Wesprzyj Kontakt

6 minut czytania  •  28.06.2025 13:30

Od naleśnika po ślubną przysięgę. Po 26 latach Zadora znika ze Starego Miasta

Od naleśnika po ślubną przysięgę. Po 26 latach Zadora znika ze Starego Miasta

Udostępnij

To jeden z charakterystycznych i bardziej rozpoznawalnych lokali nie tylko Starego Miasta, ale w ogóle Lublina. Niedziela jest ostatnim dniem, kiedy można zjeść w Naleśnikarni Zadora. – Nie było tak, że pewnego ranka wstaliśmy i postanowiliśmy: „zamykamy”. Ale mimo przygotowań, mimo świadomości, że to właściwy moment, wciąż jest żal – przyznaje właścicielka restauracji.

Ten artykuł powstał dzięki wsparciu Czytelników. Teraz każda wpłata na Jawny Lublin zostaje podwojona. Nie czekaj, wspieraj.

Przez ostatnie dwie dekady lubelskie Stare Miasto zmieniło się nie do poznania. Ale wielu pewnie pamięta czasy, gdy lokali gastronomicznych było tu zaledwie kilka. Przy ul. Grodzkiej Złoty Osioł, na Rynku Azzuro, Biesy i Czarcia Łapa. Miejsc, które przetrwały próbę czasu jest niewiele. To restauracja Atrium czy właśnie naleśnikarnia Zadora.

Na naleśniki na Stare Miasto

Zadora została otwarta w 1999 roku gdy naleśnikarnie nie były wtedy czymś tak powszechnym, jak obecnie. Przez ostatnie osiem lat restaurację prowadzili Monika i Karol – małżeństwo, które przejęło lokal od siostry Karola – Ani. Historia ich życia nierozerwalnie splata się z Zadorą – poznali się właśnie w naleśnikarni. Ona pracowała jako kelnerka, on pomagał siostrze w prowadzeniu biznesu.

Restauracja przy ul. Rynek 8 bardzo dobrze wpisała się w staromiejski klimat. Szybko zyskała popularność, nie tylko za sprawą menu. Klientom przyciągał artystyczny wystrój wnętrza i przytulna atmosfera. Zewnętrzny dziedziniec przystrojony był w kwiaty, lampiony i nastrojowe oświetlenie.

Z sentymentu wybieramy się do Zadory w sobotę, żeby jeszcze raz zjeść te pyszne naleśniki – mówi nam lublinianka Justyna. – To miejsce ma dla nas szczególne znaczenie. Bardzo często chodziliśmy tam z mężem, gdy się poznaliśmy. Była to nasza ulubiona naleśnikarnianiesamowita atmosfera, przytulny wystrój i zawsze pyszne naleśniki, zarówno deserowe, jak i wytrawne, np. gryczane z warzywami opowiada. W sobotę z mężem obchodzi 11. rocznicę ślubu. – Nie mogliśmy wybrać lepszego miejsca na małe, sentymentalne świętowanie – przyznaje.

„Problem naleśników”

Niedziela 29 czerwca będzie ostatnim dniem, kiedy Zadora przyjmie gości. I na tym koniec. Gdy ta informacja pojawiła się na Facebooku lokalu, internauci rozpoczęli śledztwo. Nie brakowało głosów, że restauracja nie wytrzymała konkurencji i przegrała z Manekinem – otwartą kilka lat temu przy ul. Narutowicza sieciową naleśnikarnią.

Po pierwsze, nie zamknęliśmy się przez Manekina. To zupełnie inna restauracja, z innym typem klienta.
Po drugie – nie przez podwyżkę czynszu, bo taka w ogóle nie miała miejsca. Po trzecie – nie dlatego, że nie mieliśmy klientów. My nigdy nie narzekaliśmy na brak gości
– tłumaczy Monika.I wyjaśnia prawdziwe powody.

Prowadzenie takiego miejsca jest niezwykle absorbujące. Robiliśmy wszystko sami – bez menedżera, bez zaplecza. A starzejemy się, zmieniają się nasze życiowe priorytety. Chcemy po prostu mieć trochę więcej czasu dla siebie, więcej spokoju psychicznego. Mamy dziecko, a praca w gastronomii to zajęcie wymagające pełnej dyspozycyjności, właściwie 24 godziny na dobę.

Zadora od zawsze miała być trochę inna – z tożsamością i klimatem. I jeszcze trzeba się zmagać z „problemem naleśników”. Karol zwraca uwagę że sprzedaż tego dania to pewne ryzyko – ze względu na przyzwyczajenia konsumentów. Wiele osób wciąż postrzega naleśniki wyłącznie jako słodki deser, zawijany w rulon i podawany z dżemem, cukrem pudrem czy serem. To sprawia, że klienci często nie widzą w naleśnikach dania obiadowego. Nawet jeśli zachęca ich estetyczny wygląd potraw i przytulne wnętrze lokalu, rezygnują z wizyty uznając, że „tym się nie najedzą”.

Ludzie proszą: Zostańcie

Przyszłość Zadory jest już przesądzona. Ale wiele osób ma nadzieję, że decyzję można jeszcze zmienić. Pod postem na Facebooku ogromny odzew – ponad setka komentarzy pełnych żalu, wspomnień i wyrazów sympatii. Mimo tej informacji i wywieszonej kartki z informacją o zamknięciu, do lokalu wciąż przychodzili ludzie i pukali do drzwi: „nie zamykajcie”, „dlaczego to koniec?”, „to zamknięcie to tylko na tydzień prawda?”.

Przykro mi, że z gastronomicznej mapy Lublina znika kolejny wyjątkowy punkt. Zadora była jedną z tych kilku restauracji, które zawsze polecałem odwiedzającym miasto. Szkoda, że nie zdążę już Was odwiedzić – martwi się jeden z gości.

Monika opowiada, że dostała wiele poruszających wiadomości prywatnych. Ludzie pisali, że jest im bardzo przykro, bo Zadora towarzyszyła im przez lata – przychodzili tu całe życie, poznawali się w czasach studenckich i wracali z sentymentu. Jedna z osób napisała, że na ten weekend chciałaby zarezerwować konkretny stolik, bo właśnie tam poznała swoją przyszłą żonę.

Były też telefony – ktoś zapowiadał, że specjalnie przyjedzie na weekend z Warszawy, by po raz ostatni odwiedzić lokal. Jedna osoba wysłała symbolicznie wysłała kartkę z podziękowaniami, bo nie będzie mogła pojawić się na zamknięcie.

Jestem całkowicie zaskoczona, nie spodziewałam się takiej reakcji. Myślałam, że pod postem informującym o zamknięciu będzie góra 20 komentarzy. Jest nam niezmiernie miło, że to miejsce dla tylu osób było czymś więcej niż tylko naleśnikarnią, że wiązały się z nim wspomnienia, emocje, pierwsze randki, spotkania po latach. To naprawdę wzruszające – przyznaje właścicielka.

Co w miejsce Zadory

Ogłoszenia w sprawie odstąpienia lokalu wraz z całym sprzętem i wyposażeniem pani Monika zamieszczała od początku roku. Cena wynosiła 120 tys. zł plus VAT. Jak przyznają właściciele – lokal udało się sprzedać w ubiegłym tygodniu. Pytani o to, czy uzyskana kwota wynosiła tyle ile w ogłoszeniu, śmieją się, że „zostanie to ich słodką tajemnicą”.

Boli serce, bo to kawał naszego życia. To nie tylko lata pracy, ale też mnóstwo przyjaźni z klientami, wspomnień, emocji. Zadora była całym naszym światem – mówi z sentymentem Pani Monika. – To nie była decyzja podjęta z dnia na dzień. Myśleliśmy o tym od dłuższego czasu, dojrzewaliśmy do niej przez kilka miesięcy. Nie było tak, że pewnego ranka wstaliśmy i postanowiliśmy: „zamykamy”. Ale mimo przygotowań, mimo świadomości, że to właściwy moment, wciąż jest żal – przyznaje.

W miejscu zamkniętej Zadory ma na początku lipca pojawić się nowa restauracja. Na razie to tajemnica, a właściciele Zadory nie planują już otwierać żadnego innego lokalu. Jak mówią, na razie czeka ich dwumiesięczny urlop, a co będzie dalej to czas pokaże.

Osoba która to przejęła, jest całkowicie zakochana w tym miejscu. Najchętniej nie zmieniała by nic, więc jest duża szansa, że lokal będzie wyglądać podobnie, ale zmieni się jedynie kuchnia – zdradza Monika.

reklama JL newsletter 844x275 1
10.2023 wsparcie 844 x 490 px 260 x 260

Lokal będzie czynny jeszcze tylko w ten weekend.

  • 28 czerwca (sobota): 11:00–21:45
  • 29 czerwca (niedziela): 11:00–17:45

Na zdjęciu głównym: Goście na patio Zadory (Fot. Zadora Facebook)

https://jawnylublin.pl/czarcia-lapa-znalazla-nowego-najemce-tym-razem-nie-jest-to-janusz-palikot/