Wesprzyj Kontakt

3 minuty czytania  •  19.08.2022

Niepoliczalny zysk z Tour de Pologne

Udostępnij

Po artykule o twardych danych dot. zysków i kosztów Tour de Pologne w Lublinie pojawiły się głosy, że przecież są oczywiste zyski, np. w hotelach. Oczywiste jest to co mamy zmierzone i udowodnione. Poszedłem jednak za ciosem i postanowiłem się dopytać urzędników jakie inne dane o wpływie Tour de Pologne na życie Lublina posiadają.

Tour de Pologne to więcej turystów?

Jeszcze nie wiadomo. – Aktualnie czekamy na szczegółowe dane dotyczące ruchu turystów podczas weekendu, kiedy TdP odbywał się w Lublinie. Będą one dostępne pod koniec roku – informuje Anna Czerwonka z lubelskiego Ratusza. Wiadomo już jednak ile można było usłyszeć o Lublinie w związku z Tour de Pologne. Według monitoringu mediów łączna liczba publikacji o Lublinie w dniach 29-31 lipca w mediach wyniosła 1252. Składają się na to wzmianki w TV, radio, prasie, portalach, blogach i… mediach społecznościowych. Szczegółowy ekwiwalent reklamowy, czyli ile za taka reklamę trzeba by zapłacić, poznamy wkrótce.

Ile miasto zyskało?

Rozsądnie było wiedzieć co przyniosła nam inwestycja w Tour de Pologne. Ilu turystów ściągnęła ta impreza, ile pieniędzy zostawili. Czy w Lublinie hotele były pełne turystów, zawodników i obsługi rajdu tego urzędnicy nie wiedzą. – Do tej pory Miasto nie zlecało badań wpływu odbywających się w Lublinie wydarzeń na rozwój społeczno-gospodarczy – informuje Anna Czerwonka z Ratusza. Miasto wykładając duże pieniądze na imprezę nie wie więc, czy na tym straciło czy zyskało.

Liczysz to co Cię interesuje

Duński architekt i urbanista Jan Gehl od lat powtarza, że jak coś Cię interesuje to musisz to liczyć. Musisz mieć dane. Chcesz mieć więcej pieszych? Licz ilu ich jest, obserwuj jak się zachowują, którędy chodzą itd. Dzięki temu przede wszystkim będziesz wiedział czy jest ich więcej. Po drugie: czy Twoje działania przynoszą efekty. Porażki nie są złe, jeśli wyciągniesz z nich wnioski. Po trzecie skoro wiesz dużo o pieszych możesz im zaproponować lepsze usługi.

Nie jest to nic odkrywczego, bo od dawna takie badania prowadzą… choćby producenci sprzętu AGD, RTV czy samochodów. Cel: stworzyć lepszy produkt, który kupi więcej osób, stworzyć produkt bardziej ekonomiczny, który będzie lepszy a zarazem tańszy.

Czy Lublin nie powinien liczyć turystów czy uczestników imprez sportowych, na które wykłada pieniądze? Odpowiedź dla mnie jest oczywista: powinien. Miasto powinno wiedzieć czy impreza się opłaca. Niezależnie czy będzie to opłacalność wizerunkowa (mecz ukraińskiej Zoria Ługańsk na Arenie Lublin) czy finansowa. Miasto powinno wiedzieć kim są uczestnicy imprez, jak się zachowują, czy w końcu: co zrobić by zostali w Lublinie dłużej i wydali więcej pieniędzy. Miasto powinno wiedzieć czy inwestować w tysiąc turystów Tour de Pologne, którzy zostawiają 100zł i interesują ich tylko przejazd peletonu, czy w pięciuset turystów przyjeżdżających na żużel, którzy zostawią 200zł, ale przyjeżdżają z rodziną i chętnie skorzystają z atrakcji dla rodzin z dziećmi. O ile o nich usłyszą. Oczywiście są to przykłady wyssane z palce i należałoby to zbadać.

Bez tego jest spora szansa, że inwestujemy w sprzedaż piasku na Saharze. Paradoksalnie dla władz miasta brak badań może być na rękę. Pozwala finansować nie to co przynosi efekty dla miasta, a to co przynosi korzyści personalne lub wyłącznie polityczne.

Artyści policzyli co się opłaca

W 2018 roku Warsztaty Kultury opublikowały raport Wpływ festiwali plenerowych na rozwój
społeczno-gospodarczy Lublina
. Badacze przyjrzeli się 4 festiwalom: Noc Kultury, Inne Brzmienia, Carnaval Sztukmistrzów i Jarmark Jagielloński. Z raportu wynika, że aż 75 mln złotych pozostawiły w Lublinie osoby spoza Lublina, uczestniczące w tych wydarzeniach. Choć stanowiły one mniejszość uczestników lubelskich festiwali (od 25% na Jarmarku Jagiellońskim do 44% na Innych Brzmieniach), to z oczywistych względów wydały najwięcej – skorzystały z noclegu, czy żywiły się w restauracjach. Koszt organizacji tych imprez w tamtym czasie zamknął się poniżej 5 mln zł. I choć 75 mln zł nie trafiło do miejskiej kasy, a do lubelskich przedsiębiorców, to był to spory zastrzyk gotówki. Niestety autorzy raportu nie pokusili się o oszacowanie wpływu festiwali na miejską kasę.