Udostępnij
Sprawdzamy na stronach miasta, co dzieje się w tegoroczną majówkę w Lublinie. To świetny czas, by przypomnieć o dołączeniu Polski do Unii Europejskiej i w ten sposób zaznaczyć kontekst Europejskiej Stolicy Kultury 2029. Oferta jest ani kiepska, ani wybitna. Taka jak w poprzednich latach. Jakbyśmy na nic szczególnego się nie szykowali. To gdzie w końcu jest ta europejskość Lublina? – pytają Grzegorz Jędrek* i Paweł Żuk**.
zostań patronem: patronite.pl/jawnylublin
szybki przelew: jawnylublin.pl/wplacam
Do roku 2029 mamy jeszcze całkiem sporo czasu, więc nie ma powodów do paniki. Wcześniej nie wypadało się odzywać, bo gdy ubiegaliśmy się o tytuł ESK 2029 lepiej było nie przeszkadzać – choćby z lokalnego patriotyzmu. Ale teraz pora na krytykę, bo jest jeszcze dostatecznie dużo czasu, by coś z tą Europejską Stolicą Kultury zrobić. Pytanie tylko, czy my wiemy, co chcemy osiągnąć?
Warto być europejskim średniakiem
Nie oszukujmy się – tytuł Europejskiej Stolicy Kultury jest wyróżnieniem niesłychanie prestiżowym, którego to miasto i całe mnóstwo jego mieszkańców niezwykle mocno pragnęło. Dobrze rozegrany, może umiejscowić Lublin na europejskiej mapie kulturalno-turystycznej. Jesteśmy miastem, które może być marką taką jak Lipsk, Graz, Porto, Wilno, Bolonia, Brno, Lwów czy Utrecht. Nic nam nie pomoże porównywanie się do Warszawy, Pragi czy Paryża, a nawet do Wrocławia czy Łodzi, bo zwyczajnie nie jesteśmy wielkomiejskimi metropoliami i być takim organizmem wcale nie musimy.
A więc jedno z ważnych, średnich miast europejskich o własnym charakterze, interesującej historii, bogatej kulturze i jakości życia – oto przesłanie, które możemy wysłać zarówno w Polskę, jak i w świat. Żeby to się udało nie możemy jednak jedynie kopiować. Zamiast tego trzeba mocno się zastanowić co sami wnosimy do europejskich wartości. Jeśli nie mamy jasnej i prostej odpowiedzi na pytanie o czym opowiada Lublin, to nie będziemy niczym więcej niż tanim zastępnikiem Lwowa na czas wojny.
Unia całkiem realna
Oczywistym kontekstem jest Unia Lubelska. Dziedzictwo ponad 450 lat opowiadające o porozumieniu między narodami. O procesach, które budowały podstawy współczesnej demokracji unijnej. Nie są to procesy łatwe, nie są pozbawione reperkusji, ale pomogły stworzyć Rzeczpospolitą Obojga Narodów i skuteczniej bronić się przeciw zagrożeniom z zewnątrz. Unia jako idea to nie jest wzniosłe spotkanie pięknoduchów, ale realny organizm polityczny, który miał chronić więzią wspólnej umowy, a nie połączeniem przez osobę władcy.
Taki obraz demokracji może podpowiadać, że odnowienie Unii Europejskiej musi dokonywać się przez solidarność i poszukiwanie wspólnego dobra (celowo nie piszemy tylko o interesie, bo UE to dużo więcej niż tylko wspólny rynek i jego regulacje), nawet jeśli porozumienie jest trudne i wymaga kompromisów.
Pamięć Lublina
Druga niezwykle silna opowieść Lublina to ta, która kończy się na Majdanku i która stworzyła pustkę w tkance miejskiej dookoła zamku. Ale nie tam się ona zaczyna, a najlepiej wciąż opowiada ją Ośrodek Brama Grodzka – Teatr NN. Mieliśmy w Lublinie żydowskich obywateli. Bogatą, polską kulturę o innym niż dominujące wyznanie. Byli mieszkańcami Lublina, tworzyli własne kluby sportowe i organizacje polityczne. Żyli i pracowali tutaj, a dziś opowiadają o nich jedynie fragmenty i strzępki wspomnień jak szklane negatywy z kamienicy Rynek 4.
Lublin jest światową, uniwersalną opowieścią o tym, że nie ma innej drogi niż powstrzymywanie zbrodniarzy zanim popełnią kolejne ludobójstwa. „Lublinie, moje święte miasto” Jakuba Glatsztejna to literacki tekst, który moglibyśmy opowiadać na cały świat. Wszędzie tam, gdzie ludziom grozi zagłada, byłby on zrozumiany.
I solidarni, i współcześni
Współczesny Lublin zaczyna się od lubelskiego lipca i Solidarności. Od procesów i protestów demokratycznych i do demokracji zmierzających. Od losu ludzi, którym było źle i postanowili coś z tym zrobić – protestować w imieniu swoim i swoich rodzin. Tam chodziło także o konkrety i zwyczajne sprawy, których państwo nie potrafiło zapewnić swoim obywatelom.
Dziś ten sam Lublin to miasto akademickie, które ściąga ludzi z całego świata, bo to jedno z najtańszych miejsc, w których można studiować w Europie. To miasto, które odbudowuje swoją wielokulturowość. Miejsce, które stało się domem wielu Ukraińców uciekających przed wojną, ale też i Białorusinów, którzy nie chcieli żyć pod reżimem. Lublin zyskuje dzięki temu ludzi, których normalnie nie zainteresowałoby tak niewielkie, wepchnięte w monokulturowość miasto. Mamy tu zarówno ludzi wykonujących prace proste, których nie bardzo chcieli Lublinianie, jak i profesorów, informatyków czy kijowskich muzyków grających na lubelskich jam session.
Wspomnienie o współczesnym Lublinie może być wspomnieniem o niesamowitym, intelektualnym rozwoju miasta biorącym się ze spotkania wielu kultur i perspektyw. I nawet jeśli nie są to obywatele Polski, to są oni mieszkańcami i mieszkankami Lublina. Współtworzą to miasto z Polakami i pokazują, że wielokulturowość to nie jest tylko piękna idea wpisywana do strategii większości miast, ale też codzienna rzeczywistość wspólnej pracy na rzecz miejsca, które stało się naszym wspólnym domem.
Dobrze te idee pokazywało szerokie porozumienie samorządu i organizacji pozarządowych, któremu przewodziło Homo Faber, gdy rozpoczęła się pełnoskalowa inwazja Rosji na Ukrainę. Odrobiliśmy lekcję z solidarności tak, jak tylko mogliśmy. I teraz moglibyśmy na tym budować.
Konkretne miasto w konkretnym regionie
Lublin może być rzecznikiem wschodu Unii Europejskiej rozumianego dużo szerzej niż tylko jako Lubelszczyzna. Ten Wschód dobrze wyznacza zarówno działalność wydawnictwa Warsztatów Kultury jak i idea pogranicza i pograniczności, którą promuje środowisko „Akcentu„. Tak rozumiany, kulturowy Wschód rozciąga się od Litwy i krajów bałtyckich przez Podlasie, Podkarpacie i sięga poza granice Unii Europejskiej aż do broniącej nas wszystkich przed Rosją Ukrainy, a na południu do zrzeszonych w UE Słowacji, Węgier, Rumunii, Bułgarii i Grecji.
Ta wschodnia perspektywa jest wartością, którą da się opowiedzieć w sojuszu z Białymstokiem i Rzeszowem, we współpracy z miastami ukraińskimi, litewskimi artystami i naukowcami, ale trzeba mieć odwagę spojrzeć nieco dalej. A przecież nawet w pobliżu Lublina na swoje opowieści europejskie czeka Nałęczów, Kazimierz Dolny, Sandomierz, Chełm. Pamiętajmy, że tak jak się wędruje po Andaluzji czy Katalonii tak można odkrywać regiony Wschodu Europy rozumianego jako kulturowo różnorodny, ale i ciekawy historyczny region.
Brakuje pieniędzy czy idei?
Niedawno dopiero, bo w kwietniu, podpisana została umowa o czasowym współprowadzeniu instytucji Europejska Stolica Kultury 2029 przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Dotychczas krążyły informacje, że Lublin potrzebuje finansowania, by na dobre ruszyć z przygotowaniami. Gdy w Teatrze Starym w Lublinie Paweł Potoroczyn (dyrektor Europejskiej Stolicy Kultury Lublin 2029) mówił, że kultura to nie część biznesu, ale biznes jest częścią kultury, to wydawało się, że ideowo będziemy w dobrym miejscu, mamy swojego „selekcjonera”, który rozumie znaczenie lokalności kultury w globalnym świecie. O ile jednak wyprodukowane przez zespół ESK naukowe seminarium „Kultura ochrony” było projektem ciekawym, to już postawienie kontenera z poetą w zakładzie pracy ma się nijak do głównej idei Re:union.
Lublin już wypracował naprawdę unikalny program kulturalny pełen interesujących festiwali. Dotychczas było tak, że zarówno 450-lecie Unii Lubelskiej, jak i 700-lecie lokacji miasta były wielkimi wydarzeniami tworzonymi dzięki koordynacji obecnych działań instytucji, a nie zewnętrznym funduszom. Wydawałoby się, że wzmocnienie tej marki i zapewnienie stabilności lubelskiemu sektorowi kultury mogłoby pozwolić wyprodukować coś naprawdę ciekawego.
Ośrodek Brama Grodzka – Teatr NN, Galeria Labirynt, Warsztaty Kultury, lubelskie uniwersytety oraz cała masa instytucji i organizacji ma wiele do zaoferowania i czeka na nowe możliwości od czasów starań o ESK 2016. Potrafią się skoordynować, mimo że tarcia są tak jak w każdym innym mieście. Ale czy ktoś ich teraz koordynuje i czy ktoś im przewodzi?
Prezydent obiecuje kolejne budynki-instytucje. Świetnie, ale czy mieliśmy już rozmowę o tym jak będziemy je utrzymywać po ESK i czy Lublina będzie na nie stać? Gdy jakiś czas temu protestowali pracownicy Ośrodka Brama Grodzka – Teatr NN miasto mówiło o niezależności instytucji kultury. A kiedy będziemy rozmawiali o pomyśle na wspólny rozwój sektora kultury, sportu i turystyki? Czy podmioty publiczne, trzeciego sektora i prywatne będą mogły liczyć nie tylko na niezależność, ale też na demokratycznie należną im opiekę własnego, wybranego przez mieszkańców samorządu?
Powód do dumy dla następnych pokoleń
Jak każde miasto tak też Lublin składa się z ludzi, którzy tu pracują, tworzą firmy, instytucje i organizacje. Mają także prawo do wartościowego czasu wolnego. Ale jest coś jeszcze, bo nawet poprawnie odrobiona lekcja może dać powód do dumy i stworzyć szanse dla kolejnego pokolenia. Czy nie o to też chodzi w odpowiedzialnym, wieloletnim budowaniu miasta? Jeśli ESK będzie zrobione dobrze, to nie będzie tylko jednorazowym eventem za parę milionów złotych, a trampoliną dla naszych dzieci, która otworzy dla nich zupełnie nowe perspektywy. Nie po to, by wyjechać w świat, ale po to, by ten świat był też w Lublinie.
Czy możemy się już cieszyć?
I wreszcie rzecz ostatnia – wydawałoby się, że można by było zrobić coś dla mieszkańców. Choćby sztampowy europejski piknik – naprawdę cokolwiek, co powiedziałoby osobom tu mieszkającym, że możemy być z siebie dumni. Że każde z nas dołożyło się do europejskiego wyróżnienia Lublina. Że to my jesteśmy tą opowieścią, którą się tworzy wspólnie. Że to my zapraszamy do Lublina gości i turystów.
Jak na razie jako miasto postawiliśmy trochę dekoracji Ministerstwu Kultury, na deptaku wiszą flagi ESK i trochę mówi się o partycypacji. Pamiętamy jeden jedyny piknik w Wąwozie Rury przy Lidlu, który odbył się z jakiegoś projektu. Było mnóstwo ludzi i mieszkańcy naprawdę się cieszyli. Porozmawiajmy o tym dla kogo jest dziś Lublin, którego jakość życia jest przecież potwierdzona niezależnymi rankingami.
Mamy sport lubelski i lubelską kulturę, ale czy ona jest tylko na eksport, czy może być też naszą wspólną? Jaki jest pomysł na rozwój dla mieszkańców przy okazji ESK? Czy my naprawdę stworzymy Europejską Stolicę Kultury wspólnie czy tylko tę wspólnotę deklarujemy w ministerstwie?
Lublin zasługuje na to, żeby cieszyć się z tytułu ESK 2029. Wielka jest zasługa zespołu, który dla nas ten tytuł zdobył, duża jest zasługa działających na tę rzecz polityków i samorządowców i całego, sprawnego aparatu administracyjnego.
Teraz czas jednak zapytać czy idea Re:union jest także nasza wspólna i czy my też na nowo się jednoczymy, tak jak na nowo próbuje się zjednoczyć, po wyjściu Wielkiej Brytanii ze wspólnoty, Europa? Nie jest jeszcze za późno, ale możemy przegapić swoją własną europejskość. I tego obawiamy się najbardziej.
Grzegorz Jędrek – współtwórca i współwłaściciel agencji marketingu kultury Wniedoczasie, realizującej projekty strategiczne i komunikacyjne dla instytucji kultury w całej Polsce. Autor programów szkoleniowych, z których skorzystały setki specjalistów sektora kultury. Doktor nauk humanistycznych specjalizujący się w humanistyce cyfrowej, wykładowca KUL. Krytyk i teoretyk zainteresowany teorią obiegów kulturowych. Wspiera ruch polskiej oratury (literatury mówionej).
Paweł Żuk – ekspert w dziedzinie sprzedaży, marketingu i komunikacji, z wieloletnim doświadczeniem w zarządzaniu zespołami i projektami. Współtwórca i współwłaściciel agencji Wniedoczasie. Specjalizuje się w fundraisingu, public relations oraz budowaniu efektywnych strategii komunikacyjnych. Obecnie prowadzi własną działalność gospodarczą, doradzając w obszarze sprzedaży i promocji.


