5 minut czytania • 20.11.2025 16:46
Podwyżka w autobusach. „Upadek zbiorkomu” kontra „komunikacja jest bardzo dobra”
Udostępnij
„Korekta”, „urealnienie”, „uaktualnianie cen” – jak ognia radni prezydenckiego klubu i wiceprezydent Tomasz Fulara unikali słowa „podwyżka”. Ale jakby tego nie nazwać, to od 16 lutego ceny biletów komunikacji miejskiej wzrosną o około 10 proc.
Dyskusja na temat korekty/podwyżki podczas dzisiejszej sesji przebiegała zgodnie z utartym schematem – pomysłu prezydenta bronili jego radni, a krytykowali ci z opozycyjnego klubu PiS. Nie było więc zaskoczenia podczas głosowania, które również zakończyło się spodziewanym rezultatem: za „korektą” byli radni Krzysztofa Żuka (siedemnaście osób; nie głosowała Elżbieta Dados), a przeciw „podwyżce” – ci z PiS (dwanaście osób; nie głosował nieobecny Tomasz Pitucha). Za podwyżką głosowała m.in. radna Marta Gutkowska z prezydenckiego klubu, która po wyborach przeszła z Ratusza do Zarządu Dróg i Transportu Miejskiego. A ten odpowiada m.in. za sprzedaż biletów i organizację przewozów.
Wyborcze obietnice a rzeczywistość
Dyskusja przemieniła się w osąd miejskiej komunikacji, ale część uwag dotyczyła zasadności utrzymywania buspasów, przynajmniej niektórych.
– Przez długi czas mieliśmy autobusy widmo, które znikały z rozkładów, znikały z kursów, a właściwie daleko nam na trasach do częstotliwości, która była wiele lat temu. W czasie Covidu ta została zmniejszona i właściwie nigdy już do tej częstotliwości nie wróciliśmy – mówił Robert Derewenda, szef klubu radnych PiS.
Jego klubowy kolega Tomasz Gontarz, podkreślał, że codziennie korzysta z komunikacji publicznej. – Skoro mamy i chcemy zachęcać mieszkańców Lublina do korzystania z komunikacji zbiorowej, to takie działanie jest antyskuteczne, bo transport publiczny staje się mniej konkurencyjny, chociażby wobec przewozów indywidualnych typu Bolt, Uber – wytykał. I przypomniał słowa Krzysztofa Żuka (PO) z lutego 2024 roku wypowiadane w czasie kampanii wyborczej. Walczac o czwartą kadencję w prezydenckim gabinecie Żuk obiecywał, że linie podstawowe będą kursować co 10 minut, a pozostałe co 15-20 minut „ze wskazaniem na 15”.
– To nie atrakcyjność finansowa decyduje w większości o tym, że się wybiera autobus, natomiast atrakcyjność czasu przejazdu jest wabikiem – przekonywał z kolei Bartusz Margul (PO, klub PKŻ). Pomysły likwidacji buspasów ocenił jako szaleństwo, a następnie dodał: – Nie siedzielibyśmy tutaj i nie rozmawiali o tej zmianie cen o 10 proc. średnio, i to nie dla użytkowników Lubelskiej Karty Miejskiej (jej posiadacze nie odczują podwyżek cen biletów okresowych – red.), gdyby nie gigantyczna inflacja, która towarzyszyła ostatnim latom rządów Mateusza Morawieckiego. Skumulowana inflacja od czasu tamtej podwyżki (biletów – red.), która była kilka lat temu, wynosi 40 proc. Więc jeżeli mówimy o 10 proc., to my nawet nie osiągniemy tego poziomu cen, poziomu realnego kosztu, który był kilka lat temu.
O inflacji i upadku tzw. zbiorkomu
– Moim zdaniem podwyżka opłat ma już marginalne znaczenie na przyjazdy komunikacją miejską – zaczął przewrotnie Bartłomiej Bałaban (PiS), który przedstawił się jako wielki fan transportu publicznego. – Ta sytuacja moim zdaniem to upadek tak zwanego zbiorkomu miejskiego. Zawsze jeździłem komunikacją miejską, ostatnio nie jeżdżę i może nie dlatego, że się zestarzałem, tylko po prostu nie spełnia ona moich oczekiwań. Chętnie wydałbym 10 proc. więcej, jak to mówi mój kolega Bartosz Margul na tę korektę, ale kiedy mam jakieś spotkanie, kiedy muszę dojechać do pracy na określoną godzinę, wybieram jednak własny, prywatny środek transportu.
Autobusami nadal jeździ radna Jadwiga Mach (Wspólny Lublin, klub PKŻ), ale spostrzeżenia ma inne: Jeśli słyszę, że mamy coraz mniej linii autobusowych, autobusy coraz to rzadziej kursują, to jest to nieprawda. Ja jeżdżę komunikacją miejską od co najmniej 10 lat codziennie. I wiem, jak funkcjonuje. Coraz więcej ludzi korzysta z komunikacji miejskiej i to też świadczy o tym, że jest oceniana bardzo dobrze – przekonywała.
Tymczasem Marcin Jakóbczyk (PiS), cytując artykuły z trzech lubelskich tytułów prasowych (Dziennika Wschodniego, Gazety Wyborczej Lublin i Jawnego Lublin), podawał przykłady na cięcia w rozkładach i głosy krytyki ze strony pasażerów. – No na litość boską, nie ma większej częstotliwości i było dużo takich momentów, gdzie te autobusy nie przyjeżdżały.
Grzegorz Malec, dyrektor Zarządu Dróg i Transportu Miejskiego, odpowiadając na krytykę zmniejszania liczby kursów, podał, że komunikacja miejska od pandemii „urosła o milion tzw. wozokilometrów”, a od ubiegłego roku „bodajże o 400 czy 450 tysięcy”.
– Czy ta liczba kursów wróciła do stanu sprzed pandemii? – dopytywał radny Gontarz.
W odpowiedzi wiceprezydent Tomasz Fulara (Wspólny Lublin), do czerwca zeszłego roku prezes MPK Lublin, ocenił „intuicyjnie” – jak sam to określił – że miejski przewoźnik obecnie jeździ więcej niż w okresie przed epidemią.
Czym jeżdżą radni, a czym wiceprezydent
Zastępca prezydenta przekonywał również, że komunikacyjna rzeczywistość nie skrzeczy tak bardzo, jak malują ją radni PiS. Fulara zaznaczył, że codziennie 162 tys. mieszkańców (liczba stale zameldowanych to 304 tys.) korzysta z transportu zbiorowego i że lubelski „zbiorkom” zdobywa liczne nagrody.
– Państwo wiecie, że ja wiem, kto z państwa radnych komunikacją jeździ. I mamy trochę dwa obozy: ci korzystający z komunikacji ją chwalą. A ci niekorzystający albo mało korzystający mówią, że ona jest zła.
I ona zapewne inaczej wygląda z punktu widzenia wewnątrz autobusu, a trochę zupełnie czy inaczej wygląda z punktu widzenia osoby siedzącej w samochodzie prywatnym – stwierdził.
To wypominanie, kto czym jeździ (swoją drogą parking na tyłach Ratusza był szczelnie zastawiony autami radnych wszystkich opcji) wyraźnie nie spodobało się Justynie Budzyńskiej (PiS). – Ja również pana zastępcę prezydenta zachęcam do tego, żeby pan się przesiadł do komunikacji miejskiej, by posmakował tego luksusu, postał i pomarzł na przystanku. Bo jak podjeżdżam pod Ratusz, to widzę, że pan śmiało korzysta, ale z floty urzędniczej i podatnicy utrzymują pana dojazdy do pracy – mówiła. Na co zareagował radny Margul, broniąc Fularę, że ten do pracy dojeżdża autem prywatnym.
Bilet 40-minutowy o 60 groszy droższy
Po długiej dyskusji stało się to, co było nieuchronne już od początku rozpatrywania projektu uchwały. Od 16 lutego wejdzie w życie nowy cennik na przejazdy komunikacją zbiorową. I tak bilet normalny 15-minutowy zdrożeje z 3 do 3,40 zł, 40-minutowy z 4 do 4,60 zł (w strefie 1+2). Ulgowe odpowiednio z 1,5 zł do 1,7 zł oraz z 2 do 2,30 zł. Bilet 10-dniowy normalny na wszystkie linie w strefie 1 (w granicach administracyjnych miasta) będzie kosztować 62 zł (teraz 56 zł), a ulgowy 31 zł (obecnie 28 zł). Za bilet 30-dniowy normalny trzeba będzie zapłacić 142 zł (podwyżka o 14 złotych), a za ulgowy 71 zł (wzrost o 7 zł). Podwyżki nie obejmą posiadaczy Lubelskiej Karty Miejskiej, którzy kupią bilety okresowe. Taką kartę mogą sobie wyrobić ci mieszkańcy, którzy rozliczają swoje podatki w Lublinie.
Na zdjęciu: Podwyżka cennika przejazdów komunikacją zbiorową wejdzie w życie wraz z rozpoczęciem ferii zimowych dla uczniów naszego województwa. Fot. ZDiTM



