8 minut czytania • 23.10.2025 21:01
Nauczyciel i uczennice z Odzieżówki. Zaczęło się od sms-ów, kończy na procesie dyscyplinarnym
Udostępnij
Przez kilka lat utrzymywał kontakty, również seksualne, ze swoimi niepełnoletnimi uczennicami. Właśnie odbyła się jego pierwsza rozprawa dyscyplinarna w Kuratorium Oświaty. Niewykluczone, że Rzecznik Dyscyplinarny zajmie się też inną nauczycielką z Zespołu Szkół Odzieżowo-Włókienniczych w Lublinie.
Ten artykuł powstał dzięki wsparciu Czytelników. Nie czekaj, wspieraj.
nr konta: 71 1090 2590 0000 0001 4947 2615
zostań patronem: patronite.pl/jawnylublin
szybki przelew: jawnylublin.pl/wplacam
paypal: kontakt@fundacjawolnosci.org
Przed rozprawą Marian M. nie chciał o tej sprawie rozmawiać. Stwierdził jedynie, że „może później”. Wysoki mężczyzna po czterdziestce zjawił się dziś w Kuratorium Oświaty w Lublinie, gdzie swoją rozprawę dyscyplinarną. Stanął przed trzyosobową komisją, której przewodniczyła Dorota Michalska. W posiedzeniu brała też udział Marzenna Grzeszczyk, Rzecznik Dyscyplinarny ds. Nauczycieli przy Wojewodzie Lubelskim. Rozprawa toczyła się za zamkniętymi drzwiami – na wniosek Mariana M. i jego obrończyni została wyłączona jawność.
M. to były już nauczyciel fotografii w Zespole Szkół Odzieżowo-Włókienniczych. O nim, szkole i dyrektorce placówki pisaliśmy w ostatnich tygodniach wielokrotnie.
Monika decyduje się mówić
Szkoła przy ul. Lwowskiej nigdy nie cieszyła się w mieście najlepszą opinią. Zwykle nie jest to pacówka tzw. pierwszego wyboru, w dużej części trafiają tu młodzi ludzie, którzy nie dostali się gdzie indziej. Ale obecni i byli uczniowie ZSOW, z którymi rozmawialiśmy, nie narzekali. Chwalili kreatywne zajęcia, z mody czy fotografii, cieszyli się swoim towarzystwem: – Tu są fajni ludzie – mówił nam jeden z uczniów, a jego koleżanka entuzjastycznie przyznała: – Pokochałam szycie.
Jest październik 2022 roku, gdy do dyrektorki ZSOW Haliny Rybczyńskiej przychodzi Monika (imię zmienione), absolwentka szkoły. Opowiada ze szczegółami o tym, co jeszcze kilka miesięcy ją łączyło z nauczycielem fotografii. Mówi o erotycznych wiadomościach, seksie, mieszkaniu razem.
– Zaczął zapraszać mnie do siebie, kiedy nie było jego współlokatorki – nam również dziewczyna opowiedziała swoją historię. Dużo rozmawiali. Mężczyzna coraz lepiej poznawał nastolatkę, wiedział o jej problemach w rodzinnym domu, trudnych relacjach z ojcem. Seks po raz pierwszy uprawiali gdy była w pierwszej klasie technikum. Ona miała 17 lat. On 36.
– Często nie miałam ochoty, ale czułam taką powinność. Jeśli coś w trakcie stosunku mnie bolało, to raczej nie zwracał na to uwagi, a ja bałam się o tym mówić. Musiał zostać zaspokojony. Spełniał swoje seksualne zachcianki. Zaczął również wypytywać mnie o koleżanki z klasy i szkoły. Czy o nim rozmawiają, czy jest dla nich atrakcyjny – opisywała Monika.
W dyrektorkim gabinecie zdradziła, że dziewczyn było więcej. Nie z każdą M. miał mieć relacje seksualne. Jedna dalej uczęszcza o ZSOW. Ale dyr. Rybczyńska wszystkie informacje o zachowaniu swojego podwładnego zachowuje dla siebie. W rozmowie z M. zapowiada mu, że decyzję w jego sprawie podejmie na początku listopada. Ale M. nie czeka. Odchodzi ze szkoły sam, z czystą kartoteką. Zatrudnia się w innej placówce poza Lublinem. Już tam nie pracuje.
Tymczasem szkolne korytarze huczą od plotek. W końcu jedna z uczennic podchodzi na przerwie do nauczyciela Michała Patronia i pokazuje krążące wśród młodzieży screeny rozmów M. z Moniką. Patroń skleja strzępki informacji w całość, nabiera pewności, że wydarzyło się tutaj coś złego, ale w pokoju nauczycielskim i gabinecie dyrektorki odbija się od ściany. Dlatego w maju br. zaczyna pisać do Urzędu Miasta, Rzecznika Praw Dziecka i Lubelskiego Kuratorium Oświaty. W tym samym czasie trzy młode kobiety składają zawiadomienie do prokuratury, a Rzecznik Dyscyplinarny ds. Nauczycieli przy Wojewodzie wszczyna postępowanie wobec Mariana M. i dyrektor Rybczyńskiej. Sprawą zajmuje się też lubelska prokuratura. A dyrektorka stara się o angaż na kolejną kadencję.
Z końcem sierpnia wygrywa konkurs na stanowisko dyrektora i prezydent Lublina Krzysztof Żuk powierza jej misję prowadzenia placówki przez kolejne 5 lat. To drugi konkurs, bo z pierwszego, kilka tygodni wcześniej, Rybczyńska sama się wycofuje. Toczy się wówczas w jej sprawie postępowanie dyscyplinarne – finalnie zostaje ono umorzone z powodu przedawnienia.
We wrześniu szeroko opisujemy tę sprawę . Kilka dni później Lubelski Kurator Oświaty Tomasz Szabłowski zwołuje w szkole posiedzenie Rady Pedagogicznej, a uczniowie urządzają przed szkołą pikietę. – Murem za Patroniem – krzyczą trzymając transparenty „Chcemy czuć się bezpiecznie”. Na jaw wychodzi, że o relacjach Mariana M. z uczennicach wiedziało też kilkoro innych nauczycieli. Na spotkaniu z uczniami szkoły kurator zdradza, że dwoje się do tego przyznało.
Do szkoły z kontrolą wchodzi kuratorium i Urząd Miasta. W końcu dyrektorka zostaje zawieszona, a 13 października odwołana ze stanowiska.
„ (…) rażąco nienależyte pełnienie przez Panią Halinę Rybczyńską funkcji dyrektora w zakresie nadzoru pedagogicznego oraz bezpieczeństwa uczniów, powoduje nieprawidłowe funkcjonowanie placówki i stanowi zagrożenie dla interesu publicznego i społecznego, jak również stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa psychicznego i fizycznego uczniów, przez co stanowi szczególnie uzasadniony przypadek do odwołania z pełnionej funkcji w czasie roku szkolnego. Naruszenia dokonane przez Panią dyrektor są na tyle istotne i poważne, że nie pozwalają na dalsze wykonywanie przez nią obowiązków w ramach funkcji kierowniczych, a także kierowanie sprawami Zespołu. Przytoczone okoliczności obiektywnie powodują destabilizację pod względem dydaktycznym, wychowawczym i opiekuńczym jednostki oświatowej, a jedyną możliwością zapobieżenia takiej sytuacji jest odwołanie dyrektora” – uzasadnia swoją decyzję prezydent Żuk.
A zastępca prezydenta odpowiedzialny za edukację, Mariusz Banach kieruje do prokuratury kolejne zawiadomieniej. Agnieszka Kępka, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Lublinie, informuje, że obecnie prowadzone są dwa postępowania. Pierwsze dotyczy nauczyciela, drugie – dyrektorki. Nikomu na razie nie przedstawiono zarzutów.
O Lublinie w Warszawie
O tę sprawę zapytał prezydenta Lublina radny miejski PiS Tomasz Gontarz. Okazuje się, że jeszcze w 2024 roku placówka była kontrolowana, ale tylko pod względem finansowym. Ocena była pozytywna.
Ale Gontarz pyta też o kwestię, na którą jako pierwsza uwagę zwróciła aktywistka Alina Czyżewska. Czy jeżeli pierwszy konkurs na dyrektora szkoły został unieważniony (jedyna kandydatka Halina Rybczyńska się wycofała), to miasto miało prawo ogłosić kolejny? „(…) w przypadku nierozstrzygnięcia konkursu organ prowadzący powierza stanowisko kandydatowi ustalonemu w porozumieniu z kuratorem, a nie organizuje ponowny konkurs” – wytyka za Czyżewską radny.
Sekretarz miasta Andrzej Wojewódzki zapewnia, że prawo nie zostało złamane: „Żaden przepis powszechnie obowiązujący nie ogranicza liczby ogłoszonych konkursów przez organ prowadzący. Wobec powyższego w omawianym przypadku, w związku z wycofaniem jedynej oferty w trakcie pierwszego konkursu i nierozstrzygnięciem go oraz możliwością przeprowadzenia transparentnej procedury konkursowej, nic nie stało na przeszkodzie, aby konkurs ogłosić ponownie” – odpowiada radnemu.
O sprawę zapytał Ministerstwo Edukacji Narodowej poseł PiS Michał Moskal. Wiceminister Henryk Kiepura wyjaśnia, że faktycznie – zgodnie z Kartą Nauczyciela – postępowanie dyscyplinarne jest umarzane po upływie dwóch lat od popełnienia czynu. Czyli w kontekście zachowania dyrektorki Rybczyńskiej tak właśnie się stało. Ale jednocześnie wiceminister dodaje, że wyjątkiem jest m.in. sytuacja, w której „popełniono czyn o charakterze seksualnym na szkodę małoletniego – wówczas przedawnienie nie może nastąpić przed ukończeniem przez niego 24 lat (art. 85o ust. 2 ww. ustawy)” – wskazuje jasno Kiepura.
Czemu zatem wątek dyrektorki nie miał ciągu dalszego? Bo nikt od decyzji Rzecznika Dyscyplinarnego się nie odwołał. A kto mógł? Halina Rybczyńska lub Rzecznik Praw Dziecka.
Wiceminister dodaje, że trwają prace nad zmianą przepisów „w zakresie przedawnienia odpowiedzialności dyscyplinarnej”.
„W chwili obecnej w ramach prac Grupy roboczej do spraw odpowiedzialności dyscyplinarnej nauczycieli, powołanej w ramach Zespołu do spraw pragmatyki zawodowej nauczycieli prowadzone są dyskusje z przedstawicielami związków zawodowych zrzeszających nauczycieli oraz korporacji samorządowych na temat wprowadzenia w ustawie – Karta Nauczyciela szerokich zmian w zakresie odpowiedzialności dyscyplinarnej nauczycieli, w tym m.in. w zakresie przedawnienia odpowiedzialności dyscyplinarnej” – odpisuje wiceminister i dodaje: – „Poruszona przez Pana Posła sprawa dotycząca dyrektorów szkół, którzy rozwiązują stosunek pracy z nauczycielami, w sytuacji gdy powezmą informację o podejrzeniu popełnienia przez nich czynu o charakterze seksualnym wobec uczniów, a więc czynu naruszającego prawa i dobro dziecka oraz jednocześnie uchylają się od obowiązku zawiadamiania rzecznika dyscyplinarnego o powyższym, a także 2-letniego okresu, w którym może być wszczęte wobec tych dyrektorów postępowanie dyscyplinarne (z wyłączeniem czynów stanowiących przestępstwo) zostanie poddana analizie w ramach prac ww. Grupy roboczej”.
Interpelacja Moskala nie jest jedyną w tej sprawie. Kolejną wystosowała Joanna Mucha (Polska 2050) z pięcioma innymi posłankami. Pytają MEN o ewentualne zmiany przepisów dotyczących przedawnienia się czynów dyscyplinarnych. „Czy Ministerstwo planuje nowelizację przepisów w zakresie obowiązku zgłaszania podejrzeń przestępstw seksualnych wobec uczniów?” – dopytują posłanki. Chcą też wiedzieć czy planowany jest mechanizm tymczasowego zawieszenia nauczyciela w przypadku „poważnych sygnałów zagrożenia”? I jeszcze jedno pytanie: „Czy planowane jest utworzenie centralnego rejestru nauczycieli objętych postępowaniem dyscyplinarnym?”
Co (nie) powiedziała pani od informatyki
Tymczasem Rzecznik Dyscyplinarny zajmuje się kolejną nauczycielką z ZSOW. To Renata K., która uczy informatyki. Po pikiecie uczniów w czasie wizyty kuratora na swojej lekcji ostrzegła młodych ludzi, że „muszą się liczyć z konsekwencjami swoich czynów”. – Oskarżę o pomówienie, zajmie się tym mój pełnomocnik i będziecie mieli straszne nieprzyjemności – mówiła podniesionym głosem. Uczniowie jej słowa nagrali.
Nam opowiadali, że nauczycielka miała na szkolnym korytarzu skomentować sprawę: – Gdyby nie rozkładały nóg, to nic by się nie stało.
Na lekcji zaprzeczyła, że były to jej słowa, ale przyznała: – Nic takiego nie powiedziałam. Wiem, kto to powiedział, dyrekcja też dobrze wie, kto to powiedział.
Zawiadomienie do Rzecznika Dyscyplinarnego złożyła Alina Czyżewska. Teraz ten organ zdecyduje czy sprawę umorzyć – jak w przypadku dyrektorki – czy wszcząć postępowanie dyscyplinarne – jak w przypadku Mariana M.
Wróćmy do jego sprawy. Marzenna Grzeszczyk, Rzecznik Dyscyplinarny informuje, że kolejna rozprawa w Kuratorium Oświaty zaplanowana jest na 4 grudnia. – Strona wniosła o przesłuchanie świadków – nauczycieli ze szkoły – mówi.
Marianowi M. grozi nawet wydalenie z zawodu co oznacza, że nie będzie mógł już nigdy być przyjęty do pracy jako nauczyciel.
Na zdjęciu: Marian M., były nauczyciel Zespołu Szkół Odzieżowo-Włókienniczych w Lublinie. W środę odbyła się rozprawa dyscyplinarna w jego sprawie (Fot. sko)




Biorąc pod uwagę jak ubierają się niektóre uczennice no to można by to podłączyć pod prowokację a opisany przypadek no cóż nie oni pierwsi i nie jedyni a wystarczy spojrzeć na to co wyprawiają niektóre studentki na lubelskich uczelniach to jest dopiero sodoma i gomora
Ludzie mogą ubierać się jak chcą. Nie mów innym jak mają żyć.
Czytajcie że zrozumieniem, ABSOLWENKA szkoły, przychodzi do Pani Dyrektor i mówi, że w pierwszej klasie sypiała z nauczycielem. Ludzie myślący logiczne policzą i dodają 2 do 2. Jak dla mnie Pani Dyrektor jest niewinna. Według tego artykułu to już było przedawnienie. Dziewczynkę coś zirytowało.
@Barbara KUCHARZEWSKA Dyrektorka jest winna. Powzięła informacje o przestępstwie i nic z tym nie zrobiła. A relacja nauczyciel-uczennica jest zwyrolskie i to oczywiste że powinien zgnić w wiezieniu z Art. 199. kk. Pani Barbaro nigdy nauczyciel nie może wchodzić w takie relacje NIGDY. Ilość cierpienia Moniki jest niewyobrażalne i chwała że jest Jawny Lublin