6 minut czytania • 13.06.2025 16:42
Prezes PLL szczerze: Lotnisko w Świdniku nigdy nie będzie rentowne
Udostępnij
Żeby na siebie zarabiać, Port Lotniczy Lublin powinien obsługiwać co najmniej 1,6-1,8 mln pasażerów rocznie. Sytuację finansową samorządowej spółki ma nieco poprawić obecność wojska. Żołnierze z podrzeszowskiej Jasionki zjechali tu na początku czerwca i zostaną do listopada.
W czwartek radni z Komisji Budżetowo-Ekonomicznej Rady Miasta na wyjazdowym posiedzeniu w Airport Lublin zapoznali się z sytuacją finansową i planami na przyszłość spółki Port Lotniczy Lublin, której głównymi akcjonariuszami są gmina Lublin i samorząd województwa. Ich wizyta na lotnisku zbiegła się z opublikowaniem przez PLL danych finansowych za ubiegły rok. Jak pisaliśmy, po wzroście przychodów o około 30 proc. (do 15 mln zł) spółka zanotowała rekordową stratę netto – 51,5 mln zł. Na wyniku wciąż ciąży dług zaciągnięty na budowę lotniska. W zeszłym roku PLL na wykup obligacji przeznaczył aż 24 mln zł.
Trudno zarobić na chleb i na mieszkanie
– Kiedy lotnisko zacznie zarabiać? – dopytywał radny Konrad Wcisło (PO, klub prezydenta Krzysztofa Żuka).
– Szczerze? Ja już kiedyś to powiedziałem – nigdy. Lotnisko regionalne nie ma prawa zarobić – odparł bez wahania Krzysztof Matuszczyk, od sierpnia zeszłego roku prezes PLL.
Przyznał, że w przypadku lubelskiego portu przy obecnym ruchu (426 tys. pasażerów w 2024 roku) i zobowiązaniach finansowych osiąganie zysku jest nierealne. Do wykupu do 2034 roku wciąż pozostaje 110 mln zł obligacji wyemitowanych na budowę portu, a dodatkowo pojawił się kredyt zaciągnięty na budowę cargo (16 mln zł do spłaty). Do tego dochodzą wysokie koszty związane m.in. z utrzymaniem 260 pracowników (jak tłumaczy zarząd tak wysokie zatrudnienie wynika z konieczności pracy na trzy zmiany siedem dni w tygodniu). Zdaniem prezesa Matuszczyka, lotnisko, by wyjść ponad kreskę, musiałoby odprawiać 1,6-1,8 mln pasażerów rocznie, czyli 4 razy więcej niż teraz. – Wtedy zarobi na swoje wydatki te codzienne, czyli – mówiąc krótko – na chleb i na mieszkanie. Ale jeżeli ta rodzina będzie obciążona kredytem, to tego kredytu z tego, co zarobi, na pewno nie spłaci. Nie ma szans.
Radny Bartosz Margul (PO), przewodniczący komisji budżetowo-ekonomicznej, zwracał uwagę na korzyści gospodarcze dla regionu związane z funkcjonowaniem lotniska. Wskazywał na jedną z firm ze Specjalnej Strefy Ekonomicznej na Felinie, która inwestycję w Lublinie uzależniała właśnie od obecności portu.
– Są dane, które pokazują, że milion obsłużonych pasażerów to jest około 4000 miejsc w gospodarce, więc to jest istotna wartość – zaznaczył wiceprezes PLL Marcin Kowalewski. O wpływie PLL na lubelską gospodarkę będzie można więcej powiedzieć po zakończeniu badań prowadzonych przez UMCS. Mają się one zakończyć w tym roku.
Na razie PLL walczy o to, by odprawić w tym roku, po raz pierwszy w swojej historii, pół miliona pasażerów. W osiągnięciu tego wyniku mają pomóc wakacyjne loty czarterowe, bo na „letnich” pasażerach lotnisko zarabia więcej niż na tych rejsowych. – To będzie najdłuższy sezon. Wystartowaliśmy lotami do Turcji pod koniec kwietnia i kończymy 29 października – dodał wiceprezes Kowalewski. Na razie pasażerów czarterowych jest około 60 tys.
– Czy jest szansa, żeby czarter funkcjonował cały rok? – zapytała radna Anna Glijer (PO). – Może się okazać, że nawet od tej zimy – odpowiedział prezes Matuszczyk. – A to będzie jakaś afrykańska destynacja? – dopytała radna. – To będzie ciepło – odparł szef PLL.
To przewoźnicy dyktują warunki
A co z lotami rejsowymi? PLL uruchomił w tym roku dwa nowe kierunki: Aeroitalia lata do Rzymu (średnie obłożenie wynosi 72 proc.) a Ryanair do Barcelony Girony (powyżej 80 proc.). Nasi czytelnicy w komentarzach do ostatniego tekstu o lotnisku wypominali z kolei likwidację lotów z Lublina do Eindhoven czy Oslo.
Władze lotniska nie ukrywają, że rozmowy z liniami niskokosztowymi na temat uruchamiania nowych kierunków są bardzo trudne. Wynika to m.in. z tego, że średnia rentowność przewoźników jest bardzo niska, wynosi około 3,7 proc., a na jednym pasażerze zarabiają 3-4 euro, więc bezlitośnie tną koszty, gdzie tylko mogą, a z drugiej stronie równie agresywnie szukają przychodów. – Są lotniska, gdzie za uruchomienie bazy przewoźnik sobie życzy na wejściu 10 milionów euro – prezes PLL podał przykład polityki linii pasażerskich wobec portów lotniczych. Wiceprezes przywołał z kolei przykład lotniska w Modlinie, które chciało więcej wycisnąć z Ryanaira, a skończyło się na obcięciu siatki lotów i spadku liczby pasażerów z 3,5 do 2 mln.
Kowalewski dodał, że likwidacja lotów z Lublina do Eindhoven przez irlandzką linię miała związek z podniesieniem opłat przez holenderski port. Na podobny ruch zdecydowały się wówczas także inne linie. – I to pomimo dużego zainteresowania ze strony pasażerów, bo wypełnienie samolotów było na wysokim poziomie, przekraczającym 90 proc. Dla nich (przewoźników – red.) nie miało to znaczenia – powiedział wiceprezes. Ale na otuchę dodał: – Prowadzimy z nimi rozmowy i mam nadzieję, że zakończymy się sukcesem w przyszłych latach. Będziemy w stanie skomunikować Lublin i nasz region z pozostałą częścią Europy tak, żeby mieszkańcy naszego regionu byli usatysfakcjonowani.



Nie samymi lotami żyje PLL
Sytuację finansową władze lotniska próbują poprawiać przychodami z usług innych niż lotnicze. Te planowane na ten rok mają wynieść niecałe 21 mln zł (w 2024 roku wyniosły 15,5 mln zł).
– Już wiemy, że to się zmieni na na plus, ponieważ mamy wojsko. Na początek roku gdy uchwaliliśmy ten plan tych przychodów nie mogliśmy jeszcze wziąć pod uwagę, bo trwały rozmowy – mówi Janusz Gaszewski, dyrektor finansowy PLL, który prezentował radnym wyniki spółki. – Teraz umowy są podpisane, wojsko funkcjonuje w naszej przestrzeni i wiemy już, że te przychody będą zdecydowanie na wyższym poziomie.
Wojsko pojawiło się na lubelskim lotnisku na początku czerwca. Została tu przerzucona część personelu z lotniska w podrzeszowskiej Jasionce, gdzie działa główny hub wojskowo-humanitarny zaopatrujący walczącą z Rosją Ukrainę. Rozpoczął się tam remont pasa startowego, stąd obecność żołnierzy na lubelskim lotnisku. Wiadomo, że armia będzie w Świdniku przez co najmniej pół roku, do końca listopada, (na tyle podpisano umowę). Żołnierze już rozstawili swój sprzęt (część jest zamaskowana), a ich obecności w pobliżu pasa startowego czy głównego budynku trudno nie zauważyć. Władze lotniska niezwykle oszczędnie mówią o nowym sąsiedzie, gdyż większość informacji jest tajnych. Wiadomo jedynie, że obecności wojska będzie dla PLL korzystna finansowo. Ale na pewno nie w takim stopniu, jak to ma miejsce w Jasionce. Rzeszowskie lotnisko dzięki hubowi i stacjonowaniu tam US Army (Amerykanie już się stamtąd wynieśli) odnotowało w ostatnich dwóch latach historyczne rekordy. W 2022 roku zysk netto wyniósł aż 133,1 mln zł, gdy przed wojną wynik finansowy był ujemny (-24,2 mln zł w 2020 roku).
Kolejnym elementem, który ma zwiększać przychody, jest komercjalizacja powierzchni biurowo-handlowej w porcie oraz sprzedaż powierzchni reklamowej. A jest to niezwykle ważny element, bo zaledwie nieco ponad 30 proc. przychodów spółki stanowią przychody lotnicze, a reszta pochodzi z innych źródeł. PLL może się pochwalić prawie 95-proc. wykorzystaniem powierzchni. Sporą część zajmuje sklep wolnocłowy sieci Aelia, potentata na tym rynku, są też punkty gastronomiczne i wypożyczalnie samochodów..
Jednak przez jeszcze długie lata musimy być przygotowani na to, że dwaj główni akcjonariusze – czyli miasto i samorząd województwa, a tak naprawdę my, podatnicy – będziemy dokładać do PLL. W tym roku znów będzie to pokaźna kwota. Prezydent Lublina dołoży do lotniska 28 mln zł, a marszałek województwa kolejne 26 mln zł.

Na zdjęciu głównym od lewej: Łukasz Mazur, dyrektor Wydziału Kontroli i Nadzoru Właścicielskiego UM Lublin, wiceprezes PLL Marcin Kowalewski, prezes PLL Krzysztof Matuszczyk i dyrektor finansowy portu. Fot. Krzysztof Wiejak

