4 minuty czytania • 05.09.2023 06:54
Nowy stadion żużlowy i wybory. PiS che załatwić pieniądze na budowę
Udostępnij
Jeżeli wszystko pójdzie po myśli polityków PiS, to w ciągu dwóch tygodni ma paść informacja, że jest zapewnione finansowanie nowy stadion żużlowy. To ma być mocne uderzenie w kampanii wyborczej.
– Proszę jeszcze poczekać, a ten czas raczej będzie krótszy niż dłuższy – powiedział z uśmiechem kilka dni temu jeden z ważnych polityków lubelskiego PiS zapytany o budowę stadionu żużlowego w Lublinie. Zapytany właściwie o to, czy będą pieniądze na tę inwestycję.
Stadion, zgodnie ze wstępnym jeszcze kosztorysem, ma kosztować 240–250 milionów złotych. To ogromne pieniądze, których w miejskiej kasie nie ma i nie będzie. Na razie trwają prace projektowe, za które Ratusz konsorcjum firm Kavoo Invest oraz Sybilski, Wesoły and Partners Constructions zapłaci 7,4 mln zł.
Nowy obiekt zaplanowany jest w dolinie Bystrzycy – na części terenu po Lubelskim Klubie Jeździeckim. Formalnie nie będzie to arena żużlowa tylko „wielofunkcyjny obiekt sportowo-rekreacyjny z funkcją stadionu żużlowego”. Dlatego na wizualizacjach przedstawionych przez lubelski Urząd Miasta widać np. konia skaczącego przez przeszkody.
Jednak najważniejszym elementem obiektu będzie 343-metrowy tor żużlowy. Na trybunach ma być 18 750 miejsc dla kibiców żużla i niemal 30 tys. dla uczestników koncertów. Planowany jest także czterokondygnacyjny parking na 610 samochodów. Oraz kolejny na 209 aut pod trybunami i kilkadziesiąt kolejnych miejsc obok.
Jest polityczna zgoda
Co do powstania czarnej areny w Lublinie panuje polityczna zgoda. Tak samo mocno chcą jej politycy PO, z prezydentem Krzysztofem Żukiem na czele, co działacze PiS. Niedawno na stadionie jako widz pojawił się kandydujący do Senatu wojewoda Lech Sprawka. – Przy wielu różnych okolicznościach wspominałem, że kibicem żużla zostałem w wieku lat 9. Ojciec zabierał mnie na mecze. Często w moich opowieściach o żużlu przewija się moja obecność na słynnym meczu w 1967 roku Polska-Związek Radziecki – mówił nam niedawno wojewoda.
>>>PiS idzie po 10 mandatów do Sejmu – prezentacja kandydatów<<<
Dlatego nie ma się co dziwić, że gdy Fundacja Wolności* zaapelowała do niego, aby zaskarżył do sądu miejskie uchwały dotyczące planu zagospodarowania (związane z powstaniem nowego stadionu), to wojewoda nie dopatrzył się w dokumentach istotnych błędów. Co prawda stadion ma mieć 33 metry wysokości na terenie, gdzie maksymalnie dopuszcza się 30 metrów, ale Lech Sprawka ocenił, że takie odstępstwo jest dopuszczalne.
Stadion dobry na kampanię
Wróćmy do ogromnych pieniędzy na budowę, których w miejskiej kasie nie ma. Okazuje się jednak, że mogą być i to szybko.
– Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to myślę, że w ciągu dwóch tygodni będziemy mogli coś ogłosić – słyszymy od bardzo ważnego polityka lubelskiego PiS.
Oznacza to, że jeszcze w kampanii wyborczej PiS chce zapewnić tej ogromnej inwestycji finansowanie. Że są takie zabiegi przyznaje w rozmowie z nami Michał Moskal. To szef gabinetu politycznego wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego. Moskal kandyduje do Sejmu z Lublina. Dostał drugie miejsce na liście (na jedynce jest Przemysław Czarnek).
– Lublin jest dużym miastem, które potrzebuje odpowiedniej, nowoczesnej infrastruktury sportowej. Widzimy jaką popularnością cieszy się tu żużel i jak sytuacja wygląda obecnie – mówi Moskal.
Decyzje „na szczeblu rządowym”
Faktem jest, że obecna arena Platinum Motor Lublin, mistrza Polski, przy Al. Zygmuntowskich może pomieścić 8 tys. kibiców. To mało i często zdobycie wejściówek na mecz graniczy z cudem.
Pieniędzmi na nowy stadion PiS chce zdobyć serca i głosy nie tylko stałych bywalców Z5 (tak fani nazywają stadion), ale też tych, dla których nie wystarczyło biletów, a nawet okazjonalnych kibiców, którzy na Platinum Motor Lublin patrzą tylko przy okazji największych sukcesów.
– Chyba każdy będzie zadowolony, że w mieście będzie nowa wielka inwestycja – uśmiecha się nasz kolejny rozmówca z PiS i zastrzega, że o szczegółach rozmów w sprawie pieniędzy wie tylko kilka osób. – Na pewno decyzje muszą zapaść na szczeblu rządowym. Na pewno nie będzie to worek z pieniędzmi, a raczej wpisanie inwestycji do wieloletniego planu – przewiduje.
To ma dla PiS zaletę, bo będzie to znak, że po zmianie władzy plany nowego rządu mogą się zmienić i pieniędzy na stadion nie będzie. – Nie mam pojęcia jak zostanie to rozwiązane, ale zakładam, że będzie to jakaś wieloletnia promesa rządowa. Na pieniądze z Polskiego Ładu Programu Inwestycji Strategicznych nie ma co liczyć. Nabór się właśnie zakończył i są tam limity do 30 mln złotych. Poza tym trzeba mieć wkład własny. W przypadku infrastruktury sportowej to 10 procent wartości inwestycji – wylicza nasz rozmówca.
Na zdjęciu: Miasto chce umieścić stadion w dolinie Bystrzycy, w miejscu po LKJ (fot. UM Lublin)



