Wesprzyj Kontakt

4 minuty czytania  •  04.10.2024 08:17

Mieszkańcy przegrali batalię z lex deweloper. Ale zapowiadają, że to nie jest koniec bitwy

Mieszkańcy przegrali batalię z lex deweloper. Ale zapowiadają, że to nie jest koniec bitwy

Udostępnij

Zgoda na budowę wieżowca przy u. Północnej nie narusza prawa – uznał wczoraj Wojewódzki Sąd Administracyjny w Lublinie, oddając skargę mieszkańców na uchwałę Rady Miasta, dzięki której znany deweloper będzie mógł dostawić w tym rejonie kolejny apartamentowiec.

Każdy, kto był na rogu ulicy Północnej i Kompozytorów Polskich, doskonale zdaje sobie sprawę, że czego jak czego, ale bloków jest tam już wystarczająco dużo. Rada Miasta uznała jednak, że uda się tu jeszcze postawić kolejny i to nie byle jaki, bo 44-metrowy, liczący kilkanaście kondygnacji. Co prawda miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego (mpzp) nie pozwala tu na tak wysoką zabudowę, ale inwestor – LUK Wysokiński i Wspólnicy – wystąpił do Ratusza w trybie lex deweloper. Ta ustawa daje mu dużo większą swobodę w kreśleniu planów inwestycyjnych, musi się tylko na to zgodzić Rada Miasta. Ta obiekcji nie miała i głosami radnych klubu prezydenta Krzysztofa Żuka uchwałę przyjęła.

Uchwała nie spodobała się małżeństwu i jednemu lokatorowi z sąsiednich bloków, którzy zaskarżyli ją do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Lublinie. Pisaliśmy o tym w lipcu. Konkretnie nie spodobał im się zapis dotyczący zwiększenia maksymalnej wysokości planowanego budynku z 32 m (zapisanych w mpzp) do wspomnianych 44 m. Dzięki temu blok będzie mógł mieć 13 kondygnacji.

Podniesienie poziomu zabudowy o trzy kondygnacje przyczyni się do znacznie większego poziomu zacienienia otaczających budynków. Zwiększenie wysokości budynku o przeszło 12 metrów spowoduje ograniczony dostęp do światła słonecznego – podniosła w skardze do WSA mecenas Dagmara Kucharska z warszawskiej kancelarii prawnej, do której o pomoc zwrócili się mieszkańcy.

Drugi z mieszkańców, który mieszkanie w bloku po sąsiedzku kupił od tego samego dewelopera w 2019 roku, zwraca z kolei uwagę na nieetyczne postępowanie przedsiębiorcy. Miało ono polegać na tym, że w emitowanym przed pięcioma laty w prospekcie deklarował inny sposób zabudowy nieruchomości, która dziś wywołuje takie kontrowersje.

Potężny budynek, który ma stanąc przy ul. Północnej, będzie mieć 13 kondygnacji nadziemnych

Lex deweloper to nie konstytucja

WSA w Lublinie nie podzielił jednak zastrzeżeń lokatorów i oddalił skargi. Jak podkreślał w ustnym uzasadnieniu sędzia Grzegorz Grymuza podstawowym założeniem ustawy lex developer jest to, że uchwałę w sprawie lokalizacji inwestycji mieszkaniowej podejmuje się niezależnie od ustaleń miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego.

Więc państwa podstawowy zarzut, że według planu miała tu być zabudowa użytkowa o mniejszej liczbie kondygnacji, nie może w jakimkolwiek stopniu świadczyć o tym, że zaskarżona uchwała narusza prawo – wyjaśnił sędzia Grymuza. Jak dodał, argument, że deweloper na etapie kupowania przez lokatorów mieszkań w sąsiednich blokach nie informował o takim sposobie zagospodarowania tego terenu jak obecnie planuje, też nie może być podstawą uchylenia uchwały Rady Miasta, bo jest to tylko kwestia wzajemnych stosunków pomiędzy lokatorami a deweloperem.

Niezadowolenia z takiego rozstrzygnięcia nie ukrywał przysłuchujący się ogłoszeniu wyroku jeden ze skarżących (chciał pozostać anonimowy, mieszka w bloku przy Kompozytorów Polskich 5). – Lex deweloper to nie jest konstytucja, traktowanie jej jako aktu nadrzędnego do innych ustaw jest moim zdaniem niezasadne. Myślę, że sąd w tym zakresie w ogóle nie zajął stanowiska – powiedział Jawnemu Lublinowi po wyjściu z sali rozpraw. A odnosząc się do samej uchwały Rady Miasta dodał: – To nie jest tak, że miasto może sobie bezkarnie w jedną stronę działać, bo nie do tego miasto zostało ustanowione jako organ reprezentujący głównie społeczność lokalną.

Jak dodał, po zapoznaniu się z pisemnym uzasadnieniem wyroku podejmie decyzję w sprawie ewentualnego złożenia skargi kasacyjnej do Naczelnego Sądu Administracyjnego.

„Odbieram panu głos”. I pracę

Na styczniowej sesji, gdy radni głosowali nad zgodą na budowę kilkunastopiętrowego apartamentowca przy ul. Północnej dla spółki LUK, debata była wyjątkowo burzliwa. Niektórzy radni opozycyjni radni z klubu PiS ostro krytykowali planowaną inwestycję. Na polecenie prezydenta Krzysztofa Żuka zapisy planu zagospodarowania przestrzennego w kontekście planowanego budynku miał wytłumaczyć ówczesny dyrektor Wydziału Planowania. To, co powiedział, bardzo się Żukowi nie spodobało.

Dyr. Mirosław Hagemejer przyznał, że jego wydział „stoczył utarczkę z panem Wysokińskim o wysokość tego budynku”. –  Został zmieniony plan. Już zapisów dotyczących sylwety nie ma, jest tylko zapis dotyczący wysokości. I w tym zakresie ten projekt jest sprzeczny z planem. Zresztą te budynki, które obok stoją, też są sprzeczne z planem, ale to jest może inne zagadnienie... – stwierdził. W tym momencie wtrącił się prezydent i odebrał dyrektorowi głos. Dzień poźniej Mirosław Hagemejer stracił uprawnienia, a kilka tygodni póżniej już w Ratuszu nie pracował.

Na zdjęciu: Sędzia Grzegorz Grymuza w uzasadnieniu wyroku podkreślił, że ustawa lex deweloper daje większe możliwości niż miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego. Fot. Krzysztof Wiejak

6 odpowiedzi do “Mieszkańcy przegrali batalię z lex deweloper. Ale zapowiadają, że to nie jest koniec bitwy”

  1. kronikidewelorozwoju pisze:

    To jest regułą na nowo powstających dewelo-gettach, że dewelo-buraczek najpierw mami leszczy wizkami, a po kilku latach jest płacz, bo ten czy inny cfaniak dogęścił. A już szczególnie ma to miejsce w rewirach opanowanych przez dewelo-buraczków z Loży, o których wiadomo, że są w stanie przepchnąć dowolną masakrę urbanistyczną K0lanem swojego kreta z rathausu.
    Zresztą akurat w tym przypadku tym mniej mi szkoda lokatorów, którzy świadomie kupili kurniki w makabryłach, na których szpetotę wystawione się codziennie dziesiątki tysięcy ludzi przemieszczających się w zasięgu tego przytłaczającego widoku.
    Miejmy nadzieję, że w obliczu załamania sprzedaży kurników ten 14-piętrowy brutalistyczny kloc to będzie łabędzi śpiew tego dewelo-buraczka, na którego raucie tak świetnie bawił się Rozwijacz z Jakubowic.

  2. Lublinianin pisze:

    Rzygać się chce, patrząc na to jak lubelskie urzędasy zmarnowały potencjał ul Północnej I okolic…

    Można było wykorzystać te inwestycje deweloperskie żeby stworzyć z nich nowy spójny kawałek miasta, śródmieścia. Tymczasem pozwolono na nastawianie wzdłuż ulicy klocków dużych i małych, z parkingowiskami od frontu, każdy z innej mańki, jak na wsi. I tak powstało takie niewiadomoco, zbiór chaotycznie ponastawianych budynków, z których każdy stoi niczym osobna twierdza, odseparowana od otoczenia. Kompletny upadek urbanistyki miejskiej, o zagospodarowaniu tego miasta decyduje najwyraźniej jakąś banda wieśniaków która nie wie co to miasto.

  3. akteon pisze:

    Przecież tam już jest Pekin! Odliczam dni do końca tej parszywej prezydentury przyjaciela deweloperów… Niestety, jeszcze wiele ich zostało.

  4. kronikidewelorozwoju pisze:

    Można odliczać, ale PO Dewelo-Duce nastanie Fujara, czyli będzie to samo, z tym że naciskiem na ubogacanie Tęgiego Łba.

  5. Behemot pisze:

    Zachęcam Jawny Lublin do przyjrzenia się temu, co dzieje się na „nowej Wojciechowskiej”. Dzielnica Konstantynów z niską, maksymalnie czteropiętrową zabudową w tej okolicy została „ozdobiona” klocem „apartamentowca” budowanego aktualnie przez Żagiel Dom na terenie przekształconym z przemysłowego. Były wiceprezydent Artur Szymczyk publicznie na spotkaniu z mieszkańcami twierdził, że to wspaniały pomysł, bo to „ochrona przed hałasem” ze skrzyżowania Wojciechowska, Bohaterów Monte Cassino, Mazowieckiego. Wspaniała ochrona poprzez dołożenie docelowo 500 mieszkań, w których na pewno nikt nie będzie miał samochodu i nie dołoży ruchu do i tak zagęszczonego samochodowo i bardzo hałaśliwego od czasu otworzenia dwupasmowej BMC fragmentu miasta. A to nie koniec, bo teren po dawnej Polfie, a potem Baxterze, kupił deweloper Budimex z Białej Podlaskiej i szybko załatwił sobie projekt z podpisem pewnej ustosunkowanej pani, byłej pracownicy Ratusza, która specjalizowała się onegdaj w znajdowaniu argumentów, dlaczego można coś budować, gdzie nie można. W tym projekcie absolutnie koszmarne szare bloczyska po 7,8 i 9 kondygnacji,no bo przecież trzeba wyciągnąć miliony kosztem zrujnowania charakteru dzielnicy. Nie można postawić tam szeregowej, kameralnej zabudowy, za mały zysk. Protest mieszkańców dał taki efekt, że parcie do projektu, między innymi przez radną Monikę Orzechowską, tak niby dbającą o dzielnicę, zostało chwilowo zastopowane, ale nie mam złudzeń, że na długo. Kolejne 700 mieszkań, które na pewno nie podniosą ruchu w newralgicznym miejscu zjazdu do obwodnicy, nie oszpecą trwale dzielnicy domów prywatnych i nie zmienią gospodarki wodnej w tym miejscu, doprowadzając do zalewania niżej położonych terenów, prędzej czy później zostanie przeforsowane/przpchnięte kolanem pod stołem, a WOŚ znów nie dostrzeże niczego zagrażającego w tym projekcie. Chciwość i pycha kroczą przed upadkiem, tyle że niestety na razie nie sprawców tych koszmarnych bloczysk i betonozy, ale zielonego miasta, które zamienia się w betonowe. Wstyd „włodarze”, wstyd i hańba, gdy pod płaszczykiem „rozwoju miasta”, zamiast ściągać biznes i myśleć o miejscach pracy dla młodych, którzy uciekają z Lublina, zmieniacie to miasto bezpowrotnie w jakąś sypialnię z chorego snu dewelopera, w której mało kto będzie chciał i mógł spać, gdy nie będzie drzew i parków, nie będzie pracy, a zatkane samochodami drogi będą jak z wizji z „Łowcy androidów”.

  6. kronikidewelorozwoju pisze:

    @Behemot
    Nie bez K0zery Rozwijacz z Jakubowic pod pretekstem remontu Wojciechowskiej podprowadził cfaniakom kanalizację burzową (14 mln – ulica zamknięta dla ruchu prawie 1 rok), co by mogli wyposażyć swoje klocki w garaże podziemne bez obaw, że będą zalewane.
    Zobaczymy, ile ynwestorków nieruchowych skusi się na kurniki w bloku-studni, który obecnie wznosi żaglówkowy cfaniak.
    Standardem w Dziadogrodzie jest już od dawna, że w miejsce likwidowanych zakładów produkcji wyrasta dewelo-grzybnia.
    Ciekawe jak długo jeszcze pociągnie Dziadogród na tym modelu „rozwoju”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Polecamy

Brak polecanych postów.