Wesprzyj Kontakt

6 minut czytania  •  25.03.2026 13:39

Partycypacja społeczna? W Lublinie to jedynie symboliczne gesty

Partycypacja społeczna? W Lublinie to jedynie symboliczne gesty

Udostępnij

Konsultacje społeczne, czy budżety partycypacyjne mogą w praktyce pełnić jedynie rolę symbolicznych gestów. Lublin stanowi niechlubny przykład takiej sytuacji. Pokazują to chociażby kolejne etapy procesów „konsultacyjnych” i decyzyjnych dotyczących zagospodarowania Górek Czechowskich – pisze dr Agnieszka Ziętek.*

Dziękujemy, że nas czytacie, wspieracie, wierzycie w sens tego, co robimy. Nie robimy tego dla nagród. Nagrody to zaszczyt, ale też ogromne zobowiązanie.

Kilka tygodni temu Fundacja im. Stefana Batorego opublikowała „Indeks codziennej demokracji lokalnej”. Jak piszą autorzy: „Dotyczy codziennych relacji władz z mieszkańcami – przejrzystości działań, otwartości na dialog, gotowości do reagowania na potrzeby wspólnoty i poziomu obywatelskiego zaangażowania.”

Wynika z niego, że Lublin, zdobywając 91 punktów na 100 możliwych, znalazł się niemal na szczycie „demokratycznej drabiny”. Co w tym złego? Nic, gdyby tylko miało to jakikolwiek związek z rzeczywistością.

Procedury są. I to by było na tyle

Jeśli zakładamy, że demokracja lokalna ma być czymś więcej niż poprawnie wypełnioną tabelą w arkuszu Głównego Urzędu Statystycznego, to trzeba zadać pytanie: czy narzędzia partycypacji/demokratyzacji wdrażane w Lublinie (ale też w innych badanych podmiotach) realnie wpływają na decyzje władzy? Przykład Lublina pokazuje, że niekoniecznie.

Podstawowy problem z tym raportem polega na tym, że złożone procesy demokratyczne próbuje sprowadzić do zestawu wskaźników opisujących głównie formalne rozwiązania instytucjonalne. Takie wskaźniki pozwalają sprawdzić, czy w danej gminie odbywają się konsultacje społeczne, czy publikowane są dokumenty w Biuletynie Informacji Publicznej albo czy istnieją oficjalne kanały komunikacji z mieszkańcami.

Nie mówią jednak nic o tym, czy te mechanizmy mają realne znaczenie dla podejmowanych decyzji. W efekcie mierzy się przede wszystkim obecność procedur, a nie ich rzeczywistą jakość – na przykład to, czy proces jest naprawdę deliberacyjny, czyli oparty na debacie publicznej, czy obejmuje różne grupy mieszkańców i czy ich głos faktycznie wpływa na decyzje władz.

Jak pokazują badania dotyczące tzw. demokracji partycypacyjnej, samo wprowadzenie narzędzi uspołeczniania procesów decyzyjnych nie oznacza jeszcze, że działają one w sposób demokratyczny.

Konsultacje społeczne, czy budżety partycypacyjne mogą bowiem w praktyce pełnić jedynie rolę symbolicznych gestów, które formalnie rozszerzają katalog możliwości udziału obywateli, ale nie zwiększają ich rzeczywistego wpływu na decyzje publiczne. A to stanowi de facto fundament i kluczowy wyznacznik zarówno partycypacji jak i demokracji.

Zjawisko to jest szczególnie widoczne w badaniach nad tzw. erozją demokracji.

Panel obywatelski, uwagi do studium, referendum. I co z tego?

Coraz częściej zwraca się uwagę, że osłabianie demokracji nie zawsze polega na likwidowaniu instytucji demokratycznych. Czasem dzieje się coś odwrotnego – procedury pozostają, a nawet się mnożą, ale jednocześnie maleje realna sprawczość obywateli.

W takim przypadku rozbudowany system konsultacji, czy innych narzędzi partycypacji może sprawiać wrażenie dobrze działającej demokracji, podczas gdy w rzeczywistości pełni raczej funkcję fasady, która maskuje brak realnego wpływu społeczeństwa na procesy decyzyjne.

Lublin stanowi niestety niechlubny przykład takiej sytuacji. Pokazują to chociażby kolejne etapy procesów „konsultacyjnych” i decyzyjnych dotyczących zagospodarowania Górek Czechowskich.

W panelu antysmogowym przeprowadzonym w 2018 r. 90 proc. jego uczestników opowiedziało się za pełną ochroną przed zabudową kubaturową całego obszaru Górek Czechowskich. Zgodnie z obietnicą prezydenta Żuka, rekomendacje panelu, które uzyskają znaczące poparcie uczestników miały być traktowane jako wiążące. Czy były? Oczywiście nie.

W tym samym roku, podczas pierwszego wyłożenia Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego miasta Lublin, zgłoszono około 650 uwag dotyczących Górek Czechowskich, przy czym nie odnotowano żadnej uwagi popierającej ich zabudowę.

W 2019 roku w referendum lokalnym 68 proc. głosujących (22 708 osób) opowiedziało się przeciwko zabudowie Górek Czechowskich. Wola mieszkanek i mieszkańców była jednoznaczna. Choć formalnie referendum nie było wiążące z powodu frekwencji to nic nie stało na przeszkodzie, aby władze uwzględniły decyzję przeważającej części jego uczestników. Tak się jednak nie stało, wynik został zignorowany.

Dodatkowo, w konsultacjach społecznych dotyczących Zintegrowanego Planu Inwestycyjnego (ZPI) w 2025 r. odnotowano 566 uwag przeciwko zabudowie Górek Czechowskich, które nie zostały uwzględnione w całości lub w części. Uwzględniono za to jedną uwagę… popierającą zabudowę górek.

Ciekawych wniosków dostarcza również analiza „losów” postulatów mieszkańców zgłaszanych z wykorzystaniem narzędzia jakim jest inicjatywa uchwałodawcza (jest to także jeden ze wskaźników jakości demokracji w przywoływanym raporcie Fundacji Batorego).

W okresie 2019-2022 spośród jedenastu zgłoszonych inicjatyw Rada Miasta przyjęła… trzy.

To dość istotna kwestia, inicjatywa uchwałodawcza jest bowiem jednym z najbardziej „twardych” narzędzi wpływu obywatelskiego – wymaga mobilizacji, podpisów, organizacji. Jeśli niemal wszystkie społeczne projekty kończą „w koszu”, powstaje pytanie o realny sens tej instytucji.

„Standardy demokratyczne” po lubelsku

Obrazu „wskaźnikowej demokracji” dopełniają dane dotyczące dostępu do informacji publicznej i rzeczywistej możliwości jej uzyskania w Lublinie. Z informacji podanych w 2025 roku przez Fundację Wolności wynika, że wskaźnik odmów udostępnienia informacji w Lublinie wynosi 20,4 na 1000 wniosków, co plasuje miasto wśród jednostek o relatywnie wysokim poziomie odrzuconych wniosków (wyższe wartości odnotowano jedynie w Katowicach – 34,3 oraz w Toruniu – 21,5).

Jednocześnie Lublin wyróżnia się najwyższym w analizowanym zestawieniu wskaźnikiem skarg na bezczynność, który wynosi 1,2 na 1000 wniosków, podczas gdy w pozostałych miastach wartości te są wyraźnie niższe i zazwyczaj mieszczą się w przedziale od 0,0 do 0,4. W porównaniu z innymi dużymi ośrodkami miejskimi Lublin charakteryzuje się zarówno stosunkowo wysoką liczbą odmów udostępnienia informacji publicznej, jak i najwyższą liczbą skarg na bezczynność w przeliczeniu na liczbę składanych wniosków.

Można byłoby jeszcze wspomnieć o ograniczaniu głosu mieszkańców podczas pamiętnej sesji rady miasta w 2019 roku (dopuszczenie jedynie trzyminutowych wypowiedzi), jak również, w kolejnych latach, o utrudnianiu dostępu do sali obrad, strażnikach wyprowadzających protestujących mieszkańców, czy cenzurowaniu wypowiedzi i usuwaniu krytycznych wobec władz komentarzy na profilu miasta w mediach społecznościowych. Ot, „standardy demokratyczne” w mieście niemal w 100 proc. spełniającym warunki wysokiej jakości demokracji.

Czy zatem, mając na uwadze kilka powyższych przykładów, na podstawie prostego stwierdzenia o obecności (lub braku) określonych wskaźników ilościowych (takich jak np. organizowanie konsultacji, udostępnianie do publicznej wiadomości projektów uchwał, pełnienie dyżurów dla mieszkańców, czy istnienie ciał doradczych) można w ogóle wnioskować o rzeczywistym stanie demokracji lokalnej? Odpowiedź brzmi: zdecydowanie nie.

Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie żeby badać „suche” dane statystyczne – podejście to pozwala choćby na syntetyczne porównania między jednostkami samorządu terytorialnego. Na tego rodzaju wskaźnikach opierają się też takie indeksy globalne jak mi.n Democracy Index czy Freedom in the World, które pozwalają porównywać państwa na podstawie względnie stabilnych cech instytucjonalnych, takich jak powszechne wybory, pluralizm czy prawa obywatelskie.

Na poziomie lokalnym ich interpretacja jest jednak bardziej problematyczna. Dane ilościowe informują przede wszystkim o istnieniu określonych mechanizmów, np. konsultacji społecznych, czy „ciał” doradczych, ale nie o sposobie ich funkcjonowania ani o realnym wpływie mieszkańców na podejmowane decyzje.

Analogicznie, sam fakt przeprowadzania wyborów nie świadczy o tym, że mamy do czynienia z państwem demokratycznym (o czym świadczą chociażby przykłady Rosji, czy Białorusi). Konieczne wydaje się zatem odejście od opierania diagnozy stanu demokracji lokalnej na czysto formalnych lub pozornych wskaźnikach na rzecz pogłębionej analizy rzeczywistego funkcjonowania mechanizmów partycypacyjnych i wpływu mieszkańców na procesy decyzyjne.

W przeciwnym razie pozostaje nam naskórkowa i fikcyjna (pseudo)demokracja wskaźnikowa, która w dłuższej perspektywie prowadzi do spadku zaufania do władz publicznych oraz narastającej alienacji obywateli, którzy – dostrzegając pozorność działań władz lokalnych – powoli, ale systematycznie wycofują się z życia publicznego oddając pole skrajnościom i populizmowi.

Na zdjęciu: Wrzesień 2025 r. Protest przeciwko zabudowie Górek Czechowskich przed lubelskim Ratuszem w czasie sesji, na której radni klubu prezydenta Krzysztofa Żuka przegłosowali ZPI dla tego terenu. Fot. Bogusław Byrski

Dr Agnieszka Ziętek* – adiunkt w Katedrze Administracji Publicznej na Wydziale Politologii i Dziennikarstwa UMCS w Lublinie. Interesuje się partycypacyjnym zarządzaniem publicznym, uspołecznieniem procesów decyzyjnych, kulturą obywatelską oraz ruchami społecznymi. W 2023 roku ukazała się jej książka „Kultura obywatelska. Wybrane podejścia i problemy”. Od października 2022 r. Przewodnicząca Zespołu ds. Równości na UMCS. Od maja 2024 r. członkini Rady Fundacji Wolności (wydawca Jawnego Lublina).

13 komentarzy

  • . pisze:

    Tu dawno rządzi mentalny PiS i Konfederacja. Niektórzy dalej jak to się super tu żyje. Wystarczy na Szajsbooka zawitać. Masz inne zdanie? Lecą na ciebie emotki „haha” i bluzgi. http://zapodaj.net/images/cef081aa68691.png
    _
    Cała ta „partycypacja” to tylko symboliczne gesty dla PR-u. Ludzie przychodzą, piszą, głosują, panelują, a na końcu i tak robi się to, co układ z deweloperami uzgodnił. Zwykły człowiek widzi, że jego głos jest tyle warty co zużyty bilet MPK w niedzielę co godzinę. Referendum to jedyna droga.

  • . pisze:

    Tu dawno rządzi tak naprawdę PiS i Konfederacja. Niektórzy dalej jak to się super tutaj jest. Wystarczy na Szajsbooka zawitać. Masz inne zdanie? Lecą na ciebie emotki „haha” i bluzgi. zapodaj.net/images/cef081aa68691.png
    _
    Cała ta „partycypacja” to tylko symboliczne gesty dla PR-u. Ludzie przychodzą, piszą, głosują, panelują, a na końcu i tak robi się to, co układ z deweloperami uzgodnił. Zwykły człowiek widzi, że jego głos jest tyle warty co zużyty bilet MPK w niedzielę co godzinę. Referendum to jedyna droga.
    Na Górkach Czechowskich w Lublinie w ramach jednego ZPI złożono 14 wniosków o pozwolenie na budowę. RDOŚ potwierdza:
    ➡️ zna sprawę
    ➡️ istnieje ryzyko powiązań inwestycji
    ➡️ takie działania wymagają analizy łącznej
    no a mimo to… procedury idą dalej bez OOŚ

  • DROBNA BURŻUAZJA TEŻ JEST WROGIEM KLASY PRACUJĄCEJ pisze:

    Fikcyjność „demokracji” jest podstawą kapitalizmu, Pani doktór.
    Bez tego czynnika fikcyjności rabowanie klasy pracującej nie byłoby możliwe.
    Ale oczywiście kadra akademicka, jako jeden z beneficjentów kapitalizmu*, promuje wizje „zreformowania” Systemu, odwracając uwagę „plebsu” od rzeczywistych korzeni systemu eksploatacji.
    ————
    /*obok reszty drobnej burżuazji typu lekarze, funkcjonariusze mediów, celebryci, sportowcy wyczynowi, znani aktorzy itp.
    ==================

  • Student.Żebrak pisze:

    Człeku z kropką. Nie ze mną te numery, Brunner. Biadolisz niby na PiS i inne prawactwo, bo tak cię wyszkolili aby czasem użyć fałszywej flagi. Stara dobra sowiecka metoda

  • REFORMIZM = KONSERWACJA SYSTEMU EKSPLOATACJI pisze:

    Kontynuując mój tok, który w ramach „demokracji” wylądował w kwarantannie i może pojawi za 24h albo i nie.
    ————
    UMCS (matecznik m.in. Duce) wraz z upadkiem komuny natychmiast przezbroił się w tryb organizacji wspierającej kapitalizm pełnogębowo (jak zresztą wszystkie pozostałe uczelnie, ale to właśnie w Dziadogrodzie nuworyszostwo socjal-darwinistyczne było bardzo prominetne). Jeśli chcesz robić tam karierę na wydziałach społeczno-politycznych, musisz prezentować „wartości” neoliberalne.
    —————-
    Dlatego WSZYSTKO co wypływa z tych kręgów, należy traktować jako potencjalną maskirowkę: promowanie złudzeń o „reformach” na podobnej zasadzie, jak niektórzy promują nierealistyczne scenariusze odwołania obecnego pachołka kapitalistów w drodze referendum, co niby to sprawi, że chomiczki będą się uśmiechać, a plebsowozy zamiast co godzinę będą śmigać co 15 minut.
    ————–
    Ten sam obraz konieczności „reform” usiłuje sprzedawać Don Kiszot z Czechowa – kolejny reprezentant drobnej burżuazji, który promuje wizje „zielonego kapitalizmu” sowicie okraszone sentymentami sanacyjnymi z wbudowaną pogardą dla jedynego systemu, który przynajmniej próbował wyemancypować ludzi uczciwej pracy.
    ========================

  • . pisze:

    Student.Żebrak – Wypi…rdalaj stąd.

  • .. pisze:

    Zielony kapitalizm = drzewa w donicach, czy jak?

  • CHCĄ ZJEŚĆ I MIEĆ CIASTKO pisze:

    Tak niestety – akcje ochrony widoku z okna apartemĘtu kupionego od dewelocfaniaka (jak i np. lamentowanie o „kopciuchach”) to także promocja „zielonego kapitalizmu” i dialektycznie niewiele różnią się od sadzenia drzew w donicach.
    Drobna burżuazja ma to do siebie, że wciela się w rolę „bojowników anty-systemowych” (na systemowych platformach) dopiero wtedy, kiedy naturalny r0zwój kapitalizmu zaczyna psuć ich prywatne komforty (materialne i mentalne).
    ==================

  • I very delighted to find this internet site on bing, just what I was searching for as well saved to fav

  • Andrzej Mazur pisze:

    Dziękuję za artykuł. Dodam od siebie: Paulo Freire określa pozorowaną partycypację jako „fałszywą szczodrobliwość”, której celem nie jest rzeczywista pomoc, ale utrzymanie statusu quo.

  • . pisze:

    Nawet robot Edward Warchocki lepiej by sterował zbiorkomem w Dziadogrodzie! Do ZDiTM go!
    http://urlebird.com/video/ale-jaki-ale-jaki-ale-jaki-jaki-jaki-jaki-agresywny-7621267998363372832/

  • cudzy nick pisze:

    Problem polega na tym, że większość lublinian przy kolejnych wyborach karnie uda się do urn zagłosować na daną partię; nie na ludzi, którzy rzeczywiście robią coś dla miasta, a do żadnego ugrupowania nie należą. Jełopy będą bądź to „murem z Żukiem”, bądź „murem za Czarnkiem”. (Skądinąd, w kozim grodzie to jedno i to samo, czego doskonały symbol stanowi pomnik na Placu Teatralnym). Nie brakuje u nas działaczy i działaczek, aktywistów, którym naprawdę zależy na Lublinie. Niestety, nie mają szans w wyborach, bo jesteśmy wyjątkowo otumanionym społeczeństwem.

  • Wiktor pisze:

    Ech, te artykuły generowane przez sztuczną inteligencję i interpretacja statystyki, która nie ma nic wspólnego z podejściem naukowym. Chciałbym zapytać panią Agnieszkę, gdzie była, gdy walczyliśmy o Górki. I dlaczego dopiero teraz wyraża swoje opinie. Dlaczego wcześniej nie reagowała?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *