6 minut czytania • 13.08.2026 11:31
Nawet list prezesa PiS nie pomógł. „Tak się wykańcza prywatną firmę za publiczne pieniądze”
Udostępnij
Marszałek Jarosław Stawiarski (PiS) zaplanował wielką przebudowę wieżowca przy ul. Karłowicza. Jednak firma, która przygotowuje dokumentację, nie może się doprosić jej odebrania. – Tak się wykańcza prywatną firmę za publiczne pieniądze – mówi nam przedstawiciel spółki Maxpol, dla której brak zapłaty za cztery lata pracy to być albo nie być.
Ten tekst powstał dzięki wsparciu naszych Czytelników. Dziękujemy, że nas czytacie i wierzycie w sens tego, co robimy.
zostań patronem: patronite.pl/jawnylublin
szybki przelew: jawnylublin.pl/wplacam
– Nie remontować, tylko wyburzyć i postawić w tym miejscu coś innego. Ten tu się w ogóle nie nadaje – mówi starszy mężczyzna, patrząc na fasadę wieżowca „ozdobioną” napisami i ścianą klimatyzatorów.
Mowa o należącym do samorządu województwa wieżowcu przy ul. Karłowicza 4. To wielopiętrowy budynek tuż przy Pl. Lecha Kaczyńskiego, blisko Centrum Kultury. Z boku mieści się bank, który jest właścicielem tej nieruchomości. Natomiast w należącym do województwa wieżowcu jeszcze kilka lat temu siedzibę miały takie instytucje jak Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa, Regionalna Izba Obrachunkowa, Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska, a dziennikarze przychodzili tu na konferencje prasowe Polskiego Stronnictwa Ludowego, bo mieściło się tu biuro wojewódzkie partii.
Dziś gmach jest pusty. Na szklanych drzwiach wisi kartka z napisem „Budynkiem zarządza Lubelskie Centrum Innowacji i Technologii”.
„To jest jakiś absurd”
– Budynek przynosi zyski z wpływów z wynajmu, dlatego chcemy, żeby żył i funkcjonował – mówił w 2020 roku Zbigniew Ławniczak, ówczesny dyrektor Zarządu Nieruchomości Wojewódzkich, a Zdzisław Szwed, który był wtedy członkiem zarządu województwa, zapowiadał, że wieżowiec zostanie wyremontowany i przystosowany do wymogów przeciwpożarowych. Inwestycja miała kosztować 4,8 mln zł.
W 2022 roku został ogłoszony przetarg na przygotowanie dokumentacji projektowej. Postępowanie prowadziła marszałkowska instytucja Lubelskie Centrum Innowacji i Technologii, której dyrektorem jest obecnie Krzysztof Maziakowski.
Zamówienie zdobyła Pracownia Projektowa Maxpol z Radomia. Zresztą tak samo stało się w przypadku opracowania dokumentacji dla innej marszałkowskiej nieruchomości – tzw. Domu Aktora przy ul. Radziszewskiego. Tam prace budowlane już trwają, a gdy przebudowa się zakończy mieszkania staną się biurami. W przetargu na obiekt przy ul. Karłowicza pracownia z Radomia miała dwóch konkurentów. Jej oferta została wybrana 12 lipca 2022 r., a za prace miała otrzymać 393 600 zł.




Wieżowiec przy ul. Karłowicza 4 został wzniesiony pod koniec lat 60. XX wieku i miał być jednym z trzech zaplanowanych w tej okolicy (Fot. sko)
– W przypadku budynku przy ul. Radziszewskiego także mieliśmy problemy w kontaktach z województwem, które i w tym przypadku było inwestorem. Wiele rzeczy, które leżały po stronie inwestora lub inwestora zastępczego, wykonaliśmy my. Jednak to, co dzieje się w przypadku obiektu przy ul. Karłowicza, to już jakiś absurd – mówi nam Robert Maj z Maxpolu.
Projektant mówi nam, że LCIiT nie odbiera zamówionego projektu. Jak tłumaczy Robert Maj, to zrozumiałe gdy inwestor żąda jakichś poprawek. Ale są sytuacje, kiedy po prostu milczy. – Mamy za sobą wiele różnych projektów, także w Lublinie. Projektowaliśmy dla Politechniki Lubelskiej, KUL, czy Uniwersytetu Medycznego. Mamy doświadczenie i reputację. Nigdy bym nie pomyślał, że właśnie w Lublinie spotka nas taka sytuacja – stwierdza.
Rzecz w tym, że co jakiś czas w marszałkowskiej instytucji zmieniali się pracownicy, którzy mieli zajmować się inwestycją. Ale, że nie mieli żadnej wiedzy potrzebnej do jej pilotowania.
– Nawet takie sprawy formalne, jak uzgodnienia z KOWR-em, czy bankiem. Ja osobiście jeździłem np. do PGE. Wzięliśmy to na siebie, choć to zadanie inwestora – opowiada Maj.
Podejrzewa, że wszystko może mieć jeden cel – nieodebranie dokumentacji i niezapłacenie projektantom za pracę. – Urzędnicy chcą nas pogrążyć. Być może w ogóle nie zależy im na przebudowie budynku, bo zrozumieli, jak wielkie to są koszty. W 2022 roku było to 39 893 686 zł – wylicza Robert Maj.


„Nie ma kto odpowiedzieć”
Jak mówi nam jeden z byłych już pracowników Urzędu Marszałkowskiego, pomysły, aby wyremontować Karłowicza 4, pojawiały się już wcześniej. – W poprzednich kadencjach, za poprzednich marszałków. Jednak za każdym razem, gdy okazywało się, ile milionów to może kosztować, to każdy dochodził do wniosku, że lepiej jest to sprzedać. Albo wyburzyć i sprzedać działkę – słyszymy.
Robert Maj przyznaje, że przebudowa będzie kosztowna. – Jeżeli komuś się wydaje, że unowocześnienie budynku i dostosowanie go do obecnych wymagań, to tylko zamontowanie na dachu fotowoltaiki, to się myli. Montaż paneli wymaga wymiany całej instalacji w budynku. Tymczasem ze strony zamawiającego był znacznie poważniejszy pomysł, bo otoczenie budynku panelami. Nie tylko na dachu, ale z każdej strony. Nawet północnej, gdzie nie jest to możliwe – opowiada.
Maxpol pisał już w tej sprawie nie tylko do Lubelskiego Centrum Innowacji i Technologii, ale także do zarządu województwa, Przemysława Czarnka a nawet do prezesa Prawa i Sprawiedliwości Jarosława Kaczyńskiego. – Nie powiem, prezes zachował się w porządku. Zapytał marszałka o sprawę. Otrzymałem tę odpowiedź. Marszałek napisał prezesowi Kaczyńskiemu, że województwo czuje się przez naszą firmę pokrzywdzone – relacjonuje Maj.
My pierwsze pytania o tę sprawę do LCIiT oraz Urzędu Marszałkowskiego wysłaliśmy 18 czerwca. Potem były kolejne maile i telefony. W końcu w sekretariacie LCIiT usłyszeliśmy, że odpowie Urząd Marszałkowski. Ale do tej pory, mimo kolejnych próśb, nie odpowiedział.
– Podejrzewam, że nie ma kto odpowiedzieć. Pracują tam ludzie bez wiedzy i praktyki. Nie ma tam chyba nikogo, kto potrafiłby przygotować przetarg i oszacować koszty przebudowy – pomstuje Rafał Maj.
Zamierza teraz napisać do wojewody lubelskiego. Wystosował już skargę, za pośrednictwem zarządu województwa, do sejmiku województwa. Po dwóch miesiącach wysłał kolejne pismo, prosząc o informacje, komu i kiedy skarga została przekazana. Odpowiedzi nie dostał.
– Tak się wykańcza prywatną firmę za publiczne pieniądze. A nie są to wielkie kwoty dla województwa, ale dla Maxpol to być albo nie być. Za cztery lata pracy mamy otrzymać tyle, ile pracownicy działu w LCIiT zajmujący się tą inwestycją zarabiają pewnie w pół roku – kwituje Robert Maj.
Wielkie plany lubelskiego city
Wieżowiec przy Karłowicza jest wspomnieniem nie do końca zrealizowanych planów z lat 1967-1975. Wtedy właśnie władze PRL uznały, że odmienią tę część Lublina i zrobią z niej coś, co dziś byśmy nazwali „city”, albo dzielnicą biznesową. Jak jednak pisze Elżbieta Mazur-Błotnicka w repozytorium KUL, idea mająca zakiełkować w okolicach ul. Hempla nigdy się nie ziściła. Postawiono tylko ten jeden wieżowiec.
– W Lublinie śmiałe pomysły wyburzania obiektów zabytkowych i zastępowania ich modernistyczną architekturą o skali znacznie przewyższającej zabytkowe otoczenie, składające się z XIX-wiecznych kamienic, napotkały na opór, przede wszystkim Miejskiej Konserwator Zabytków. Trudno sobie dzisiaj wyobrazić powtórzenie w niewielkich odstępach kilku wieżowców z propozycji konkursowej Miastoprojektu – o skali jedenastokondygnacyjnego budynku przy ul. Karłowicza 4, który jest jedynym socmodernistycznym akcentem tego kwartału – w tej stosunkowo niewielkiej przestrzeni. Jeszcze bardziej obecnie wyglądałyby tu ponad dwa razy wyższe „drapacze chmur” ze zwycięskiej koncepcji krakowskich urbanistów – pisze Mazur-Błotnicka.
I dodaje: – Potrzeba dostosowania tego ponadpięćdziesięcioletniego już budynku do współczesnych wymogów technicznych jest bezdyskusyjna, a architektura tego okresu niezbyt dobrze się starzeje. Biorąc jednak pod uwagę wartość architektoniczną obiektu, należy zadbać o detal lub inne rozwiązania zaproponowane przez projektantów i zachować go jako przykład interesującego późnego modernizmu w Lublinie.




Świetna lokalizacja. Ja bym to wyburzył i postawił apartamentowiec \ akademik.
Architekty też nie są święte. Dla zleceń od instytucji „publicznych” pompują kosztorysy w kosmos, podczas gdy jak robią projekty dla deweloperuchów, to wiedzą od początku, że ich wybujałe fantazje tfurcze zostaną szybko zweryfikowane przez dewelo-buraczka.
Kwota 39 mln jest kosmiczna. Przypomnę, że za Pruszona miał miejsce dość zaawansowany remont biurwowca przy Wieniawskiej (m.in. stworzenie sali BOK na I piętrze, rozciągnięcie sieci tele-informatycznej, chyba też wymiana okien) a to wszystko bez wyłączania budynku z użytkowania. Nie znam dokładnych kwot kosztu, ale to było na pewno rząd wielkości mniej.
Inną kwestią decydującą o tym, że takie remonty stały się „nieopłacalne”, jest potężna nadpodaż powierzchni biurwowej w Dziadogrodzie oraz fakt, że większość urzędów lokuje się w nowocześniejszych obiektach najmowanych od dewelo-pijawek.
Dawno dawno temu (lata 2005-2015) budowa nowych biurwowców/galerii i późniejszy ich wynajem wydawały się kurą znoszącą złote jajka, a dewelo-planiści chętnie rozdawali zgody na ich budowę gdzie popadnie.
Obecnie jedną z głównych aktywności dewelo-pijawek stało się uzyskiwanie zgód na zmianę przeznaczenia z terenów handlu/usług/biur pod kurnikowce (jak to miało miejsce np. w przypadku cfaniako-projektu warszawska 2 i dziesiątkach innych lokalizacji), a „planiści” z rathausu ponownie wypełniają te życzenia „inwestorów”.
Tak, jak w 2010 roku przewidywali (czy udawali, że przewidują) Wielki Rozkwit Usług B2B, handlu, IT itp., tak samo teraz „przewidują” 450-500 tys. mieszkańców w Zwijogrodzie do 2050 r. i stosownie do tych rojeń kroją wszystko co popadnie pod kurnikowce.
Stąd schemat 'mania->upadek’, który miał miejsce w przypadku biurwowców/galerii, teraz powtórzy się najprawdopodobniej na kurnikowcach, z tą różnicą, że tym razem już nie będzie kolejnego wyższego szczebla piramidy, na który można by znowu przekształcić przeznaczenie tych terenów.
Architekty też nie są święte. Dla zleceń od instytucji „publicznych” pompują kosztorysy w kosmos, podczas gdy jak robią projekty dla deweloperuchów, to wiedzą od początku, że ich wybujałe fantazje tfurcze zostaną szybko zweryfikowane przez dewelo-buraczka.
Kwota 39 mln jest kosmiczna. Przypomnę, że za Pruszona miał miejsce dość zaawansowany remont biurwowca przy Wieniawskiej (m.in. stworzenie sali BOK na I piętrze, rozciągnięcie sieci tele-informatycznej, chyba też wymiana okien) a to wszystko bez wyłączania budynku z użytkowania. Nie znam dokładnych kwot kosztu, ale to było na pewno rząd wielkości mniej.
Inną kwestią decydującą o tym, że takie remonty stały się „nieopłacalne”, jest potężna nadpodaż powierzchni biurwowej w Dziadogrodzie oraz fakt, że większość urzędów lokuje się w nowocześniejszych obiektach najmowanych od dewelo-pijawek.
Dawno dawno temu (lata 2005-2015) budowa nowych biurwowców/galerii i późniejszy ich wynajem wydawały się kurą znoszącą złote jajka, a dewelo-planiści chętnie rozdawali zgody na ich budowę gdzie popadnie.
Obecnie jedną z głównych aktywności dewelo-pijawek stało się uzyskiwanie zgód na zmianę przeznaczenia z terenów handlu/usług/biur pod kurnikowce (jak to miało miejsce np. w przypadku cfaniako-projektu warszawska 2 i dziesiątkach innych lokalizacji), a „planiści” z rathausu ponownie wypełniają te życzenia „inwestorów”.
Tak, jak w 2010 roku przewidywali (czy udawali, że przewidują) Wielki Rozkwit Usług B2B, handlu, IT itp., tak samo teraz „przewidują” 450-500 tys. mieszkańców w Zwijogrodzie do 2050 r. i stosownie do tych rojeń kroją wszystko co popadnie pod kurnikowce.
Stąd schemat 'mania->upadek’, który miał miejsce w przypadku biurwowców/galerii, teraz powtórzy się najprawdopodobniej na kurnikowcach, z tą różnicą, że tym razem już nie będzie kolejnego wyższego szczebla piramidy, na który można by znowu przekształcić przeznaczenie tych terenów.
Architekty też nie są święte. Dla zleceń od instytucji „publicznych” pompują kosztorysy w kosmos, podczas gdy jak robią projekty dla deweloperuchów, to wiedzą od początku, że ich wybujałe fantazje tfurcze zostaną szybko zweryfikowane przez dewelo-buraczka.
Kwota 39 mln jest kosmiczna. Przypomnę, że za Pruszona miał miejsce dość zaawansowany remont biurwowca przy Wieniawskiej (m.in. stworzenie sali BOK na I piętrze, rozciągnięcie sieci tele-informatycznej, chyba też wymiana okien) a to wszystko bez wyłączania budynku z użytkowania. Nie znam dokładnych kwot kosztu, ale to było na pewno rząd wielkości mniej.
Inną kwestią decydującą o tym, że takie remonty stały się „nieopłacalne”, jest potężna nadpodaż powierzchni biurwowej w Dziadogrodzie oraz fakt, że większość urzędów lokuje się w nowocześniejszych obiektach najmowanych od dewelo-pijawek.
Dawno dawno temu (lata 2005-2015) budowa nowych biurwowców/galerii i późniejszy ich wynajem wydawały się kurą znoszącą złote jajka, a dewelo-planiści chętnie rozdawali zgody na ich budowę gdzie popadnie.
Obecnie jedną z głównych aktywności dewelo-pijawek stało się uzyskiwanie zgód na zmianę przeznaczenia z terenów handlu/usług/biur pod kurnikowce (jak to miało miejsce np. w przypadku cfaniako-projektu warszawska 2 i dziesiątkach innych lokalizacji), a „planiści” z rathausu ponownie wypełniają te życzenia „inwestorów”.
Tak, jak w 2010 roku przewidywali (czy udawali, że przewidują) Wielki Rozkwit Usług B2B, handlu, IT itp., tak samo teraz „przewidują” 450-500 tys. mieszkańców w Zwijogrodzie do 2050 r. i stosownie do tych rojeń kroją wszystko co popadnie pod kurnikowce.
Stąd schemat 'mania->upadek’, który miał miejsce w przypadku biurwowców/galerii, teraz powtórzy się najprawdopodobniej na kurnikowcach, z tą różnicą, że tym razem już nie będzie kolejnego wyższego szczebla piramidy, na który można by znowu przekształcić przeznaczenie tych terenów.
Ciekawe, dlaczego przetargi wygrywa wciąż firma projektowa z Radomia. Polecam przyjrzeć się jakości dokumentacji, jaką „produkują”.
Nie bardzo czaję, co Don Kiszot miał na myśli w ostatnim tiktłoku w/s „zapotrzebowania na mieszkania”.
Jest tam mowa, o 80k osób potrzebujących jako dolna „realna” granica (wg. GUS) w zestawieniu z rojeniami rathausa (bodajże 120k).
Podczas gdy cyfry faktycznie realne powinny być UJEMNE.
Zwijogród ma 8 pozycję wśród dużych miast pod względem tempa wyludniania (dynamika -0,49% w 2025 roku, czyli minus 1620 Dziadogrodzian, czyli zwolnionych kurników ok 500-1000 unitów/rok, dodatkowo ok 3-4k/rok nowych unitów stawianych każdego roku przez nasze pracowite dewelo-pszczółki).
Ta demo-dynamika będzie przyspieszać swój lot w dół w latach kolejnych, oceniam, że maksymalnie osiągnie ona minus 5k dusz/rok gdzieś ok. 2030 roku.
Na jakiej bazie było szacowane ww. „zapotrzebowanie”. Na tym, ile będą w stanie jeszcze łyknąć lekarze 100-300k/m-c?
Coś mi się nie klei ten titłok.
PS. Kiedy przyjdzie admin i wykasuje 2 kopie wrzutki powyżej, której system nie przyjmował, a za 3-cią próbą wrzucił wszystkie 3?
Żyjemy niestety w państwie z dykty, gdzie małych przedsiębiorców się wyniszcza za wszelką cenę w imię własnych interesów. Tak to jest gdy pisowcy z urzędu lubelskiego się za coś zabierają
Czy niezadowoleni urzędnicy piszą tutaj komentarze przeciwko polskim przedsiębiorcom? Czy mi się wydaje?
Dlaczego nasz kraj niszczy małych przedsiębiorców? To juz chyba jest norma czy mi sie wydaje?
@banaluch
Tak, masz urojenia typowe dla neo-pańszyźniaków żyjących w kulcie b0lskiej cieciembiorczości oraz dla samych b0lskich ciiciembiorców.
Biurwy i cieciembiorcy razem składają się na jarzmo, które musi dźwigać człowiek pracy. A że czasami jedni i drudzy formują się w klany, które wzajemnie kopią pod sobą dołki, to jest dokładne odwzorowanie kultury Sarmacji, która non-stop bawiła się w różne wzajemne podjazdy, a jednoczyła się tylko wtedy, kiedy „plebs” próbował podnieść łeb przeciwko chomątu.
A same architekty to także biurwy, tyle że nieco bardziej utalentowane. Na co dzień robią chałtury dla deweloperuchów i następnie po kreśleniu tych wymagających wyobraźni jedynie w dziedzinie koszto-minimalizacji paździerzy kurnikowych próbują odreagować i rozwinąć skrzydła na zleceniach publicznych, czego skutkiem jest przesunięcie wahadła w przeciwną stronę (minimalizacja funkcji, maksymalizacja formy i kosztów), czego przykładem jest m.in. bizancjum miernopolitalne.
Patrząc na wiejący pustkami budynek CSK widoczny jest brak odpowiedzialności urzędników urzedu marszałkowskiego za jakość wykonywanych usług. A jeżeli błędy nie mają poważnych konsekwencji to system nie ma motywacji do eliminowania słabych pracowników.
I jeszcze kultura organizacyjna – w urzędzie ważniejsze może być „żeby procedura się zgadzała” niż rzeczywiste rozwiązanie problemu mieszkańca. I właśnie tak powstają problemy z wieżowcem na Karłowicza… Urzędnicy z nudów wykombinowali sobie remont budynku, później zaskoczyła ich wartość tego remontu, a całą winę zrzucą na małą firmę. I nic się nie stało, pensja co miesiąc na koncie, premie i trzynastki. A kto bogatemu zabroni?
Znowu wstyd dla Lublina. Czy marszałek w ogóle wie, co dzieje się w jego własnym urzędzie? Jego urzędnicy nie żyją przecież z własnej kieszeni – pensje dostają z podatków ludzi, w tym przedsiębiorców, których decyzjami urzędu coraz bardziej się dobija.
Najpierw niszczy się małe firmy, czyli tych, którzy realnie tworzą miejsca pracy i płacą podatki, a potem udaje się, że wszystko jest w porządku. To krótkowzroczność i zwyczajny brak szacunku dla ludzi, którzy finansują funkcjonowanie tego urzędu.
I jeszcze jedno: po co marszałkowi aż tyle budynków? Czy naprawdę nie można było części z nich przekazać szkolnictwu wyższemu i wykorzystać ich z pożytkiem dla mieszkańców? Zamiast mnożyć urzędniczą przestrzeń, warto byłoby wreszcie zacząć myśleć o interesie mieszkańców i lokalnej gospodarki.
Mam nadzieję, że nadejdzie ten dzień, kiedy kraśnicką bandę wyprowadzi z urzędu CBA.
Mało nie padłam na kolana „Marszałek napisał prezesowi Kaczyńskiemu, że województwo czuje się przez naszą firmę pokrzywdzone”? Przecież wcześniej remont projektowała firma z Lublina i musiała przerwać prace. Teraz następna ma problem? Wygląda to na niekończący się remont, w którym pracownicy urzędu mają robotę na lata, organizują przetargi a budynek straszy w centrum Lublina. Która firma będzie następna?
Co to za Lubelskie Centrum Innowacji i Technologii? Jakie oni technologie stosują? Jakie innowacje? Kim oni są i jakie mają wykształcenie? Po co istnieją?
Technologia i innowacja: przepowiadanie przyszłości z kart (tarot, karty klasyczne), interpretowanie snów i znaków, stawianie horoskopów i wróżb z liczb (numerologia). Dzięki nim marszałek zna swoją przyszłość 😁
Problem polega na tym że w Lublinie rozgościła się kraśnicka banda stawiarski wcisło pora żeby ci ludzie wrócili do siebie
@Podatnik
CSK wieje przede wszystkim pogardą dla „plebsu”.
Raz, że jego funkcja była od początku dedykowana snobom z Wypchanymi Portfelami, żeby po ciężkim tygodniu poganiania wyrobników, mogli zrelaksować się, smakując „wyższą kulturę” w otoczeniu im podobnych. Problem w tym, że dla nowobogackich performanse tam odgrywane po prostu wieją nudą (słusznie czy nie) i stąd w konsekwencji wieje tam pustką. Lepiej zabrylować np. w jakiejś mega-zdzierczej karczmie, albo co weekend robić sobie jakieś city-break – wyrychtowali im lotnisko, to czemu nie.
Dwa – region wyszastał 170 mln, mimo (czy dlatego) że samofinansujące się potencjalnie budownictwo komunalne praktycznie nie istniało nawet w jego stolicy. Za tą kwotę wówczas można było postawić ponad tysiąc kurników społecznych, których użytkownicy by następnie spłacali w rozsądnym czynszu zaciągnięte na budowę tych komunałek kredyty, w przeciwieństwie do Bizancjum, które rok w rok pochłania kolejną, niemałą kwotę dotacji (ok. 20 mln każdego roku).
———————–
To jest całe sedno sprawy, że w kapitalizmie na bezużyteczne pomniki „sukcesu” praktycznie nigdy nie brakuje pieniędzy, natomiast każda złotówka, która mogłaby służyć poluzowaniu chomąta „plebsu”, przez np. zmniejszenie kosztów życia, w tym pozyskania dachu nad głową, jest oglądana dokładnie z każdej strony. Wkład jałmużny z UE na dofinansowanie mieszkalnictwa społecznego w B0landii to wg. AI ok. 100-150 mln euro (400-600 mln) w skali CAŁEGO KRAJU, co stanowi pewno coś w okolicach 1 promila całej jałmużny.
I jest to zrozumiałe, ponieważ UE służy kapitalistom i nie ma interesu, aby chomąta ludzi pracy były poluzowane.
Ciekawe jak bardzo zdemolowany tym remontem miałby być ten wieżowiec. W ostatnich latach w Lublinie zniszczono w ramach remontów elewacje „bliźniaków zus” na Zana czy hotelu Victoria, usuwając oryginalne panele i robiąc 8m obrzydliwe elewacje z tynku pomalowanego na pstrokate (zus) lub szarobure (victoria) kolory, degradując w ten sposób miejski krajobraz…
Tymczasem Baba w Kasku wniosła bodajże swoją pierwszą interpelację i od razu trafiła na główną stronę wypoku.
Poczytajcie sobie o aferach urzędu marszałkowskiego na Wikipedii
Jest możliwe, że Urząd Marszałkowski trafi wreszcie do „Ukrytej Prawdy” na wiele odcinków. NIK w tym roku skontrolowało Urząd Marszałkowski oraz trzy spółki: Lubelskie Dworce S.A. (100% województwa), Lubelski Regionalny Fundusz Rozwoju (100%) i Port Lotniczy Lublin (47%). Stwierdzono szereg konkretnych nieprawidłowości: nienależne odprawy, wypłaty za używanie prywatnych samochodów, zawyżone wynagrodzenia i dziwne darowizny. NIK zawiadamia prokuraturę.
Dziwny jest wykonawca, który pisze w sprawie kontraktu do prezesa partii ( z pisem zawierał umowę?), a nie korzysta z legalnej drogi. Czyżby bał się procesu sądowego, to jest naturalna droga gdzie strony przedstawiają swoje argumenty. A może sprawa pozyskania samego kontraktu jest tutaj kluczowa
@ czytelnik
I dlatego potrzebna jest Prokuratura. Niech sprawdzi dlaczego wykonawca pisze w sprawie kontraktu do prezesa partii? Dziwne.
Jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze a nie o faktury
Firma istnieje od 1989, nieprzerwanie. Mała i skromna, rodzinna. Polskiej patologii urzędniczej nie przeszkadza nękać Polaków, a nawet i Polak szczeknie coś przeciwko architektom w imię wojny z deweloperami. Żałosne. Polacy, pomagajcie swoim, zawsze na to wszystkich uczulam. Firmie trzeba pomóc a nie jej przeszkadzać.