Udostępnij
PCK zabiera z ulic kontenery na używaną odzież. Odkąd do śmieci nie można już wyrzucać tekstyliów to pojemniki z logo czerwonego krzyża stały się kontenerami na wszystko.
Od stycznia nie wolno nam wyrzucać do frakcji zmieszanej ubrań, pościeli czy butów. Tekstylia to obecnie oddzielna frakcja odpadów. Rzecz jednak w tym, że nowe przepisy nie nakładają na samorządy zapewnienia kolejnego kontenera. Niektóre miasta dostarczają je mieszkańcom, inne tego nie robią. Lublin jest w tej drugiej grupie. W efekcie żeby pozbyć się tekstylnych śmieci mieszkańcy muszą je sami zawieźć do Punktu Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnych (PSZOK) przy ul. Metalurgicznej. Lub poczekać na jedną z comiesięcznych akcji organizowanych przez Urząd Miasta. Mobilna zbiórka od lipca organizowana w każdą drugą sobotę miesiąca w siedmiu lokalizacjach. W każdej z nich pojazd miejskiej spółki LPGK zatrzymuje się tylko na godzinę. Ratusz przypomina też, że „tekstylia i odzież w dobrym stanie, nadające się do dalszego użycia można przekazywać organizacjom charytatywnym”. Te jednak wcale aż tylu tekstyliów nie potrzebują.
„Nie chcemy więcej śmieci”
– Naprawdę przerabialiśmy już wszystko. Zdarzały się nie tylko martwe, ale i żywe zwierzęta. Kilka razy interwencyjnie wyciągaliśmy z kontenerów koty i psy. A jeśli chodzi o odpady, to można znaleźć dosłownie wszystko – mówi nam Maciej Budka, dyrektor Lubelskiego Oddziału Okręgowego Polskiego Czerwonego Krzyża.
Lubelski PCK zdecydował, że w takiej sytuacji usunie z ulic część swoich pojemników na odzież. – W tym momencie usunęliśmy co najmniej 30 proc. kontenerów. A od początku roku zlikwidowaliśmy już ponad 600 pojemników w całym województwie, ale były to mniejsze, rozproszone działania, dlatego nie informowaliśmy o tym na bieżąco. Teraz jednak jednorazowo zniknęło aż jedna trzecia kontenerów – przyznaje dyr. Budka.
Dodaje, że w samym Lublinie liczba pojemników zmniejszyła się zaledwie o kilka mniej, bo „w mieście łatwiej jest zapanować nad sytuacją”. Znacznie trudniej jest z utrzymaniem porządku przy kontenerach w mniejszych miejscowościach.
PCK zlikwidował niektóre już w grudniu 2024 tuż przed wejściem w życie nowych przepisów. W pierwszej kolejności zniknęły te ustawione na wsiach, zwłaszcza w pobliżu cmentarzy, gdzie często dochodziło do podrzucania odpadów komunalnych.
– W okolicach Lublina przyłapaliśmy na gorącym uczynku inną firmę, która zajmuje się zbiórką odzieży. W środku nocy przyjeżdżali i wyrzucali pod kontenerem dwie tony zniszczonej odzieży – opowiada Maciej Budka.
Ale pojemniki na odzież z logo PCK powoli przestają pełnić swoją rolę też na osiedlach. – Jeśli człowiek słyszy, że za wrzucenie odzieży do odpadów zmieszanych grozi podwójna opłata, a jednocześnie ma ją samodzielnie zawieźć do PSZOK-u, to nic dziwnego, że wybiera łatwiejsze rozwiązanie. Gdy obok stoi kontener PCK czy innej organizacji, to wielu ludzi tam wrzuca ubrania i problem ma z głowy – komentuje szef lubelskiego PCK.

Zbiórka udana, ale problemu nie rozwiąże
– W sobotę zebrano 9050 kg odpadów tekstyliów i odzieży. Jest to ilość porównywalna z ilością tekstyliów zbieranych w PSZOK przy ulicy Metalurgicznej w ciągu miesiąca (maj – 9,8 tony, czerwiec – 8,6 tony) – podlicza pierwszą sobotnią zbiórkę Monika Głazik z biura prasowego Ratusza.
Największym powodzeniem mobilny PSZOK cieszył się przy Głuskiej i Willowej. Mniejszym te przy ul. Diamentowej i Chodźki. – Najmniej tekstyliów i odzieży zebrano w punkcie przy ul. Gospodarczej – dodaje urzędniczka.
W mobilnej zbiórce organizowanej przez LPGK obowiązują te same zasady co w PSZOK przy ul. Metalurgicznej. Tekstylne śmieci mogą oddać wyłącznie właściciele nieruchomości. A jednorazowo każdy może przynieść dwa worki o maksymalnej pojemności 120 litrów.
Dyrektor Budka ocenia, że jest to pewne ułatwienie, ale problemu na pewno nie rozwiąże – Nie sądzę, żeby to w jakimś znacznym stopniu poprawiło sytuację. Mobilne PSZOK-i są tylko raz w miesiącu, w siedmiu lokalizacjach i po godzinie, więc trzeba się mocno wcelować, żeby tam pójść – ocenia. I wskazuje na inne rozwiązanie: – Przede wszystkim musi być edukacja, bo jej tutaj zabrakło. Wprowadzono przepisy i zaczęto o nich mówić, jak już weszły w życie. Ludzie do tej pory nie wiedzą, czym jest odzież używana a czym odpad tekstylny i co to tak naprawdę w tym wszystkim chodzi.
Dziurawy system
Segregacja idzie nam kiepsko. Zgodnie z przepisami UE – do 2030 roku państwa członkowskie muszą osiągnąć poziom co najmniej 60 proc., a do 2035 roku – 65 proc. W tym roku to 55 proc. – ale raczej się to nie uda.
„Osiągnięty poziom recyklingu i przygotowania do ponownego użycia odpadów komunalnych w Lublinie w 2024 roku wyniósł 45,01 proc., natomiast obowiązujący poziom ustawowy wynosił 45 proc. Zatem ustawowy obowiązek został spełniony” – czytamy w podsumowaniu ubiegłego roku przygotowanym przez urzędników lubelskiego Ratusza.
Polska średnia jest niższa, więc rząd na początku lipca przedstawił założenia zmiany w przepisach. Zamierza zmodyfikować Ustawę o utrzymaniu czystości i porządku (z 1997 roku). Chce też dać samorządom więcej narzędzi do premiowania segregacji. Za śmieci mniej miałaby płacić osoba, która produkuje ich mniej. Ale, by to zweryfikować śmieciarki trzeba by wyposażyć w wagi. Ministerialny plan zakłada też, aby PSZOK-ów w miastach było więcej. Wojewódzki plan gospodarki odpadami też przewiduje budowę nowych Punktów Selektywnego Zbierania Odpadów Komunalnych. Do 2028 w Lublinie maja powstać jeszcze dwa. Przypomnijmy, że obecnie działa tylko jeden, na obrzeżach miasta. Dojeżdża się tam slalomem między dziurami w asfalcie.
Czekając na DobroSklep
Polski Czerwony Krzyż z kolei stawia na tzw. DobroSklepy – charytatywne butiki, w których sprzedaje się rzeczy z drugiego obiegu, a zysk z tej działalności trafia bezpośrednio do potrzebującym. W założeniu mają działać podobnie jak kontenery, czyli można tam oddawać niepotrzebne, ale wciąż w dobrym stanie ubrania, obuwie, zabawki, książki, małe AGD, naczynia. Są one następnie czyszczone i trafiają na sklepowe półki.
Do warszawskiego DobroSklepu, który działa od ponad roku, nie są przyjmowane przedmioty zniszczone, brudne ani bielizna używana. Rzeczy można przynieść bezpośrednio do sklepu lub do siedziby Mazowieckiego Oddziału Okręgowego PCK. – Plany są, aby drugi taki sklep powstał w Lublinie. Nie chcę zapeszać, ale przymierzamy się na jesień tego roku – zapowiada Maciej Budka.
Współpraca: Sławomir Skomra
Na zdjęciu: Porozrzucane ubrania wokół kontenerów PCK (Źródło: fb/pawel.era)



