył mandat posła w okręgu nr 6 (Lublin). Startując z pierwszego miejsca listy Prawa i Sprawiedliwości uzyskał 121 686 głosów, co było jednym z najwyższych indywidualnych wyników w kraju.
Na zdjęciu: Podczas krakowskiej konwencji PiS ogłoszono, że kandydatem na premiera, w przypadku wygrania wyborów, jest Przemysław Czarnek (Fot. PiS)

