Wesprzyj Kontakt

7 minuty czytania  •  10.05.2024

Przebudowa ul. Samsonowicza, czyli toporne błędy projektanta i urzędników

Udostępnij

KOMENTARZ Astronomiczna liczba drzew do wycinki, społeczne protesty i częściowe wycofanie się Ratusza z absurdalnego projektu – plan przebudowy ul. Samsonowicza to klasyczny przykład na to, jak samorząd nie powinien prowadzić procesu inwestycyjnego. Czy można robić to inaczej? Jak najbardziej!

To nie jest pierwsza taka sytuacja. Miasto zamawia projekt, potem udaje, że go konsultuje (o tym dalej), a gdy znajduje pieniądze, chwali się ogłoszeniem przetargu na wykonanie prac. Zwykle dopiero wtedy staje się jasne, z czym wiąże się tak wyczekiwane przez mieszkańców załatanie dziur w ich ulicy i dobudowanie miejsc parkingowych. Ale też zwykle tylko wtedy, gdy tematem zainteresują się media, ale nie te, które bezrefleksyjnie kopiują informacje prasowe spływające szerokim strumieniem na redakcyjne skrzynki z biura prasowego Ratusza.

My po raz pierwszy pochyliliśmy się nad planami przebudowy Samsonowicza w styczniu. Wtedy okazało się, że projektant (Marcin Dobek z chełmskiego biura LISPUS) – do wycinki wytypował aż 236 drzew, w tym wiele naprawdę okazałych, jak chociażby dąb o obwodzie pnia 200 cm. Jak mu się to udało? Drogę rowerową czy chodnik zaplanował w miejscu szpalerów drzew zamiast tuż obok. Inne duże drzewa też mają zostać wycięte, choć geometria drogi nie ulegnie zmianie. Lub pod „plac manewrowy”, który na dobrą sprawę nie musi być dokładnie w tym miejscu.

Jednak jak uczy praktyka (przebudowa Al. Racławickich i Lipowej) czasem samo pisanie artykułów nie wystarczy. Tak było i tym razem. Dopiero gdy na pniach drzew skazanych na wycinkę pojawiły się kolorowe wstążki, wielu mieszkańców osiedla uświadomiło sobie, co tak naprawdę funduje im miasto (przebudowa Samsonowicza ma kosztować 24 mln zł). Na oburzenie mieszkańców reakcja Ratusza była szybka. Tuż przed majowym weekendem zastępca prezydenta Artur Szymczyk ogłosił, że jednak uda się ocalić 70 proc. drzew. Przy okazji wsadzając kij w mrowisko.

Odbędzie się to kosztem liczby miejsc parkingowych, o które wnioskowali mieszkanki i mieszkańcy oraz dzięki korektom przebiegu ścieżki rowerowej i chodnika – napisał Szymczyk na Facebooku.

Szczegółów tej korekty urzędnicy nie zdradzają. – Dopiero po dalszych rozmowach z mieszkańcami, aktualnej inwentaryzacji geodezyjnej i uzgodnieniach z projektantem, będzie można wskazać ustalone zmiany w projekcie rozbudowy ul. Samsonowicza – słyszymy w Ratuszu.

Tymczasem z dokumentacji projektowej wynika, że bezpośrednio pod parkingi trzeba wyciąć 50 z 236 drzew. Kolejnych 40 ma być zlikwidowanych pod chodniki przylegające do miejsc postojowych.

Drzewo czy kabel? Dla urzędników to nie jest dylemat

Dlaczego po raz kolejny dokumentacja poddawana jest weryfikacji dopiero po protestach mieszkańców? Miasto za nią słono płaci, więc powinno dostać pełnowartościowy produkt. Po to w Zarządzie Dróg i Mostów pracuje sztab ludzi, by tego przypilnować. Zapowiadane przez wiceprezydenta Szymczyka zmiany oznaczają weryfikację projektu i zmiany projektowe.

Pamiętajmy, że projektant nie ma obowiązku poprawiać dokumentacji, która przez zamawiającego została już zaakceptowana i która nie zawiera błędów. Ten projekt jest zgodny z prawem budowlanym. Tyle że wiele zastosowanych rozwiązań jest kompletnie niedorzecznych – o czym dalej.

Mam wrażenie, że dla władz Lublina drzewa to jedynie łatwe do usunięcia punkty na mapie. W procesie projektowania, gdy kilkudziesięcioletnie drzewo koliduje z kablem czy chodnikiem, to zwykle dylematu nie ma. Drzewa masowo wycina się też pod drogi – te remontowane i te nowo budowane. Co więcej, często miasto nie ponosi za to żądnych opłat, a nasadzenia rekompensacyjne nie są wymagane (tak jest np. na ul. Węglarza).

Drzewa czy parking? A dlaczego nie kompromis?

Ścieżka rowerowa, która ma 2,5 m szerokości, może stosunkowo łatwo ominąć np. szpaler drzew. Choć nawet to projektantowi ul. Samsonowicza się nie udało. Ale już parking musi być bezpośrednio przy jezdni. Do tego parking musi posiadać odpowiednią nośność, a jego konstrukcja musi sięgać dużo głębiej poniżej poziomu terenu. Konstrukcja chodnika ma 24 cm wysokości, drogi rowerowej 33 cm, a parkingu 61 cm.

W przypadku drogi rowerowej czy chodnika można zastosować wiele rozwiązań umożliwiających zostawienie rosnących tam drzew. Jest to możliwe dzięki specjalnym nawierzchniom czy zastosowaniu nawierzchni zawieszonej ponad korzeniami. Tego samego niestety nie da się zrobić na jezdni czy parkingu. Ewentualnie: będzie to droższe i trudniejsze.

Źródło: Krzysztof Kowalik
Specjalna nawierzchnia chodnika przyjazna korzeniom była już stosowana w Lublina. Na zdjęciu chodnik przy ul. Kryształowej.
Ulica Poznańska w Lublinie. Tutaj drzewo udało się ocalić, choć rosło na krawędzi drogi. Zdjęcie pochodzi z 2016 roku. Wtedy podpisano umowę na projekt ul. Samsonowicza.

Chodnik, z którego nikt nie skorzysta

Na ocalenie na pewno zasługują dorodne i zdrowe drzewa. Nowe nasadzenia ani nie mają tego efektu, ani funkcji, są też drogie, bo sadzonki trzeba podlewać. Sporo taniej jest duże drzewo zostawić.

W starszych planach miejscowych, np. tych dla Czubów, zapisano, że miejscom parkingowym powinny towarzyszyć drzewa. Na każde dwa miejsca parkingowe ma przypadać jedno.

Dla zbiorczych parkingów naziemnych powyżej 10 miejsc wprowadzenie zieleni towarzyszącej w ilości co najmniej 20% powierzchni terenu przeznaczonego na parking, oraz wprowadzenie zadrzewienia w ilości min. 1 drzewo na 2 miejsca parkingowe.”

Zaskoczeniem jest też obudowanie każdej zatoki postojowej chodnikami. Czy jest to konieczne? Nie. Potwierdza to zresztą prowadzona równolegle przebudowa ul. Wallenroda, gdzie przy niektórych zatokach postojowych chodników nie ma. Przy ul. Samsonowicza większość parkingów zlokalizowanych jest od strony ulicy Diamentowej i rosnącej tam zieleni izolacyjnej. Naturalnym kierunkiem ruchu pieszych jest więc przejście od auta do bloków. To tam chodniki są koniecznie. Te wzdłuż parkingów raczej nie będą się cieszyć zainteresowaniem. Nie ma żadnego sensu wyżynanie zieleni, by zbudować chodnik, z którego nikt nie skorzysta.

Równie absurdalny wydaje się pomysł utworzenia placu do zawracania przed Stokrotką przy ul. Samsonowicza 1. To oznaczałoby wycięcie jednego z najbardziej okazałych drzew w tej okolicy – w tym dębu o obwodzie 200 cm. Obecny tam zieleniec miałby zostać zlikwidowany. Częściowo przez plac do zawracania, częściowo przez chodniki. A czy przy okazji miasto ułatwi dojazd do budowy deweloperowi, który tuż obok planuje blok, to czas pokaże.

Urzędnicy tłumaczą, że konieczność budowy placu do zawracania wynika z przepisów. Zgadza się, ale plac ten można zlokalizować tuż obok (rysunek poniżej) i w ten sposób ochronić praktycznie wszystkie rosnące tutaj drzewa.

Zielony skwer przed marketem Stokrotka ma się zamienić w „plac manewrowy”

Projekt niegodny metropolii

Ludzie wolą mieć z okna widok na drzewo, zamiast na zalany betonem parking. Na ul. Samsonowicza jest to możliwe. Projekt chełmskiej pracowni LIPSUS jest sporo poniżej oczekiwań i ambicji miasta metropolitalnego, jakim chce być Lublin.

Przykład? Przy ul. Samsonowicza 37 przewidziano, że zamiast skweru z 18. drzewami powstanie parking. Miałby on mieć zaledwie 14 miejsc parkingowych, choć jego powierzchnia jest kilkukrotnie większa przez plac manewrowy do zawracania i obudowanie parkingu chodnikami. W efekcie zamiast skweru z 18. drzewami, mieszkańcy dostaną mały parking.

Tymczasem rezygnując z wycinki skweru można zrobić parking na 5 miejsc parkingowych, wycinając 4 drzewa. Co ważne – tuż obok planowana jest zatoka postojowa z parkowaniem prostopadłym i 24 miejscami parkingowymi. Jej powstanie nie wiąże się z żadną wycinką i nie powstaje bezpośrednio pod oknami – jest zlokalizowana po drugiej stronie jezdni.

Zgodnie z projektem wszystkie drzewa prze blokiem Samsonowocza 37 mają zostać wycięte

Bo konsultacje już były

W Lublinie powtarza się pewien schemat. Gdy rusza inwestycja, pojawiają się głosy zaskoczonych i niezadowolonych mieszkańców. Ratusz tłumaczy wówczas, że projekt był konsultowany. Tak było i tym razem.

Sama forma konsultacji w Lublinie często nie jest dostosowana do odbiorców. Zazwyczaj wyglądają one tak, że przychodzi urzędnik z mapą. Tej wiele osób nie potrafi odczytać. Nawet jak ktoś umie to zrobić to często łatwo przegapić wiele szczegółów z powodu pośpiechu czy słabej jakości materiałów. A to zdarza się dość często: na materiałach konsultacyjnych zwykle nie jest wszystko zaznaczone. Choć zdarza się też odwrotnie: na mapie zaznaczone jest wszystko. Do tego stopnia, że wszystko jest nieczytelne.

Tymczasem informacji o konsultacjach przebudowy ul. Samsonowicza nie ma na urzędowej stronie dot. konsultacji (link).

Pozostaje mieć nadzieję, że do skutku dojdzie zapowiadane przez zastępcę prezydenta spotkanie informacyjne. – Po 10 maja planujemy również spotkanie z mieszkankami i mieszkańcami, by omówić zakres realizacji inwestycji – zapowiedział w mediach społecznościowych Szymczyk.


Projekt przebudowy ulicy Samsonowicza opracowała firma Biuro Opracowywania Programów i Projektów Inżynierii Komunikacyjnej LISPUS Marcin Dobek z Chełma. Przetarg wygrała w czerwcu 2016 roku za kwotę 270 tys. zł. Cała dokumentacja miała powstać w niecałe pół roku. Umowę aneksowano jednak aż ośmiokrotnie, a realizacja zadania zajęła ponad trzy lata.

Prace budowlane zrealizuje firma Strabag. Koszt rozbudowy ul. Samsonowicza to ponad 24 mln zł. Na realizację prac wykonawca będzie miał czas do 5 września 2025 r.


Autor artykułu jest absolwentem budownictwa na specjalności drogi i mosty na Politechnice Lubelskiej.

8 odpowiedzi na “Przebudowa ul. Samsonowicza, czyli toporne błędy projektanta i urzędników”

  1. . pisze:

    Cieszy to, że ludzie się potrafią zmobilizować w takich sprawach jak wycinki drzew przydrożnych. To się oczywiście chwali, ale ja bym nie odpuszczał, bo mogą jeszcze coś odwalić na zaś. Racławickie – mamy teraz ładną odremontowaną drogę, pas zieleni i tak właśnie powinno wyglądać cywilizowane miasto europejskie. „Ludzie wolą mieć z okna widok na drzewo, zamiast na zalany betonem parking.”. Jak to wygląda na moim przykładzie. Budząc się wcześnie rano, miło jest posłuchać, gdy ptaki za oknem ćwierkają i nie słucha się harmideru z ruchliwej ulicy. Oczywiście, że dużo taniej jest zostawić istniejące drzewa, bo po co potem mają sadzić, skoro potem większość tego co posadzą usycha, jak nie popada przez tydzień. Przy drodze wojewódzkiej nr 830 w kolonii Tomaszowice potrafili zrobić kilka lat temu ścieżkę za drzewami i nikt nie krzyczał o bezpieczeństwie ani o kolizjach podziemnych. U nas w lubelskim jeszcze nie ma tak często wichur. W drugą stronę – DW835. Między Wysokiem a Zieloną wymyślili sobie ścieżkę w pasie drzew zamiast za nią, a miejsca tyle. Jeszcze do cywilizowanego myślenia jednak nam daleko. Nie chce mi się wierzyć w to, że wszystkie te drzewa i to bez wyjątku mogły być w jakiś sposób niebezpieczne dla uczestników ruchu drogowego. A tak trzy tysiące drzew poległo. To samo tu. https://www.dziennikwschodni.pl/leczna/nie-oszczedzili-nawet-dorodnych-debow,n,1000313439.html Chyba lepiej jest spacerować w cieniu, ja na przykład nie mogę długo przebywać na słońcu, ale co kto lubi.

  2. kronikidewelorozwoju pisze:

    Dobra analiza, ale co z tego wynika?
    Jest tajemnicą poliszynela w środowisku projektanckim, że rathaus pod wodzą Dewelo-Duce nie tylko że ma wyj3b0ngo na kwestie zachowania drzewisk, ale wręcz regułą jest, że wygrywają projekty, które wycinki maksymalizują. Wiedzą dobrze, jak wpisać się w wizję „rozwoju” Dendrofoba Jakubowickiego, dla którego rżnięcie jest częścią jego misji przemiany Koziego Grodu w Detroit nad Bystrzycą na podobnej zasadzie, jak psychopatyczny bachor czerpie satysfakcję z obrywania skrzydeł muchom.
    Druga sprawa: po 7IV stało się jasne, że większość mieszkańców Łysogrodu także nie widzi problemu w wyrzynkach, albo nawet uważa je za niezbędny element „rozwoju”.
    Nie chcę tu deprecjonować pracy Pana Kowalika, ale prawda jest taka, że kiedy lokalne inicjatywy ocalą kilka drzew w jednym miejscu, to w drugim, trzeim i czwartym w międzyczasie zostanie zorganizowana inna, jeszcze szerzej zakrojona rzeź i tak jeszcze przez co najmniej kolejnych 5 lat.
    Dewelo-banda trzyma miasto za j@ja i dopóki to się nie zmieni, piły będą w ruchu.

  3. . pisze:

    „Nie chcę tu deprecjonować pracy Pana Kowalika, ale prawda jest taka, że kiedy lokalne inicjatywy ocalą kilka drzew w jednym miejscu, to w drugim, trzecim i czwartym w międzyczasie zostanie zorganizowana inna, jeszcze szerzej zakrojona rzeź i tak jeszcze przez co najmniej kolejnych 5 lat.”
    Było mówione o tym nieraz. Aktualnie wycinają przy Związkowej oraz koło Olimpu (bloki, bloki) , ostatnio przy Bernardyńskiej i Braci Wieniawskich, a niedługo mają rżnąć przy Turystycznej, bo będą stawiać kolejną Biedronkę, jakby ich już mało było w Lublinie.

  4. Qman pisze:

    Pytanie do czyjego kominka trafią to drewno ? Bo miasto nie ogłasza informacji o zbyciu zbędnego majątku- drewna. Sa później foty na fb przy cieple „domowego kominka”

  5. Mieszkaniec pisze:

    Bardzo dobry tekst, dzięki za nagłaśnianie tematu. XXI wiek, (podobno) Europa, stolica województwa i totalna abstrakcja, że raz ktoś wpadł na taki pomysł („projektant”) i dwa, że ktoś to bezrefleksyjnie klepnął… a może tak jak piszą przedmówcy cały ten cyrk jest celowy. W każdym razie jest to absolutny skandal i jako mieszkaniec protestuję przeciwko wydawaniu pieniędzy na wynagrodzenie takich „projektów” i „projektantów”. Żenada.

  6. jasio pisze:

    A dlaczego nikt nie próbuje przesadzać drzewa ?
    Np Koreańczycy coś takiego robią.
    Czy to technicznie jest wykonalne w naszych warunkach?
    Czy w ogóle taka metoda jest brana pod uwagę ?

  7. . pisze:

    @jasio
    „Chciałbym podkreślić, że nie mamy dylematu drzewo czy rozwój miasta – uciął wszelkie wątpliwości prezydent Żuk.” (Wycinka drzew na Bronowicach, 2015r.)
    Nie zwyciężysz ze wschodnią mentalnością.
    Zachodnie kraje inwestują w zieleń, ale u nas jest zwalczana jako rzekoma przeszkoda w „rozwoju”. Potem zima i jeb, cały Lublin w smogu. Jak ma powietrze płynąć, betonem? W ilu miejscach było wycinanych drzew, a nasadzeń nie ma do dziś dnia
    Tyle w Lublinie miejsc, gdzie można się budować i nie kosztem setek drzew, a co najwyżej jakimiś pojedynczymi sztukami, ale to trzeba mózgownicą ruszyć.

  8. BartekK pisze:

    W krajach „zachodnich” robi się plany na podstawie sytuacji w terenie. Potem się je weryfikuje wielopłaszczyznowo i wybiera najbardziej optymalne rozwiązania. Podobny tok widzę w artykule.
    Natomiast w Polsce projektuje się albo pod czyjąś wizję, bądź zlecenie, albo byle taniej i szybciej bez.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Powiązane artykuły