6 minuty czytania • 27.10.2025 19:22
Park na Błoniach za 22 mln zł. Miasto przesuwa terminy i pisze erraty do projektu
Udostępnij
Już dziesięć razy lubelski Ratusz zmieniał termin składania ofert przez firmy zainteresowane budową parku na zamkowych błoniach. Chce na to wydać 22,5 mln zł, więc chętnych na to zlecenie nie brakuje. Nie brakuje też uwag o wadach i rozbieżnościach w dokumentacji przetargowej.
Ten artykuł powstał dzięki wsparciu Czytelników. Nie czekaj, wspieraj.
nr konta: 71 1090 2590 0000 0001 4947 2615
zostań patronem: patronite.pl/jawnylublin
szybki przelew: jawnylublin.pl/wplacam
paypal: [email protected]
Na początku sierpnia prezydent Lublina Krzysztof Żuk (PO) osobiście ogłosił przystąpienie do prac nad „kolejnym zielonym azylem w centrum miasta”. Mówił o wysokich kosztach i chwalił pozyskanymi dotacjami. – To nie jest projekt tani. Będzie nas kosztował ponad 22 mln zł, ale udało nam się pozyskać 12 mln dofinansowania – mówił na konferencji prasowej. Przyznał, że właśnie przez brak pieniędzy z zewnątrz projekt musiał kilka lat poczekać.
A czekał dość długo, bo konkurs na koncepcję zagospodarowania 4-hektarowego terenu zielonego miasto ogłosiło dokładnie dekadę temu. Wystartowało w nim wówczas 15 pracowni z całej Polski. Ale ostatecznie to nie zdobywcy najwyższego miejsca na podium dostali zlecenie, ale ci z miejsca drugiego. Lubelska pracownia Garden Concept zgodziła się na finansowe warunki lubelskiego Ratusza i zaprojektowała park. Projekt za 60 tys. zł wyciągnięto z szuflady dopiero dwa lata temu gdy miasto zamówiło aktualizację dokumentacji w firmie Zielone Kreski. Jak czytamy w rejestrze umów Urzędu Miasta Lublin „Wykonanie zamiennej dokumentacji projektowo-kosztorysowej wraz pełnieniem kompleksowego nadzoru autorskiego” kosztowało 110 tys. zł.
Teraz miasto chce wydać 22,4 mln zł, a oferty firm zainteresowanych tym zleceniem mieliśmy poznać 20 sierpnia. Ale nie stało się to ani wtedy, ani w żadnym kolejnym podawanym przez urzędników terminie.
>>Jak za 22 mln zł zmienią się zamkowe błonia<<
Po co taki pośpiech?
– Pierwszy termin od początku był nierealny – mówi nam dziś prezes jednej z firm, który rozważa, czy wziąć udział w postępowaniu przetargowym „Rewitalizacja Błoni pod Lubelskim Zamkiem zlokalizowanego przy ul. Unii Lubelskiej 1 w Lublinie, realizowana w ramach projektu pn.: Błonia pod Zamkiem w Lublinie – kompleksowy wymiar rewitalizacji”. Nie chodzi mu o czas wykonania usługi (do 30 września 2027 r.), ale zbyt krótki – jego zdaniem – czas na złożenie oferty. W pierwszej wersji ogłoszenia o przetargu zainteresowane zamówieniem firmy musiały się zgłosić do 20 sierpnia.
– Przetarg został ogłoszony 4 sierpnia. Samo zapoznanie się z dokumentacją przetargową to kilka dni pracy dla kilku osób. Potem jest czas na analizy, „przepuszczenie” danych przez nasze programy, oszacowanie kosztów po naszej stronie, wyłapanie wątpliwości, skontaktowanie się z partnerami, dostawcami, podwykonawcami i ustalenie, czy oni są we właściwym czasie gotowi do pracy. Tego po prostu nie da się tak szybko zrobić – tłumaczy. Przyznaje, że jego firma pracuje nad tym przetargiem i nie wyklucza, że złoży ofertę. – Zakładam, że nie tylko my. Spodziewam się, że będzie od trzech do sześciu ofert. To nie są małe pieniądze – dodaje.
18 sierpnia Urząd Miasta przesunął termin składania ofert na 27 sierpnia. Kolejne wskazane przez urzędników terminy to:
- 3 września
- 9 września
- 17 września
- 25 września
- 30 września
- 6 października
- 13 października
- 22 października
Najnowsza data to 29 października, godz. 12.
– Zmiany dat nie są w postępowaniach przetargowych niczym nowym. Nie nastręcza nam to także większych kłopotów, bo mamy automatyczny monitoring strony z zamówieniem. Ale przyznam, że tak częste zmienianie terminów składania ofert nie jest czymś normalnym. Zwłaszcza jak dzieje się to krótko przez wcześniej wskazaną datą – mówi nam prezes firmy.
18 sierpnia termin został przesunięty na 25 sierpnia, a następnie 25 sierpnia datę graniczną zmieniono na 3 września, a już cztery dni później (29 sierpnia) na 9 września, żeby 5 września przesunąć termin na 17 września. I tak za każdym razem.
Z drugiej strony nasz rozmówca sam tłumaczy urzędników Ratusza: – Dobrze wiem, że jest mnóstwo pytań ze strony potencjalnych oferentów.
17 października na rządowym portalu ezamowienia.pl miasto opublikowało dokument z pytaniami od oferentów i odpowiedziami na nie. Zapytań jest aż 123.
Firmy pytają, urzędnicy odpowiadają. I piszą erraty
„Prosimy o udostępnienie dokumentacji projektowej w formacie PDF (wersja elektroniczna), zamiast skanów w formie obrazów. Obecnie dostępne pliki w postaci skanów są słabej jakości, co utrudnia ich odczyt i może powodować ryzyko błędnej interpretacji treści” – prosi jedna z firm zainteresowanych zleceniem.
W odpowiedzi miasto tłumaczy, że zamieściło „dokumentację w wersji elektronicznej w formacie, jaki posiada”.
Kolejny wniosek: „Zwracamy się z prośbą o udostępnienie przedmiaru robót, w celu poprawnej kalkulacji oferty”.
Miasto odpowiada, że nie ma takiego obowiązku.
Przedsiębiorcy przyznają też, że mają też problem z właściwym zrozumieniem przedmiotu zamówienia, który należy wskazać w treści gwarancji, bo formalnie w dokumentacji widnieją różne zapisy.
„Brak szczegółowej i potwierdzonej przez Strony stosownym protokołem inwentaryzacji terenu, rodzi dla Wykonawcy zbyt daleko idące ryzyko kosztowe oraz terminowe” – pisze jedna z firm.
Inni podnoszą, że brak inwentaryzacji terenu budowy, terenów przyległych, dróg i posesji sprawi, że za ewentualne uszkodzenia powstaną roszczenia wobec wykonawcy.
Uwag do przedstawionych w postępowaniu przetargowym dokumentów jest więcej: „Prosimy o potwierdzenie, że Wykonawca nie ponosi odpowiedzialności za wady dokumentacji zapewnionej przez Zamawiającego, a także za teren budowy zadania inwestycyjnego; obowiązki i sankcje określone w tym postanowieniu nie dotyczą sytuacji gdy Wykonawca pomimo dochowania należytej staranności wymaganej od podmiotu profesjonalnie zajmującego się wykonywaniem prac składających się na Przedmiot Umowy podczas weryfikacji otrzymanej dokumentacji przetargowej, weryfikacji terenu budowy i jego otoczenia oraz weryfikacji realizacji Umowy nie mógł dostrzec wad i braków w zakresie warunków, w szczególności jeśli ich wykrycie wymagałoby od Wykonawcy wiedzy specjalistycznej z tych zakresów”.
Padają także pytania o to, czy firmy mają kalkulować także nadzór archeologiczny i czy w przypadku odkrycia znaleziska oraz wstrzymania prac nastąpi zmiana terminu zakończenia prac i zwrotu poniesionych kosztów.
W wyniku pytań urzędnicy zmienili nie tylko pierwszy termin na składanie ofert, ale też część dokumentacji przetargowej. To doprecyzowanie dotychczasowych zapisów jak np. to, że do budowy siłowni zewnętrznej dopuszcza się użycie stali ocynkowanej ogniowo i malowanej proszkowo zamiast nierdzewnej. Pojawiła się też „Errata do Projektu wykonawczego zamiennego – Projekt zieleni”, bo kilka pytań dotyczyło właśnie zieleni. Zainteresowane zleceniem firmy nie wiedziały ile drzew jest do usunięcia, bo w „Inwentaryzacji dendrologicznej” jest mowa o sześciu, a w innym dokumencie o 35 (a Ratusz głośno chwali się, że nie planuje żadnych wycinek). Podobne „znaczne rozbieżności” firmy wytykają w dokumentacji dotyczącej nowych nasadzeń. – Prosimy o jednoznaczne określenie zakresu prac do wykonania – apelują. Na co urzędnicy informują, że wiążące są zapisy znalazły się w dokumencie pn. „Errata do STWiOR Zieleń”.
W dokumentacji przetargowej pojawiła się jeszcze „Errata do Projektu wykonawczego zamiennego. Część 1: Projekt zagospodarowania terenu”, „Errata do Projektu wykonawczego – teletechnika”, „Errata do Projektu Wykonawczego – zamienny. Branża sanitarna” i „Errata do Projektu wykonawczego -elektryka”.
Może jeszcze tydzień? Nie ma mowy
Obecny aktualny termin na złożenie dokumentów to środa 29 października. O godz. 15.36 Urząd Miasta opublikował odpowiedzi na kolejne pytania. Tym razem było ich znacznie mniej – tylko trzy. Jedno z nich brzmi: „W związku z opublikowanymi odpowiedziami oraz erratami do projektu zwracamy się z prośbą o przesunięcie terminu składania ofert o kolejne 7 dni. Z uwagi na ilość udzielonych odpowiedzi, które należy omówić z poszczególnymi branżowymi podwykonawcami oraz czas, jaki konieczny jest do opracowania oferty, przesunięcie terminu umożliwi Wykonawcom sporządzenie oferty zgodnej z zakresem zamówienia oraz w sposób, który umożliwi zoptymalizowanie kosztów jego wykonania„.
Miasto na zmianę terminu się jednak nie zgadza.
Na zdjęciu: Tak wyglądają obecnie Błonia pod Zamkiem w Lublinie. Trwa przetarg na ich rewitalizację. Fot. Sławomir Skomra



Jak mawiał wójt w Wylowijach . Po co mam ogłaszać konkurs, jak wiem kto wygra.
Dlaczego wszędzie publikowane nieaktualne wizualizacje? Przecież to wizja projektu która została poddana zmianom (co kosztowało miasto niemal dwa razy tyle ile kosztowała pierwsza wersja). Czy zatem nie byłoby uczciwie pokazywać mieszkańcom ostateczną wersję wypracowaną z kolejnym projektantem?
Kto ma jakieś pytania, w ogóle nie powinien startować w „przetargu”.
Startować powinni tylko ci, którzy już z góry wiedzą, że żadna krzywda im się nie stanie.
Co to za badziew te zagony traw? Za to tyle kasy? Zupełnie niepraktyczny projekt. Tam trzeba zrobić szeroką alejkę od Vivo do starego miasta i dwie do targu pod zamkiem. Poprawić plac zabaw,dostawić ławek i posadzić drzewa i krzewy zeby bylo ladnie cały rok a nie przez parę miesięcy.
test
Aktualizacja dokumentu za 60 tysięcy kosztowała 110 tysięcy?
Czy termin prac uwzględnia badania dawnej dzielnicy żydowskiej, która objawi się podczas prac?
Zielony Lublin według Ratusza to znów wycinka drzew? Skandal!
Złoty Dworzec Pana Prezydenta
Jesienny poranek nad Lublinem był rześki, a mgła powoli unosiła się znad Bystrzycy. Na placu Dworcowym zbierał się tłum mieszkańców — dziennikarze, uczniowie, seniorzy, kierowcy komunikacji miejskiej. Wszyscy czekali na jedno: wystąpienie prezydenta Krzysztofa Żuka.
Nowy dworzec autobusowy, otwarty niespełna rok wcześniej, zdążył już stać się wizytówką miasta. Biała, przeszklona bryła lśniła w słońcu, a dach porośnięty roślinnością przypominał zielony dywan unoszący się nad ruchliwymi peronami.
Prezydent Żuk stanął przy mównicy, w charakterystycznym płaszczu i z uśmiechem, który — jak żartowano — był bardziej rozpoznawalny niż herb Lublina.
— Drodzy mieszkańcy! — zaczął. — Kiedy mówiliśmy o budowie nowego dworca, wielu uważało, że to marzenie zbyt śmiałe. A dziś… dziś nasz dworzec zdobywa nagrody w całej Europie!
Tłum zareagował brawami.
— „European Green Station Award 2025” za zrównoważony rozwój — kontynuował Żuk, z dumą wymieniając kolejne wyróżnienia. — „ArchDaily Building of the Year” za architekturę publiczną. I wreszcie „Polska Nagroda Infrastrukturalna” za połączenie funkcjonalności z pięknem.
W tym momencie obok niego pojawił się dyrektor Zarządu Transportu Miejskiego, z wielkim uśmiechem i pękiem kluczy w dłoni.
— Panie Prezydencie, z tej okazji uruchamiamy nową linię „Zielony Lublin”! — ogłosił. — Elektryczne autobusy będą kursować z dworca przez centrum aż na Czechów.
Prezydent skinął głową z aprobatą. — Bo nowoczesny dworzec to nie tylko budynek. To serce komunikacji miejskiej, które bije w rytmie naszego miasta.
Zebrani dziennikarze notowali każde słowo, a kamery błyskały jak fajerwerki. Po chwili do prezydenta podeszła mała dziewczynka w czerwonym berecie.
— Panie prezydencie, a czy ten dworzec też dostanie nagrodę za to, że jest taki ładny? — zapytała.
Żuk roześmiał się serdecznie. — Już dostał, ale wiesz… najważniejsza nagroda to wasze uśmiechy, kiedy korzystacie z niego na co dzień.
Dziewczynka pokiwała głową i spojrzała na dach porośnięty trawą. — To dobrze. Bo wygląda jak park dla autobusów.
Prezydent zamyślił się na chwilę, po czym dodał:
— I właśnie tak chcieliśmy, żeby było: zielono, przyjaźnie i po lubelsku.
Tego dnia, gdy słońce wzeszło nad szklanym dachem dworca, Lublin znów trafił na pierwsze strony gazet — nie z powodu problemów, ale z powodu sukcesu, który pachniał świeżą farbą, nowymi autobusami i miejską dumą.
A prezydent Żuk?
Tego samego wieczoru wsiadł do jednego z elektrycznych autobusów i po cichu, bez fleszy i kamer, przejechał się przez miasto. Patrzył na ludzi, którzy wsiadali i wysiadali na przystankach, i uśmiechał się do siebie, bo wiedział, że to właśnie dla nich cały ten wysiłek miał sens.
Ale jak za to można się nieźle na tym dworcu zmarznąć i przeziębić.
Jestem na nowym dworcu i przy 7-8 stanowiskach stoją ludzie, a na pozostałych nikogo nie ma. Nagłośnienie też słabiutkie, ledwo człowiek usłyszał że jedzie bus na Żółkiewkę o tej godzinie i o tej. Żadne polskie miasto nie ma tak dobrego nagłośnienia jak Kraków Główny