4 minuty czytania • 11.09.2026 16:38
Na kłopoty zawodowe radnej PiS – zawsze pomogą drogowcy marszałka
Udostępnij
Na początku sierpnia Kamila Grzywaczewska otwiera wyremontowaną trasę. Robi to jako wiceprzewodnicząca Sejmiku Województwa Lubelskiego. Niecały miesiąc później zasiada za biurkiem w Zarządzie Dróg Wojewódzkich – marszałkowskiej instytucji. Wszystko po tym, jak porzuciła fotel prezeski klubu sportowego w Chełmie.
Chcesz prawdy o decyzjach urzędników, a nie wygładzonego PR-u? Wydajemy papierowy „Jawny Lublin”! Dorzuć się: zrzutka.pl/z/drukujemyjawnylublin
Na zdjęciu w letniej aurze 10 osób przecina czerwoną wstęgę, co symbolicznie podsumowuje remonty dróg wojewódzkich nr 812 i 816. Fotografię 5 sierpnia br. na Facebooku umieszcza Zarząd Dróg Wojewódzkich w Lublinie. – W 2025 roku na DW 812 wyremontowano łącznie 6,195 km dróg za kwotę 6 262 374,52 zł – wylicza ZDW. I wylicza oficjeli. To m.in. Marcin Szewczak członek zarządu województwa lubelskiego, Paweł Szumera dyrektor ZDW i Kamila Grzywaczewska. To radna PiS, wiceprzewodnicząca Sejmiku Województwa Lubelskiego.
ZDW to instytucja bezpośrednio podlegająca Urzędowi Marszałkowskiemu, którym kieruje marszałek Jarosław Stawiarski z PiS.

Na kłopoty – drogowcy
Mija niecały miesiąc i 1 września Kamila Grzywaczewska już pracuje w Zarządzie Dróg Wojewódzkich. Nie zajmuje wysokiego stanowiska – jest specjalistką w rejonie dróg wojewódzkich we Włodawie. Paweł Zdybel, który na stronie internetowej ZDW jeszcze kilka dni temu był wskazywany jest jako osoba do kontaktów z mediami, informuje, że do obowiązków Grzywaczewskiej należy m.in.: odpowiadanie dziennikarzom, wyszukiwanie i analizowanie artykułów prasowych, audycji radiowych oraz reportaży telewizyjnych, w których mowa o Zarządzie Dróg Wojewódzkich w Lublinie czy prowadzenie konferencji prasowych. Ma także zastępować innych pracowników podczas ich nieobecności i pełnienie nocnych dyżurów przy zimowym utrzymaniu dróg.
Teraz już na stronie zarządu to Kamila Grzywaczeska jest „rzecznikiem prasowym”.
Nie jest to zupełnie nowa praca radnej. Ale o tym piszemy dalej.
Kamila Grzywaczewska to jedna z ważniejszych osób w lubelskim PiS. Zasiadała w Narodowej Radzie Rozwoju (w sekcji poświęconej wsi) działającej przy prezydencie Andrzeju Dudzie. W 2025 r. została powołana, już przez prezydenta Karola Nawrockiego do Rady Rolnictwa i Obszarów Wiejskich. To także ma uzasadnienie, bo wcześniej (w erze rządów PiS w Polsce) Grzywaczewska była dyrektorką Krajowego Ośrodka Wspierania Rolnictwa. Gdy władza się zmieniła, sama poprosiła o przeniesienie na niższe stanowisko. Finalnie z KOWR odeszła. Ale w międzyczasie, w 2023 r., były wybory parlamentarne, w których polityczka walczyła o mandat senatorski. Przegrała z kandydatem PSL, Józefem Zającem. Znacznie lepiej poszło w wyborach w 2024 r. gdy zdobyła mandat radnej sejmiku.
Jak ujawniliśmy latem 2024 roku radna już raz znalazła zatrudnienie w marszałkowskim Zarządzie Dróg Wojewódzkich. Została tam rzeczniczką prasową a formalnie specjalistką w Wydziale Administracji i Zaplecza Technicznego Zarządu Dróg Wojewódzkich. I już wtedy była to kontrowersyjna decyzja. – Mieliśmy człowieka od takiej roboty. Nie polityka. Kogoś z zewnątrz. A teraz między innymi za kontakt z Wami będzie odpowiadać polityk – narzekali w anonimowym liście do naszej redakcji pracownicy ZDW.

Sport w Chełmie
Jej kariera wśród drogowców nie trwała długo. Już jesienią 2025 roku Kamila Grzywaczewska została prezeską Chełmskiego Klubu Sportowego. 100-procentowym właścicielem klubu jest miasto Chełm, a tam rządzi prawicowy, związany z PiS prezydent Jakub Banaszek. Wybór Grzywaczewskiej był zaskoczeniem, bo lokalni dziennikarze stawiali raczej na Dominika Małysa, dotychczasowego zastępcę prezesa klubu. – Decyzja Rady Nadzorczej była podyktowana potrzebą nowego impulsu dla klubu, który po awansie siatkarzy do PlusLigi stoi przed szansą na rozwój, ale i wyzwaniami organizacyjnymi oraz finansowymi – pisał wówczas Wschodni24.pl.
Fotel prezeski zajmowała do końca maja tego roku. Zrezygnowała ze stanowiska. – Jak poinformowała klub, decyzja została podjęta z przyczyn osobistych oraz z braku możliwości pełnej realizacji wszystkich obowiązków i zadań delegowanych na stanowisko prezesa zarządu. Dotychczasowa prezes pozostaje w strukturach Chełmskiego Klubu Sportowego, jednak nie jako członek zarządu spółki – informował Super Tydzień Chełmski.
Teraz radna wróciła do ZDW. Bo okazuje się, że zaczynając pracę w klubie sportowym nie zrezygnowała z zatrudnienia w ZDW. Pracuje tam od 7 sierpnia 2024 roku. – Przy czym wskazany okres uwzględnia roczny urlop bezpłatny udzielony na wniosek zainteresowanej w okresie od 1 września 2025 roku do 31 sierpnia 2026 roku – informuje Paweł Zdybel.
Radna zatrudniona jest na umowę o pracę na czas nieokreślony. Zdybel nie ujawnia, ile zarabia. Zgodnie z ostatnim oświadczeniem majątkowym (z kwietnia tego roku) Kamila Grzywaczewska w 2025 roku otrzymała 9,1 tys. zł z ZDW i 99,7 tys. zł z „Chełmianki”. Radna podaje jeszcze 7,2 tys. zł zasiłku chorobowego, na którym była po odejściu z klubu.



Znowu pojawia się wątek sportowy w dziedzinie nagradzania podręcznych neolibu.
Dać tym wszystkim ze zdjęcia po łopacie i do roboty zagonić.
O ile pamiętam przed byciem prezeską klubu sportowego ta pani będąca rzeczniczką drogowców została zapytana o pensję która miała wynosić 15000 zł i okazało się że odpowiedziała wtedy dziennikarzowi że ma rodzinę na utrzymaniu no pozdrawiam wszystkich którzy nie mają rodzin albo tych którzy rodziny są gorsze i trzeba napitalać za najniższą krajową
to jest tak zwana pazerność ale to dotyka wszystkich tych w Lublinie w regionie szkoda że tylko pojedyncze przypadki pokazują klasę
Ta Pani w ZDW bywała okazjonalnie.
Jak bywała w ZDW okazjonalnie, to pensje też powinni jej wypłacać okazjonalnie 🤔
… „Omnibuska” od lat !!! I zawsze musi dobrze zarabiać! Ambicja i duże ego!! A kompetencje ? Od KOWR w Zamościu po związki sportowe itd itd a teraz specjalistka od dróg … niezły misz-masz- grunt to dobry układ z Marszałkiem… na wieki
Jaja jak berety…. Przecież wiadomo jest, że odkąd Marszałek po ostatnich wyborach poczuł się wyjątkowo pewnie i usunął ze swojego otoczenia ludzi od byłego wicemarszałka z Biłgoraja, to zarówno w UMWL jak i jednostkach podległych będzie jeden wielki kabaret.
A ZDW z UMWL łączy wyjątkowa więź.
– Ja nie powiem o Twoich przekrętach, Ty nie powiesz o moich. Ty będziesz udawał, że nic nie widzisz i nie słyszysz i będziesz robił co Ci mówię – ja będę krył Ci d…ę i przymykał oko na Twoje wyskoki.
Zaskakujące jest to, że dyrekcja tej jakże zabetonowanej instytucji to jest jeden wieli misz masz polityczny – zwolennik PO, zwolennik PiS, zwolennik PSL i jedna chorągiewka, która popiera akurat tych, od których może coś wyciągnąć dla siebie i swojej rodziny.
I jeszcze ten udawany podział merytoryczny członków zarządu WL, gdzie to niby za drogi jest odpowiedzialny pan od Lotto a tak na prawdę to on nie ma nic do powiedzenia i każdą decyzję dotyczącą ZDW musi konsultować z marszalem i mieć jego zgodę na wszystko.
Tylko ludzi z ZDW w tym wszystkim najbardziej szkoda.
Ja na szczęście uciekłam już z tego obozu pracy bo ileż można być poniewieraną przez łysiejącego pana z kompleksami i jego przybocznego, zwanego w ZDW „pan czopek” albo „wazelina”.
Tylko wiecie, kochani czytelnicy i dziennikarze Jawnego Lublina – nikt, kto miał „przyjemność” pracować w tej instytucji a kto miał trochę inne zdanie niż Pan z niezbyt rozwiniętym zasobem słów i który swój brak kompetencji i dobrego wychowania przelewał na pracowników, to nikt nie pójdzie na skargę do Państwowej Inspekcji Pracy, bo brak dowodów. I nikt też nie pójdzie do Marszałka bo wiadomo, że zanim taka osoba wyjdzie z Urzędu na Grottgera to na Dobrzańskiego już będzie w kadrach czekało rozwiązanie umowy za porozumieniem stron i spreparowane materiały obciążające danego pracownika. A takich, z którymi wielce szanowny i miłościwie panujący profesor doktor habilitowany magister inżynier, robił co chciał, mieszał z błotem, obrażał, poniżał jest wielu.
A Pani K.G. – no cóż, znowu we Włodawie będzie oglądana od święta albo wtedy gdy będzie potrzebny jej samochód służbowy by pozałatwiać swoje sprawy.
Ale cóż, żaden dziennikarz z Jawnego Lublina, nie zajmie się tą chorą instytucją jaką jest ZDW, nie pogada z byłymi pracownikami, nie zainteresuje się przetargami, sprawami kadrowymi. Nikomu nie będzie się chciało pojechać do obwodu drogowego w Ostrowie Lubelskim czy w Józefowie i pogadać ze zwykłymi pracownikami albo do Rejonu we Włodawie czy w Hrubieszowie. Paliwo drogie no i po co się mają państwo dziennikarze narażać marszałkowi.
Wiecie, jak przyszłam do ZDW (jeszcze wtedy dinozaury po Lublinie biegały), byłam pełną nadziei, wiary, chęci do pracy młodą kobietą. A teraz….. depresja, brak chęci do życia…. Bo tak się zastanawiam – jakim trzeba być człowiekiem (że się tak górnolotnię wyrażę) żeby znęcać się psychicznie nad swoimi pracownikami, bez których byłoby się nikim….
I tym miłym akcentem, zakończę swój wywód i wracam do łóżka.
Pewnie jakiś dzień lub dwa po publikacji tej mojej pochlebnej wypowiedzi na temat jakże cudownej instytucji zajmującej się drogami, znowu na parkingu na przeciwko moich okien będę widziała pana wazelinę w samochodzie służbowym, który będzie obserwował….tylko właśnie co???
Pozdrawiam serdecznie wszystkich czytających.
W 100% zgadzam się z Panią z depresją. Zarząd Dróg Wojewódzkich w Lublinie to instytucja rodem z PRLu. Tam żeby pracować, to trzeba być pozbawionym wszelkich zasad i życia wewnętrznego. O moralności to już nawet nie wspomnę. A najlepiej doceniani są ci pracownicy, którzy:
– nic nie widzą, nic nie słyszą,
– do perfekcji opanowali umiejętność kłaniania się dyrekcji i przytakiwania im (nawet na największą głupotę)
– nie mają honoru ale za to mają umiejętność donoszenia na innych do dyrekcji (za to premie są ogromne),
– nie mają problemu w tym, by w czasie godzin pracy, wykonywać „prośby” dyrekcji nie związane nawet w 1% z zadaniami ZDW.
Ciekawych sytuacji, o których można by pisać, jest dziesiątki.
Ja Wam opiszę kilka takich najbardziej ciekawych (opiszę to za duże słowo bo nie chcę nikogo tutaj wkopać z moich, tych dobrych i przyzwoitych koleżanek i kolegów, którzy jeszcze tam zostali):
– wykonywanie przez pracowników jednego z Rejonów, prac polegających na budowie drogi dojazdowej, która zaczynała się przy drodze krajowej (oczywiście na polecenie „z góry” i bez żadnych kwitów. Wszystko na gębę);
– nabijanie się, w sposób bardzo wulgarny, dyrekcji z osób przebywających na długim L4 a po ich powrocie, dawanie do zrozumienia im, że nie są już mile widziani w tej instytucji,
– poniżanie pracowników przy osobach z zewnątrz,
– skłócanie ze sobą pracowników za pomocą rozpowszechniania nieprawdziwych plotek,
– rozliczanie pracowników z zużytych ołówków, długopisów, teczek tekturowych,
– śmianie się, nabijanie i obrażanie marszałków z urzędu, gdy oni tego nie słyszą, by potem gdy się ich widzi, kłaniać im się w pas,
– karanie pracowników za to, że nie chcą donosić na innych, np poprzez brak premii, nagród, podwyżek wynagrodzenia.
W tej betonowej instytucji, mobbing, znęcanie się psychiczne i różne formy prześladowania są na porządku dziennym. I nikt nic z tym nie robi, bo nikt nigdy nie zdobył na to żadnych dowodów. A ludzie się po prostu boją, szczególnie w ostatnim czasie, gdy znalezienie pracy w naszym województwie graniczy prawie z cudem.
Sama na szczęście znalazłam pracę gdzie indziej. ale pamiętam taką sytuację gdy po ostatnich wyborach samorządowych, gdy było wiadomo kto będzie odpowiadał za drogi w Urzędzie Marszałkowskim, z kilkoma osobami poszliśmy spotkać się z tym wicemarszałkiem. Była jedna osoba z Hrubieszowa, jedna z Włodawy, jedna z Parczewa i troje z ZDW z Lublina. I wtedy było nam obiecane, że tego dyrektora to już za 2-3 miesiące nie będzie i że wszystko się zmieni na lepsze. Miał być nowy dyrektor – menadżer z krwi i kości, miał być nowy dyrektor administracyjny, nowy od inwestycji, mieli zmienić się też niektórzy kierownicy w Rejonach i naczelnicy wydziałów. Plany były piękne. Był też przygotowany plan jak naprawić tę instytucję. I tym miał się zająć właśnie nowy dyrektor razem z dyrektorem administracyjnym. Ale na planach się skończyło. Dyrekcja została, Metody „pracy nad ludźmi” rodem z PRL uaktywniły się 100 razy bardziej, zostali wciśnięci nam politycy na różne stanowiska (bo przecież dla swoich miejsce się zawsze znajdzie – nawet gdy brak im kompetencji) a ci pracownicy, którzy tyrali jak woły, czasami po 16 godzin dziennie (8 godzin oczywiście w gratisie), odeszli z tej instytucji. A nawet z tego świata. Niestety.
Mimo, że nie ma mnie już tam trochę czasu, to nadal mam kontakt z kilkoma osobami. I każdy z nas czeka z utęsknieniem jak ze stanowiska zostanie odwołany marszałek i cały zarząd a następnie nasza dyrekcja. Jesteśmy umówione z dziewczynami, że idziemy wtedy pić z wdzięczności :-)
Ja mam nadzieję, że marszałkiem zostanie człowiek z Biłgoraja, który dla tej instytucji zrobił dużo dobrego.
A tak w ogóle czy Szanowna Redakcja Jawnego Lublina czasami zagląda na BiP UMWL i na przykład kojarzy osoby na stanowiskach dyrektorów departamentów lub ich zastępców?
Bo ja to bym chciała się dowiedzieć jak to się robi, że najpierw jest się sekretarką a za chwilę zastępcą dyrektora?
Albo czy znajomość i wcześniejsza praca dla Wojewody miała coś wspólnego z zostaniem dyrektorem jednego z departamentów.
Rozjebała klub sportowy to teraz rozjebie zdw 😊
Odeszła z klubu i poszła na zwolnienie lekarskie na ktorym odsłaniała tablice Wołyńskie… normalny człowiek by mial pieniadze na zwolnieniu zabrane i karę