Wesprzyj Kontakt

9 minut czytania  •  10.06.2025 08:32

Program Praca+. Radni PiS z nowymi posadami u kolegów z partii

Program Praca+. Radni PiS z nowymi posadami u kolegów z partii

Udostępnij

Piotr Gawryszczak znalazł pracę u swojego kolegi radnego – dyrektora Muzeum Zamoyskich w Kozłówce, Piotr Popiel też u kolegi radnego – dyrektora Wojewódzkiego Urzędu Pracy, a Tomasz Gontarz odnalazł się w fotelu prezesa w miejskiej spółce w Poniatowej rządzonej przez burmistrza z PiS.

Wszyscy wyżej wymienieni to radni Rady Miasta Lublin z opozycyjnego wobec prezydenta Krzysztofa Żuka (PO) klubu PiS. Za czasów dobrej zmiany, czyli rządów Zjednoczonej Prawicy, mieli pracę w państwowych spółkach (Popiel i Gontarz) lub instytucjach podległych rządowi (Gawryszczak). Po przegranych przez PiS wyborach parlamentarnych w 2023 roku wszyscy, prędzej lub później, tę pracę stracili. Ale na nową długo czekać nie musieli. Po krótkiej przerwie zatrudnienie znaleźli w instytucjach lub spółkach samorządowych, które podlegają ich kolegom albo z Rady Miasta, albo z partii.

Oto najświeższe, zawodowo-partyjne życiorysy trzech miejskich radnych PiS.

Zgłosiłem się na nabór

Piotr Gawryszczak (rocznik 1965) w czasach rządów PiS był komendantem Lubelskiej Wojewódzkiej Komendy Ochotniczych Hufców Pracy w Lublinie (organizacja podlega pod ministerstwo pracy). Funkcję tę pełnił od 2016 do października 2024 roku (z kilkumiesięczną przerwą w 2021 r.), kiedy to został z OHP dyscyplinarnie zwolniony. Już wcześniej, w maju, nowe władze komendy głównej OHP próbowały się go pozbyć, ale wówczas wybronili go m.in. radni z klubu prezydenta Krzysztofa Żuka (PO). Bo do zwolnienia Gawryszczaka potrzebna była zgoda Rady Miasta. O taką zgodę wystąpił do RM komendant główny OHP Jerzy Budzyn. Na sesji 23 maja dyskusji nad tym punktem nie było: 5 głosów „za”, 15 przeciw, 9 „wstrzymujących się”.

Gawryszczak jako komendant wojewódzki OHP zarobił w zeszłym roku (do października) niecałe 110 tys. zł (około 12,2 tys. zł miesięcznie). Radny prowadzi też działalność gospodarczą związaną z wydawaniem książek, ale dochód z tego biznesu jest raczej symboliczny – w 2024 roku wyniósł prawie 20 tys. zł.

Ale teraz Gawryszczak nie musi się już martwić o stałe miesięczne przychody. Jak ustaliliśmy, od maja radny PiS jest zatrudniony w Muzeum Zamoyskich w Kozłówce. To instytucja kultury podległa marszałkowi województwa Jarosławowi Stawiarskiemu (PiS), a jej p.o. dyrektorem jest kolega z klubu PiS w Radzie Miasta Andrzej Pruszkowski.

Zapytaliśmy radnego, jak dostał pracę w muzeum. – Został ogłoszony nabór na stanowisko i zgłosiłem się na ten nabór.

A miał pan jakiś kontrkandydatów? Kontrkandydatów? Nie wiem. Wydaje mi się, że mogło nie być kontrkandydatów, proszę pytać w kadrach.

Czym pan się zajmuje w Kozłówce? Jaki ma pan zakres obowiązków?
W tym momencie złapał mnie pan przy inwentaryzacji książek, którą robiliśmy od początku maja, 5159 pozycji, czy nam się zgadza kwotowo i ilościowo.

Ile pan zarabia?
Nie powiem panu, ile zarabiam. Będzie to w moim oświadczeniu majątkowym za rok.

Ale chyba nie wstydzi się pan, że pan zarabia jakieś pieniądze?No nie wstydzę się, ale pan mi napisze w gazecie, ile ja zarabiam, a co to kogo obchodzi, ile zarabiam? – odpowiada radny. W końcu przyznał, że ostatnio wpłynęło mu na konto około 5 tys. zł. netto.

Gawryszczak zaznacza, że do muzeum przychodzi na miejsce kobiety, która od lipca przechodzi na emeryturę. W związku z tym dyrektor tak czy siak musiałby ogłosić nabór na to stanowisko – dodaje radny. – Po kilku miesiącach od dyscyplinarnego zwolnienia z OHP z dnia na dzień, nie ukrywam byłem zainteresowany pracą, szukałem.

I akurat tak się szczęśliwie dla pana zdarzyło, że pana kolega z Rady Miasta pana zatrudnił. – Pan dyrektor Muzeum Zamojskiego w Kozłówce potrzebował zatrudnić osobę i ogłosił nabór, który był powszechnie dostępny na BIP-ie tutejszego muzeum i na ten nabór odpowiedziałem, dając do dyspozycji moją osobę i moje doświadczenie, jako historyka, doktora historii – mówi Piotr Gawryszczak.

Zastępca kolegi radnego-dyrektora

Równie burzliwie po przegranych wyborach parlamentarnych potoczyły się zawodowe losy Piotra Popiela (rocznik 1980). W styczniu 2022 roku, gdy koalicja Zjednoczonej Prawicy wciąż rządziła krajem, radny został zastępcą dyrektora regionu ds. dystrybucji Poczty Polskiej w Lublinie. Pracę w tej państwowej spółce stracił w zeszłym roku. Zgodnie z tym co podał w oświadczeniu majątkowym za 2024 roku, z tytułu pracy oraz odszkodowania zarobił w Poczcie Polskiej 204 tys. zł.

Ale radny Popiel też długo pracy nie szukał. Już w styczniu wygrał konkurs na stanowisko inspektora wojewódzkiego ds. informatyki w Wojewódzkim Urzędzie Pracy w Lublinie. „Pan Piotr Popiel spełnił wszystkie wymogi stawiane na w/w stanowisku, wykazał się poziomem wiedzy koniecznym do podjęcia pracy na stanowisku Inspektora wojewódzkiego ds. informatyki w Wydziale Informatyki i Telekomunikacji Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Lublinie, został wysoko oceniony. W związku z powyższym została podjęta decyzja o nawiązaniu stosunku pracy” – brzmi uzasadnienie komisji konkursowej. Trzeba zaznaczyć, że Popiel jest też adiunktem na Wydziale Elektrotechniki i Informatyki Politechniki Lubelskiej.

Ale na tym stanowisku kariera w WUP radnego się nie skończyła. W połowie kwietnia złożył oświadczenie majątkowe, z którego wynika, że teraz pełni obowiązki wicedyrektora WUP ds. rynku pracy. Dyrektorem tej instytucji, również podległej marszałkowi Stawiarskiemu, jest Tomasz Pitucha, kolega klubowy radnego Popiela z Rady Miasta. Pitucha szefuje WUP od maja 2023 roku, kiedy pewnie wygrał konkurs na dyrektorskie stanowisko (był jedynym kandydatem). Co ciekawe, Pitucha mógł zostać dyrektorem WUP dzięki temu, że marszałek Stawiarski zwolnił dyscyplinarnie z tego stanowiska innego polityka swojej partii – wspomnianego Andrzeja Pruszkowskiego.

W rozmowie z Jawnym Lublinem Pitucha potwierdza, że powołanie Popiela na stanowisko zastępcy dyrektora było jego decyzją. – Z uwagi na długotrwałą nieobecność wicedyrektora ds. rynku pracy, w związku z koniecznością zapewnienia wsparcia i nadzoru w realizacji projektów, w tym finansowanych z funduszy europejskich, w dniu 5 marca powierzyłem Piotrowi Popielowi pełnienie obowiązków wicedyrektora ds. rynku pracy. Taki stan trwa do chwili obecnej. W przypadku czasowego powierzenia obowiązków, konkurs nie jest wymagany – wyjaśnia dyrektor WUP, a swojego podwładnego nazywa „tytanem pracy”.

Zostan patronem 844 x 275
Zostan patronem 500 x 500 px 1

Dyr. Pitucha nie chce zdradzić, ile zarabia jego zastępca. Odesłał nas do oświadczeń majątkowych (to za ten rok będzie jednak dostępne dopiero wiosną 2026 roku).

Sam radny Popiel już na wstępie przyznał, że byłem przygotowany na to, że kiedyś ktoś zada mu pytanie o zatrudnienie w WUP. Ale w autoryzacji nie zgodził się na publikację tych słów. Przesłał jedynie krótkie wyjaśnienie. – W lutym wygrałem konkurs w WUP na stanowisko informatyka i dotychczas pracuje na tym stanowisku. 5 marca br. dyrektor WUP powierzył mi pełnienie obowiązków wicedyrektora ds. rynku pracy w uwagi na długotrwała nieobecność osoby zajmującej to stanowisko. Powierzone zadania wypełniam do chwili obecnej. W takim przypadku nie ma konieczności ogłaszania naboru.

On również nie chciał zdradzić, jakiej wysokości jest jego pensja.

Z PKP Intercity przesiadka do gminnej spółki

Trzecim radnym, dla którego zmiana władzy na szczeblu krajowym skończyła się utratą dobrej pracy jest Tomasz Gontarz (rocznik 1989), debiutant w Radzie Miasta. Za rządów Zjednoczonej Prawicy karierę zrobił w państwowej spółce PKP Intercity, gdzie od października 2020 roku był najpierw członkiem zarządu odpowiedzialnym za sprawy sprzedaży, strategii oraz IT, a od kwietnia 2023 roku wiceprezesem. Z wykształcenia jest prawnikiem, ma także dyplom MBA.

Mam olbrzymią satysfakcję, że zostawiamy PKP IC w najlepszym momencie w jej ponad 20-letniej historii – tak w maju zeszłego roku Gonatrz, po odwołaniu przez nowe władze spółki, żegnał się z PKP Intercity w serwisie X zaznaczając, że długi spółki zostały spłacone, notuje ona zyski, a „punktualność wzrasta”. – Tymczasem ja wybieram się na przymusowe wakacje od kolei przez najbliższe pół roku. Ale pociągi zawsze będą w moim serduszku. I chcę nadal kolej rozwijać oraz zmieniać na lepsze – dodał.

Gontarz z PKP Intercity nie odszedł jednak z niczym. Zgodnie z jego najnowszym oświadczeniem majątkowym, w 2024 roku w spółce tej zarobił 555 tys. zł, a na tę kwotę składało się wynagrodzenie, odprawa i zakaz konkurencji. I były to najwyższe roczne dochody wśród wszystkich 31 radnych RM.

Mimo nieskrywanego zamiłowania do transportu kolejowego dalsza kariera zawodowa radnego Gontarza potoczyła się innymi torami. Otóż w marcu został prezesem zarządu Gminnego Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej w Poniatowej. To spółka, której jedynym właścicielem jest gmina Poniatowa, zarządzana przez Pawła Karczmarczyka, 46-letniego działacza PiS, który w zeszłym roku pewnie, już w I turze, wygrał wybory na burmistrza tego miasta.

Jak donosiła lokalna Wspólnota Opolska, Gontarz nie przyszedł do łatwej pracy. Od początku musiał zmierzyć się z problemami z gminnym wysypiskiem odpadów, do którego zastrzeżenia mieli pracownicy Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony środowiska w Lublinie. – Pan Tomasz Gontarz jest w pełni dyspozycyjny i pomimo znajomości problemów przedsiębiorstwa zgodził się objąć stanowisko i w szybkim czasie wdroży niezbędne działania naprawcze. Ponadto zapewnił, że dołoży wszelkich starań, aby wizerunek GPGK i zaufanie do tej instytucji ze strony mieszkańców zostało odbudowane – tak prezentował Tomasza Gontarza radnym burmistrz Poniatowej.

Sam prezes powiedział zaś: – Jestem otwarty na współpracę, nie będę „pudrował” rzeczywistości. Jestem tutaj po to, żeby tę sytuację wyprostować – zapewnił Gontarz.

Później zaś ta sama gazeta wytykała szefowi GPGK „brylowanie w wielkiej polityce” w godzinach, kiedy powinien być w pracy. Chodziło o pojawienie się Gontarza na konferencji prasowej posła Michała Moskala (PiS) przed lubelskim Ratuszem. – Pragnę wyjaśnić, że moja współpraca z GPGK w Poniatowej opiera się na umowie o świadczenie usług zarządzania, a nie na umowie o pracę, co oznacza, że mój czas pracy nie jest ograniczony do standardowych godzin, takich jak 7-15, obowiązujących większość pracowników GPGK – powiedział Wspólnocie radny-prezes Gontarz. Jak dodał, swoje obowiązki może wykonywać zarówno w siedzibie spółki, jak i zdalnie.

O swojej nowej pracy z Jawnym Lublinem Tomasz Gontarz nie chciał rozmawiać bezpośrednio, poprosił o wysłanie pytań mailem. Z przesłanych odpowiedzi wynika, że radny nie startował w konkursie ogłoszonym przez spółkę. Ofertę pracy w GPGK dostał, gdy procedura została nierozstrzygnięta. – Propozycja ta wynikała z mojego wieloletniego doświadczenia w zarządzaniu przedsiębiorstwami w trudnych okresach – zaznacza Gontarz, podkreślając swoje wykształcenie i doświadczenie.

Czy wcześniej, przed objęciem funkcji, znał Pan (prywatnie lub z uwagi na przynależność do PiS) Burmistrza Pawła Karczmarczyka? Czy ewentualna znajomość miała wpływ na to, że został Pan Prezesem? – zapytaliśmy radnego.

Z burmistrzem Poniatowej, panem Pawłem Karczmarczykiem, miałem okazję spotkać się raz, ponad 9 miesięcy przed objęciem funkcji Prezesa GPGK. Decyzja o zaproponowaniu mi stanowiska była oparta wyłącznie na moich kompetencjach zawodowych, w tym doświadczeniu w zarządzaniu spółkami w trudnych sytuacjach, wykształceniu prawniczym oraz gotowości do szybkiego rozpoczęcia pracy.

Radny Gontarz podobniej jak radny Popiel nie podał wysokości swoich zarobków. – Zgodnie z zapisami umowy o świadczenie usług w zakresie zarządzania zawartej z GPGK w Poniatowej, jestem zobowiązany do zachowania poufności jej postanowień – odpisał.

Radni lubią pracę w samorządzie

Trzej opisani powyżej radni nie są w Radzie Miasta Lublin wyjątkami jeśli chodzi o zatrudnienie w instytucjach lub spółkach samorządowych i dotyczy to zarówno rządzącej miastem koalicji PO-Wspólny Lublin, jak i opozycyjnego PiS. Różnica polega na tym, że radni prezydenta Krzysztofa Żuka dostają pracę w podległych mu jednostkach, a ci z prawej strony – w tych zarządzanych przez marszałka Stawiarskiego.

https://jawnylublin.pl/jak-sie-komus-zarzuca-brak-etyki-i-sprzyjanie-pis-owi-to-warto-wczesniej-sprawdzic-czy-samemu-ma-sie-czysto-na-obejsciu/

W klubie PiS na marszałkowskich etatach są wspomniani już Andrzej Pruszkowski (Muzeum Zamoyskich w Kozłówce), Tomasz Pitucha (WUP), a także Justyna Budzyńska (zastępca dyrektora w Centrum Spotkania Kultur), Bartłomiej Bałaban (p.o. dyrektor Muzeum Wsi Lubelskiej) oraz Marcin Jakóbczyk (główny specjalista ds. medialnych w Urzędzie Marszałkowskim w Lublinie).

W klubie prezydenta Krzysztofa Żuka błyskotliwą karierę po wyborze na radną zrobiła Marta Gutkowska ze Wspólnego Lublina, opisywana przez nas jako jedna z pięciu radnych, które nie mieszkały w Lublinie. Z szeregowego stanowiska w Urzędzie Miasta Lublin przeniosła się do podległego Ratuszowi Zarządu Dróg i Transportu Miejskiego. Najpierw pracowała tu w wieloosobowym stanowisku pracy, a potem awansowała na naczelniczkę wydziału organizacji.

W Miejskim Ośrodku Sportu i Rekreacji Bystrzyca pracuje przewodniczący Rady Miasta Jarosław Pakuła (PO), który jest tam dyrektorem ds. administracyjnych. Dwoje kolejnych radnych PO z klubu prezydenta – Zbigniew Jurkowski (specjalista ds. procedur bezpieczeństwa) i Monika Orzechowska – to pracownicy MKK, spółki-córki miejskiego przewoźnika MPK Lublin. W innej samorządowej spółce – Lubelskim Przedsiębiorstwie Gospodarki Komunalnej – na stanowisku pełnomocnika zarządu do spraw inspekcji i nadzoru zatrudniona jest Monika Kwiatkowska (Wspólny Lublin), inna z podmiejskich radnych.

Radni z klubu prezydenta dorabiają także w miejskiej Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. Chodzi o Jadwigę Mach, Elżbietę Dados, Monikę Orzechowską i Zbigniewa Jurkowskiego. Rodzynkiem z klubu PiS jest w radny Zdzisław Drozd. W Lublinie wynagrodzenie jest wyjątkowo atrakcyjne — od lipca zeszłego roku diety członków komisji wzrosły do 430 zł za każde posiedzenie. Uczestniczą oni zwykle w 8-10 posiedzeniach miesięcznie, co daje dodatkowe 3-4 tys. zł. Dla przykładu – Monika Orzechowska dorobiła w zeszłym roku w komisji 38 tys. zł, czyli prawie tyle samo co wyniosła jej dieta radnej (40 tys. zł).

Z kolei w administracji państwowej odnalazła się radna Anna Glijer (PO), która najpierw była dyrektorką biura wojewody lubelskiego Krzysztofa Komorskiego (PO), a potem, gdy okazało się, że nie może łączyć tego stanowiska z mandatem radnej, została ekspertką – w tym samym biurze.

Na zdjęciu głównym od lewej radni klubu PiS: Tomasz Gontarz, Piotr Gawryszczak i Piotr Popiel. fot. archiwum

https://jawnylublin.pl/dom-za-200-tys-zl-pol-miliona-pensji-swietnie-zarabiajacy-nieletni-syn-co-znajdziemy-w-oswiadczeniach-majatkowych-radnych/
https://jawnylublin.pl/raz-ludzie-prezydenta-uratowali-posade-radnego-pis-teraz-dostal-dyscyplinarke/
https://jawnylublin.pl/nowy-radny-z-pis-wlasnie-stracil-prace-wielka-czystka-w-pkp/